Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Pierworodni [Firstborn - pl]
Pierworodni [Firstborn - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pierworodni [Firstborn - pl]

Электронная книга - «Pierworodni [Firstborn - pl]». Краткое содержание книги:

Pierworodni po raz pierwszy dali znać o sobie wywołując Nieciągłość, w wyniku której Ziemia została rozbita na fragmenty pochodzące z różnych epok. Jednym z rozbitków na tak odmienionej planecie, którą nazwano Mirem, była kobieta, imieniem Bisesa Dutt. Z przyczyn, których nie była w stanie zrozumieć, udało jej się nawiązać osobliwy kontakt z zagadkowym artefaktem i kryjącą się za nim potęgą, która odesłała ją z powrotem na Ziemię. Po powrocie odegrała zasadniczą rolę w podjętej przez całą ludzkość próbie powstrzymania katastrofy, potężnej burzy słonecznej, wywołanej przez Pierworodnych, która miała unicestwić wszelkie życie na całej planecie. Groźbie tej udało się wprawdzie zapobiec, ale straty, jakie poniosła Ziemia, były niewyobrażalne.
Teraz, w dwadzieścia lat później, Pierworodni wracają. Tym razem zastosowali broń ostateczną: w stronę Ziemi zmierza „bomba kosmologiczna”, urządzenie, którego działania ziemscy naukowcy właściwie nie pojmują i którego nie da się zatrzymać ani zniszczyć. Całemu światu grozi zagłada.
Rozpaczliwie poszukując ratunku, Bisesa udaje się na Marsa, a następnie na Mir, którego koniec także jest bliski. Ale kiedy wychodzą na jaw szokujące cechy natury Pierworodnych i ich mrożące krew w żyłach plany dotyczące rodzaju ludzkiego, z odległych o wiele lat świetlnych otchłani kosmosu przybywa nieoczekiwany sprzymierzeniec.
1 ... 23 24 25 26 27 28 29 30 31 ... 91
Перейти на страницу:

Dzień miał się ku końcowi. Zachód słońca trwał długo i był efektowny: smugi gasnących barw towarzyszyły małej tarczy Słońca niknącej za horyzontem. Jednak nocne niebo budziło rozczarowanie, widać bowiem było zaledwie kilka gwiazd, w powietrzu musiało się unosić zbyt dużo pyłu. Bisesa szukała Ziemi, ale albo jeszcze nie wzeszła, albo nie umiała jej rozpoznać.

Paula przyniosła jej talerz jedzenia, parujące risotto z grzybami i fasolkę szparagową oraz kubek kawy zaopatrzony w pokrywkę. Pochyliła się i wyjrzała przez okno.

Bisesa zapytała:

— Czego szukasz?

— Północnego bieguna niebieskiego. Ludzie zwykle o to pytają.

— Masz na myśli turystów takich jak ja.

Paula nie speszyła się.

— Mars nie ma jasnej gwiazdy biegunowej takiej jak Gwiazda Polarna. Ale popatrz, widzisz gwiazdozbiór Łabędzia? Jego najjaśniejsza gwiazda to Deneb, alfa Cygni. Posuwając się wzdłuż grzbietu łabędzia w stronę Deneb, trafisz na biegun niebieski mniej więcej w połowie drogi między Deneb a następnym gwiazdozbiorem, Cefeuszem.

— Dziękuję. Ale wszędzie wisi ten pył i widoczność nie jest tak dobra, jak oczekiwałam.

— No cóż, jak powiadają klimatologowie, Mars to muzeum pyłu — powiedziała Paula. — Nie tak jak Ziemia. Tu nie ma deszczu, który by go wymył, i żadnych procesów sedymentacji, które mogłyby go przekształcić w skałę. Unosi się więc w powietrzu.

Mars jest jak śnieżny glob, pomyślała Bisesa.

— Widziałam łuk.

Paula kiwnęła głową.

— Został zbudowany przez Chińczyków. Wznoszą taki pomnik wszędzie tam, gdzie spadnie jakaś ich arka.

A więc ta ogromna konstrukcja służyła upamiętnieniu setek Chińczyków, którzy zginęli na Marsie w dniu burzy słonecznej. Bisesa powiedziała:

— Paulo, byłam trochę zaskoczona, że wybrałaś się z nami.

— Zaskoczona?

— I że jesteś zamieszana w tę tajemniczą sprawę na biegunie Marsa. Aleksiej, tak, to tkwi w jego charakterze.

— Zachowuje się trochę podejrzanie, nieprawdaż?

Obie roześmiały się.

Bisesa rzekła:

— Ale ty wydajesz się bardziej…

— Konformistyczna? — Piękny uśmiech przypominający uśmiech stewardessy nie schodził z jej ust, podkreślony przez blask tablicy wskaźników. — Nie mam nic przeciwko temu, jeżeli tak o mnie mówią. Może to prawda.

— Chodzi mi o to, że jesteś tak bezbłędna w tym, co robisz.

Paula powiedziała najwyraźniej nieurażona:

— Taka się pewnie urodziłam. Matka jest osobą najbardziej popularną z całej załogi Aurory, może poza samym Bobem Paxtonem.

— Więc goście okazują ci… wdzięczność.

— To mogłaby być przeszkoda. Ale dlaczego nie obrócić tego w atut?

— OK. Ale to nie obejmuje wleczenia się razem z nami aż na biegun północny. — Zawahała się. — Podziwiasz swoją matkę, prawda?

