Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]
Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]

Электронная книга - «Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]». Краткое содержание книги:

Ewolucja we wszechświecie powieści Brina nie jest tylko siłą naturalną — rozwinięte gatunki istot inteligentnych przyspieszają rozwój innych, „niższych” ras w ramach galaktycznego porządku wspomagania. Wiąże się z tym także system powiernictwa planet — Ziemianie otrzymali Garth w celu przyspieszenia odbudowy jego zniszczonego ekosystemu. Jednak ptasiopodobni Gubru szykują inwazję na Garth. Chcą nie tylko przejąć planetę, ale także wykorzystać ją w szantażu, mającym na celu ujawnienie miejsca stacjonowania odkrytej przez ziemski statek „Streaker” kosmicznej floty starożytnej rasy. Rozpoczęta wojna toczy się nie tylko na powierzchni Garth, gdzie pozbawione ludzkich zwierzchników neoszympansy organizują partyzantkę, ale i na poziomie galaktycznego systemu wspomagania, w ramach którego Ziemianie walczą o swoje prawo do planety.
1 ... 23 24 25 26 27 28 29 30 31 ... 192
Перейти на страницу:

Wspólnie wyruszyli przez potok cierpienia, strumień płynący z jego złamanej ręki. Musieli wiosłować przez wirujący obłok agonów, które atakowały ich i gryzły niczym roje owadów-wampirów. Natykali się na przeszkody, pniaki i wiry, gdzie dziwaczne głosy mamrotały ponuro w mrocznych głębinach.

Wreszcie dotarli do rozlewiska, które stanowiło ognisko problemu. Na jego dnie leżało konfiguracyjne wyobrażenie — żelazna krata wbudowana w kamienne podłoże. Odpływ blokowały straszliwie wyglądające odpadki.

Robert cofnął się zaniepokojony. Athaclena wiedziała, że z pewnością są to emocjonalnie naładowane wspomnienia. Ich przerażający charakter nabierał kształtów zębów, pazurów i okropnych, nabrzmiałych twarzy.

Jak ludzie mogli dopuszczać do gromadzenia się podobnych śmieci?

Paskudne, ożywione szczątki oszołomiły ją i więcej niż trochę przestraszyły.

— Nazywają je nerwicami — odezwał się wewnętrzny głos Roberta. Wiedział, na co „patrzyli” i walczył z przerażeniem znacznie gorszym niż odczuwane przez nią. — Zapomniałem już o tak wielu z nich! Nie miałem pojęcia, że one wciąż tu siedzą.

Robert wpatrywał się w swych wrogów znajdujących się poniżej. Athaclena dostrzegła, że wiele z widocznych tam twarzy stanowiło zniekształcone, gniewne wersje jego własnej.

— Teraz ja muszę się tym zająć, Clennie. Już na długo przed Kontaktem dowiedzieliśmy się, że istnieje tylko jeden sposób na uporanie się z podobnym paskudztwem. Prawda jest jedyną skuteczną bronią.

Łódź zakołysała się, gdy metaforyczna jaźń Roberta odwróciła się i skoczyła w jezioro roztopionego bólu.

Robercie!

W górę wzbiła się piana. Maleńka łódka zaczęła kołysać się i huśtać, zmuszając Athaclenę do chwycenia się mocno brzegu tego niezwykłego usunitlan. Ze wszystkich stron opryskiwał ją jaskrawy, okropny ból. Na dole, w pobliżu kraty, toczyła się straszliwa walka.

W świecie zewnętrznym twarz Roberta zalewały strumienie potu. Athaclena zastanawiała się, jak wiele jeszcze może on znieść.

Zawahała się i wysłała w dół, do sadzawki, wyobrażenie swej dłoni. Bezpośrednie zetknięcie parzyło, lecz Athaclena posuwała się dalej, by sięgnąć do kraty.

Coś złapało ją za rękę! Szarpnęła nią do tyłu, lecz uchwyt nie puszczał. Okropny stwór o gębie będącej straszliwą wersją oblicza Roberta spoglądał na nią z ukosa. Jego twarz była zniekształcona niemal nie do poznania przez jakąś spaczoną żądzę. Ciągnął mocno, starając się zawlec ją do obrzydliwej sadzawki. Athaclena krzyknęła.

Z szybkością błyskawicy pojawił się inny kształt, który wziął się za bary z napastnikiem. Pokryta łuskami dłoń wypuściła z uścisku jej ramię. Athaclena upadła na łódkę. Nagle maleńki stateczek zaczął odpływać! Wszędzie wokół niej jezioro bólu ściekało w kierunku spływu, lecz jej łódeczka posuwała się szybko w drugą stronę, pod prąd.

Robert mnie odpycha — zrozumiała. Kontakt stał się węższy, a potem uległ przerwaniu. Metaforyczne wyobrażenia zniknęły nagle. Oszołomie ma Athaclena zamrugała szybko powiekami. Klęczała na miękkiej ziemi. Robert trzymał ją za rękę. Oddychał przez zaciśnięte zęby.

— Musiałem cię powstrzymać, Clennie… To było dla ciebie niebezpieczne…

— Ale tak cię bolało! Potrząsnął głową.

