Tajemnica Gór Czarnych
- Автор: Сандему Маргит
- Язык: польский
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Tajemnica Gór Czarnych». Краткое содержание книги:
Czasami myślał sobie, że może dobrze byłoby pójść z Berengarią do łóżka i że wtedy łatwiej by mu było wyrzucić ją z serca. Ale takie zachowanie to nie w jego stylu.
Nagle drgnął. Co to takiego wyłoniło się z wody tam dalej?
Widział to już przedtem, jakiś czas temu. Daleko stąd zobaczył płaski, prawie prostokątny kamień, który powoli zanurzał się w wodzie. Teraz się znowu wyłaniał, nie, to nie ten sam, nawet nie bardzo podobny do pierwszego. Tym razem jednak znajdował się wyraźnie bliżej niego, mógłby przysiąc. Prawie. Całkiem pewien nie był, ale wyglądało na to, że wyłonił się w innym miejscu i że chyba był to również inny kamień.
Usiadł wygodnie. To przypomina jedną z prób Shiry. Tę w grocie z młyńskimi kamieniami. Musi zatem chodzić o logiczne myślenie.
I o cierpliwość.
W tym momencie ognik Shamy zgasł.
15
Shama zaszczycił wizytą Shirę i Mara.
Tych dwoje nie musiało się właściwie ukrywać przed strasznymi ptakami, mogli się po prostu stać niewidzialni. Nie przyszli jednak tutaj, żeby spacerować po pustkowiach, byli tu ze względu na Oko Nocy, stanowili jego eskortę.
– Teraz pokonywanie przeszkody zajmie sporo czasu – rzekł Shama z westchnieniem i usiadł obok przyjaciół.
– Oko Nocy działa?
– Tak. Znalazł się mniej więcej w takiej samej sytuacji, w jakiej i ty byłaś, jeśli pamiętasz próbę, która zajęła ci tak strasznie dużo czasu.
– Pamiętam wiele prób – mruknęła Shira z goryczą.
Shama znowu westchnął, ale w tym westchnieniu czaił się śmiech.
– Jestem taki szczęśliwy! Myślę, że w całym moim wiecznym życiu jeszcze nie byłem taki szczęśliwy.
– Miło to słyszeć – uśmiechnął się Mar.
Nagle Shama się zaniepokoił.
– Ale chyba wasza propozycja jest aktualna? Ta, że mogę z wami zamieszkać w Królestwie Światła?
– Tak jest, w mieście duchów – potwierdziła Shira. – My nie cofamy takich obietnic.
– I pomyśleć, że spotyka mnie tyle szczęścia! Kto by w to uwierzył?
– Na to szczęście, jak powiadasz, sam sobie zasłużyłeś – rzekła Shira ciepło. – Ale co z Okiem Nocy? Zostawiłeś go własnemu losowi?
– Akurat teraz mnie nie potrzebuje. Potrzebna mu jest tylko jego własna zdolność logicznego myślenia.
– A którą to z moich prób miałeś na myśli?
– Grotę z młyńskimi kamieniami.
– O, Święte Słońce!
Shira ze smutkiem wspominała tamten okropny dzień, kiedy musiała siedzieć w grocie i czekać. Owe ogromne, okrągłe kamienne bloki, przetaczające się jeden wokół drugiego, tak że nie było mowy, żeby się między nimi przecisnąć, i to w jednym okamgnieniu, kiedy migało jej z oddali światełko pochodni Mara. Swoją rozpacz, swój lęk, że jeśli mimo wszystko podejmie próbę przejścia, to zostanie zmiażdżona. Tak by się niewątpliwie stało, gdyby podjęła jakieś pochopne działania. W końcu jednak, po trwających strasznie długo obserwacjach, udało jej się ustalić rytm, schemat, według którego kamienie się przetaczają. Otóż raz na jakiś czas, w wielogodzinnych odstępach, nadarzała się możliwość przejścia przez tę grotę. Jeden głaz otwierał drogę, następnie drugi jej dalszy ciąg i tak dalej, powstawała cała seria połączonych ze sobą pasaży, których z oddali nie było widać, a które natychmiast i w tej samej kolejności się zamykały. Shira zrozumiała, że jeśli będzie szybko przeskakiwać kolejne pasaże i trafiać w nie precyzyjnie, zdoła przejść na drugą stronę. Siedziała bardzo długo i obserwowała ruch kamieni, wielokrotnie prześledziła cały cykl ich obrotów, w końcu uznała, że to jedyna możliwość i powinna spróbować. Po głębokim namyśle podjęła próbę. Znalazła się najpierw jakby w centrum małej groty, zaraz potem pod jej sklepieniem, skąd szybko zjechała w dół. Przerzucana na boki, posuwała się zgodnie z obrotami kamieni. Raz widocznie zastanawiała się odrobinę zbyt długo, bo jej ubranie zostało pochwycone w kamienne tryby, straciła część odzieży, ale wydostała się na zewnątrz.
