Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Radio Darwina [Darwin's Radio - pl]
Radio Darwina [Darwin's Radio - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Radio Darwina [Darwin's Radio - pl]

Электронная книга - «Radio Darwina [Darwin's Radio - pl]». Краткое содержание книги:

Wyklęty paleontolog Mitch Rafelson odkrywa w Alpach w spoczywające od dziesiątków tysięcy lat w nieznanej jaskini ciała rodziny neandertalczyków. Biolog molekularna Kaye Lang uważa, że w DNA człowieka, niby śpiący rycerze z legend, skrywają się pradawne choroby, które miliony lat czekają tylko na wezwanie, aby móc znowu zarażać i zabijać.
I w bardzo niedalekiej przyszłości, budzą się demony, z naszego genomu wyłania wirus, którego nazwa przypomina imię indyjskiego boga śmierci, Śiwy. Ludzkości zagraża zagłada, gdyż wirus powoduje poronienia u wszystkich zarażonych kobiet. Władze podejmują radykalne środki, dochodzi do zamieszek, prześladowań kobiet. Nieliczni, w tym Lang i Rafelson, w zagrożeniu widzą nadzieję, w chorobie, bólu, przemocy dostrzegają bóle porodowe ludzkości, które poprzedzają ogromny skok ewolucyjny, przyjście na świat nowego człowieka. Prześladowani i potępiani, ścigają się z czasem, aby rozwiązać największą zagadkę w dziejach rodu ludzkiego i powstrzymać oszalały świat.
Arcydzieło wysoko naukowej fantastyki autorstwa zdobywcy nagrody Nebula, według wielu krytyków najlepsza książka SF w USA w roku 1999. Prawdziwy, przedstawiony z ogromnym rozmachem i wnikliwością obraz nauki i nas, ludzi, postawio-nych przed obliczem być może największego zagrożenia w jej dziejach.
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 131
Перейти на страницу:

17

Long Island, stan Nowy Jork

Kaye zrobiła Saulowi śniadanie tuż po wschodzie słońca. Wyglądał na przybitego, siedząc przy stole kuchennym z sękatej sosny i powoli sącząc z kubka czarną kawę. Wypił już trzy, niedobry znak. W dobrym nastroju — „dobry Saul” — nigdy nie przekraczał jednego kubka dziennie. Jeśli zacznie znowu palić…

Kaye wzięła jajecznicę i tost i usiadła przy mężu. Saul pochylał się, nie zważając na nią, i jadł powoli, starannie, między każdym kęsem pociągając kawę. Gdy skończył, skrzywił się i odsunął talerz.

— Niedobre jajka? — Zapytała spokojnie Kaye.

Rzucił jej długie spojrzenie i pokręcił głową. Poruszał się wolniej, kolejny nie najlepszy znak.

— Zadzwoniłem wczoraj do Bristol-Myers Squibb — powiedział. — Nie dobili targu z Lado i Eliawą, i najwyraźniej tego nie oczekują. W Gruzji dzieje się coś związanego z polityką.

— Może to dobre wieści?

Saul znowu pokręcił głową i przestawił krzesło w stronę drzwi na werandę i szarego poranka za nimi.

— Zadzwoniłem też do znajomego w Merck. Powiedział, że w Eliawie coś się szykuje, ale nie wie co. Lado Dżakeli przyleciał do Stanów i spotkał się z nimi.

Kaye urwała w połowie westchnienia i powoli, niesłyszalnie wypuściła powietrze. Znowu stąpa po cienkim lodzie… Ciało wie, jej ciało wiedziało. Saul znowu cierpi, bardziej, niż okazuje. Przechodziła to co najmniej pięć razy. W każdej chwili mógł znaleźć paczkę papierosów, zaciągnąć się mocną, gorzką nikotyną, aby uładzić jakoś chemię mózgu, choć nie znosił palenia, nie znosił tytoniu.

— No to… Zostaliśmy na lodzie — powiedziała.

— Jeszcze nie wiem — odparł Saul. Mrużył oczy w przelotnym promieniu słonecznym. — Nie wspomniałaś mi o grobie.

Kaye zapłoniła się jak dziewczę.

— Tak — przyznała zesztywniałym językiem — nie wspomniałam.

— Nie trafiło to też do gazet.

— Prawda.

Saul odsunął krzesło i chwycił krawędź stołu, wstał do połowy i wykonał serię pochylonych pompek z oczyma wbitymi w blat.

Kiedy skończył, po trzydziestu, usiadł znowu i wytarł twarz złożonym ręcznikiem papierowym, którego używał zamiast serwetki.

— Chryste, przepraszam, Kaye — powiedział ochrypłym głosem. — Czy wiesz, jak się przez to czuję?

— Przez co?

— Przez to, że moja żona przeszła takie rzeczy.

— Wiesz, że na SUNY studiowałam medycynę sądową.

— Mimo to czuję się dziwnie — powiedział Saul.

— Chcesz mnie chronić. — Kaye położyła swe dłonie na jego dłoniach, roztarła mu palce. Saul powoli cofnął rękę.

— Jesteś przeciwko wszystkiemu. — Saul zatoczył nad stołem szeroki, obejmujący cały świat gest. — Przeciwko okrucieństwu i porażce. Głupocie. — Mówił coraz szybciej. — To jest polityczne. Jesteśmy podejrzani. Wiążą nas z Organizacją Narodów Zjednoczonych. Lado nie może nas wybrać.

