Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » The Lady of the Lake [Pani Jeziora]
The Lady of the Lake [Pani Jeziora] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

The Lady of the Lake [Pani Jeziora]

Электронная книга - «The Lady of the Lake [Pani Jeziora]». Краткое содержание книги:

After walking through a portal in the Tower of the Swallow, thus narrowly escaping death, the Witcher girl, Ciri, finds herself in a completely different world... a world of the Elves. She is trapped with no way out. Time does not seem to exist and there are no obvious borders or portals to cross back into her home world.
But this is Ciri, the child of prophecy, and she will not be defeated. She knows she must escape to finally rejoin the Witcher, Geralt, and his companions - and also to try to conquer her worst nightmare. Leo Bonhart, the man who chased, wounded and tortured Ciri, is still on her trail. And the world is still at war
1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 128
Перейти на страницу:

— Wolna droga — Fringilla wstała, nieomal tak gwałtownie jak niedawno Milva. - Proszę bardzo! Na przełęczach czekają na was śnieżyca, mróz i przeznaczenie. I jakże bardzo potrzebna wam ekspiacja. Wolna droga! Ale wiedźmin zostanie tu. W Toussaint! Ze mną!

— Sądzę — odparł spokojnie wampir — że jest pani w błędzie, pani Vigo. Sen, który wiedźmin śni jest, przyznaję to z ukłonem, snem czarownym i pięknym. Ale każdy sen, zbyt długo śniony, zmienia się w koszmar. A z takowego budzimy się z krzykiem.

*****

Dziewięć kobiet, siedzących za wielkim okrągłym stołem zamku Montecalvo, wpijało oczy we Fringillę Vigo. We Fringillę, która nagle zaczęła się jąkać.

— Geralt wyjechał do winnicy Pomerol ósmego stycznia rano. A wrócił… Chyba ósmego w nocy… Albo dziewiątego przed południem… Nie wiem tego… Nie mam pewności…

— Składniej — poprosiła łagodnie Sheala de Tancarville. - Prosimy Składniej, panno Vigo. A jeśli jakiś fragment opowieści peszy panią, prosimy go zwyczajnie pominąć.

*****

Po kuchni, stąpając ostrożnie na pazurzastych łapach, chodziła jarzębiata kura. Pachniało rosołem.

Drzwi otworzyły się z trzaskiem. Do kuchni wpadł Geralt. Na zaczerwieniałej od wiatru twarzy miał siniak i fioletowo-czerwony strup zakrzepłej krwi.

— Dalej, drużyna, pakować się — ogłosił bez zbędnych wstępów. - Wyjeżdżamy! Za godzinę, ani chwili później, chcę widzieć was wszystkich na wzgórku za miastem, tam, gdzie stoi słup. Spakowanych, w siodłach, gotowych do dalekiej drogi i trudnej drogi.

Wystarczyło. Jak gdyby czekali na tę wieść od dawna, jak gdyby od dawna byli w gotowości.

— Ja migiem! — krzyknęła, zrywając się Milva. - Ja i w pół godziny gotowa będę!

— Ja też — Cahir wstał, rzucił łyżkę, spojrzał na wiedźmina bacznie. - Ale chciałbym wiedzieć, co to jest. Kaprys? Kłótnia kochanków? Czy też naprawdę szlak?

— Naprawdę szlak. Angouleme, czemu robisz miny?

— Geralt, ja…

— Nie bój się, nie zostawię cię. Zmieniłem zdanie. Ciebie trzeba pilnować, smarkulo, nie można spuszczać cię z oka. Jazda, mówiłem, pakować się, troczyć juki. I pojedynczo, żeby pozoru nie dawać, za miasto, pod słup na wzgórek. Za godzinę się tam spotkamy.

— Niezawodnie, Geralt! — krzyknęła Angouleme. - Kurwa, nareszcie!

W mgnieniu oka w kuchni zostali tylko Geralt i jarzębiata kura. I wampir, spokojnie kontynuujący siorbanie rosołu z lanymi kluseczkami.

— Czekasz na specjalne zaproszenie? — spytał chłodno wiedźmin. - Czemu jeszcze siedzisz? Zamiast juczyć muła Draakula? I żegnać się z sukkubem?

— Geralt — powiedział spokojnie Regis, zaczerpując dolewkę z wazy. - Na pożegnanie z sukkubem starczy mi tyle samo czasu, co tobie na pożegnanie z twoją czarnulką. Założywszy, że ty z twoją czarnulką w ogóle masz zamiar się żegnać. A tak między nami: młodzików mogłeś posłać do pakowania krzykiem, gwałtem i rabanem. Mnie należy się coś więcej, choćby z racji wieku. Proszę o kilka słów wyjaśnienia.

— Regis…

— Wyjaśnienie Geralt. Im szybciej zaczniesz, tym lepiej. Wczoraj rano, zgodnie z umową, spotkałeś się u bramy z rządcą winnicy Pomerol…

*****

Alcides Fierabras, czarnobrody rządca winnicy Pomerol poznany w "Bażanciarni" w wigilię Yule, czekał na wiedźmina przy bramie, z mułem, sam zaś odziany był i wyposażony, jakby mieli w planach podróżować gdzieś hen, hen, daleko, na kraj świata, aż za rzekę Bramę Solveigi i przełęcz Elskerdeg.

