Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
I wstali z martwych… - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

I wstali z martwych…

Электронная книга - «I wstali z martwych…». Краткое содержание книги:

Czy buk mo?e wyrosn?? w ci?gu jednej nocy? Owszem. W ogrodzie ?piewaczki Zofii Simeonidis w Pary?u. Tyle ?e odt?d kobieta nie mo?e zmru?y? oka, po nocach my?l?c o tym drzewie. A potem znika, co wcale nie dziwi jej m??a. Mateusz, Marek i ?ukasz, trzej s?siedzi Zofii, wspomagani przez by?ego policjanta – inspektora Vandooslera, pr?buj? rozwik?a? zagadk? pojawienia si? drzewa w ogrodzie i znikni?cia swojej s?siadki. Odkrywaj? prawdziwe korzenie drzewa, kt?re liczy pi?tna?cie lat oraz ocieka nienawi?ci? i zazdro?ci?.
1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 61
Перейти на страницу:

– Nie chcesz, żeby przeniosła się gdzieś daleko, prawda?

Marek bawił się szklanką.

– Mateusz twierdzi, że powinniśmy nad nią czuwać, dopóki sprawa się nie wyjaśni. W twoim domku oboje odnajdą spokój, a jednocześnie nie stracimy ich z oczu.

– No właśnie. A ona będzie tuż obok ciebie.

– Mylisz się, Julio. Mateusz naprawdę uważa, że Aleksandra będzie bezpieczniejsza blisko nas.

– To nie moja sprawa – przerwała mu Julia. – Nie mam nic przeciwko temu, żeby wprowadziła się do domku. Jeżeli mogę wyświadczyć ci przysługę, chętnie to zrobię. W dodatku to przecież siostrzenica Zofii. Przynajmniej tyle mogę dla niej jeszcze zrobić.

– Miło z twojej strony.

Marek pocałował ją w czoło.

– Ale ona chyba o niczym nie wie? – zapytała Julia.

– Jasne, że nie.

– Dlaczego myślisz, że będzie chciała mieszkać blisko was? Zastanawiałeś się nad tym? Jak ją do tego nakłonisz?

Marek spochmurniał.

– Zdam się na ciebie. Nie wspominaj, że to mój pomysł. Sama znajdziesz najwłaściwsze argumenty.

– Zrzucasz na mnie całą pracę?

– Liczę na ciebie. Nie pozwól, żeby się stąd wyniosła.

Marek wrócił do stolika, przy którym Łukasz i Aleksandra sączyli kawę.

– Za wszelką cenę chciał się dowiedzieć, dokąd pojechałam tej nocy – opowiadała Aleksandra. – Jak miałam go przekonać, że nawet nie spojrzałam na tablice z nazwami miejscowości? Nie uwierzył mi, ale nic mnie to nie obchodzi.

– Czy ojciec pani ojca był Niemcem? – przerwał jej Łukasz.

– Tak, ale co to ma do rzeczy? – zdziwiła się Aleksandra.

– Był na wojnie? Myślę o pierwszej wojnie światowej? Może zostawił jakieś listy, notatki?

– Łukaszu, czy nie potrafisz się opanować? – ofuknął go Marek. – Jeżeli musisz coś mówić, znajdź inny temat. Poszperaj w swojej mózgownicy, a przekonasz się, że można rozmawiać także o czym innym.

– No dobrze – jęknął Łukasz. – Dziś wieczorem też wybiera się pani na przejażdżkę? – zapytał po chwili milczenia.

– Nie. – Aleksandra się uśmiechnęła. – Dziś rano Leguennec zabrał mi samochód. A właśnie zrywa się wiatr. Kocham wiatr. Ta noc będzie wymarzona na przejażdżkę.

– Tego już nie potrafię pojąć – przyznał Łukasz. – Jeździć bez celu, w nieokreślonym kierunku. Szczerze mówiąc, nie widzę w tym sensu. Mogłaby pani jeździć tak przez całą noc?

– Nie wiem, czy całą… Robię to dopiero od jedenastu miesięcy, od czasu do czasu. Dotąd zawsze poddawałam się około trzeciej nad ranem.

– Poddawała się pani?

– Tak. I wtedy wracałam. Po tygodniu znowu mnie nachodziło. Wydawało mi się, że tym razem się uda. Ale wciąż mi nie wychodzi.

Aleksandra wzruszyła ramionami, poprawiła krótkie włosy, wsuwając je za uszy. Marek chętnie by ją wyręczył.

XXI

Nie wiadomo, jak Julia to załatwiła, ale już nazajutrz Aleksandra wprowadziła się do domku w ogrodzie. Marek i Mateusz pomogli jej przenieść rzeczy. Aleksandra odprężyła się, zajęta urządzaniem nowego mieszkania. Marek, który bacznie obserwował fale smutku przepływające przez jej twarz i tak łatwo dostrzegalne dla znawcy zmiany, cieszył się, że teraz te fale się cofają, chociaż dobrze wiedział, że takie odpływy mogą być krótkotrwałe. Ale i taka chwila wystarczyła Aleksandrze, by zaproponować im nazywanie jej Lex i przejście na ty.

