Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Zbrojni [Men at Arms - pl]
Zbrojni [Men at Arms - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zbrojni [Men at Arms - pl]

Электронная книга - «Zbrojni [Men at Arms - pl]». Краткое содержание книги:

Zostań prawdziwym mężczyzną w Straży! Straż Miejska potrzebuje ludzi! Ale ci, których naprawdę dostaje, to m.in. kapral Marchewa (formalnie krasnolud), młodszy funkcjonariusz Cuddy (naprawdę krasnolud), młodszy funkcjonariusz Detrytus (troll), młodsza funkcjonariusz Angua (kobieta... na ogół) i kapral Nobbs (wykluczony z rasy ludzkiej za faule). Przyda im się każda pomoc. Bo zło unosi się w powietrzu, mord czai za progiem, a coś bardzo paskudnego na ulicach. Dobrze by było, gdyby wszystko udało się załatwić do południa, ponieważ wtedy właśnie kapitan Vimes oficjalnie przechodzi w stan spoczynku, oddaje odznakę i się żeni. A że wszystko to dzieje się w Ankh-Morpork, wiele rzeczy może się wydarzyć w samo południe.
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 78
Перейти на страницу:

— Aha — odpowiedział Cuddy, chociaż wcale nie widział. — Słonie?

— Kość słoniowa bez słoni. Transmutowana kość słoniowa. Pewne przedsięwzięcie komercyjne.

— Myślałem, że pracujecie nad złotem.

— No tak. Oczywiście ludzie wszystko wiedzą na temat złota.

— No tak — przyznał Cuddy, rozważając określenie „ludzie”.

— Złoto — tłumaczył zamyślony Sendivoge — okazało się nieco skomplikowane.

— Jak długo już próbujecie?

— Trzysta lat.

— Kawał czasu.

— Kością słoniową zajmujemy się dopiero od tygodnia i idzie nam doskonale — zapewnił szybko alchemik. — Są tylko pewne skutki uboczne, ale jestem pewien, że szybko sobie z nimi poradzimy.

Pchnął drzwi.

Znaleźli się w sporym pomieszczeniu, obficie zaopatrzonym w typowe źle wentylowane paleniska, szeregi bulgoczących kolb i jednego wypchanego aligatora. Jakieś rzeczy pływały w słojach. W powietrzu unosił się zapach ograniczonej oczekiwanej długości życia.

Dużą część sprzętu odsunięto jednak pod ściany, by zrobić miejsce dla stołu bilardowego. Wokół niego stało kilku alchemików w pozach ludzi w każdej chwili gotowych do ucieczki.

— To już trzeci w tym tygodniu — oznajmił ponuro Sendivoge. Podszedł do mężczyzny pochylonego nad kijem.

— Ehm… panie Silverfish…

— Nie przeszkadzać. Gra się toczy — rzucił główny alchemik, mierząc w białą kulę.

Sendivoge zerknął na tablicę wyników.

— Dwadzieścia jeden punktów — zdziwił się. — Coś podobnego! Może jednak dodajemy do nitrocelulozy odpowiednią ilość kamfory…

Stuknęło. Biała kula potoczyła się, odbiła od bandy…

…i przyspieszyła. Wypuściła biały dym i pomknęła w kierunku niewinnej grupki kuł czerwonych. Silverfish pokręcił głową.

— Niestabilne — stwierdził. — Padnij!

Wszyscy w pomieszczeniu schylili się nisko, z wyjątkiem obu strażników. Jeden z nich był w pewnym sensie pochylony standardowo, drugi natomiast spóźniał się o kilka minut za wydarzeniami.

Czarna bila wystartowała w kolumnie ognia, ciągnąc za sobą smugę dymu, świsnęła obok głowy Detrytusa i rozbiła okno. Zielona tkwiła w jednym miejscu, ale wirowała szaleńczo. Pozostałe pędziły we wszystkie strony, od czasu do czasu wybuchając płomieniem albo odbijając się od ścian.

Czerwona trafiła Detrytusa między oczy, łukiem wróciła na stół, wpadła do środkowej luzy i tam wybuchła.

Zapadła cisza, jeśli nie liczyć głośnych ataków kaszlu. Silverfish wynurzył się z kłębów gęstego dymu i drżącą ręką zaznaczył kolejny punkt płonącym końcem kija.

— Jeden — rzekł. — No cóż… Wracamy do kolb. Niech ktoś zamówi następny stół bilardowy.

— Przepraszam bardzo… — Cuddy szturchnął go w kolano.

— Kto to powiedział?

— Na dole. Silverfish spuścił wzrok.

— Oj… jesteś krasnoludem?

Cuddy spojrzał na niego zimno.

— A ty jesteś olbrzymem?

— Ja? Oczywiście, że nie.

— Aha. No więc ja muszę być krasnoludem, rzeczywiście. A ten za mną to troll.

Detrytus stanął w pozycji nieco przypominającej „na baczność”.

— Przyszliśmy spytać, czy może nam pan powiedzieć, co jest na tym papierze — wyjaśnił Cuddy.

— No — potwierdził Detrytus.

Silverfish spojrzał.

— A tak — powiedział. — Jakieś stare zapiski Leonarda. I co?

