Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Jak poślubić wampira milionera - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Jak poślubić wampira milionera

Электронная книга - «Jak poślubić wampira milionera». Краткое содержание книги:

Roman Draganesti jest czarujący, przystojny, bogaty… i jest wampirem. Wampirem, który stracił właśnie kieł, wgryzając się w coś, w co nie powinien. Teraz ma jedną noc na znalezienie dentysty, zanim zostanie skazany na wieczność z krzywym zgryzem. Sprawy Shanny Whelan też nie układają się za dobrze. Po tym jak była świadkiem morderstwa, jest następna do likwidacji na mafijnej liście. A jej dentystyczna kariera stoi pod znakiem zapytania, bo Shanna boi się widoku krwi. Kiedy Roman ratuje ją przed zabójcą, Shanna zastanawia się, czy znalazła mężczyznę, który sprawi, że jej życie nabierze kolorów. Czy jednak – choć wzajemne zauroczenie jest natychmiastowe i namiętne – zdoła przezwyciężyć strach i wyleczy Romana? A jeśli tak, to co powstrzyma zakochanego Romana… przed jego naturą?
1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 74
Перейти на страницу:

– Roman żyje.

– Nie! – Głos Shanny wznosił się coraz wyżej. – Jest martwy! Nieżywy! Zimny trup!

Phil szeroko otworzył oczy i cofnął się o krok.

– Dobrze, już dobrze, proszę się uspokoić. – Wyjął krótkofalówkę z kieszeni. – Potrzebna mi pomoc na czwartym, nasz gość oszalał.

– Nieprawda! – Podeszła do okna. – Może rzucimy trochę światła na zaistniałą sytuację.

– Nie! – W głosie Phila była panika. Shanna znieruchomiała.

Trzaski w krótkofalówce i po chwili rozległ się męski głos.

– Na czym polega problem, Phil? – I pisk.

– Mamy tu pewne nieporozumienie. Panna Whelan obudziła się w łóżku z panem Draganestim i utrzymuje, że on nie żyje.

Z krótkofalówki dobiegł śmiech. Shanna otworzyła usta z wrażenia. Jezu, co za brutale. Podeszła do Phila.

– Mogłabym porozmawiać z pańskim przełożonym? Spojrzał na nią ze skruchą.

– To właśnie on. – Wcisnął guzik. – Howard, mógłbyś tu przyjść?

– Pewnie. Za żadne skarby nie chciałbym tego przegapić. Phil wsunął krótkofalówkę do kieszeni.

– Już idzie.

– Świetnie. – Shanna rozglądała się po pokoju. – Trzeba zadzwonić po pogotowie?

– Ja… Nie mogę. Panu Draganestiemu nie przypadnie to do gustu.

– Pan Draganesti nie ma tu już nic do powiedzenia.

– Błagam, niech mi pani zaufa, a wszystko dobrze się skończy. – Phil zerknął na zegarek. – Za jakieś dwie godziny.

Co? Ma czekać? Za dwie godziny Roman ożyje? Nerwowo przechadzała się po pokoju. Cholera jasna, jak on mógł tak po prostu umrzeć? Wydawał się silny i zdrowy. To pewnie wylew albo zawał.

– Musimy zawiadomić rodzinę.

– Nie żyją.

Nie ma rodziny? Zatrzymała się w pół kroku. Biedny Roman. Był sam jak palec. Jak ona. Nagle poczuła żal – za tym wszystkim, co mogło się zdarzyć. Już nigdy nie spojrzy w jego piękne złote oczy. Już nigdy nie poczuje na sobie jego ramion. Oparta o słupek baldachimu, wpatrywała się w jego piękną twarz.

Rozległo się pukanie do drzwi i do pokoju wszedł potężny mężczyzna w średnim wieku. Podobnie jak Phil nosił spodnie khaki i granatową koszulkę polo. Pas z narzędziami na jego biodrach zawierał oprócz broni także latarkę. Wyglądał jak emerytowany sportowiec, miał nawet wielki, niekształtny nos, chyba nieraz złamany. Wyglądałby groźnie, gdyby nie komiczna zaczeska na łysej czaszce i błyski rozbawienia w oczach.

– Panna Whelan? – Mówił przez nos, zapewne skutek wielu złamań. Jego chrapanie pewnie było słychać w okolicznych stanach. – Howard Barr, szef dziennej zmiany. Jak się pani miewa?

– Żyję, czego nie można powiedzieć o waszym chlebodawcy. Zerknął na łóżko.

– On nie żyje, Phil? – strażnik zrobił wielkie oczy.

– Nie, skądże.

– Dobrze. – Zacierał ręce. – Sprawa załatwiona. Może zejdzie pani do kuchni na małą kawkę?

Shanna zamrugała szybko.

– Słucham? Czy pan… nie obejrzy ciała? Howard poprawił pas i podszedł do łóżka.

– Jak na moje oko, wygląda świetnie, ale dziwne, że tu śpi. Nigdy nie widziałem, żeby pan Draganesti spał w cudzym łóżku.

Zacisnęła zęby.

– On nie śpi.

– Chyba wiem, co się stało – zaczął Phil. – Widziałem go rano, chwilę po szóstej, schodził ze schodów z panią w ramionach.

W głowie Shanny zrodziła się przerażająca myśl.

