Granice Szaleństwa
- Автор: Кава Алекс
- Серия: Maggie O'Dell #4
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Granice Szaleństwa». Краткое содержание книги:
Maggie początkowo lekceważy niepokój przyjaciółki. Kiedy jednak w kamieniołomie w Connecticut przypadkowo zostaje odkopana beczka ze zwłokami kobiety, agentka postanawia sprawdzić, czy istnieje związek między zniknięciem pacjentki Gwen Patterson a koszmarnym znaleziskiem. Wkrótce okazuje się, że w opuszczonym kamieniołomie jest więcej beczek z ludzkimi zwłokami.
Maggie O`Dell już wie: po raz kolejny ma do czynienia z seryjnym mordercą. Wkrótce staje się jasne, że wybiera on swe ofiary według pewnego przerażającego klucza. Czy to odkrycie pozwoli znaleźć odpowiedź na pytanie, kim jest okrutny psychopata? Czy doprowadzi do odnalezienia Joan Begley, której los wciąż pozostaje nieznany?
W garderobie przy drzwiach wisiało parę kostiumów i bluzek. Na oparciu krzesła przy łóżku przerzucony był żakiet. Maggie sprawdziła kieszenie i znalazła w nich książeczkę czekową w skórzanej oprawie. Otworzyła ją, zadowolona, że Joan Begley odnotowywała swoje transakcje. Od przyjazdu do Connecticut było ich kilka. Pierwszy czek na tysiąc dolarów dla firmy Marley amp; Marley opisany był jako „przedpłata za pogrzeb”. Kolejny ze Stop amp; Shop był za zakąski. Następny z DB Mart za paliwo.
Ostatni pochodził z soboty trzynastego września. Początkowo Maggie nie zwróciła na niego uwagi. Czek wypisano dla Pizzerii Felliniego z notatką „kolacja z Marleyem”. Zerknęła na poprzedni opis. Czyżby Joan jadła kolację z jednym z szefów zakładu pogrzebowego? Tak, niewykluczone. Gdyby w grę nie wchodził interes, a na przykład randka, zapewne pan Marley uiściłby rachunek.
Sobota, trzynastego września. Jeżeli Gwen ma rację, Joan Begley zaginęła w nocy z trzynastego na czternastego, ale najwyraźniej wróciła przedtem do pokoju, bo przecież inaczej nie byłoby tam książeczki czekowej. Czy przyszła się przebrać? Czy to Marley był tym mężczyzną, na którego czekała i o którym mówiła Gwen przez telefon?
Wsuwając książeczkę czekową z powrotem do kieszeni żakietu, Maggie przypomniała sobie autopsję w kostnicy. Kimkolwiek jest nieszczęsna kobieta z beczki, została zamordowana wkrótce po zjedzeniu pizzy, być może właśnie w Pizzerii Felliniego. Może niebawem po jakimś spotkaniu, może nawet z mordercą. Maggie schowała książeczkę czekową do kieszeni swoich spodni.
Rozejrzała się uważnie po sypialni. Pod małym stolikiem stały dwie pary butów. W łazience porozkładane były rozmaite kosmetyki i przybory toaletowe. Na drzwiach łazienki wisiała nocna koszula.
Maggie stała na środku apartamentu i przecierała zmęczone oczy. Niewątpliwie Joan Begley nie uciekła na wybrzeże czy gdziekolwiek indziej z jakimś nowym mężczyzną w jej życiu, ponieważ nie zostawiłaby tych wszystkich rzeczy. Wyglądało na to, że zamierzała wrócić do hotelu. A jednak z całą pewnością od paru dni jej tu nie było. Co więc się stało?
Raz jeszcze Maggie zwiedziła obydwa pokoje w poszukiwaniu jakiejś podpowiedzi. Tym razem zajrzała do notesu obok telefonu. Bingo! Na pierwszej stronie odcisnęły się ślady długopisu, którym pisano na brakującej, wyrwanej kartce. Znalazła w szufladzie ołówek i zamazała nim ową stronę. To stara sztuczka. Odciśnięte ślady w magiczny sposób zamieniły się w białe linie na czarnym tle i ułożyły w litery i cyfry. I już po chwili Maggie dysponowała adresem i godziną: Hubbard Park, Percival Park Road, West Peak, dwudziesta trzecia trzydzieści.
Wyrwała kartkę z notesu i schowała do kieszeni. W drzwiach przystanęła, żeby po raz ostatni objąć pokój spojrzeniem. Zanim zgasiła światło, powiedziała do pustego apartamentu:
– Niech cię szlag, Joan Begley, gdzie jesteś?
ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY
– Opowiedz mi o swojej chorobie – poprosił, przysiadając na brzegu łóżka.
Joan spała, był chyba sam środek nocy. Obudziła się nagle, kiedy rozbłysło światło. On tam był. Musiała zmrużyć oczy, żeby go zobaczyć. Siedział w nogach łóżka z wlepionym w nią wzrokiem.
Czuła jego zapach, zmieszane wonie ludzkiego potu i wilgotnej ziemi, jakby przed chwilą kopał w lesie. O Boże! Czyżby kopał dla niej grób?
