Powrót do Edenu
- Автор: Гаррисон Гарри Максвелл
- Год: 1992
- Язык: польский
- Год: Phantom Press
- ISBN: 83-70-75006-0
- Переводчик: Janusz Pultyn
- Жанр: Альтернативная история
Электронная книга - «Powrót do Edenu». Краткое содержание книги:
Niebo zaczęło się chmurzyć, zanosiło się na deszcz. Na północy opadają już liście, zbliżają się pierwsze śniegi. Tu jedynie noce będą chłodniejsze, reszta zostanie bez zmian. Ścieżka wiodła przez mokradła. Miejscami było dość głęboko i Kerrick przebywał tam zielone wody z Arnwheetem na ramionach. Przepłynęli cieśninę na drugą wyspę. Chłopiec denkiem głosem zawołał prośbę-o-uwagę i Nadaske wyszedł im na powitanie ze swego szałasu. Okazywał ruchami radość-z-mówienia.
— Dla kogoś słuchającego tylko fal, głosy przyjaciół są jak piosenka.
— Co to jest piosenka? — zapytał Arnwheet, naśladując ruchy i głos samca przy wymawianiu nowego słowa.
Kerrick zaczął wyjaśniać, lecz przestał. Arnwheet przybył tu, by słuchać i uczyć się języka. Nie zamierzał mu w tym prze szkadzać.
— Nigdy nie słyszałeś piosenek? Może, rzeczywiście, nigdy ci nie śpiewałem. Pamiętam jedną, którą często nucił Esetta.
Zaśpiewał chrapliwie, głosem zmienionym przez wspomnienie:
Nadaske umilkł nagle, siedział nieruchomo wpatrzony w wodę, lecz widział tylko przeszłość.
Kerrick słyszał już tę piosenkę, było to w hanalè, gdzie więziono samców. Wtedy jej nie rozumiał. Teraz wiedział wszystko o umieraniu na plażach.
— Czy ktoś poszedł pływać i utonął? — zapytał Arnwheet poruszony smutkiem pieśni, której nie rozumiał. Nadaske spojrzał na niego jednym okiem, lecz nic nie powiedział.
— Czy jesteś najedzony? — zapytał Kerrick. — Jeśli masz dość ryb, mogę ci przynieść mięsa… — Umilkł, widząc, że Nadaske go nie słucha.
Arnwheet podbiegł do Nadaske i szarpnął go za kciuk.
— Nie skończysz piosenki?
Nadaske spojrzał na chłopca i wyraził niemożność.
— To bardzo ponura piosenka, nie powinienem jej śpiewać. — Ostrożnie oswobodził kciuk i spojrzał na Kerricka. — Odkąd tu jestem, coraz mi smutniej. Co ze mną będzie? Czemu tu jestem? — Znużenie zmieniło jego ruchy, ale i tak rozumieli jasno, co mówi.
— Jesteś tu, bo jesteśmy efenselè i tu cię przyprowadziłem — powiedział zmartwiony Kerrick. — Nie mogłeś tam zostać.
— Może powinienem. Może lepiej by było, gdybym nie przeżył Imehei. Dwóch to coś. Jeden to nic.
— Jesteśmy tu, Nadaske. Jesteśmy teraz twoim efenburu. Arnwheet musi się jeszcze wiele uczyć, a tylko ty możesz być jego nauczycielem.
Nadaske poruszył się, zastanowił, a gdy odpowiedział, w jego głosie nie było już aż tak wielkiego smutku.
— Powiedziałeś prawdę. To bardzo małe efenburu, liczące tylko nas trzech, ale lepsze-liczniejsze od zostania samemu. Pomyślę mocniej i przypomnę sobie lepszą piosnekę. Musi być taka. Poruszał ciałem, myśląc o znanych sobie piosenkach, szukając jakieś odpowiedniej.
ROZDZIAŁ XIII
efendasi 'esekeistaa belekefeneleiaa, deenkè deedasorog beleksorop eedeminsu*
Duch życia, Efeneleiaa, jest najwyższą Eistaą Miasta Życia, którego mieszkańcami jesteśmy wszyscy.