Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ziemia skuta lodem [The Icebound Land - pl]
Ziemia skuta lodem [The Icebound Land - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ziemia skuta lodem [The Icebound Land - pl]

Электронная книга - «Ziemia skuta lodem [The Icebound Land - pl]». Краткое содержание книги:

Po spaleniu mostu, przez który Morgarath chciał przeprowadzić armię na ziemie Araluenu, Will i Evanlyn trafiają do niewoli. Porwani przez Skandian pod dowództwem budzącego postrach Eraka, odpływają na nieznane północne ziemie.
Halt poprzysiągł ocalić Willa i uczyni wszystko, by dotrzymać obietnicy — nawet jeśli przyjdzie mu okazać niesubordynację i złamać rozkazy króla. W korpusie zwiadowców nie ma jednak miejsca dla tych, którzy kierują się własnym interesem! Pozbawiony wsparcia, odrzucony przez towarzyszy, Halt wyrusza na niebezpieczną wyprawę do odległej, skutej lodem Skandii. Towarzyszy mu najlepszy przyjaciel Willa — Horacy, którego niezwykłe szermiercze zdolności mogą się bardzo przydać na dzikich i nieprzystępnych terenach, przez które przyjdzie im podróżować. Ale budzące zachwyt i grozę umiejętności młodego rycerza ściągają na mężczyzn uwagę okolicznych lordów… Czas biegnie nieubłaganie. Czy Halt i Horace ocalą Willa od losu niewolnika?
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 59
Перейти на страницу:

— Tylko nie przywiązuj się zbytnio do myśli o wygodnym łożu na tę noc — Halt ostrzegł Horace’a. — Kto wie, czy wygodniej nie byłoby nam w lesie.

Powstrzymał się litościwie od stwierdzenia, iż z pewnością byłoby tam czyściej.

Jednak nieoczekiwanie gospoda okazała się całkiem schludna. Była co prawda ciasna, a ściany miała niezbyt proste, sufit niski i nierówny, schody pochylały się na bok… ale gdy znaleźli się w pokoju na górze, stwierdzili, że jest tam czysto i przytulnie, a spore oszklone okno otwarto, by wpuścić do środka rześkie popołudniowe powietrze. Z oddali dochodziła woń świeżo zaoranych pól; przez okno widać było gąszcz stromych dachów.

Oberżysta i jego żona, oboje w średnim wieku, odnieśli się do gości życzliwie a nawet przyjaźnie — zwłaszcza gdy ujrzeli piętrzące się na końskich grzbietach bogactwa. Stwierdzili więc, że młody rycerz z pewnością jest człowiekiem zamożnym. Zamożnym, a ponadto posiadającym niebagatelną pozycję. Właściciele oberży wywnioskowali to po tym, jak Horace zdawał się w przyziemnych sprawach na swego służącego, tego mruka w szarym płaszczu z kapturem. Oberżysta hołdował przekonaniu, wedle którego prawdziwemu wielmoży nie wypada zajmować się rzeczami tak błahymi, jak cena, którą zapłaci za wynajmowany pokój.

Kiedy Halt stwierdził, że w miasteczku nie ma targowiska, gdzie mogliby zamienić na gotówkę swe rycerskie łupy, pozwolił stajennemu zająć się zdobycznymi końmi. Rzecz jasna, nie dotyczyło to Abelarda i Wyrwija, którymi zajął się osobiście, a ku swemu uznaniu stwierdził, że również Horace sam zadbał o potrzeby Kickera.

Oporządziwszy wierzchowce, obaj towarzysze powrócili do swego pokoju. Kolacja miała być gotowa za godzinę lub dwie, a przynajmniej tak zapewniała ich żona gospodarza.

— Wykorzystamy ten czas, żeby przyjrzeć się twojemu ramieniu — rzekł Halt do Horace’a.

Młodzieniec z ulgą opadł na łoże i odetchnął głęboko. Wbrew pesymistycznym oczekiwaniom Halta posłanie okazało się miękkie, wygodne, wyścielone grubymi, czystymi kocami i białym, wykrochmalonym prześcieradłem. Na znak dany przez Halta chłopak wstał i ściągnął przez głowę kolczugę wraz z tuniką, stękając cicho, kiedy musiał przy tym unieść lewą rękę do góry.

Stłuczenie widoczne było na całej górnej części ramienia w postaci mozaiki sinych i granatowych plam otoczonych obwódką w paskudnie żółtawym kolorze. Halt próbował zorientować się, czy jakaś kość nie jest złamana.

— Au! — syknął Horace, gdy palce zwiadowcy obmacywały potłuczone miejsce.

— Boli? — spytał Halt, a Horace rzucił mu oburzone spojrzenie.

— Jasne, że boli — warknął. — Dlatego właśnie powiedziałem „au!”

— Hm — mruknął w zamyśleniu Halt i wziąwszy go za rękę, zaczął podnosić ją i opuszczać oraz obracać w różne strony, podczas gdy Horace zaciskał z zęby. Wreszcie nie wytrzymał, cofnął się o krok i wyrwał rękę z uchwytu Halta.

— Naprawdę myślisz, że to cokolwiek da? — spytał poirytowanym tonem. — Czy też po prostu bawi cię sprawianie mi bólu?

— Próbuję ci pomóc — zapewnił Halt i wyciągnął rękę w jego stronę, ale Horace znów się cofnął.

— Nie dotykaj mnie — powiedział. — Tylko macasz i ugniatasz. Wątpię, żeby od tego zrobiło mi się lepiej.

— Próbuję tylko upewnić się, że nie ma żadnego złamania — wyjaśnił Halt.

