Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Lenin». Краткое содержание книги:

Lenin Ossendowskiego to książka-legenda. Została przetłumaczona na wiele języków. W latach trzydziestych zrobiła karierę na obu półkulach i odegrała znaczącą rolę w ukazaniu, kto i jak robił Rewolucję Październikową. Niezwykle sugestywny obraz ty…
O Leninie napisano setki tomów. Z czasem dopiero na drugi plan zepchnęli go Józef Stalin i Adolf Hitler. Wśród wielu prób zgłębienia leninowskiego fenomenu największe bodaj powodzenie miały przed II wojną światową pisane niemal na gorąco dwie książki: znakomitego włoskiego dziennikarza i publicysty Curzia Malapartego i właśnie Antoniego Ossendowskiego. Ta ostatnia w modnym wówczas gatunku powieści biograficznej, szeroko i szczerze, bez lukru i niezdrowej fascynacji, właściwej wielu europejskim liberałom, przedstawia piekło rosyjskiej rewolucji i wojny domowej. Ossendowski miał tę przewagę nad innymi, że czasy te przeżył w Rosji, co prawda z szeregach białych. Dlatego jego książka tchnęła autentyzmem i prawdą nawet tam, gdzie opisywał najbardziej wynaturzone praktyki złowrogiej tajnej policji – Czeki. Czytelnik otrzyma w Leninie, obok zarysu postaci Ilicza, bogaty fresk epoki.
Światowy bestseller lat trzydziestych XX wieku, książka demaskatorska, zdzierająca maskę rewolucji październikowej i odsłaniająca prawdziwe oblicza jej przywódców oraz mechanizmy ich postępowania, a jednocześnie dogłębna analiza i surowa ocena systemu komunistycznego. Uznano ją za antyradziecki paszkwil. Obraz rewolucji od kuchni zapada w pamięć tym bardziej, że jest to zapis wnikliwych oberwacji naocznego świadka wydarzeń.
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 118
Перейти на страницу:

Myśli te krok po kroku doprowadziły go do określonych wniosków. Był przekonany, że na pomoc towarzyszy zagranicznych liczyć nie może, raczej spodziewał się sprzeciwu, ciosu

w plecy. Uśmiechnął się prawie wesoło i, widząc wchodzącego do pokoju towarzysza partyjnego, zawołał, ściskając mu rękę:

– Piotr Wielki przerąbał okno od zachodu i wpuścił do stęchłej Rosji powiew świeżego powietrza, teraz my otworzymy do Europy okno od wschodu, a przez nie wyrwie się niszczący huragan, towarzyszu!

Robotnik spojrzał ze zdumieniem na Uljanowa. Ten poklepał go po ramieniu i rzekł z uśmiechem:

– To nic! Odpowiedziałem głośno na własne swe myśli!

Usiedli i zaczęli konferować o drukowaniu nowych ulotek, które miały być rozrzucone po fabrykach w związku z oczekiwanym strajkiem. Znowu zaczęła się potajemna praca agitacyjna.

Policja dowiedziała się wkrótce o powrocie niebezpiecznego rewolucjonisty, umiejącego wywijać się z rąk ścigających go szpiclów.

Uljanow był spokojny, jak zwykle, i z pedantyczną dokładnością wykonywał swoje czynności. Zawsze w wyznaczonym terminie artykuł jego był przygotowany do druku, o określonej godzinie stawiał się na zebrania partyjne, na czas bił ulotki na hektografie i rozdawał je przychodzącym na umówione miejsce kolporterom.

Pracował, jak maszyna, zimna, sprawna, dokładna. Żywił się byle czem, spał zaledwie parę godzin, ustawicznie ukrywając się w różnych, dobrze mu znanych i bezpiecznych miejscach.

Idąc pewnej nocy przez wyspę Bazylijską, spostrzegł człowieka, który go ani na krok nie odstępował.

Uljanow zatrzymał się, udając, że czyta naklejony na ścianie komunikat rządu w sprawie poborowych, i czekał spokojnie.

Idący za nim nieznajomy, mijając go, mruknął:

– Towarzyszu, dzielnica otoczona jest policją. Ratujcie się! Włodzimierz przyjrzał się nieznajomemu. Nigdy go nie widział.

– Może jakiś szpicel? – pomyślał i szedł dalej, baczny i gotów w każdej chwili ukryć się w dziedzińcu pobliskiej kamienicy, wychodzącej na trzy ulice.

Wkrótce przekonał się, że na wszystkich rogach tkwiły tajemnicze postacie cywilów i patrole policji.

– Obława… – domyślił się. – Czekają, aż noc zapadnie.

Spojrzał na zegarek. Dochodziła godzina siódma. Wszedł do najbliższej bramy i ukrył się w klatce schodowej. Przesiedział, czytając demonstracyjnie arcy-konserwatywnego „Obywatela", aż do 9-ej. Wyjrzał przez bramę. Szpicle i policjanci pozostawali na swoich placówkach.

Uljanow przeszedł na drugą stronę ulicy i zapuścił się do ciemnej czeluści wąskiego zaułka. Ujrzał tu żółtą, odrapaną, brudną kamienicę z palącą się latarnią, na której czerniał napół starty napis: „Przytułek nocny".

Wszedł do sieni i wyciągnął do dozorcy pięć kopiejek, prosząc o miejsce.

