Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Ostatni Szczegół
Ostatni Szczegół - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ostatni Szczegół

Электронная книга - «Ostatni Szczegół». Краткое содержание книги:

Odpoczywający na Karaibach Myron Bolitar musi pilnie wracać do Nowego Jorku – jego wspólniczka Esperanza Diaz została aresztowana pod zarzutem zabójstwa znanego bejsbolisty Clu Haida, jego pierwszego klienta. Co gorsza, nie chce składać wyjaśnień, milczy jak zaklęta. Myron nie wierzy w winę przyjaciółki, pomimo iż wskazują na nią liczne poszlaki – krew oraz broń znalezione w biurze i samochodzie, awantura z Clu krótko przed jego śmiercią. Czy śmiertelny wypadek, jaki Clu spowodował przed dwunastoma laty, ma związek z zabójstwem? Dlaczego ktoś celowo wpędzał go w depresję, fałszując wyniki kontroli antydopingowej? Co ma z tym wszystkim wspólnego Esperanza?
1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 68
Перейти на страницу:

– Ciekawa teoria – odparł Myron. – A czy pan nie ma na imię Pat?

– No, owszem, ja też nienawidzę ciot. Ale dają dobre napiwki.

Pat puścił oko do Wielkiej Cyndi. W szafie grającej zmieniły się płyty. Lou Rawls zanucił Love Is in the Air. Czujnie.

Zdjęcia prawicowców były opatrzone „autografami”. Ten Jesse'ego Helmsa brzmiał: „Wszystko mnie boli, uściski i całusy, Jesse”. Szczerze. Pod spodem widniały iksy i kółka, a także wielki odcisk uszminkowanych zaciśniętych warg, jakby Jesse osobiście podstemplował nimi swój konterfekt. Fuj! Pat od niechcenia zaczął wycierać ścierką kufel. Myron niemal spodziewał się, że splunie do niego jak w dawnym westernie.

– Co podać? – spytał.

– Interesuje się pan sportem?

– A pan kto, ankieter?

Ale żarcik. Murowane salwy śmiechu.

– Czy mówi panu coś imię i nazwisko Clu Haid? – spróbował jeszcze raz Myron.

Bacznie wypatrywał reakcji, lecz się nie doczekał. O niczym to nie świadczyło. Facet wyglądał na dożywotniego barmana. Zobojętniał ego jak nałogowy widz Słonecznego patrolu. Hmm. Skąd to skojarzenie?

– Spytałem…

– To nazwisko nic mi nie mówi.

– Proszę, Pat – wtrąciła Wielka Cyndi. Pat zmierzył ją wzrokiem.

– Słyszałaś, Wielka C. Nie znam go.

– W ogóle nie słyszał pan o Clu Haidzie?

– Nie.

– A o New York Yankees?

– Przestałem śledzić ich mecze, odkąd odszedł Mick Mantle. Myron położył na barze zdjęcie Clu.

– Widział go pan tutaj?

Ktoś zamówił piwo z beczki. Pat napełnił kufel.

– Ten gość jest z policji? – zagadnął Wielką Cyndi, gdy wrócił.

– Nie.

– No, to nie widziałem go.

– A gdybym był z policji? – spytał Myron.

– To odpowiedziałbym: „Nie, panie władzo”. Pat nawet nie spojrzał na zdjęcie.

– Mógłbym też nadmienić, że jestem zbyt zajęty, żeby zwracać uwagę na twarze. I że większość klientów, zwłaszcza znanych, przychodzi tu incognito.

– Rozumiem. – Myron sięgnął do portfela i wyjął pięćdziesiątkę. – A gdybym pokazał panu portret Ulissesa S. Granta? – zagadnął.

W szafie grającej zmieniła się piosenka. Flying Machinę zaczęli nucić „Uśmiechnij się do mnie choć troszkę, Rosemarie”. Myron pamiętał nazwę grupy. Jak to o nim świadczyło!

– Schowaj pan pieniądze – odparł Pat. – Schowaj pan zdjęcie. Schowaj pan te pytania dla siebie. Nie lubię kłopotów.

– A ten gość to kłopoty?

– Nawet nie spojrzałem na zdjęcie. I nie spojrzę. Spadaj pan.

– Pat – wkroczyła do akcji Wielka Cyndi. – Nie pomożesz? – Zamrugała powiekami przypominającymi dwa kraby leżące na grzbietach w rozpalonym słońcu. – Proszę. Ze względu na mnie.

– Wielka C, wiesz, że cię kocham. Ale gdybym to ja przyszedł z fotkami do Skury i Chóci, paliłabyś się do pomocy?

– Nie bardzo – odparła po namyśle.

– Sama widzisz. Mam klientów.

– W porządku. – Myron zabrał fotografię. – W takim razie się tu pokręcę. Puszczę zdjęcie w obieg. Rozpytam się. Poobserwuję lokal. Niedyskretnie. Sfotografuję wchodzących i wychodzących z pańskiego szacownego przybytku.

Pat pokręcił głową, lekko się uśmiechnął.

– Głupiś pan, ot co.