— Pokazałaś mi, w którym miejscu jest blokada. Pot… potrafię dać sobie radę z tym neurotycznym śmieciem, kiedy już wiem, że on tam jest… na razie to wystarczy. I… i czy już ci mówiłem, że facet mógłby się w tobie zakochać bez najmniejszych trudności?

Athaclena usiadła nagle, zdumiona tą uwagą bez związku. Uniosła w górę trzy ampułki z gazem.

— Robercie, musisz mi powiedzieć, które z tych leków złagodzą ból, ale pozostawią ci tyle przytomności, byś mógł mi pomagać!

Robert przymrużył oczy.

— Niebieska. Otwórz mi ją pod nosem, ale sama nic nie wdychaj! |Nie… nie sposób przewidzieć, jak zadziałają na ciebie paraendorfiny.

Gdy Athaclena otworzyła ampułkę, wydobył się z niej mały, gęsty obłok pary. Robert wciągnął wraz z oddechem mniej więcej połowę. Reszta rozproszyła się szybko.

Młodzieniec westchnął głęboko. Zadrżał. Zdawało się, że jego ciało się wyprostowało. Podniósł wzrok i spojrzał na nią z nowym błyskiem w oczach.

— Nie wiem, czy długo jeszcze zdołałbym utrzymać świadomość. To jednak było niemal warte tego bólu… kontakt umysłowy s tobą.

Wydawało się, że w jego aurze zatańczyła prosta, lecz elegancka wersja zunour’thzun. Athaclena zapomniała na chwilę języka w gębie.

— Jesteś bardzo dziwną istotą, Robercie. Ja…

Przerwała. Zunour’thzun… zniknęło już, lecz nie było to złudzeniem. Rzeczywiście wykennowała ten glif. W jaki sposób Robert mógł się nauczyć go wykonywać?

Skinęła głową i uśmiechnęła się. Ludzkie gesty przychodziły jej łatwo, jak gdyby znała je od wczesnego dzieciństwa.

— Właśnie pomyślałam sobie to samo, Robercie. Ja… ja też uważam, że było warto.

13. Fiben

Tuż nad powierzchnią urwiska, blisko krawędzi wąskiego płaskowyżu, pióropusze pyłu wciąż wzbijały się w górę w miejscu, gdzie niedawno coś uderzyło z wielką siłą w ziemię, pozostawiająć w niej długą, paskudną koleinę. Przypominający kształtem sztylet obszar lasu został spustoszony w ciągu kilku pełnych grozy sekund przez spadający z góry przedmiot, który podskakiwał z głośnym hukiem i z powrotem opadał na ziemię, wysyłając fontanny gleby i roślinności we wszystkich kierunkach, zanim wreszcie zatrzymał się tuż przed stromą przepaścią.

Zdarzyło się to w nocy. W niewielkiej odległości inne, jeszcze gorętsze spadające z nieba szczątki porozłupywały skały i wywołały pożary, tu jednak uderzenie ześliznęło się tylko po ziemi.

Jeszcze przez długie minuty po ucichnięciu gwałtownego hałasu wywołanego uderzeniem, spokój zakłócały inne dźwięki. Ziemia obsuwała się z łoskotem z pobliskiego urwiska, a drzewa rosnące przy wyrytej gwałtownie ścieżce skrzypiały i kołysały się. Na końcu koleiny ciemny przedmiot, który był przyczyną tego spustoszenia, wydawał z siebie trzaskające, ostre dźwięki, gdy przegrzany metal stykał się z chłodną mgłą napływającą z położonej w dole doliny.

Wreszcie wszystko się uspokoiło i zaczęło wracać do normy. Miejscowe zwierzęta ponownie wychodziły, węsząc, na otwartą przestrzeń. Kilka z nich podeszło nawet do gorącego przedmiotu i obwąchało go z niesmakiem, zanim przeszły do poważniejszych zajęć związanych z przeżyciem następnego dnia.

To było kiepskie lądowanie. Pilot wewnątrz kapsuły ratunkowej ani drgnął. Upłynęła noc i następny dzień, a nadal nie było widać żadnego ruchu.

Wreszcie Fiben ocknął się z kaszlnięciem i cichym jękiem.

— Gdzie…? Co…? — wychrypiał.

Jego pierwszą uporządkowaną myślą było spostrzeżenie, że przed chwilą przemówił w anglicu.

To dobrze — pomyślał w odrętwieniu. — Nie ma uszkodzenia mózgu.

Zdolność używania języka miała dla neoszympansa kluczowe znaczenie. Mógł ją utracić z aż nazbyt wielką łatwością. Afazja była znakomitym sposobem na to, by zostać przeszacowanym, a może nawet zarejestrowanym jako nadzorowany ze względów genetycznych.

Rzecz jasna, próbki plazmy Fibena przesłano już na Ziemię i było zapewne zbyt późno, by je odwołać, czy więc będzie to miało jakieś znaczenie, jeśli go przeszacują? Nigdy go właściwie nie obchodziło, jaki kolor ma jego karta prokreacyjna.

1 ... 23 24 25 26 27 28 29 30 31 ... 192
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)