Nigdy w życiu
- Автор: Grochola Katarzyna
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Nigdy w życiu». Краткое содержание книги:
Poznajemy ją w chwili kiedy nie z własnej woli rozstała się z mężem i musi wyprowadzić się z mieszkania.
Na przekór wszystkiemu nie załamuje się.
Rozpoczyna nowe życie: buduje dom, przenosi się na wieś i niespodziewanie odnosi sukces jako reporterka.
Zyskuje też nowych znajomych i przyjaciół.
A przede wszystkim, ku swojemu ogromnemu zaskoczeniu, zakochuje się…
Według autorki, Nigdy w życiu! to książka dla tych, którym się wydaje, że świat się kończy, kiedy on się dopiero zaczyna.
O swoich bardzo prawdziwych problemach bohaterka – kreowana przez Katarzynę Grocholę opowiada z humorem i lekkością sprawiającą, że krytycy okrzyknęli ją polską Bridget Jones. Książka jest pierwszą częścią cyklu powieściowego Żaby i anioły.
I kiedy tak się unieszczęśliwiałam, w drzwi od tarasu zapukała Ula. Zmoknięta, ze świeczką. O Boże, jak to dobrze, że nie jestem sama! Zapaliłyśmy świeczkę ostatnią zapałką i wsłuchane w deszcz, który chciał przebić blaszany dach, wolno sączyłyśmy wino. Pioruny waliły tuż za olbrzymim dębem. Dopiero kiedy z łazienki dobiegło piszczenie Borysa, postanowiłam wziąć wszystkie zwierzaki do nas. Weszłam cichutko do pokoju Tosi i zawołałam: „Kici, kici”.
– Zaraz jest u ciebie, u mnie go nie ma – powiedziała trochę przez sen Tosia.
Otworzyłam drzwi na taras. Niebo walczyło z ziemią, woda lała się nieprzerwanym strumieniem, a ja wołałam w noc:
– Zaraz, Zaraz!
Boże, niech mi nie ginie następny koteczek!
Ula stanęła obok mnie.
– Jak przestanie padać, to go poszukamy.
Burza szalała do pierwszej w nocy. Świeczka dopaliła się i zgasła. Noc była w dalszym ciągu parna i gorąca. Wydawało mi się, że przez stłumione, oddalające się grzmoty słyszę smutne kocie zawodzenie. Noc wyglądała groźnie. Krople spadały z drzew głucho, w oddali niebo mruczało.
– Idę szukać Zaraza.
– Idę z tobą, tylko pobiegnę na chwilę do domu.
Wyszłyśmy w mgłę, która zaczynała się podnosić od ziemi. Ula skręciła w stronę swojego ciemnego domu. Olbrzymie białe płachty snuły się na wysokości naszych kolan. Każda spadająca kropla napawała mnie przerażeniem. Chmury zniknęły. Zajaśniał księżyc, płaty mgły w tym księżycowym świetle mroziły krew w żyłach. Pod starym dębem zatrzymałam się. Biedny zmoczony Zaraz przytulony do pnia płakał rozpaczliwie. Usłyszałam za sobą szelest. Zdrętwiałam, a potem wolno się odwróciłam. Za mną stała Ula. W ręku trzymała niezapaloną świeczkę.
– Nie mam zapałek. Ale i tak nam ze sobą raźniej – powiedziała.
Aż mi się nogi ugięły. Bo może właśnie o to w życiu chodzi. Żeby ktoś przy tobie był – nawet kiedy szukasz w nocy małego zgubionego kotka. Nawet jak świeczka się nie pali.
Wróciłam do domu. Zaraz wbił mi pazurki w szyję i tak siedział przytulony. W kuchni za kredensem szura myszka, którą Mietek kiedyś przyniosła do domu i wpuściła pod kredens. Tosia ją dokarmia. Mietka nie ma, już nie wróci. Ale po raz pierwszy zdałam sobie sprawę, że jednak mam kogoś, kto z niezapaloną świeczką idzie ze mną w noc. Jak mogłam pomyśleć, że jestem sama?
Tosia się zakochała! O Boże, co to będzie – martwieję na samą myśl o tym.
Przyjechała mama.
Tosia powiedziała, że nie będzie z nami siedziała, bo idzie na randkę. Bo się zakochała.
Mama zmartwiała i powiedziała:
– O Boże.
Nie rozumiem. Zaczyna się najpiękniejszy okres w jej życiu, a moja mama jest tylko przerażona. Chcę ją jakoś pocieszyć, więc mówię:
– Nie przejmuj się, przecież od pierwszego zakochania do seksu jest kawał drogi.
– Dlaczego ty mówisz o seksie – zbladła moja mama.
O, tak to nie będzie. Przecież jestem dorosła.
– Słuchaj – mówię odważnie – ja wiem, że ty uważasz, że seks jest nie dla ludzi…
– Co ty za bzdury opowiadasz! Kto ci to powiedział!
Przecież wiem, kto mnie wychowywał!