– Zrobię to, choć nie chcę. Zacznę koczować przy wejściu z aparatem fotograficznym.

Pat posłał Myronowi przeciągłe spojrzenie. Trudne do odczytania. Zapewne zabarwione wrogością, lecz głównie znudzone.

– Możesz wybyć stąd na kilka minut, Wielka C? – spytał.

– Nie.

– No, to nic nie powiem.

Myron skinął głową olbrzymce. Pokręciła swoją.

– O co chodzi? – spytał, odciągnąwszy ją na bok.

– Tu się nie opłaca grozić, panie Bolitar.

– Wiem, co robię.

– Ostrzegałam, co to za lokal. Nie zostawię pana samego.

– Będziesz tuż za drzwiami. Dam sobie radę. Zmarszczyła brwi.

– Nie podoba mi się to – odparła. Jej twarz przywodziła na myśl świeżo pomalowany słup totemiczny.

– Nie mamy wyboru.

Westchnęła niczym Wezuwiusz wypluwający trochę lawy.

– Niech pan będzie ostrożny.

– Będę.

Poczłapała do wyjścia. Zajmowała sporo przestrzeni, a w barze zrobiło się tłoczno, ale rozstępowano się przed nią tak ochoczo, jak Morze Czerwone przed Mojżeszem.

– No więc? – zwrócił się Myron do Pata, gdy zniknęła za drzwiami.

– Głupek z ciebie.

Nagle, bez żadnego ostrzeżenia, pod pachy Myrona wsunęły się czyjeś ręce, a na karku splotły się palce. Klasyczny pełny nelson. Zacieśniająca się klamra odepchnęła mu ramiona w tył, jakby były skrzydłami kurczaka. Poczuł gorące łupnięcie w łopatkach.

– Zatańczymy, ślicznoto? – wyszeptał mu w ucho głos. W walce wręcz Myron nie dorównywał Winowi, choć radził sobie niezgorzej. Wiedział więc, że z pełnego nelsona założonego przez fachowca wyrwać się nie sposób. Dlatego zabroniono tego chwytu w walkach zapaśniczych. Jeśli stałeś, mogłeś pokusić się o nadepnięcie przeciwnikowi na stopę. Lecz na coś takiego porwałby się tylko kretyn, kretynowi zaś brakłoby na to szybkości i siły. A Myron nie stał.

Siedział z łokciami wysoko w powietrzu, niczym marionetka, i twarzą wystawioną bezradnie na ciosy.

Krępujące go potężne ręce były obleczone w sweter. Miękki, żółty! Mój Boże! Zaczął się mocować.

Na próżno. Ręce w swetrze pociągnęły jego głowę w tył, po czym przycisnęły ją twarzą do kontuaru.

Pozostało tylko zamknąć oczy. Myron skręcił podbródek na tyle, żeby uniknąć fangi w nos. Jednakże niestworzona do podobnych praktyk głowa odskakiwała od polakierowanego teku, aż zgrzytało mu w czaszce. Coś rozłupało się na jego czole. Zawirowało mu przed oczami. Zobaczył wszystkie gwiazdy.

Inne ręce chwyciły go za nogi i znalazł się w powietrzu, w ruchu, kompletnie oszołomiony. Czyjeś dłonie opróżniły mu kieszenie. Otwarły się drzwi. Wniesiono go do ciemnego pomieszczenia. Uchwyt zelżał i Myron spadł na kość ogonową bezwładnie jak wór kartofli. Wszystko to, od założenia nelsona do rzucenia na podłogę, zajęło osiem sekund.

Zapalono światło. Myron dotknął czoła, poczuł lepkość. Krew. Spojrzał na napastników.

Dwie kobiety?

Nie, przebierańcy. W blond perukach. Jeden nosił wysoki tapir w stylu bywalczyń galerii handlowych z wczesnych lat osiemdziesiątych. Drugi – właściciel miękkiego, żółtego, rozpinanego swetra – miał fryzurę jak Veronica Lake po morderczym ochlaju.

Kiedy Myron zaczął się podnosić, Veronica Lake z kwikiem wymierzył mu szybkiego, mocnego kopniaka w pierś. Myron wydobył z siebie głośne „pluuu” i wylądował na plecach. Odruchowo sięgnął po komórkę, żeby wcisnąć guzik memory, połączyć się z Winem, zagrać na zwłokę.

Ale telefon przepadł.

Podniósł wzrok. Psiakrew! Jego komórkę miał Bywalczyni Galerii. Myron rozejrzał się. Z pokoju widział bar i plecy barmana Pata. Przypomniał sobie o lustrze. Było weneckie! No jasne. Klienci widzieli lustro, a ci po jego drugiej stronie… wszystko. Trudno zwędzić cokolwiek z kasy, gdy się nie wie, kto patrzy ci na ręce.

Wyłożone korkiem ściany tłumiły dźwięki. Podłoga z taniego linoleum. Zapewne łatwiejsza do oczyszczenia. Mimo to Myron dostrzegł na niej plamki krwi. Nie jego, stare i zaschnięte, ale nie do pomylenia z czym innym. Wiadomo, po co je zostawili. Żeby zastraszyć.

1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 68
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)