Księżniczka
- Автор: Пилипюк Анджей
- Год: 2004
- Язык: польский
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Księżniczka». Краткое содержание книги:
Monika polubiła szkołę. Wśród koleżanek wzbudza sympatię, ale szepczą, nazywają ją Księżniczką; jest taka od nich różna. Widać, że ze Stanisławą i Katarzyną łączy ją jakieś porozumienie.
Czy można otrzymać złoto innym sposobem niż przez alchemię, naukę doskonałych? Można. Cena jest jednak wysoka. Mistrz Sędziwój ją zna, zna tajemnicę Bractwa Drugiej Drogi. Czy będzie musiał rozstać się z ukochanym miastem?
A inspektor policji ma trudny orzech do zgryzienia. Martwy człowiek, przyszpilony do podłogi szpadą, ślady trucizn, rękawica… Jakby tego było mało, co i raz pojawiają się kolejne trupy, odcięte dłonie, połamane japońskie miecze ze sklepu z pamiątkami… I praktykant – mądrala, wymiotujący nawet na widok mumii.
Zadanie inspektora: jak połączyć to wszystko w sensowną historię?
Na końcu antykwariatu, za ostatnim regałem, w ścianę wpuszczono małe, metalowe drzwiczki. Gospodarz wyjął z kieszeni pęczek kluczy i otworzył je.
– Proszę za mną – powiedział poważnie.
Wkroczyli w ciemność. Powietrze pachniało kurzem i starym papierem. Po chwili przewodnik pstryknął przełącznikiem. Kilka słabych żarówek rozjaśniło pomieszczenie, jednak cienie nadal zalegały po kątach.
– O w mordę… – wyrwało się Katarzynie.
Stali na dnie szybu klatki schodowej. Schody pięły się do góry spiralą i nikły w mroku gdzieś pod dachem cztery kondygnacje wyżej. Do ścian przymocowano półki, na nich ciasno tłoczyły się książki. Tysiące, nie, dziesiątki tysięcy woluminów. Jedne oprawione w szare płótno, inne połyskujące złotem tłoczonych skórzanych okładek.
– Biblioteka cadyka Salomona Storma! – wyszeptał Alchemik.
Agentka zlustrowała pomieszczenie uważnym wzrokiem.
– Ta kamienica miała dwie klatki schodowe – powiedziała wreszcie. – Główna pozostała, a drugą ukryliście. Zamurowaliście wszystkie drzwi do niej prowadzące i wszystkie okna. Położyliście świeże tynki i zostawiliście tylko jedno wejście, to ze sklepu.
– W czasie wojny i ono było zamurowane.
– Jak to możliwe? – zdziwiła się Monika – Przecież ktoś musiał wiedzieć…
– Tu mieszkali tylko Żydzi – wyjaśnił staruszek. – Te schody przeznaczone były dla służby i prowadziły tylko do pięciu mieszkań. Wszyscy wiedzieli oczywiście, ale poszli do getta. Tu zamieszkali Polacy, którzy przed wojną nie bywali w tym domu, więc nie zorientowali się, że czegoś brakuje. Po wojnie wróciło tylko kilkoro naszych i jakoś nikogo nie zdziwił fakt, że teraz tego przejścia nie ma. Nie mieli już służby i nikomu nie były potrzebne kuchenne schody.
Na dnie szybu stał stolik, a wokół niego sześć krzeseł. Antykwariusz zapalił grubą, woskową świecę w lichtarzu stojącym pośrodku blatu. Płomień sprawił, że cienie zalegające w kątach ożyły. Zgasił żarówki i biblioteka pogrążyła się prawie w zupełnych ciemnościach. Goście zasiedli wygodnie.
– Co was interesuje? – zapytał.
– Ktoś zbudował golema – wyjaśnił Alchemik.
Gospodarz się uśmiechnął.
– Oczywiście, że zbudowano golema. Jak w każdym pokoleniu. Dlaczego was to niepokoi?
– Kto go zbudował? – Stanisława aż poderwała się z miejsca.
– Nie wiem, nie dopuszczono mnie do wszystkich tajemnic. Kazano mi jednak odpowiedzieć na wasze pytania. Oczywiście na te, na które będę znał odpowiedź.
– Ktoś użył golema cztery dni temu. Próbował nas zabić – zaczęła Monika.
– Niemożliwe.
– Ktoś go zbudował, wykorzystując glinę z waszego cmentarza – dodał Alchemik.
Apfelbaum milczał, zadumany.
– Jeśli macie rację – powiedział wreszcie – to muszę zawiadomić naszych. Jesteście pewni, że to był golem?
– Wpakowałyśmy w niego ze dwadzieścia kul. A zamiast krwi miałyśmy na podłodze warstewkę glinianego pyłu – wyjaśniła alchemiczka.
– Dziwne. – Antykwariusz poprawił binokle na nosie.
– Może opowie pan nam coś więcej na temat golemów? – zagadnęła Katarzyna.
Po twarzach Stanisławy i Mistrza przebiegł cień zniecierpliwienia. Jednak starzec nie dostrzegł tego. Usiadł wygodnie i zaczął wykład.
– Wedle naszych wierzeń raz na trzysta sześćdziesiąt lat Bóg pochyla się nad światem, jak kiedyś pochylił się nad Sodomą i Gomorą. Patrzy i ocenia nas, a w jego sercu wzbiera smutek i żal. Czy wiecie, jak mógł być oddalony los tych dwu miast?
– Bóg wysłał do nich Abrahama. Ten miał głosić nawrócenie i szukać sprawiedliwych. Gdyby znalazł choć jednego, Bóg zmieniłby swój wyrok – odparła księżniczka.