Jednooki człowiek, siedzący przy kantorku, oglądał go podejrzliwie. Jasne, biegające niespokojnie oko obmacywało postać klienta.

Nic podejrzanego nie dostrzegł jednak. Zwykły robotnik w wyszarzałem palcie, wykrzywionych butach z cholewami i zatłuszczonej czapce.

– Bezrobotny? – rzucił pytanie. Uljanow w milczeniu skinął głową.

– Paszport! – rzekł dozorca i wyciągnął rękę, okrytą dużemi piegami.

Przeczytał podany mu papier, wystawiony na nazwisko Bazylego Ostapienki, wieśniaka z guberni Charkowskiej, zecera.

Zapisał do księgi, schował pieniądze do pudełka i z brzękiem rzucił na stół mosiężną bla-szankę z numerem.

– Drugie piętro, trzecia izba, – mruknął i, wydobywszy z pod kantorka czajnik, nalał herbaty do zatłuszczonej, dawno niemytej szklanki.

Uljanow odnalazł swoje miejsce w ciemnej, zakopconej izbie, pełnej zaduchu, bo obłoki dymu tytoniowego i trzydzieści, cuchnących potem, wódką i brudnem ubraniem postaci leżało na pryczach w pozach nieprzymuszonych i malowniczych. Niektórzy klienci przytułku leżeli zupełnie nadzy z ropiącemi się wrzodami na ciele, z ranami na spracowanych stopach. Wyłapywali na sobie wszy i klęli, złorzecząc wszystkim i bluźniąc ohydnie.

Nikt nie spał jeszcze. Gwar rozmów dolatywał też z innych izb, wychodzących do wąskiego korytarza.

Ujrzawszy nowego klienta, jakiś brodaty, półnagi drab, krzyknął:

– Hrabia raczy kroczyć! Cicho, chamy, stulcie gęby przed wysokorodnym, nieznajomym panem! Cześć panu hrabiemu!

– Cześć wam, generale! – odpowiedział Uljanow, śmiejąc się wesoło.

– Dlaczego myślicie, że jestem generałem? – zapytał zdumiony drab.

– Bo prędko oni tak wszyscy wyglądać będą. Myślałem, że już się zaczęło od was! – odpowiedział, zdejmując palto.

Wszyscy śmiać się zaczęli.

– To myślisz, że tak będzie? – zadał pytanie stary żebrak, owinięty w łachmany.

– Powiedz…! – podtrzymali go inni.

– Jakżesz może być inaczej?! – odparł. – Czyż myślicie, że na wieki starczy nam cierpliwości, aby przymierać z głodu i tułać się po tych brudnych legowiskach? Nie, braciszkowie! Dość tego! Tylko patrzeć, jak zapędzimy generałów, hrabiów i wszelkich panów do tych dziur, a sami będziemy mieszkali w ich pałacach.

– A to ci chwacki pasażer! – zachwycali się sąsiedzi. – Gada jak z książki, a co słowo, to szczere złoto! Czas już brać się do roboty i skończyć z temi psami! Za długo piją naszą krew!

– Cierpieć i milczeć potrzeba! – odezwał się nagle cichy głos z pryczy, tonącej w mroku. – Cierpieć i milczeć, aby być godnymi Chrystusa-Zbawiciela umęczonego…

To powiedziawszy, jakiś niemłody, ponury chłop zaczął hałaśliwie drapać sobie pierś, oglądać wyczochrane robactwo i dusić je na krzywym, grubym, jak kopyto, paznogciu. Uljanow zaśmiał się szyderczo i spytał:

– Wesz?

– Wesz! To – już piąta; cała prycza zarażona – odmruknął.

– Cierpieć i milczeć potrzeba! – naśladując go, rzekł Włodzimierz. – Nie możesz wytrzymać dźgnięcia wszy, a prawisz o cierpliwości, bracie miły! Albo nas chcesz oszukać, albo siebie samego, chrześcijaninie!

Słuchacze ryknęli śmiechem. „Chrześcijanin" nie odzywał się więcej.

– Ech! – zawołał nagi drab. – Gdyby tak mnie na sędziego powołali, jabym tam długo nie gadał! Nożem po gardle i – do rowu. Tyle tej nienawiści we mnie się zebrało niczem wszy i pluskiew w pryczach. Ech!

– Może doczekacie się, towarzyszu! – pocieszył go Włodzimierz.

– Oj! Chociażby jeden, jedyny taki dzionek przeżyć, to później już umrzeć nie żal! Za całą krzywdę, za nędzę!

– Może doczekacie się! – powtórzył Uljanow, kładąc się i otulając paltem. Nic nie mówił więcej.

Spędzający w przytułku noc biedacy cichemi głosami opowiadali o swoich cierpieniach, nędzy i klęskach życiowych.

Jeden po drugim milkli i zasypiali.

Uljanow nie mógł zasnąć. Oczekiwał rewizji policyjnej i nadsłuchiwał czujnie. Gdzieś niedaleko zegar wydzwonił północ.

W przytułku panowała cisza. Ludzie, zgnieceni kołem życia, spełzający się tu zewsząd, niby pokaleczone robactwo, zapadali w ciężki, niespokojny sen. Nagle Uljanow usłyszał wyraźny szmer i cichy szept:

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 118
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)