— Blisko to i w samej rzeczy nie jest — odrzekł na kwaśną uwagę Geralta. - Wyście, panie, przybysz z szerokiego świta, to się wam nasze małe Toussaint widzi zadupiem, myślicie, że tu od granicy do granicy czapką rzucić zdoła, i to suchą czapką nawet. Otóż w błędzie jesteście. Do winnicy Pomerol, tam bowiem zmierzamy, niezły kawał drogi, jeśli na południe tam staniemy, to sukces będzie.

— Błąd zatem — rzekł sucho wiedźmin — że tak późno wyruszamy.

— Ano, może i błąd — Alcides Fierabras łypnął na niego i dmuchnął w wąsy. - Alem nie wiedział, żeście z takich, co o świtaniu skorzy. Bo to u wielkich panów nieczęste.

— Nie jestem wielkim panem. W drogę, panie rządco, nie traćmy czasu na próżne gatki.

— Z ust żeście mi to wyjęli.

Pojechali przez miasto, aby skrócić drogę. Geralt początkowo chciał protestować, lękał się utknięcia w znanych mu, zatłoczonych zaułkach. Rządca Fierabras jednak, jak się okazało, znał lepiej i miasto, i pory, w których na ulicach nie było tłoku. Jechali bezproblemowo i szybko.

Wjechali na rynek, minęli szafot. I szubienicę z wisielcem.

— Niebezpieczna to rzecz — wskazał ruchem głowy rządca — rymy składać i piosenki śpiewać. Osobliwie publicznie.

— Surowe tu sądy — Geralt w mig połapał się, w czym rzecz. - Gdzie indziej na paszkwil najwyżej pręgierz.

— Zależy, na kogo paszkwil — ocenił trzeźwo Alcides Fierabras. - I jak rymowany. Nasza księżna pani dobra jest i kochana, ale jak się zdraźni…

— Pieśni, jak mawia pewien mój znajomy, nie można zdławić.

— Pieśni nie. Ale pieśniarza i owszem, proszę.

Przecięli miasto, wyjechali bramą Bednarską wprost w dolinę Blessure, żwawo pluszczącej i pieniącej się na bystrzach. Śnieg na polach leżał tylko w bruzdach i zagłębieniach, ale było dość zimno.

Minął ich poczet rycerski, zmierzający pewnie ku Przełęczy Cervantesa, na graniczną strażnicę Vedette. Zakolorowiło się o wymalowanych na tarczach i wyhaftowanych na płaszczach i kropierzach gryfów, lwów, serc, lilii, gwiazd, krzyży, krokwi i innych heraldycznych dupereli. Zadudniły kopyta, zafurkotały proporce, rozbrzmiała śpiewana mocnymi głosy pieśń o rycerskiej doli i o miłej, która, miast czekać, wcześniej się wydała.

Geralt odprowadził poczet wzrokiem. Widok błędnych rycerzy przywiódł mu na myśl Reynarta de Bois-Fresnesa, który dopiero co powrócił był ze służby i regenerował siły w ramionach swej mieszczki, której mąż, handlowiec, nie wracał ranki i wieczory, zapewnie zatrzymany gdzieś w drodze przez wezbrane rzeki, bory pełne zwierza i inne szaleństwa żywiołów. Wiedźmin ani myślał wyrywać Reynarta z objęć kochanki, ale prawdziwie żałował, że nie przełożył kontraktu z winnicą Pomerol na jakiś późniejszy termin. Polubił rycerza, brakowało mu jego towarzystwa.

— Jedźmy, panie wiedźmin.

— Jedźmy, panie Fierabras.

Pojechali gościńcem w górę rzeczki. Blessure wiła się i meandrowała, ale była obfitość mostków, nie musieli więc nadkładać drogi.

Z nozdrzy Płotki i muła buchała para.

— Jak myślicie, panie Fierabras, długo zima potrzyma?

— W Saovine mróz był. A powiada przysłowie: "Gdy w Saovine mróz, ciepłe gacie włóż".

— Rozumiem. A wasza winorośl? Nie zaszkodzi jej zimno?

— Zimniej bywało.

Jechali w milczeniu.

— Owo baczcie — odezwał się Fierabras, wskazując. - Tam, w kotlinie, leży wioska Lisie Doły. Na tamtej szych polach, dziw nad dziwy, garnki rosną.

— Słucham?

— Garnki. Rodzą się w ziemi łonie, same z siebie, wyłącznie sztuką przyrody, bez jakiegokolwiek dopomagania ludzkiego. Jak gdzie indziej ziemniaki rosną albo rzepa, w Lisich Dołach rosną garnki. Wszelkiego rodzaju i różnych kształtów.

— Doprawdy?

— Żebym tak zdrów był. Po temu nawiązują Lisie Doły partnerskie kontakty z wsią Dudno w Maecht. Tam bowiem, jak wieść niesie, ziemia rodzi pokrywki do garnków.

1 ... 25 26 27 28 29 30 31 32 33 ... 128
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)