Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Dzienny Patrol

Электронная книга - «Dzienny Patrol». Краткое содержание книги:

Na odwieczną walkę Dobra i Zła, Ciemności i Światła patrzymy tym razem oczami pracowników Dziennego Patrolu. Codzienna patrolowa rutyna zostaje zakłócona nagłym wezwaniem do typowegom zdawałoby się, zadania – Jaśni wykryli i przechwycili kobietę zajmującą się magią i czarami bez licencji. Dzienny Patrol za wszelką cenę musi odbić nielicencjonowaną Ciemną. W czasie trudnej, wyczerpującej akcji wiedźma Alicja Dominikowa traci moc, a na regenerację utraconych sił trzeba wiele czasu. Ku ogromnemu zaskoczeniu Alicji były kochanek i jednocześnie szej Dziennego Patrolu w trosce o jak najszybszą rekonwalescencję wysyła ją do Arteku, obozu młodzieżowego, w którym może odzyskać utracone siły. W Arteku wypoczywa przystojny chłopak Igor, Alicja zaczyna się nim interesować i wkrótce wakacyjna przygoda przeradza się w miłość, uczucie dotąd jej nieznane. Igor nie wie, kim jest Alicja, ona zaś nie zdaje sobie sprawy, że Igor nie jest zwykłym śmiertelnikiem… Dramat, jaki rozegra się tego lata, to zaledwie jeden z elementów skomplikowanej układanki, pierwszy etap wielkiej rozgrywki o bardzo wysoka stawkę.
1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 93
Перейти на страницу:

Do naszego domku wróciłam na godzinę przed pobudką. Zajrzałam do dziewczynek, niektóre już się kręciły. Wszystko w porządku. Nikt nie poleciał, żeby utonąć w morzu, nikogo nie porwali terroryści, nikt nie wpadł na pomysł poszukiwania zastępowej w środku nocy.

Z cielęcym uśmiechem weszłam do swojego pokoju. Rozebrałam się leniwie, stojąc przed lustrem. Z rozkoszą przesunęłam dłońmi po biodrach, wygięłam się niczym najedzona kotka.

Szalona noc. Magiczna noc. Chyba wyczyniałam wszystkie szaleństwa, jakie tylko może wyczyniać kobieta z ukochanym mężczyzną. Nawet to, co kiedyś mi się nie podobało, tej nocy sprawiało drażniącą radość.

Czyżbym się zakochała?

W człowieku? W zwykłym człowieku? Nawet jeśli rozumie mnie jak nikt na świecie?

To niemożliwe!

– Ciemności, niech on będzie Innym – wyszeptałam. – Błagam cię, wielka Ciemności…

Niebezpieczna to gra prosić pierwotną siłę o takie drobiazgi… Chociaż… Nie wierzę, żeby Ciemność mogła usłyszeć zwykłą wiedźmę. O, Zawulon, ten to pewnie umiałby się do niej dowołać…

Zawulon.

Usiadłam na łóżku, ukryłam twarz w dłoniach.

Kilka dni temu nic nie sprawiało mi większej radości niż jego miłość. A teraz?

No dobrze, ale przecież sam kazał mi się bawić. I miał gdzieś banalne ludzkie dogmaty z repertuaru Jasnych. Czym jest dla niego zdrada? Czym jest zazdrość? Na pewno nie miałby nic przeciwko temu, żebym ja i Igor…

Stop! Dokąd mnie to zaprowadzi?

– Alicjo, zwariowałaś… – wyszeptałam.

Czy naprawdę tak niedaleko odeszłam od ludzi? Czy mogłabym – aż strach powiedzieć! – wyjść za mąż za człowieka? Gotować mu obiadki, prać skarpetki, rodzić i niańczyć dzieci?

Jak mówią – za dnia w Patrolu, nocą bez honoru…

Mogłabym.

Pokręciłam głową, wyobrażając sobie reakcję dziewczyn. W samym fakcie małżeństwa nie było nic niezwykłego. Większość wiedźm wyszła za mąż, i to przeważnie za ludzi. Ale…

Co innego oczarować bogatego faceta, jakiegoś ważniaka, w ostateczności deputowanego do Dumy albo wpływowego bandytę. Ale zwykłego młodego chłopaka, studenta bez pieniędzy i wpływów? Będą się sypać takie żarty… I to nie bez podstaw!

A przecież nie dostaję bzika na jego punkcie z powodu seksu!

Co się ze mną dzieje?

Jakby mnie ktoś zaczarował…

Drgnęłam od strasznej myśli. A jeśli Igor jest zwykłym inkubem? Kolegą po fachu… W dodatku z prymitywnych Ciemnych!

Nie. To niemożliwe.

Inkub wyczułby we mnie Inną. Ciemną Inną, chwilowo pozbawioną Siły. I nigdy nie praktykowałby na wiedźmie – wie, jaka za to czeka zapłata. Starłabym go na proszek, gdy tylko wróciłaby mi Siła, gdybym się dowiedziała, że miłość była narzucona…

Miłość? Więc jednak miłość?

– Oj, Alicjo, Alicjo – wyszeptałam. – Aleś ty głupia…

No i dobrze!

Wyjęłam z torby czyste figi i poszłam pod prysznic.