— Chyba nie taka jest polityka tam, w Gruzji — odparła Kaye.

— Co, pojechałaś z zespołem ONZ i nie pomyślałaś, że może to nam zaszkodzić?

— Jasne, że pomyślałam!

— Racja. — Saul przytaknął, teraz kiwał krzesłem w przód i w tył, jakby pozbywając się napięcia w karku. — Podzwonię jeszcze. Spróbuję się dowiedzieć, gdzie Lado ma spotkania. Najwyraźniej nie zamierza złożyć nam wizyty.

— No to zwiążmy się z ludźmi z Evergreen — powiedziała Kaye. — Mają duże doświadczenie, a niektóre z ich prac laboratoryjnych są…

— Za mało. Będziemy rywalizować z Eliawą i ich partnerem, ktokolwiek nim zostanie. Uzyskają patenty i pierwsi wyjdą z nimi na rynek. Zdobędą kapitał. — Saul potarł podbródek. — Mamy dwa banki, kilku wspólników i… Wielu ludzi oczekujących, że przypadnie to nam, Kaye.

Kaye wstała, ręce jej drżały.

— Przepraszam, ale tamten grób… To byli ludzie, Saulu. Ktoś musiał pomóc ustalić, jak umarli. — Wiedziała, że została zepchnięta do obrony, czuła przez to zmieszanie. — Byłam tam. Okazałam się przydatna.

— Pojechałabyś, gdyby ci nie kazali? — Spytał Saul.

— Nie kazali mi — odparła. — Nie musieli długo namawiać.

— Pojechałabyś, gdyby to nie było oficjalne?

— Jasne, że nie.

Saul wyciągnął rękę i znowu ją ujęła. Złapał jej palce w niemal bolesnym uścisku, potem jego powieki stały się ciężkie. Puścił palce, wstał, dolał sobie kawy.

— Kawa nie pomoże, Saulu — stwierdziła. — Powiedz, co z tobą. Jak się czujesz.

— Czuję się doskonale — zapewnił obronnie. — Lekarstwem, którego najbardziej potrzebuję, jest sukces.

— To nie ma nic wspólnego z interesami. Jest jak przypływ. Masz swoje przypływy do pokonania. Saul, sam mi tak mówiłeś.

Saul kiwał potakująco głową, ale nie patrzył na nią.

— Jedziesz dziś do laboratorium?

— Tak.

— Zadzwonię stąd, gdy się czegoś dowiem. Zwołaj na wieczór męskie zebranie z kierownikami zespołów w laboratorium. Zamów pizzę. Baryłkę piwa. — Mężnie starał się uśmiechać. — Potrzebujemy wyjść awaryjnych, i to szybko.

— Zobaczę, jak idzie nowa praca — powiedziała Kaye. Oboje wiedzieli, że obecne projekty, w tym także związane z bakteriocyną, przyniosą dochody najwcześniej za rok. — Jak szybko zostaniemy…

— Zostaw to zmartwienie mnie — odparł Saul.

Wyślizgnął się bokiem jak krab, kręcąc barkami w jedynym wyrazie samoironii, na jaki było go stać; objął ją jedną ręką, położył głowę na jej ramieniu. Gładziła go po włosach.

— Nie znoszę tego — powiedział Saul. — Naprawdę, naprawdę nie znoszę być taki.

— Jesteś bardzo silny, Saulu — szepnęła mu do ucha.

— Ty jesteś moją siłą — odparł i odsunął się, trąc policzek jak chłopczyk, którego pocałowano. — Kocham cię nad życie, Kaye. Wiesz o tym. Nie martw się o mnie.

Na chwilę w jego zmrużonych oczach pojawiło się zagubienie, zdziczenie, niemożliwe do ukrycia. Potem to minęło, opuścił ręce i wzruszył ramionami.

— Poradzę sobie, Kaye. Zwyciężymy. Muszę tylko zadzwonić tu i tam.

Debra Kim była szczupła, miała szeroką twarz i gładki czepiec cienkich, czarnych włosów. Mieszanej krwi europejskiej i azjatyckiej, była w spokojny sposób stanowcza. Doskonale porozumiewała się z Kaye, choć boczyła się na Saula i większość mężczyzn.

Odizolowanym laboratorium cholery w EcoBacter Kim kierowała stalową ręką w aksamitnej rękawiczce. Było to drugie pod względem wielkości w EcoBacter laboratorium i znajdowało się na poziomie 3, bardziej niż pracowników chroniąc superczułe myszy Kim, chociaż z cholerą nie ma żartów. Korzystało w swych badaniach z pozbawionych genetycznie systemu odpornościowego myszy odmiany SCID, co jest skrótem od severe combined immunodeficient, czyli ciężki złożony niedobór immunologiczny.

Kim zabrała Kaye do zewnętrznego gabinetu laboratorium i poczęstowała ją kawą. Kilka minut gawędziły sobie, patrząc przez szybę z czystego akrylu na ustawione wzdłuż jednej ściany specjalne sterylne pojemniki z tworzywa sztucznego i stali, mieszczące ruchliwe myszy.

Kim pracowała nad otrzymaniem skutecznej i opartej na fagach terapii zwalczającej cholerę. Myszom SCID przeszczepiono ludzkie tkanki jelitowe, których nie mogły odrzucić; stały się w ten sposób maleńkimi ludzkimi modelami zarażenia cholerą.

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 131
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)