Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Operacja Shylock». Краткое содержание книги:

Wyobraźmy sobie sytuację, gdy do złudzenia podobny do nas nieznajomy zawłaszcza nasze imię i nazwisko, przypisuje sobie nasz życiorys i jeździ po świecie, podszywając się pod nas.
W książce tej, gdzie w mistrzowski sposób fakty splatają się z fikcją, Philip Roth spotyka mężczyznę, który być może jest, a może nie jest Philipem Rothem. A wszystko dlatego, że ktoś o tym nazwisku przemierza państwo Izrael, propagując dziwaczną ideę żydowskiego exodusu a rebours. Roth postanawia powstrzymać tego człowieka – nawet gdyby miało to oznaczać wcielenie się w uzurpatora.
Pełna napięcia, zabawna, nasycona emocjami, inteligentnie napisana i tętniąca narracyjną energią Operacja Shylock jest historią szpiegowską, politycznym thrillerem, refleksją nad istotą tożsamości, a jednocześnie rodzajem wyznania.
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 102
Перейти на страницу:

Przyjęło się bowiem w codziennym języku naszych dziadów, którzy wybrali emigrację, uważać supermana naszego plemienia za figurę nieco patetyczną. Gojowie mieli swoich groteskowych herosów, a my mieliśmy Moszego Pipika.

Szedłem ulicami Jerozolimy i śmiałem się do rozpuku. Zaśmiewałem się, nie próbując się nawet opanować, zarykiwałem się wprost z oczywistości własnego pomysłu; pomysłu, który przerodził się w dowcip – „Przecież to Mosze Pipik!” I naraz poczułem, że wstąpiła we mnie na nowo dawna siła, dawny upór i zręczność, jakich przez długie miesiące tak bardzo mi brakowało. Ta sama moc, którą posiadałem, nim wpadłem w sidła halcionu, ta werwa, której nie były w stanie osłabić żadne niepowodzenia, werwa stanowiąca przeciwieństwo melancholii czy wyrzutów sumienia. Poczułem się, jakbym wrócił do czasów szczęśliwego dzieciństwa, wiele, wiele lat wstecz-kiedy dostałem świeży, dziewiczy majątek wyobraźni, naruszony potem w dorosłym życiu przez takie historie, jak na przykład poczucie winy. Jakim cudem odzyskałem ten stan świadomości, pozostawało zagadką, lecz chciałem, by trwał w moim umyśle choćby tylko chwilę dłużej. Mosze Pipik! Rewelacja!

Doszedłem do głównego targu, gdzie pełno było kupujących, i tam uciąłem sobie kilkuminutową przechadzkę po straganach, zafascynowany tym zgiełkiem handlowego dnia; zgiełkiem, dzięki któremu paradoksalnie potrafiłem myśleć jaśniej.

Ani sprzedawcy wrzeszczący po hebrajsku ceny swoich towarów lub też pakujący do toreb rzeczy już sprzedane, ani kupujący kręcący się wśród straganów z pośpiechem ludzi, którym cenna każda upływająca minuta, nie wydawali się w najmniejszym stopniu wystraszeni perspektywą, że oto zaraz wybuchnie tu bomba, podłożona gdzieś przez bojowników z OWP; albo że niebawem rozpocznie się chaotyczna strzelanina i zginie wiele osób. Przy tej całej nienawiści dzielącej izraelskich żołnierzy i rozwścieczonych arabskich bojówkarzy, przy tych nieustannych potyczkach na terytoriach okupowanych, obrzucaniu się gazem łzawiącym w rejonie starej Jerozolimy – ledwie kilka kilometrów stąd – zdawało się, że ci targujący się tutaj stanowią wyborny cel dla jakiegoś zamachu terrorystycznego. A jednak ożywienie nie przygasało nawet na moment, towary i pieniądze przechodziły z rąk do rąk. Zakup jedzenia na kolację był istotniejszy od faktu, iż ryzykuje się życie.

To takie ludzkie: odrzucić od siebie myśl o grożącym niebezpieczeństwie i wejść między stragany pełne pięknej oberżyny, dojrzałych pomidorów i świeżego mięsa. Pewnie pierwsza rzecz, jakiej uczą w szkołach dla terrorystów, to zasada, że ludzie nigdy nie dbają mniej o swoje bezpieczeństwo niż podczas robienia zakupów. W następnej kolejności najlepiej podkładać ładunki wybuchowe w burdelach.