– Niósł mnie?

– Tak. Dobrze, że się napatoczyłem, bo strasznie się męczył. Wstrzymała oddech. O nie.

Phil wzruszył ramionami.

– Chyba nie miał siły wrócić do siebie.

Shanna osunęła się na posłanie u stóp Romana. O Boże, była dla niego za ciężka. Przyprawiła go o atak serca.

– To straszne. To ja… Ja go zabiłam.

– Panno Whelan. – Howard spojrzał na nią niespokojnie. – Nie mogła pani go zabić, bo on żyje.

– Nieprawda. – Spojrzała na jego ciało, zaledwie kilka centymetrów od niej. – Nigdy więcej nie tknę pizzy.

Ochroniarze wymienili zdumione spojrzenia. W tej chwili zapiszczały ich krótkofalówki. Howard zareagował pierwszy.

– Tak?

Ciszę wypełnił ochrypły głos:

– Przyszła Radinka Holstein z zakupami. Proponuje, żeby panna Whelan spotkała się z nią w salonie.

– Świetny pomysł. – Howardowi jakby spadł kamień z serca. – Phil, zaprowadzisz pannę Whelan do salonu?

– Oczywiście. – Philowi chyba też ulżyło. – Tędy, proszę pani.

Shanna zawahała się, spojrzała na Romana.

– Co z nim zrobicie?

– Proszę się nie obawiać. – Howard poprawił pas na biodrach. – Zaniesiemy go do jego pokoju, a za kilka godzin obudzi się i oboje będziecie się z tego śmiać.

– Akurat. – Poszła za Philem.

W milczeniu schodzili po schodach. Zaledwie wczoraj pokonywała tę drogę z Romanem. Było w nim coś takiego, co kazało jej robić wszystko, by go rozbawić. Kiedy śmiał się naprawdę serdecznie, wydawał się tym zaskoczony, a ona czuła podwójną satysfakcję.

Cholera, ledwo go zna, a już wiedziała, że będzie go jej brakować. Był silny a zarazem delikatny, inteligentny, stanowczy. Nieugięty macho w uporze, by się nią opiekować. I mało brakowało, a pocałowałby ją. Dwukrotnie. Shanna westchnęła. Już nigdy się nie dowie, jakie to uczucie. Nie zobaczy jego laboratorium, nie usłyszy o kolejnym przełomowym odkryciu. Nigdy z nim nie porozmawia. Zanim doszli na parter, była w czarnej rozpaczy. Współczucie na twarzy Radinki przelało czarę. Poczuła łzy pod powiekami.

– Radinko, tak mi przykro. On nie żyje.

– Spokojnie. – Pani Holstein objęła ją serdecznie i mówiła cichym, kojącym głosem z cudzoziemskim akcentem: – Nie martw się, moje dziecko. Wszystko będzie dobrze. – Zaprowadziła ją do pomieszczenia po prawej stronie holu.

Było puste. Shanna myślała, że będzie pełne kobiet, jak wczoraj w nocy. W pokoju królowały trzy skórzane kanapy, między którymi stał niski stolik. Na ścianie wisiał wielki telewizor plazmowy.

Shanna osunęła się na kanapę.

– Nie mieści mi się w głowie, że już go nie ma. Radinka postawiła torebkę na stoliku.

– Moja droga, on się obudzi.

– Nie sądzę. – Po jej policzku spływała łza.

– Oni śpią jak zabici. Gregori, mój syn, jest taki sam, kiedy zaśnie, nie sposób go dobudzić.

Shanna otarła łzy.

– Nie, on nie żyje.

Radinka strzepnęła niewidoczny pyłek z eleganckiego kostiumu.

– Może poczujesz się lepiej, kiedy powiem ci wszystko. Byłam tu już rano i Gregori mi opowiedział, jak Roman zabrał cię do przychodni dentystycznej i wstawiłaś mu ząb.

– To niemożliwe. – Wspomnienie obcego gabinetu czaiło się tuż na krawędzi świadomości, a jednak poza zasięgiem. – Ja… Myślałam, że to sen.

– Nie, to prawda. Roman cię zahipnotyzował.

– Co?

– Gregori mnie zapewniał, że zgodziłaś się na to. Shanna zamknęła oczy, usiłowała sobie przypomnieć. Tak, rzeczywiście, leżała na szezlongu w gabinecie Romana, kiedy zaproponował hipnozę. A ona się zgodziła. Za wszelką cenę chciała ratować swój zawód, pragnęła walczyć o szansę na normalne życie, za którym tak tęskniła.

– Naprawdę mnie zahipnotyzował?

– Tak. Na wasze szczęście, twoje i jego. On potrzebował dentysty, a ty musiałaś się uporać ze strachem na widok krwi.

– Wiesz… Wiesz o tym?

– Tak. Opowiedziałaś Romanowi o tej tragedii w restauracji. Gregori tam był, wszystko słyszał. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, że mi powiedział?

– Nie, chyba nie. – Opadła na oparcie, opuściła głowę na zagłówek. – I zajęłam się zębem Romana?

– Tak. Pewnie niewiele pamiętasz, ale z czasem wszystko wróci.

– Nie spanikowałam na widok krwi? Nie zemdlałam?

1 ... 22 23 24 25 26 27 28 29 30 ... 74
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)