Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Bezdomna - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Bezdomna

Электронная книга - «Bezdomna». Краткое содержание книги:

To historia, która może toczyć się obok ciebie.
Zawsze warto wysłuchać historii drugiego człowieka do końca.
W ten sposób można uratować komuś życie.
1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 45
Перейти на страницу:

I natychmiast włączał się „Czerwony alarm!” – o to Im chodzi. Bym błagała o pomoc.

Tylko czekają, by zabrać dziecko do karmienia i...

Milczałam. A mój umysł brnął w szaleństwo.

Przyjechał Krzysztof. Tak dziwnie patrzył na małą. Uśmiechnął się i chciał ją wziąć na ręce. Po co? Przecież wie, że to nie jego dziecko! Na pewno jest w zmowie z Tamtymi!

Nie pozwoliłam.

Przestał się uśmiechać. Sucho zapytał, czy ma zarejestrować Alę na swoje nazwisko, czy może wpadłam na jakiś inny pomysł. Nie, nie! Niech dziecko będzie nasze wspólne! To o jedno zagrożenie dla Alusi mniej, bo przecież w zmowie z Tamtymi mógł być Czarek! Oczywiście tego na głos nie powiedziałam. Podziękowałam pokornie mojemu mężowi, a kiedy wyszedł, a maleńka nadal była przy mnie, opadłam na poduszki i rozpłakałam się.

Moja druga doba w roli matki przebiegała podobnie do pierwszej: karmiłam i płakałam razem z Alą, gdy ona zasypiała, płakałam w samotności. Gdy musiałam skorzystać z toalety, budziłam dziecko, a gdy zaczynało krzyczeć z głodu, wlokłam się, obolała, i wracałam czym prędzej – słysząc płaczące dziecko, wiedziałam, że wciąż tutaj jest.

Trzeciego dnia przyjechali z Bydgoszczy moi rodzice i wtedy po raz pierwszy próbowałam prosić o pomoc. Kinga-normalna wzięła przez chwilę górę nad Kingą-wariatką.

– Mamo, ze mną jest coś nie tak – zaczęłam, gdy tylko okrzyki radości i zachwytu nad Alusią przycichły. – Ja strasznie się o nią boję... – tu oczywiście zaczęłam płakać, a mama próbowała mnie przytulić, co nie było łatwe, bo przyciskałam do piersi dziecko. – Nie mogę spać, nie jem, tylko jej pilnuję... – mówiłam, łykając łzy.

– Musisz jeść, dziecko! Przecież karmisz! – oburzyła się moja matka i już wiedziałam, że nie usłyszała tego, co najważniejsze.

– Z tym karmieniem też jest wszystko nie tak! – krzyknęłam, zachłystując się łzami. – Ala poraniła mi brodawki! Ssie mleko z krwią, a ja mam ochotę ją odepchnąć!

– To normalne, Kinguniu, wierz mi! Ty też byłaś małym kanibalem. – Matka pogładziła mnie po włosach. – Przywykniesz, wszystko będzie dobrze, one – przy ojcu krępowała się powiedzieć „brodawki” – się uodpornią. Zobaczysz... Weźmiemy wnusię na pół godziny, a ty się zdrzemnij...

– Nie!!! – krzyknęłam tak, że dziecko, które przed chwilą zasnęło, otworzyło szeroko oczy i zaczęło płakać. – Nie – powtórzyłam, bo w głowie Kingi-wariatki włączył się „Czerwony alarm!”. Moja matka i mój ojciec na pewno nie byli w zmowie z Nimi – wtedy jeszcze nie – ale czy daliby radę, dwoje starszych, bezbronnych ludzi, uzbrojonym bandytom z ruskiej mafii?

Wtedy właśnie doszły do mojej świadomości, do świadomości Kingi-wariatki, nowe szczegóły, które jeszcze bardziej uprawdopodobniły „Czerwony alarm!”. Trzech łysoli, niby z ochrony szpitala, nawet mieli mundury dokładnie takie same jak ochroniarze, czekało – gdzie?

tutaj, na oddziale położniczym? na dole, przy wejściu? ukryci czy zupełnie jawnie? – aż ktokolwiek wyniesie Alusię z mojego pokoju i...

Mama żachnęła się nieco, ojciec pokręcił głową – ach te humory młodych matek, ale zamiast zabierać mi dziecko, zrobili coś, za co byłam im wdzięczna: przynieśli do pokoju obiad.

Mój pierwszy posiłek od trzech dni. Pochłonęłam go w mgnieniu oka, wypiłam trzy szklanki kompotu, nie zdając sobie do tej pory sprawy, jak bardzo byłam odwodniona, zjadłam jeszcze jeden talerz zupy, obudziłam dziecko, które zaczęło krzyczeć z głodu, i – zostawiając je pod niepewną opieką moich rodziców – powlokłam się do łazienki. Wzięłam prysznic, też po raz pierwszy od urodzenia Alusi, i wychodząc spod niego, zaczęłam mdleć.

Kinga-normalna wzięłaby to za objaw totalnego osłabienia z głodu i braku snu,

Kinga-wariatka utwierdziła się tylko w swoim obłędzie: a jednak dosypali mi czegoś do kompotu...

Zebrałam się w sobie, przez chwilę trzymając głowę między nogami, i wróciłam do płaczącego dziecka. Wyrwałam je ojcu z rąk i z westchnieniem ulgi, choć wiedziałam, że zaraz będę płakać z bólu, przystawiłam małą do piersi.

Moja matka patrzyła na mnie długą chwilę – już wtedy musiałam wyglądać jak upiór –

ale nie powiedziała ani słowa. Pstryknęli dziecku jeszcze kilka fotek – słodkie maleństwo u piersi swojej mamy – i poszli.

Ja zostałam znów sama z rosnącym przerażeniem i niemalejącym bólem.

Tej nocy na oddziale wydarzyło się coś, co dołożyło drew do ognia. Zmarła jedna z pacjentek. Ale najpierw ja zaczęłam słyszeć GŁOSY.

– Kinga Król – po południu ktoś wymówił moje imię i nazwisko gdzieś na korytarzu.

Nadstawiłam uszu, nie wiedząc wtedy jeszcze, że to nowe urojenie coraz bardziej chorego umysłu. – Kinga Król! – usłyszałam głośniej i wyraźniej.

Czekałam, aż uchylą się drzwi, i ten, kto mnie woła, wejdzie do środka, i... rozglądałam się w panice po pokoju. Dokąd uciekać, jeśli będzie to mężczyzna z kałachem? Bo wiedziałam już, że oprócz uniformów ochrony moi prześladowcy są również uzbrojeni w karabiny.

Ale drzwi pozostawały zamknięte. Klamka ani drgnęła. Za to usłyszałam pod raz trzeci:

– Kinga Król!

I tak miałam słyszeć od tej pory co kilka minut. Przez całą dobę. Bez przerwy. Na okrągło.

Raz było to spokojne:

– Kinga Król.

Innym razem natarczywe czy wręcz agresywne:

– Kinga Król!!!

Później dojdą inne słowa:

– Gdzie jest Kinga Król? Czy jest tu Kinga Król?

To „Kinga Król” nawet Kingę-normalną doprowadziłoby do obłędu. Dla Kingi-Czerwony alarm! było tylko dowodem: są blisko. Czekają.

Podczas wieczornego obchodu zainteresował się moim stanem jeden z lekarzy. Podniósł

do oczu kartę, spojrzał na upiora o imieniu i nazwisku powtarzanym coraz częściej.

1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 45
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)