– Ja tylko chcę powiedzieć, że seks nie jest dla dzieci!
To sama wiem. Ale od randki szesnastolatki do seksu może nie jest tak blisko. Choć z drugiej strony, jeśli przyjrzeć się pismom dla nieletnich…
– Uważam – poprawia się moja mama – że seks jest dla dorosłych.
To już lepiej.
– Niektórych dorosłych – dodaje po chwili.
Ciekawe, których.
A jednak! A jednak Niebieski napisał.
Droga Redakcjo, a właściwie Pani Judyto,
pomogliście mi w tak wielu sprawach, że nie waham się napisać raz jeszcze. Ponieważ sam prowadzę gospodarstwo, z wieloma sprawami, choć to może wydać się śmieszne, nie radzę sobie. Nie wiem, jak wywabić plamy z rdzy – moja kurtka po włożeniu do wody (nie ukrywam, że przeleżała w miednicy dwa dni) ma plamy wokół metalowych zatrzasków. Jeśli mogłaby pani, pani Judyto napisać, co z tym zrobić, uratowałaby pani nie tylko moją kurtkę ale także honor samotnego mężczyzny.
PS. Bardzo przyjemna wiosna za oknami – u mnie. A co u pani? Brakuje mi pani nieocenionych porad. Teraz rzadko spotyka się kobiety, które w każdej sytuacji wiedzą, jak postąpić.
Nie lubię go. Ja przecież zrezygnowałam z prostych złośliwości. Ale mężczyźni nigdy nie są w stanie docenić tej ofiary.
Szanowny Panie,
w tej chwili sprawa z plamami rdzy jest prosta do rozwiązania Po pierwsze, w każdej drogerii czy sklepie z artykułami chemicznymi może pan kupić odrdzewiacz, czyli płyn działający jak wybielacz, ale na rdzę. Sposobem domowym można wywabić rdzę w następujący sposób: tkaninę wokół plamy zwilżyć wodą. Pod plamę podłożyć ligninę. Plamę lekko przecieramy tamponem nasączonym dziesięcioprocentowym ciepłym roztworem kwasku cytrynowego. Przemywamy dokładnie czystą wodą. Niestety ten sposób bywa zawodny przy tkaninach kolorowych: mogą (choć nie muszą pojawić się odbarwienia od kwasku cytrynowego.
Z poważaniem, w imieniu redakcji…
Nie usłyszy już ode mnie nic miłego.
Dlaczego w taką piękną pogodę mam siedzieć przy komputerze?
Droga Redakcjo,
moja koleżanka nie je. Chcę jej pomóc, ale nie mogę, bo ona uważa, że jest za gruba. Jest strasznie chuda, a rodzina się z niej śmieje, brat mówi ty kościotrupie, rodzice ją wyśmiewają. Wiem, że chowa jedzenie i potem je wyrzuca, a kiedyś u mnie wymiotowała, jak mama podała nam obiad. Udaje, że bierze na przykład kolację do swojego pokoju, a potem wyrzuca. Czy to nie anoreksja?
Ja nie wyrzucam. Ale do mnie nikt nie powie: ty kościotrupie. Niestety.
Droga Karolino,
zwróć się do psychologa w Łodzi, który na bieżąco mógłby ci służyć pomocą. Z twojego listu wynika, że niestety masz rację Twoja koleżanka ma problemy ze sobą – Niejedzenie i przywiązywanie nadmiernej wagi do swojego wyglądu to najlepsza droga do anoreksji, która nie jest chorobą tycia, tylko uzewnętrznieniem poważnych wewnętrznych konfliktów. Być może rekompensuje sobie ona poczucie niższości – na pewno potrzebna jest jej potężna dawka pewności siebie i akceptacji – ale wątpię, czy ty sama dasz sobie z tym radę.
Mam nadzieję, że skontaktujesz się z psychologiem i wspólnie ustalicie, jakie wsparcie byłoby najlepsze dla Eweliny. Anoreksja jest groźną chorobą – statystyki mówią, że w dziesięciu procentach prowadzi do śmierci. W anoreksji zasada jem, żeby żyć, zmienia się w chorobliwe, żyję, aby nie jeść. Skoro nawet kłopoty hormonalne nie powstrzymują twojej koleżanki – może to się stać bardzo niebezpieczne.
Mądra pomoc jest bardzo wskazana – ale w wychodzeniu z (czy zapobieganiu) anoreksji powinna brać udział cała rodzina. Upominanie, wyśmiewanie, dokuczanie, złośliwość wobec osoby, która chce być coraz chudsza – nie sprawdza się. Problem w anoreksji polega również na tym, że osoby te nie widzą siebie w sposób realny. Wsparcie i zrozumienie może dać efekt. Cieszę się, że napisałaś i mam nadzieję, że zwrócisz się o pomoc do profesjonalisty – to może być pierwszy krok, który zapewni twojej koleżance poczucie bezpieczeństwa i powrót do normalnego życia.