Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Bestia I Wilki
Bestia I Wilki - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Bestia I Wilki

Электронная книга - «Bestia I Wilki». Краткое содержание книги:

Bliźniacy Ulvar i Marco różnili się od siebie tak bardzo, jak tylko to między braćmi jest możliwe. Marco był piękny niczym młody bożek, Ulvar natomiast przypominał najstraszniejszą bestię. Ludzie Lodu wiedzieli, że każdy z braci ma do spełnienia specjalne zadanie, nikt jednak nie mógł uwierzyć, by jakiekolwiek dobro mogło przyjść za sprawą Ulvara, który był zły jak najprawdziwszy diabeł…
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 49
Перейти на страницу:

Wszyscy są po prostu gównem. Wszyscy, z wyjątkiem Marca.

Szaleństwo znowu ogarniało Ulvara. Bezsilność. Musi się dowiedzieć! Ale kto zgodzi się cokolwiek mu powiedzieć? Wszyscy udają głupich, zaczynają gadać o czym innym.

Ten cholerny głupek, który był wtedy z Malin na cmentarzu, dostał teraz posadę po Johnsenie. Akurat dla niego odpowiednie zajęcie. Chociaż Ulvar nie miał nic przeciwko Voldenomi, dopóki nie przyjdzie mu do głowy burzyć grobów. A on najwyraźniej zamierzał je zachować, gmina miała budować nowy cmentarz w lesie, u podnóża wzgórz. Ten głupi Volden prowadzał tam Malin, żeby sobie obejrzała teren. Chciał znać jej zdanie na temat planów. Cholerny idiota, przybiegał do Lipowej Alei parę razy na tydzień, żeby ją ze sobą zabrać.

A ta Malin! Ona chyba nie ma dobrze w głowie! Przestała się ubierać w te swoje pielęgniarskie suknie z białymi kołnierzykami i biega teraz w różnych kolorach. Do czego to wszystko doprowadzi? Ale wyglądała dużo młodziej i była dużo, dużo milsza. Nie krzyczała na jego różne pomysły. „Per przyjdzie dziś wieczorem”, mówiła i oczy jej lśniły jak dwa słońca. Wyglądała po prostu idiotycznie. Per to ten cały Volden.

Dopóki dzięki niemu Malin jest miła, Ulvar da mu spokój. Ale gdyby wymyślił coś głupiego, tak żeby Malin zapomniała o swoich obowiązkach w Lipowej Alei albo jeszcze gorzej, gdyby chciał ją stąd zabrać… o, to wtedy niech się ma na baczności! Nikt nie odbierze Ulvarowi służącej i niewolnicy, o, nie! Belinda nie poradzi sobie sama z pracą w domu, ona nie jest całkiem mądra. Zapomina, ile jajek należy ugotować Ulvarowi na śniadanie, podaje mu nie te co trzeba ubrania i zadaje mnóstwo głupich pytań, gdzie Ulvar idzie albo gdzie był.

Gówno!

Wszystko gówno!

W rok później Per Volden oświadczył się o Malin.

Domyślała się od dawna, że to nastąpi i była do tego dobrze przygotowana. Mimo to jąkała się całkowicie zbita z tropu, kiedy starała się wytłumaczyć mu, że to, niestety, na razie niemożliwe. Że rodzina w Lipowej Alei potrzebuje jej pomocy.

Do opieki nad tym małym diabelskim pomiotem, pomyślał Volden, lecz głośno tego nie powiedział. Wiedział, że Malin żywi szczególny szacunek, graniczący z pietyzmem, dla zmarłej matki bliźniaków. On sam zgadzał się z większością mieszkańców parafii, że tego chłopca należałoby zamknąć w klatce.

Po prostu w głowie się nie mieści, co on wymyślał w ostatnich latach. No, ale gdyby powiedzieć szczerą prawdę, to jednak najwięcej czasu spędzał w lesie na wzgórzach i nikomu krzywdy nie czynił. Oczywiście obwiniano go o wiele rzeczy, których w żaden sposób nie mógłby zrobić. Ale to, co robił, też wystarczało, żeby opiekunom spędzać sen z powiek.

Parafia nienawidziła go. Rodzina z Lipowej Alei nie była już w stanie dłużej ukrywać, jak niebezpieczną istotą jest Ulvar. Wprawdzie nie zabił nikogo, człowieka ani tym bardziej zwierzęcia, ale przecież nigdy nie wiadomo. Uwielbiał drażnić i prześladować inne dzieci, które spotykał, wprawiał we wściekłość chłopów i urzędników, robiąc rzeczy, za które nie mógł być wprawdzie ukarany, które jednak były na granicy przyzwoitości i ludzkiej cierpliwości. Rozbierał się do naga przed statecznymi matronami, sypał ludziom sól do picia w gospodzie, wiązał razem sznurowadła siedzącym, tak że się potem przewracali i rozbijali sobie nosy, wpędzał krowy w szkodę, czynił bezwstydne propozycje małym dziewczynkom i robił na złość bawiącym się chłopcom.

