Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Tajemnicza wyprawa Tomka - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tajemnicza wyprawa Tomka

Электронная книга - «Tajemnicza wyprawa Tomka». Краткое содержание книги:

Piąty tom serii przygód Tomka Wilmowskiego. Akcja powieści rozgrywa się w 1908 roku. Nasi bohaterowie uczestniczą w wyprawie myśliwskiej, której celem jest odławianie dzikich zwierząt dla potrzeb europejskich ogrodów zoologicznych. Owa wyprawa jest tylko kamuflażem. Prawdziwym celem tej wyprawy w głąb Syberii jest odnalezienie Zbigniewa Karskiego — ciotecznego brata Tomka Wilmowskiego, który został zesłany na Syberię. Wyprawa odnosi sukces. Polski zesłaniec zostaje odnaleziony. W książce możemy znaleźć dużo ciekawych wiadomości o Syberii, jej florze i faunie oraz o ludziach tam mieszkających.
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 65
Перейти на страницу:

Bosman nie tracił cennego czasu. Położył karabin na ziemi, wyjął rewolwer z pochwy, wepchnął go za pas. Przesunął rękojeść noża, by łatwo mógł trafić do niej dłonią, dźwignął się i skoczył...

— Nie strzelaj, Udadżalaka! — wrzasnął Tomek, ujrzawszy lufę wychylającą się zza framugi drzwi.

— Milcz! — syknął Smuga, usiłując dłonią zatkać mu usta, lecz było już za późno.

Chunchuzi o kilka sekund za wcześnie spostrzegli, że to ktoś obcy biegnie do nich. Jak na komendę poderwali się z ziemi. Pierwszy potężnie zamachnął się maczugą; byłby niechybnie roztrzaskał bosmanowi głowę, gdyby ten, tuż przed nim, jak długi nie padł na ziemię. W tej chwili czujny Udadżalaka rzucił się marynarzowi na pomoc. Wyskoczył z fanzy, uderzeniem kolby powalił chunchuza. Bosman rozzłoszczony niepowodzeniem porwał się z ziemi jak huragan. Chwycił obezwładnionego przez Udadżalakę wroga, uniósł go jak piórko ponad głowę i z rozmachem rzucił w gromadę atakujących chunchuzów. Dwóch czy trzech przewróciło się, a olbrzymi marynarz już wskoczył w czeredę bandytów. Silnym ciosem pięści powalił jednego z nich, drugiego pchnął nożem. Trzech naraz chwyciło go za ramiona, bosman strząsnął ich z siebie; celnymi uderzeniami pięści, z nożem w zębach, siał straszliwe spustoszenie. Udadżalaka wiernie mu sekundował. Kolbą karabinu uderzał na prawo i lewo, osłaniał bosmana, aby nikt nie mógł zdradziecko zaatakować go z tyłu. Naraz Fu Czau i jego stary ojciec włączyli się do walki.

Chunchuzi czatujący w zaroślach byli bezsilni. Nie mogli użyć broni palnej, ponieważ gwałtowna walka wręcz uniemożliwiała rozpoznanie wroga. Widząc, że może ich spotkać sromotna klęska, postanowili wesprzeć swych towarzyszy. Z przeraźliwym wrzaskiem wyskoczyli z zarośli.

Smuga i Tomek tylko na to czekali. Dwukrotnie wypalili z karabinów, a następnie uzbrojeni w rewolwery, z boku dopadli napastników. Gruchnęły strzały. Skurcz bólu przebiegł po twarzy Smugi. Kula ugodziła go w lewe ramię, lecz dwoma celnymi strzałami usunął napastników ze swej drogi. Tomek podstawił nogę jakiemuś chunchuzowi, już miał powstającego ogłuszyć rękojeścią rewolweru, gdy wtem sam otrzymał cios w głowę. Upadł. Jak przez mgłę ujrzał plecy Smugi, który w porę osłonił go przed ponownym uderzeniem kolbą. Dzielny Tomek przemógł własną słabość. Dźwignął się na nogi. Smuga walczył wręcz z jakimś brodaczem. Tomek chwycił chunchuza za kołnierz, uderzył go w tył głowy.

Krótka, lecz nadzwyczaj gwałtowna walka dobiegała końca. Bo oto rozjuszony bosman nadbiegł swoim druhom na pomoc. Reszta chunchuzów nie miała już odwagi stawić mu czoła w otwartej walce. Huknęło parę niecelnych strzałów. Chunchuzi zaczęli czmychać z pola walki.

Smuga znów z karabinem w dłoni słał za nimi strzał za strzałem, czym zmuszał ich do wycofywania się w wylot doliny. Niespokojnym spojrzeniem ogarnął grupkę przyjaciół. Bosman posiniaczony na twarzy naprędce obwiązywał chustką dłoń skaleczoną nożem, wszakże wesoło błyskał oczami. Wołał na Chińczyków, by natychmiast siodłali konie. Uderzenie, które otrzymał Tomek, złagodziła na szczęście futrzana czapka; z walki wyszedł jedynie z dużym guzem. Fu Czau zraniony był nożem w plecy, ale jego rana nie była groźna. Nóż lekko przeciął skórę i osunął się po lewej łopatce.