Horace jednak potrząsnął głową.

— Nic nie jest złamane. To potłuczenie, nic więcej.

Halt już miał się odezwać, by dalej przekonywać Horace’a, że jednak wie, co robi, kiedy nagle i niespodziewanie sprawy wymknęły mu się z rąk.

Rozległo się szybkie stukanie do drzwi, które w tej samej chwili rozwarły się na oścież i do pokoju wtoczyła się pulchna małżonka oberżysty z naręczem świeżych poduszek. Uśmiechnęła się do obu gości promiennie, lecz potem spojrzenie jej spoczęło na ramieniu Horace’a i uśmiech zniknął, zastąpiony wyrazem matczynej troski.

Popłynął potok gallijskich słów, których żaden z nich nie zrozumiał, przy czym niewiasta podeszła czym prędzej do Horace’a, rzucając poduszki na łóżko. Spoglądał na nią podejrzliwie, gdy sięgnęła ręką do jego stłuczonego ramienia. Znieruchomiała i popatrzyła mu poważnie w oczy, sznurując usta. Coś sprawiło, że zaufał jej i pozwolił dokonać oględzin.

Uczyniła to delikatnie, ledwo muskając go opuszkami palców. Horace, poddając się jej badaniu, popatrzył znacząco na Halta. Zwiadowca odpowiedział mu gniewną miną, siadł i z boku obserwował, co też kobieta będzie robić z ramieniem młodego rycerza. Po chwili Gallijka odstąpiła, wzięła Horace’a za rękę i dała mu znać, by usiadł na krawędzi łóżka. Potem odezwała się, wskazując na posiniaczone ramię:

— Nic złamane — orzekła, nie całkiem pewna, czy użyła właściwego słowa. Halt skinął głową.

— Też mi się tak zdawało — stwierdził, a Horace parsknął pogardliwie. Niewiasta kontynuowała przemowę, z trudem dobierając słowa. Mówiąc oględnie, jej znajomość języka aralueńskiego była dość skromna.

— Stłuczone — powiedziała. — Trzeba… — zawahała się, szukając właściwego słowa, nim je znalazła: — Zioła… — wykonała gest naśladujący rozcieranie ziół dłońmi. — Zioła pomieszać, pokruszyć… tu przyłożyć — dotknęła palcem ramienia chorego. Halt przytaknął ruchem głowy.

— Doskonale. Proszę się nim zająć — zerknął na Horace’a. — Mamy szczęście, ona chyba dobrze się na tym zna.

— Chcesz powiedzieć, że to ja mam szczęście — odparł urażonym tonem Horace. — Gdybym był zdany na twoją troskę, pewnie nie miałbym już ręki.

Gospodyni, wyczuwając ton głosu, lecz nie rozumiejąc słów, zaczęła go pospiesznie uspokajać, wydając śpiewne odgłosy i z niesłychaną delikatnością gładząc po stłuczonym ramieniu.

— Dwa dni… trzy… nie ma boleć. Będzie dobrze — zapewniła go. Uśmiechnął się w odpowiedzi.

— Dziękuje pani, madame — rzekł tonem, jaki wyobrażał sobie za odpowiedni dla wytwornego młodego rycerza. — Na zawsze pozostanę pani dłużnikiem.

Pokazała mu na migi, że pójdzie teraz po swe zapasy ziół i medykamentów. Horace wstał i wykonał nieudolny dworski ukłon, gdy wychodziła z pokoju.

— Horace — jęknął Halt, wznosząc oczy ku niebu.

Rozdział 19

Na sali jadalnej dworu Ragnaka było nieznośnie gorąco. Stłoczyło się tam sporo ludzi, a na ogromnym palenisku buzował potężny ogień, toteż choć na zewnątrz zalegała gruba warstwa śniegu, tutaj trudno było wytrzymać.

Była to ogromna, podłużna sala o niskim suficie, wzdłuż której ustawiono dwa stoły oraz prostopadle do nich trzeci, przy którym zasiadał Ragnak. Ściany zbudowano z naprędce ociosanych sosnowych belek, które uszczelniono tam, gdzie należało, twardą po zastygnięciu niczym kamień mieszaniną błota oraz gliny.

Sosnowe belki podtrzymywały również dach zrobiony z gęsto splecionego sitowia i słomy, którego warstwa miejscami leżała grubo nawet na metr. Nikt nie pomyślał o położeniu sufitu, który by oddzielał strzechę od pomieszczenia.

Oprócz skwaru, wewnątrz panował też ogłuszający zgiełk, bo przebywało tam prawie stu pięćdziesięciu pijanych Skandian, którzy jedli, śmiali się i przekrzykiwali nawzajem. Erak popatrzył na nich i jego twarz rozpromieniła się. Jak dobrze być znowu w domu…! Skinął głową, gdy Borsa, hilfmann Ragnaka zaproponował mu kolejny kufel jasnego piwa. Ragnak dzierżył godność oberjarla, czyli naczelnego jarla wszystkich Skandian, zaś Hilfmann był jakby zarządcą zajmującym się codziennymi sprawami — pilnował, by o właściwym czasie posiano i zżęto zboże, płacono podatki oraz wyruszano na łupieżcze wyprawy; jego też obowiązkiem było ściąganie należnego Ragnakowi udziału we wszystkich zdobyczach, wynoszącego jedną czwartą całości łupów; doglądał, by odbywało się to rzetelnie, sprawnie i szybko, co w przypadku niektórych szyprów wilczych okrętów wcale nie należało do oczywistości.

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 59
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)