– Co mówiłeś? – Chciała przetrzeć oczy, zrzucić z nich sen, i wtedy przypomniała sobie o skórzanych pętach. Jej ciało ogarnęła panika, mięśnie zesztywniały. Wyciągnęła się, by sięgnąć ręką do twarzy, odsunąć z niej opadające kosmyki, i wyczuła przy okazji, że jej skóra zrobiła się bardzo sucha, popękała w kącikach oczu i warg. Jakby zabrakło jej łez i śliny. Czy to możliwe? Czy człowiek może wypłakać wszystkie łzy do cna?
Strach wbił w nią pazury. Oczy mężczyzny wędrowały badawczo. Zaburczało jej w brzuchu, przez moment myślała o tym, że jest głodna.
– Która godzina? – Próbowała zachować spokój. Jeśli nie będzie histeryzować, może nie obudzi w nim szaleństwa.
– Opowiedz mi o swojej chorobie, o niedoborze hormonów.
– Co?
– Dobrze wiesz, niedobór hormonów.
– Nie rozumiem, o czym mówisz – skłamała, bo świetnie wiedziała, o co pytał. Sama poinformowała go, że to niedobór hormonów jest powodem jej ciągłej walki z nadwagą. Skłamała, bo wstydziła się przyznać, że chodzi tylko o brak dyscypliny. O Boże drogi. Do czego doprowadziło ją kłamstwo? Potoczyła wzrokiem dokoła, popatrzyła na pojemniki i czaszki nad łóżkiem. Czy tego od niej pragnie?
– Powiedz mi, o który gruczoł chodzi. Czy to przysadka mózgowa? Wspominałaś chyba o tarczycy? – ciągnął niemal śpiewnym tonem, jakby chciał ją w ten sposób nakłonić do zwierzeń. – Wiesz, który hormon odpowiada za twoją otyłość? A raczej niedobór hormonu, jak sądzę. Mówiłaś mi o tym. Pamiętasz? Zdaje mi się, że chodziło o tarczycę, ale nie wiem, czy dobrze zapamiętałem. Czy to tarczyca?
Joan spojrzała ponad jego ramieniem na słoiki stojące w rzędach na półkach. Były rozmaitych kształtów i rozmiarów: z kamionki i do piklowania, ze zdrapanymi oryginalnymi naklejkami, na których przylepiono nowe nalepki. Z tej odległości widziała w środku jedynie jakieś kulki, ale ponieważ wcześniej rozpoznała w akwarium implanty piersi, podejrzewała, że i te pojemniki zawierają części ludzkiego ciała. A teraz on pyta ją o tarczycę. O Jezu! Czy dlatego wykazywał tyle zainteresowania jej osobą? Czy przygotował już słoik na jej tarczycę?
– Nie wiem – wydusiła przez gulę, która zatkała jej gardło. – To znaczy, oni nie wiedzą. – Wargi jej drżały, naciągnęła przykrycie na ramiona, udając, że to nie strach, tylko zimno.
– A ja myślałem, że tarczyca – burknął jak urażony chłopiec, prawie się nadąsał.
– Nie, nie, nie tarczyca. Skądże znowu. – Robiła wszystko, by jej głos brzmiał mocno i pewnie. Musi go przekonać. – Prawdę mówiąc, wykluczyli tarczycę, absolutnie ją wykluczyli. No wiesz, to pewnie tylko brak samodyscypliny.
– Samodyscypliny?
Zmarszczył czoło – raczej zdziwiony niż zły. I znowu przypominał jej chłopca, chyba z powodu niebieskiego fluorescencyjnego światła z akwarium. Ale też ze sposobu, w jaki siedział, ze skrzyżowanymi nogami, z jedną stopą podkuloną pod siebie. Ręce trzymał na kolanach, jego wzrok przesłoniło zmęczenie, włosy miał zmierzwione, jakby i on dopiero co się obudził.
Czy próbuje wymyślić, jak stłamsić jej samodyscyplinę, a raczej jej resztki? Czy powinna poszukać innej odpowiedzi? Nagle spostrzegła błysk metalu. Jej pusty żołądek gwałtownie się skurczył. W dłoniach położonych spokojnie na kolanach mężczyzna trzymał coś, co wyglądało jak nóż do filetowania.
Joan zamarła, tylko nerwowo rzucała wzrokiem po pokoju. Panika wypełzła z jej pustego żołądka, o mały włos nie zamieniając się w krzyk.
A zatem przyszedł po jej tarczycę. Chce ją wyciąć z jej ciała. Czy najpierw ją zabije? O Boże najdroższy.
Wtedy mężczyzna oznajmił:
– Nigdy nie uważałem, że jesteś gruba. – Spuścił wzrok na swoje dłonie, po czym podniósł je z uśmiechem, nieśmiałym, chłopięcym uśmiechem.
Przypomniało jej się ich pierwsze spotkanie. Był wówczas taki uprzejmy i cichy, patrzył z zainteresowaniem i słuchał, i pragnął jej zrobić przyjemność.
– Dziękuję – powiedziała, rozpaczliwie próbując się uśmiechnąć.
– Czasami lekarze się mylą. – Wstał z posmutniałą miną.
Rozdygotana Joan każdym nerwem przygotowywała się na najgorsze.