Tomek przestraszył się ujrzawszy strugę krwi ściekającą po lewej dłoni Smugi. Natychmiast popędził do fanzy po apteczkę. Gdy wrócił, Smuga był już obok szopy przy wierzchowcach. Tomek podbiegł ku niemu, a tymczasem obydwaj Chińczycy wynosili przed dom uprząż i juki.

— Niech pan zrzuci kurtkę! — zawołał Tomek. — Mam opatrunki!

— Później! Bierz konie dla bosmana i Udadżalaki. Pieszo nic nie zdziałają! — odkrzyknął Smuga. — Dołącz się do pościgu! Pędźcie chunchuzów w górę rzeki! Spiesz się, do licha!

Tomek ujął trzy wierzchowce za arkany i po chwili pospiesznie siodłał je przy pomocy Chińczyków. Niebawem galopował ku wylotowi doliny. Na stepie zaraz wypatrzył towarzyszy, którzy celnymi strzałami zmuszali chunchuzów do ucieczki w kierunku Amuru.

Tymczasem przed domem Smuga osiodłał swego konia. Razem z Chińczykami objuczył obydwa luzaki.

— Szybko utracisz siły, dostojny panie! Trzeba zahamować upływ krwi — powiedział stary Chińczyk, gdy Smuga miał dosiadać wierzchowca.

— Tu jest torba z opatrunkami. To nie potrwa długo — zachęcił Fu Czau.

Smuga nigdy nie lekceważył dobrej rady. Nierozsądny pośpiech mógł zaważyć na wyniku pościgu.

— Pomóżcie mi zdjąć kurtkę — rzekł po krótkiej chwili wahania. Stary Chińczyk przyniósł w wiadrze wodę. Smuga obmywszy się pozalepiał plastrami zadrapania na twarzy. Dopiero na końcu prawą dłonią wprawnie obmacał wciąż krwawiące lewe ramię. W mięśniu tkwiła kula. Chińczycy mocno przewinęli ranę bandażami. Fu Czau przyniósł świeżą koszulę z juków pozostawionych w fanzie.

Smuga dosiadł wierzchowca.

Stary Chińczyk podał mu karabin, który otrzymał od Udadżalaki przed rozpoczęciem walki.

— Dostojny panie, weź swoją broń! — powiedział.

— Dzielnie stanąłeś po naszej stronie, zatrzymaj ją na pamiątkę — odpowiedział Smuga. — Wóz i juki przechowajcie aż do naszego powrotu.

— Będziemy ich pilnie strzegli — zapewnił Fu Czau.

— Słuchaj, chłopcze, ruszamy w pogoń za chunchuzami. Muszą ponieść zasłużoną karę. Oddamy ich w ręce władz rosyjskich. Powiadom o tym naszych towarzyszy w obozie po drugiej stronie rzeki.

— Uczynię to natychmiast! — zapewnił Fu Czau.

— Zaraz nie możesz wyruszyć w drogę — zaoponował Smuga. — Dzisiaj musicie pogrzebać zabitych. Jeśli jutro rano pożegnasz swego czcigodnego ojca, przed wieczorem będziesz w obozie. To wystarczy. A więc do zobaczenia!

Ruszył stępa, wiodąc na arkanie dwa juczne luzaki. Podążył stepem na przełaj, wsłuchując się w odgłosy strzałów karabinowych. Nie wątpił w pomyślny wynik pościgu. Bosman i Udadżalaka posiadali zbyt dużo doświadczenia, aby pozwolili chunchuzom na ucieczkę z potrzasku. Toteż uśmiech zadowolenia błąkał się na jego ustach. Rozgromienie bandy chunchuzów i wzięcie niedobitków do niewoli powinno otworzyć im drogę do Nerczyńska.

Pognał konie. Nie zważał na ból w ramieniu, chciał jak najprędzej połączyć się z towarzyszami. Po jakimś czasie wierzchowiec, na którym jechał, gwałtownie rzucił się na bok, parskając z przestrachu. Smuga omal nie wyleciał z siodła. Spostrzegł martwego chunchuza leżącego w trawie. Smagnął konie i pognał dalej. Niebawem ujrzał pościg i uciekających.

“Dobrze się spisują” — pomyślał, obserwując zręczne manewry przyjaciół.

Tomek harcował na koniu na tyłach chunchuzów, nie pozwalając im uciekać na wschód. Natomiast bosman z Udadżalaką naciskali ich z boku i spychali ku rzece. Był dopiero wczesny ranek. Pościg powinien trwać do wieczora. W ten sposób, według obliczeń Smugi, mogli przebyć około pięćdziesięciu lub sześćdziesięciu kilometrów. Wtedy zaledwie pół dnia drogi dzieliłoby ich jeszcze od toru kolejowego.

Smuga wystrzelił z rewolweru. Tomek obejrzał się, powstrzymał konia.

— Jak dobrze, że pan już jest z nami! — zawołał, gdy Smuga zrównał się z nimi. — Czy rana nie jest poważna?

— Głupstwo, Tomku! Zajmiemy się nią na wieczornym biwaku — odparł Smuga. — Czy żaden z chunchuzów nie zdołał uciec?

— Jeden próbował, ale bosman go zastrzelił.

— Ilu ich jest teraz?

— Dziesięciu, proszę pana! Co zrobimy?

— Na razie niech uciekają na zachód...

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 65
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)