– Tak jest i dziś. Gdy On pochyla się nad światem, wypatruje sprawiedliwych. W każdym pokoleniu żyje trzydziestu sześciu świątobliwych Żydów. Póki żaden z nich nie zdradzi, nie przejdzie na stronę szatana, nie pogrąży się w zepsuciu, możemy czuć się bezpiecznie… Nie nadejdzie koniec świata, gdyż razem z nami, grzesznymi i pełnymi żądz, ogień gniewu dotknąłby i ich. Czasem domyślamy się, kim są, częściej ich tożsamość jest przed nami zakryta. Mówiono, że Storm był jednym z nich, a może to nieprawda… – zamyślił się.
Wszyscy milczeli, czekając, aż podejmie opowieść. Wreszcie przemówił.
– Świątobliwi nie znają się nawzajem, w większości przypadków nie podejrzewają nawet, że to oni podtrzymują istnienie świata. Rozpoznają ich jedynie Bóg i szatan. Dla tego ostatniego stają się celem szczególnie silnych ataków – wyjaśnił. – Dlatego, aby ich chronić, raz na pokolenie najznamienitsi kabaliści budują golema. Ma on bronić sprawiedliwych. On też potrafi ich rozpoznać…
– A jeśli któryś z nich umrze? – zaciekawiła się Katarzyna.
– Rodzi się nowy. Nie zabraknie ich nigdy. Przynajmniej mamy taką nadzieję…
– A więc mędrcy kabaliści zbudowali golema i przebywa on obecnie w… – zaczęła Katarzyna.
– Tak. Zawsze buduje się dwa i, poddawszy je próbom, niszczy mniej doskonałego. Dobrze wykonany jest prawie nie do rozpoznania.
– Hmm… Czyli następnym razem może zaskoczyć nas na ulicy? Nie da się go jakoś wyłuskać z tłumu?
– Ma kilka charakterystycznych cech. Nazywamy je stygmatami golema. Po nich daje się go rozpoznać. Nawet w tłumie…
– Jakie to cechy? – zapytała księżniczka.
– Stygmaty są psychiczne i fizyczne. Golem jest bezpłodny, nie odczuwa pociągu seksualnego, najczęściej ma niewykształcone narządy rodne. Czasem nie umie się wysłowić, jąka się lub mówi rzeczy niezrozumiałe. I nie czuje przynależności do rodzaju ludzkiego. Jego ciało jest doskonalsze niż ciało człowieka. Może nie spać przez wiele dni, wytrzymuje niezwykle długo bez wody i pożywienia. Można go zamurować żywcem, a on i tak przetrwa całe lata, gdyż nie potrzebuje powietrza. Ma płuca, ale służą one tylko po to, by mógł wydawać dźwięki. Gdy nie mówi, nie oddycha. Prawidłowo wykonany w zasadzie nie różni się od ludzi, można go jednak rozpoznać po tym, że ma pewne cechy szczególne. Na klatce piersiowej w okolicy serca posiada zagłębienie w kształcie misy. Na czole widnieje u niego znak w kształcie litery Y lub X. Jego lewa stopa jest odrobinę bezwładna. I jest długowieczny. Może żyć nawet sto pięćdziesiąt lat.
– Jasna cholera! – Katarzyna domyśliła się pierwsza.
Zerwała się od stołu, wywracając krzesło. Pozostali też odskoczyli do tyłu. W następnym ułamku sekundy trzymała już w ręce pistolet, a koniec lufy celował w czoło starca.
– Pociski z ołowianymi czubkami, rusz się tylko, a wpakuję w ciebie dwanaście! – krzyknęła.
Spojrzał na nią zupełnie obojętnie.
– I naprawdę sądzisz, że mnie to zabije? – Uśmiechnął się. – Przeżyłem gorsze rzeczy niż odstrzelenie głowy.
Stanisława poczuła, jakby połknęła kostkę lodu. Jej żołądek promieniował chłodem.
Wystarczy, że zdmuchnie świecę, pomyślała. W ciemności wykończy nas w kilka sekund.
– Usiądźcie – poprosił łagodnym, spokojnym głosem. – Gdybym chciał was zabić lub gdybym dostał takie polecenie, dawno byście nie żyli.
Alchemik zdecydował się pierwszy.
– Golemy można zbudować na dwa sposoby – podjął opowieść antykwariusz. – W sposób, nazwijmy to, naukowy, nadając im rozum, wdrażając do procedur logicznego myślenia, a nawet planowania przyszłości. I na sposób drugi. Mnie zbudował cadyk Salomon Storm przy współudziale wszystkich kabalistów z Krakowa oraz kilku przesiedleńców z Rzeszy. Wyposażył mnie w umysł niemal równy swojemu i nakazał strzec biblioteki. Nie posiadam mocy koniecznej do ochrony sprawiedliwych i nie jest to moim zadaniem. Można też zrobić wszystko po partacku… Tak jak Jehuda ben Becalel z czeskiej Pragi, który do tego był tak nieostrożny, że o jego doświadczeniach dowiedzieli się goje… Można to zrobić szybko, zwalić na stos kupę gliny, ulepić z niej kukłę, napisać na dłoni kilka hebrajskich liter i tchnąć w nią życie pobawione rozumu. Tak wykonany golem będzie miał wszystkie cechy prawdziwego, ale nadawać się będzie do jednorazowej akcji. Można go wysłać, by ukręcił komuś głowę, i trzeba go zniszczyć, nim nadejdzie czas szabasu.