— Leonarda? — powtórzył Cuddy. — Zapisz to — polecił Detrytusowi.

— Leonarda da Quirm — wyjaśnił alchemik.

Cuddy nadal nie rozumiał.

— Nie słyszeliście o nim? — zdziwił się Silverfish.

— Nie powiem, że tak, szanowny panie.

— Sądziłem, że wszyscy słyszeli o Leonardzie z Quirmu. Całkiem zwariowany. Ale geniusz.

— Był alchemikiem?

Zapisz to, zapisz to… Detrytus rozejrzał się mętnym wzrokiem, szukając nadpalonego kawałka drewna i jakiejś wygodnej ściany.

— Leonard? Nie. Nie należał do gildii. Czy też raczej należał do wszystkich gildii, jak przypuszczam. Sporo podróżował. On… majstrował, jeśli rozumiecie, co mam na myśli.

— Nie, proszę pana.

— Trochę malował i grzebał się w mechanizmach. Co mu akurat w ręce wpadło.

Wystarczy nawet młotek i dłuto, myślał Detrytus.

— A tutaj — ciągnął Silverfish — mamy wzór na… Co tam, mogę wam przecież powiedzieć, to żadna wielka tajemnica… To wzór na coś, co nazywamy Proszkiem numer jeden: siarka, saletra i węgiel drzewny. Używa się tego w fajerwerkach. Każdy dureń może go wyprodukować. A tekst wygląda dziwnie, bo jest pisany od tyłu.

— To chyba ważne — syknął Cuddy w stronę trolla.

— Ależ skąd. On zawsze pisał od tyłu — powiedział Silverfish. — Taki dziwak. Ale wybitnie inteligentny. Widzieliście może jego portret Mony Ogg?

— Chyba nie.

Silverfish oddał papier Detrytusowi, który przyjrzał mu się zezem, jakby rozumiał, co znaczą litery. Może na tym dałoby się coś zapisać, pomyślał.

— Zęby ścigały patrzących po całym pokoju. Zadziwiające. Niektórzy mówili nawet, że ścigały ich przez drzwi aż na ulicę.

— Myślę, że powinniśmy porozmawiać z panem da Quirm — stwierdził Cuddy.

— Oczywiście, moglibyście porozmawiać. Na pewno. Ale on raczej by nie słuchał. Zniknął parę lat temu.

A potem, jak już znajdę coś do pisania, muszę poszukać kogoś, kto mnie nauczy pisać, myślał Detrytus.

— Zniknął? — zdziwił się Cuddy. — W jaki sposób?

— Podejrzewamy… — Silverfish zniżył głos — że znalazł sposób, by uczynić się niewidzialnym.

— Naprawdę?

— Ponieważ… — tłumaczył Silverfish konspiracyjnym szeptem — nikt go więcej nie widział.

— Aha — mruknął Cuddy. — No tak. To dla mnie trochę za trudne, rozumie pan, ale nie sądzi pan, że mógł, no… mógł gdzieś wyjechać, gdzie nie mogliście go zobaczyć?

— Nie, to by nie pasowało do starego Leonarda. Na pewno by nie wyjechał. Ale mógł zniknąć.

— Och.

— Był trochę… zwariowany, jeśli rozumiecie, co mam na myśli. Głowa całkiem wypchana mózgiem. Pamiętam, wpadł kiedyś na pomysł uzyskiwania błyskawicy z cytryn! Hej, Sendivoge, pamiętasz Leonarda i jego błyskawiczne cytryny?

Sendivoge zatoczył palcem krąg w okolicy skroni.

— No jasne. „Wystarczy wetknąć miedziany i cynkowy pręt w cytrynę, i „presto”, dostajemy ujarzmioną błyskawicę”. Ależ to był idiota.

— Och nie, nie idiota — zaprotestował Silverfish. Chwycił kulę bilardową, która w cudowny sposób uniknęła detonacji. — Po prostu miał tak ostry umysł, że sam się kaleczył, jak mawiała moja babcia. Błyskawiczne cytryny… Gdzie tu sens? Były równie bzdurne jak jego machina do głosów z nieba. Mówię mu: Leonardzie… Tak mu powiedziałem. Leonardzie, po co są magowie? W takich sprawach jest przecież dostępna całkiem zwyczajna magia. Błyskawice z cytryn? Następni pewnie będą ludzie ze skrzydłami. A wiecie, co on na to? Wiecie? Powiada: Zabawne, że o tym wspominasz… Biedaczysko.

Nawet Cuddy przyłączył się do ogólnej wesołości.

— A spróbowaliście tego? — zapytał po chwili.

— Czego mieliśmy spróbować? — nie zrozumiał Silverfish.

— Wtykania metalowych prętów w cytrynę.

— Nie bądź durniem.

— Co znaczy ta litera? — zapytał Detrytus, wskazując papier. Spojrzeli.

— Nie, to nie jest symbol — wyjaśnił Silverfish. — To taki zwyczaj starego Leonarda. Stale bazgrał na marginesach. Bazgroł, bazgroł, bazgroł. Mówiłem mu, że powinien się nazywać pan Bazgroł.

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 78
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)