Łukasz, który zwijał dywan, żeby przenieść go do siebie, mamrotał pod nosem, że obecne zmiany na froncie stawały się coraz bardziej skomplikowane i zaskakujące – front zachodni załamał się w tragicznych okolicznościach, opuszczony przez jedną z ważniejszych sił i zdany wyłącznie na chwiejnego małżonka, gdy tymczasem front wschodni, i tak już wzmocniony przejściem Mateusza do „beczki”, zyskał na sile dzięki nowym sojusznikom – matce i dziecku. Ci nowi sojusznicy, mający pierwotnie stanąć po stronie frontu zachodniego, przez pewien czas przebywali w strefie neutralnej, a teraz wymknęli się do okopów Wschodu.

– Czy to ta piekielna Wielka Wojna tak cię ogłupiła – zapytał Marek – czy może bredzisz, bo przykro ci, że Aleksandra się wyprowadza?

– Nie bredzę – obruszył się Łukasz – tylko zwijam dywan i komentuję ostatnie wydarzenia. Lex – prosiła, żeby tak ją nazywać – chciała się stąd wynieść, ale ostatecznie znajdzie się o dwa kroki. O dwa kroki od wuja Piotra, o dwa kroki od epicentrum dramatu. O co jej chodzi? Jeśli rzecz jasna – dodał, wstając z dywanem przerzuconym przez ramię – to nie ty kryjesz się za operacją Dom na Wschodzie.

– Po co miałbym to robić? – zapytał Marek, przechodząc nagle do defensywy.

– Żeby mieć ją na oku albo może pod ręką, to już twoja sprawa. Osobiście skłaniam się do drugiej możliwości. W każdym razie – gratuluję. To była wyjątkowo udana akcja.

– Łukasz, drażnisz mnie.

– Dlaczego? Ona ci się podoba i wyobraź sobie, że to widać. Uważaj, bo znowu nabijesz sobie guza. Zaczynasz zapominać, że utknęliśmy w gównie. A ten, kto wdepnął w gówno, nie może się pośliznąć, żeby nie upaść. Musi stawiać krok po kroku, ostrożnie, czasami prawie na czworakach. A już na pewno nie może pędzić jak szalony. To nie znaczy, że moim zdaniem rozrywki są niepotrzebne biedakom, którzy tkwią w błotnistych okopach. Przeciwnie. Ale Lex jest zbyt ładna, wrażliwa i za inteligentna, żeby traktować ją jak zabawkę na krótko. Nie da ci rozrywki, ryzykujesz tylko, że ją pokochasz. A to już katastrofa, Marku, prawdziwa katastrofa.

– Jaka katastrofa, ogłupiały żołnierzyku?

– Katastrofa, durniu śniący o rycerskiej miłości, ponieważ tak samo jak ja domyślasz się, że Lex i jej mały raz już zostali porzuceni. W każdym razie stało się coś w tym rodzaju. Dlatego, mój wielki panie bez siodła i rumaka, wmawiasz sobie, że jej serce jest puste i można je zdobyć. Pozwól, że ci powiem, że bardzo się mylisz.

– Posłuchaj uważnie, kretynie z okopów. O pustce w sercu wiem znacznie więcej niż ty. I zapewniam cię, że pustka zajmuje więcej miejsca niż pełnia.

– Taka przenikliwość zadziwia u kogoś, kto przesiaduje na tyłach – zauważył Łukasz. – Nie jesteś taki głupi, Marku.

– Dziwi cię to?

– Wcale. Zebrałem już informacje.

– Krótko mówiąc – dodał Marek – nie ulokowałem Aleksandry w tym domku, żeby móc się na nią rzucić. Nawet jeśli zrobiła na mnie wrażenie. Ale na kim by go nie zrobiła?

– Na Mateuszu – odparł Łukasz, unosząc palec. – Mateusz jest pod wrażeniem pięknej i dzielnej Julii.

– A ty?

– Już ci powiedziałem, że poruszam się wolno i ostrożnie. Obserwuję i komentuję. Na razie to wszystko.

– Kłamiesz.

– Być może. Przyznaję, że nie jestem całkowicie wyzuty z uczuć. Aleksandrze zaproponowałem na przykład, żeby na jakiś czas zabrała ten dywan do domku, jeśli chce. Odpowiedziała, że gwiżdże na dywan.

– Wcale się nie dziwię. Ma większe problemy niż twój dywan, pomijając nawet pustkę. A jeśli chcesz wiedzieć, dlaczego zależy mi, żeby była blisko nas, to zrozum, że po prostu nie podoba mi się tok myślenia inspektora Leguenneca. I mojego wuja. Ci dwaj wybrali się na połów. Lex została wezwana na kolejne przesłuchanie pojutrze rano. Lepiej, żebyśmy byli w pobliżu, na wszelki wypadek.

1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 61
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)