Cóż to była za potworna męczarnia!
A teraz to samo przeżywa Oko Nocy!
– Czy on też znajduje się w takiej okropnej grocie?
– Nie, nie, on musi się przedostać ponad gotującą się wodą, ponad którą nie ma widzialnego przejścia. Ale dokładnie tak jak ty musi odkryć schemat.
– I to zajmie mu bardzo dużo czasu?
– Co najmniej dzień, jak sądzę. Ale już wie, że istnieje schemat, i domyśla się go.
– Czy nie powinieneś być przy nim i dodawać mu otuchy? – zapytał Mar.
– Owszem, właśnie się tam wybieram, a potem zamierzam odwiedzić księcia Marca. A wam tu dobrze?
– Znakomicie! Właśnie zamierzaliśmy coś zjeść. Czy Oko Nocy ma pod dostatkiem jedzenia? – zaniepokoiła się Shira. – Pamiętam, że ja musiałam zjadać lód z jakiejś zacienionej skalnej szczeliny.
– Oko Nocy ma wszystko, czego mu potrzeba. Żegnajcie, do następnego razu!
Wymknął się z kryjówki, najpierw jednak sprawdził, czy nie ma gdzieś w pobliżu czarnych ptaków. Nie tyle ze względu na siebie, bo on mógł przenikać przez skały, jeśli tylko chciał, był przecież duchem kamienia. Nie chciał po prostu zwracać uwagi ptaków na kryjówkę pod skałą.
Oko Nocy otrzymał sygnał, że Shama nadal się nim opiekuje. Spoza kłębiących się oparów majaczyło mdłe światełko i serce Indianina zabiło z nową siłą. Nie został sam.
Shama tymczasem podążał do swego nowego idola, księcia Czarnych Sal.
Złożył raport w sprawie kolejnej przeszkody, którą miał pokonać Oko Nocy, dodając, że wybrany będzie na to potrzebował sporo czasu. Potem usiadł przy ognisku, które nadal płonęło, Marco bowiem wciąż dokładał a to gałęzi, a to chrustu, zbieranego przed grotą.
Shama siedział zamyślony.
– Kogóż to macie w swoim orszaku, kto jest obdarzony taką siłą, że może dawać światło w krainie, w której światła nie ma? – zapytał w końcu. – I kto potrafi leczyć śmiertelne rany? Byłem prawie pewien, że młody Indianin jest stracony. Ale nie, z każdej opresji wychodzi obronną ręką. Kto pomógł mu tym razem?
Marco nie bardzo wiedział, ile tak naprawdę może Shamie wyjawić.
– To bardzo wielka siła, masz rację – rzekł. – Ale nie wiem o nim zbyt wiele. Jego imię brzmi Faron. Pochodzi z Obcych.
Shama sprawiał wrażenie, że czeka na dokładniejsze informacje, lecz Marco milczał.
– Powiedz coś więcej. Kim jest Obcy? Dlaczego tak o nim mówisz?
Płomienie ogniska rzucały straszne cienie na dziwną twarz Shamy. Marco kiedyś, jeszcze w zewnętrznym świecie, oglądał pewien film ze starym bohaterem westernów, niezwykłym aktorem Woody Strodem. Teraz uznał, że Shama jest do niego podobny. Przynajmniej z rysów twarzy.
– Obcy… – zaczął wolno. – Obcy… oni mieszkają w Królestwie Światła, w jego najbardziej na północ wysuniętej części, ale żyją właściwie w zamknięciu, wszyscy pozostali mieszkańcy mają surowy zakaz pokazywania się w tamtych okolicach. W Królestwie żyje wielu mieszańców. Obcych z Lemuryjczykami, czego przykładem jest choćby nasz znamienity wódz, Ram. Obcych z ludźmi, jak młody Armas, ale też przodkowie zarówno Rama, jak i Armasa pochodzili z rasy mieszanej. Inny Obcy, Talornin, też miał w żyłach mieszaną krew. Faron to, szczerze mówiąc, pierwszy Obcy czystej krwi, jakiego poznaliśmy. Niewiele o nim wiem.
– No, a jak oni wyglądają?
Marco wahał się długo, a potem powiedział:
– Mogę ci zwizualizować Farona.
– Tak, zrób to!
Marco skupił się i powoli wywołał obraz Farona. Jego bardzo wysoką, liczącą ponad dwa i pół metra sylwetkę, graniaste palce, dziwną twarz z opadającymi na czoło jedwabistymi włosami, głęboko osadzone oczy i policzki przypominające płytki. Jasnozłotą skórę…