* * *

Aż do wieczora latałam jak poparzona. Wszystko szło nieskładnie, ale to mnie nie martwiło. Nawet trochę posprzeczałam się z kierowniczką obozu, zdobywając dla swoich dziewczynek najlepsze miejsca na festiwal filmów. I zdobyłam je! Chyba przy tym nawet zyskałam w oczach kierowniczki. Potem rozdzielali przywiezione z Nikołajewa ciemne szkła do oglądania jutrzejszego zaćmienia słońca. Każdy zastęp otrzymał pięć szkieł, a mnie udało się zdobyć sześć. Nie przypuszczałam, że komuś przyjdzie do głowy, by je produkować, ale skoro już przyszło…

Potem była plaża i pech chciał, że chłopięce zastępy wysłano na jakąś głupią wycieczkę… Nawet morze mnie nie cieszyło. W pewnym momencie zerknęłam na Nataszkę, pochwyciłam jej smutne spojrzenie i dotarł do mnie cały komizm sytuacji. Nie tylko ja byłam głupia, były nas dwie. Dziewczynka, tęskniąca za swoim chłopcem i dochodząca w swoich fantazjach do pocałunków, i ja, wyrabiająca tej nocy takie rzeczy, jakich próżno by szukać w pornosach sprzedawanych na Gorbuszce *. Przeciwieństwa się przyciągają.

– Tęsknisz? – spytałam cichutko. Nataszka na sekundę zjeżyła się, popatrzyła na mnie nieprzyjaźnie i nagle westchnęła szczerze.

– Aha… Pani też tęskni?

Skinęłam głową. Po chwili wahania dziewczynka spytała:

– Była z nim pani do rana?

Nie zaprzeczyłam. Czemu miałabym kłamać, tym bardziej że nikt nas nie słyszał? Spytałam tylko:

– Podglądałaś?

– Bałam się w nocy – powiedziała cichutko. – Obudziłam się… śnił mi się taki koszmar… I poszłam do pani, a pani nie było w pokoju.

– Do rana – przyznałam się. – On mi się bardzo podoba, Nataszko.

– Kochaliście się? – spytała rzeczowo.

Pogroziłam jej palcem.

– Natasza!

Wcale się nie zmieszała. Przeciwnie, zniżyła głos i wyznała, jakby zwierzała się przyjaciółce:

– A mnie z moim nic nie wychodzi. Powiedziałam mu, że jak będzie chciał mnie pocałować, to mu podbiję oko, a on na to: „Akurat mi to całowanie potrzebne!” Dlaczego chłopcy są tacy głupi?

– Pocałuje – obiecałam. A w myślach dodałam: „Już ja się o to postaram”.

No bo co w tym trudnego? Jutro odzyskam swoje zdolności i rudy piegus będzie chodzić za Nataszą krok w krok, wodząc za nią zakochanymi oczami. Dlaczego nie miałabym sprawić przyjemności swojemu dawcy?

– A co ci się śniło?

– Koszmar – odparła krótko dziewczynka. – Nie pamiętam. Ale coś strasznie okropnego!

– O twoim młodszym braciszku?

Nataszka zmarszczyła czoło:

– Nie pamiętam… A skąd pani wie, że mam braciszka?

Uśmiechnęłam się zagadkowo i wyciągnęłam na piasku. Wszystko w porządku. Sen został wypity do czysta.

* * *

Wieczorem nie wytrzymałam.

Zrozumiałam, że już dłużej nie mogę. Odszukałam Galinę i poprosiłam, żeby popilnowała moich dziewczynek przez dwie godziny.

Popatrzyła na mnie dziwnie. Nie z urazą, chociaż wszystko zrozumiała, a przecież miała własne plany wobec Igora. I nie ze złością. Raczej ze smutkiem, jak niesprawiedliwie skarcony pies.

– Oczywiście, Alicjo – powiedziała tylko.

Ech, ci tak zwani dobrzy ludzie… Napluj im w twarz, pokrzyżuj szyki, podepcz butami, a oni wszystko cierpliwie zniosą.

Chociaż z drugiej strony, bardzo to wygodne.

Ruszyłam do domku drugiego zastępu. Po drodze wystraszyłam w krzakach dwóch chłopców, którzy przydymiali kawałki szkieł nad malutkim ogniskiem rozpalonym z jednorazowych plastikowych kubeczków. Zresztą, „wystraszyłam” to za dużo powiedziane. Chłopcy zmarszczyli brwi, spięli się, ale zajęcia nie przerwali.

– Jutro wszystkim dadzą specjalne szkła – powiedziałam pokojowo. – Tymi możecie się najwyżej pokaleczyć.

– Specjalnych jest za mało – odpowiedział rezolutnie jeden. – Sami sobie okopcimy, kubeczki się superowo dymią!

– A brzegi zakleimy plastrami – dodał drugi. – I po krzyku. Uśmiechnęłam się, skinęłam im głową i poszłam dalej. Prawidłowe zachowanie. Niezależne i pewne siebie.

Już podchodząc do letniego domku i słysząc dźwięki gitary, zobaczyłam Makara.

Chłopak stał przy drzewie, niby się nie chowając, ale tak, żeby od strony domku nie było go widać. Stał i patrzył na Igora. Słysząc moje kroki, odwrócił się gwałtownie, drgnął i opuścił wzrok. Wszystko zrozumiałam.

– To nieładnie podglądać, Makarze.

Chłopiec stał, zagryzając wargę. Ciekawe, co miał zamiar zrobić. Spłatać Igorowi głupiego figla? Wyzwać na pojedynek? A może po prostu w bezsilnej złości zaciskał pięści i patrzył na dorosłego mężczyznę, który wczoraj kochał się z kobietą, co mu się spodobała? Głupi chłopczyku… Powinieneś oglądać się za rówieśniczkami, a nie za dorosłymi, urokliwymi wiedźmami o długich nogach.

вернуться

* Gorbuszka – park im. Gorbunowa w Moskwie, w którym odbywa się masowa sprzedaż oryginalnych i pirackich kaset, kompaktów, CD – ROM – ów, programów komputerowych, filmów wideo i DVD.

1 ... 24 25 26 27 28 29 30 31 32 ... 93
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)