Paula wzruszyła ramionami.

— Nigdy jej nie poznałam. Ale jakże mogłabym jej nie podziwiać? Bob Paxton przybył na Marsa i można powiedzieć, podbił go, po czym wrócił do domu. Ale moja matka kochała Marsa. Można to wywnioskować z jej dzienników. Bob Paxton to bohater na Ziemi — powiedziała. — A moja matka to bohaterka tutaj, na Marsie, to nasza bohaterka numer jeden. — Wrócił poprzedni uśmiech stewardessy. — Może jeszcze risotto?

* * *

W ponurym marsjańskim mroku w cieple kabiny Bisesa zasnęła na swoim siedzeniu.

Obudziło ją klepnięcie w ramię. Stwierdziła, że jest owinięta w koc.

Myra siedziała obok, patrząc przez okno na nadchodzący świt. Bisesa zobaczyła, że jadą terenem pokrytym wydmami, niektóre o wysokości kilkudziesięciu metrów, które wyglądały jak zastygłe fale oddalone od siebie o dobry kilometr. W miejscach osłoniętych od wiatru widać było jakby szron.

— Ojej, przespałam całą noc.

— Dobrze się czujesz?

Bisesa poruszyła się.

— Trochę zesztywniałam. Ale myślę, że przy małej sile ciążenia nawet takie siedzenie jest całkiem wygodne. Przeciągnę się i zaraz się umyję.

— Będziesz musiała poczekać na Aleksieja. Znowu goli głowę.

— Myślę, że byłabym zahipnotyzowana tym widokiem.

— Chyba mu odbiło. — Myra wyglądała na rozdrażnioną.

— Myro? Coś nie tak?

— Nie tak? Chryste, mamo, spójrz na ten widok. Nic. A mimo to siedzimy tutaj przez długie godziny, bez przerwy go chłonąc.

— Co w tym złego?

—  Ty. Jeżeli pojawi się coś dziwnego, zaraz wciągają ciebie. A ty się tym upajasz.

Bisesa rozejrzała się. Pozostali spali. Zdała sobie sprawę, że oto po raz pierwszy od czasu tych bezbarwnych dni po przebudzeniu w hibernaculum jest faktycznie sama z Myrą. Nawet na Maxwellu nie było prawdziwej prywatności, a już na pewno nie w kabinie pająka.

— Nigdy nie miałyśmy okazji porozmawiać — powiedziała.

Myra zrobiła ruch, jakby chciała wstać.

— Nie tutaj.

Bisesa położyła jej dłoń na ramieniu.

— Daj spokój. Kogo to obchodzi, jeśli policja nas podsłuchuje? Proszę, Myro. Mam wrażenie, jakbym cię już nie znała.

Myra poprawiła się na siedzeniu.

— Może na tym polega problem. Nie znam cię. Od kiedy opuściłaś ten zbiornik, myślę, że już przywykłam do życia bez ciebie, mamo. Jak gdybyś umarła. A kiedy się pojawiłaś, nie jesteś taka, jaką cię pamiętam. Jesteś jak siostra, którą nagle odnalazłam, a nie jak moja matka. Czy to ma sens?

— Nie. Ale przecież nie rozwijaliśmy się, tkwiąc w hibernaculum, prawda?

— O czym chcesz ze mną mówić? To znaczy od czego mam zacząć. Minęło dziewiętnaście lat, połowa mego życia.

— Opowiedz mi w skrócie.

— OK. — Myra zawahała się i odwróciła wzrok. — Masz wnuczkę.

Miała na imię Charlie, od Charlotte, i była córką Myry i Eugene’a Manglesa. Miała teraz piętnaście lat, urodziła się cztery lata po wejściu Bisesy do zbiornika.

— Dobry Boże. Więc jestem babką.

— Kiedy rozeszliśmy się, Eugene walczył ze mną o opiekę nad dzieckiem. I wygrał, mamo. Miał wpływy. Eugene jest potężny i sławny.

Bisesa powiedziała:

— Ale nigdy nie miał w sobie zbyt wiele z prawdziwego człowieka, prawda?

— Oczywiście mogłam się z nią widywać. Ale to zawsze było za mało. Nie jestem taka jak ty. Nie chcę obcości. Chciałam zbudować dom dla siebie i dla Charlie. Pragnęłam stabilizacji. Ale nigdy do tego nie doszło. I w końcu wyłączył mnie całkowicie. Nie było to trudne. Prawie nie bywają na Ziemi.

Bisesa poszukała jej dłoni, była chłodna i obojętna.

— Dlaczego nie powiedziałaś mi tego przedtem?

— No, po pierwsze nie pytałaś. I słuchaj, teraz jesteśmy na Marsie! I jesteśmy tutaj, bo jesteś sławną Bisesą Dutt. Masz o wiele poważniejsze zmartwienia niż utracona wnuczka.

— Myro, tak mi przykro. Kiedy to wszystko się skończy…

— Och, nie bądź śmieszna, mamo. Z tobą to się nigdy nie skończy. Ale mimo wszystko będę cię wspierała. Zawsze. Słuchaj, zapomnij o tym. Miałaś prawo wiedzieć. Teraz już wiesz.

— Twarz miała pełną skupienia, zaciśnięte usta. W jej oczach odbijało się zielone światło.

Zielone?

Bisesa wyprostowała się gwałtownie i wyjrzała przez wypukłe okno.

1 ... 23 24 25 26 27 28 29 30 31 ... 91
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)