Był udręką i plagą dla wszystkich, sąsiedzi wielokrotnie stawiali Viljarowi ultimatum. Przychodziły do Lipowej Alei delegacje, żeby chłopca siłą wziąć do zakładu. Przychodziła policja i przedstawiciele opieki społecznej, ale wszyscy musieli dać za wygraną. Z Ulvarem nie było żartów. Kiedy napotykał opór, stawał się naprawdę niebezpieczny. I czterech silnych mężczyzn nie było w stanie sobie z nim poradzić.

No i poza tym były te wilki, które mu pomagały. Cała parafia je już teraz znała. A większość szeptała, że to nie mogą być prawdziwe wilki, że to po prostu siła nieczysta.

Wilki zjawiały się różnie. Czasami było tylko jedno zwierzę, niekiedy dwa, nigdy jednak nie więcej niż trzy. Ludzie uważali więc, że są trzy bestie. Ponieważ mężczyźni zawsze znajdą powód, by zalegalizować polowanie, niezależnie od tego, jak bardzo ów powód bywa niekiedy wątpliwy, to oczywiście wielu chciało polować na wilki z Grastensholm. Tutaj chodziło bowiem o naprawdę niebezpieczne bestie, to każdy pojmował. Myśliwi ze strzelbami i piórkami przy kapeluszach, w bryczesach i wysokich butach przyjeżdżali aż z Christianii, bo to była prawdziwa męska gra; miejscowi chłopi wyciągali zardzewiałe flinty, każdy, kto nosił spodnie i był w stanie udźwignąć strzelbę, wyruszał na polowanie. Niektórzy zaopatrywali się nawet w srebrne kule, bo wiadomo, że gorszy metal Złego się nie ima. A przecież te gadziny pojmać w końcu trzeba. Inni, bardziej trzeźwo usposobieni, szykowali już w salonach miejsce, gdzie na ścianie rozwiesi się wilczą skórę. Nikt nie wątpił, że skórki będą ogromne, a futra przecież z czegoś takiego nikt nie uszyje. Tego rodzaju trofea wyprawia się i rozwiesza na widok publiczny.

Żaden wilk się jednak myśliwym nie pokazał. Nie natrafili nawet na ślad dzikiej bestii. Jakby nic takiego nigdy nie istniało.

Zresztą nikt nie został przez wilki pozbawiony życia, jeśli nie liczyć tego pierwszego mężczyzny, który przed nimi uciekał, lecz przecież on skończył na atak serca na schodach własnego domu, a to już rezultat jego złej kondycji. Nie, wilki pokazywały się zawsze w związku z Ulvarem z Lipowej Alei, nie wiadomo było tylko, z jakiego powodu to czynią. Ten nieszczęsny Ulvar [Ulv, w języku norweskim: wilk; w liczbie mnogiej: ulver (przyp. tłum.).] nigdy nie został ochrzczony, mówiono. Ulvar – wilki, związek jest oczywisty.

Bardzo zły znak tak nazywać dziecko, to mogło się skończyć tylko w jeden sposób, Zwłaszcza że przecież od pierwszej chwili musieli zdawać sobie sprawę, że dziecko należy do diabła.

W każdym razie Malin musiała powiedzieć „nie” na oświadczyny Voldena, choć czyniła to z bólem serca. On zwracał jej uwagę na to, że przecież nie są już młodzi, żadne z nich, gdyby więc chcieli mieć dziecko, to nie ma co zwlekać. Bo dzieci to on bardzo chce mieć, mówił. Z Malin.

– Ja wiem, wiem – odpowiadała zmartwiona i skubała rękawiczki. – Ja sama niczego bardziej nie pragnę, ale co ja mam zrobić? Nie mogę rodziny w Lipowej Alei zostawić własnemu losowi, oni sobie nie dadzą rady beze mnie, wiem o tym aż nadto dobrze. Ile to razy biedna Belinda musiała płakać, bezradna wobec złośliwości Ulvara, co on uważa za zabawne, ile razy Viljar i Henning bezskutecznie starali się doprowadzić mu do świadomości, jak bardzo rani innych swoim zachowaniem! Ale on właśnie tego chce. Zadawać ból! Zadawać taki ból, że ledwo są w stanie go znieść. A chłopiec ma zaledwie dziesięć lat. Minie jeszcze dużo czasu, zanim można będzie przestać się nim opiekować, jeśli w ogóle kiedykolwiek do tego dojdzie.

– To może moglibyśmy wziąć go do siebie – zaproponował zdesperowany Per Volden.

– Nie! – zawołała Malin z gwałtownością, która ją samą przestraszyła. – Nie, nie mogę dopuścić, żebyś ty stał się ofiarą, nad którą on będzie się pastwił. On na pewno widziałby w tobie rywala jakkolwiek śmiesznie to brzmi, bo przecież on mnie nie lubi. On już teraz traktuje cię jak swego rodzaju konkurencję, to chyba zauważyłeś. A jeszcze gorzej by było, gdybyśmy mieli dziecko. Ja bym się nigdy nie odważyła. Per, on mógłby je zabić.

– W takim razie, skoro on jest taki niebezpieczny…

– Ja wiem. Powinniśmy się zgodzić, żeby został zamknięty. Ale ja nie byłabym w stanie zadać takiego bólu synowi Sagi. Poza tym nie ma człowieka obdarzonego taką siłą, żeby tego dokonać.

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 49
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)