Przy końcu zaułka, gdzie mieli swe stanowiska rzeźnicy, dostrzegłem klęczącą przy jednym z kubłów z mięsnymi odpadkami kobietę o wielkiej, okrągłej twarzy. Miała może ze czterdzieści lat, okulary na nosie i ubranie, które bynajmniej nie kojarzyło się z żebraczym strojem. To właśnie jej bardzo zwyczajne odzienie zwracało uwagę – klęczała bowiem na bruku, mokrym od cuchnącej zwierzęcej krwi, zaśmieconym i zapaskudzonym, czym się tylko dało – i szperała jedną ręką w kuble, podczas gdy w drugiej trzymała nienagannie prezentującą się torebkę. Kiedy zdała sobie sprawę, że ją obserwuję, podniosła wzrok i spojrzała na mnie bez cienia zażenowania. Wyjaśniła nie po hebrajsku, lecz w dziwnie brzmiącej angielszczyźnie.

– To nie dla mnie.

Następnie wróciła do swoich poszukiwań z zapałem, który szczerze mnie zdumiewał. Ruchy miała szybkie, oczy zaś skupione na pojemniku przed nią. Nie byłem w stanie jej tak pozostawić.

– W takim razie dla kogo?

– Dla przyjaciółki – powiedziała nurkując przy tym w kuble – Ona ma szóstkę dzieci.

Powiedziała mi: „Jak coś zobaczysz…”

– Na zupę? – zapytałem.

– Tak. Wrzuca to wszystko do kotła, dodaje coś jeszcze i… wychodzi jej zupa.

Pomyślałem sobie: powiedz jej teraz – „Proszę, oto czek na milion dolarów. Niech pani za te pieniądze nakarmi swoją znajomą i jej dzieci”. No, dalej, daj jej ten czek, myślałem. Nieważne, czy jest normalna czy stuknięta, czy rzeczywiście ma tę przyjaciółkę czy nie. Ona jest w potrzebie, a ty masz ten czek – wyjmij go, daj jej i odejdź. Niepotrzebnie w ogóle go wziąłeś!

– Philip! Philip Roth!

Wiedziony pierwszym impulsem nie chciałem się nawet odwracać, by przekonać się, któż to znowu sądzi, że mnie poznaje -«- tylko uciec, wmieszać się w tłum. Tylko nie to, myślałem, nie chcę następnego miliona dolarów. Zanim jednak zdążyłem się ruszyć, tamten człowiek był już przy mnie.

Uśmiechał się od ucha do ucha i wyciągał rękę na powitanie – niski, przysadzisty facet w średnim wieku, o ciemnej cerze, mocno pomarszczonej twarzy, z czarnymi, sumiastymi wąsami i szopą zupełnie siwych włosów na głowie.

– Philip – powiedział ciepło, chociaż cofnąłem się ostrożnie i nie odpowiadałem na jego powitanie.

Zaśmiał się. – Philipie! Nie poznajesz mnie nawet. Spasłem się i dostałem zmarszczek od zmartwień… Nie pamiętasz mnie? Tobie urosło tylko czoło… a mnie te śmieszne włosy! Jestem Zee, Philipie. Masz przed sobą George’a.

– Zee!

Uścisnąłem go serdecznie, a tamta grzebiąca w odpadkach kobieta obrzuciła nas, obejmujących się, nieprzychylnym spojrzeniem i ze złością rzekła coś na głos – tym razem już nie po angielsku. Potem szybko odeszła, bez ochłapów dla swej znajomej, no i bez miliona dolarów. Oddaliła się jakieś dwadzieścia metrów od nas, tam nagle przystanęła, zwróciła się znów w naszą stronę i z bezpiecznego dystansu zaczęła wrzeszczeć tak głośno, że ludzie zwrócili na nas uwagę. Zee także popatrzył w jej kierunku i przysłuchiwał się. Zaśmiał się, choć nie był to śmiech nazbyt wesoły, gdy pojął w czym problem. Otóż sprawa dotyczyła jego.

– Kolejna znawczyni – wyjaśnił – arabskiej mentalności. Wszędzie pełno takich znawców… na uniwersytetach, w wojsku, na rogach ulic, na bazarach…

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 102
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)