Czarnoksiężnik z Archipelagu [A Wizard of Earthsea - pl]
- Автор: Гуин Урсула К. Ле
- Год: 1983
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo Literackie
- ISBN: 83-08-00032-0
- Переводчик: Stanislaw Baranczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Czarnoksiężnik z Archipelagu [A Wizard of Earthsea - pl]». Краткое содержание книги:
Pierwszym nauczycielem chłopca była jego ciotka. Zaś po tym, jak Duny uratował swoją wioskę przed najazdem, przyjął go na naukę mag Ogion. On też nadał mu imię Ged. Dość szybko chłopiec rozczarował się naukami u milczącego mistrza. Mag wysłał go na Roke do szkoły czarnoksiężników, gdzie zyskał przyjaciela i wroga. Chęć popisania się przed tym drugim, miała w przyszłości sprowadzić na niego wielkie kłopoty…
Ged odpłynął łodzią wiosłową z paroma młodymi rybakami z Low Torning, którzy ubiegali się o zaszczyt zostania jego załogą. Przez cały czas, gdy wiosłowali pomiędzy statkami stłoczonymi w wiodących na wschód kanałach Dziewięćdziesięciu Wysp, pod wychylającymi się ponad wodą oknami i balkonami domów, wzdłuż nabrzeży wyspy Nesh, dżdżystych pastwisk wyspy Dromgan, cuchnących poletek naftowych wyspy Geath — przez cały ten czas słowo o bohaterskim czynie Geda wyprzedzało samego czarnoksiężnika. Ludzie pogwizdywali Pieśń o Krogulcu, gdy przepływał obok, współzawodniczyli w ubieganiu się o przenocowanie go i wysłuchanie opowieści młodzieńca o smokach. Kiedy wreszcie przybył na wyspę Serd, Ged poprosił kapitana o przewiezienie go na Roke, a ten skłonił się odpowiadając:
— To dla mnie zaszczyt, panie, i honor dla mojego statku!
Tak więc Ged pozostawił Dziewięćdziesiąt Wysp za swymi plecami; ale zaledwie statek wypłynął z Wewnętrznego Portu wyspy Serd i podniósł żagle, zadął silny, przeciwny wiatr ze wschodu. Było to dziwne zjawisko, gdyż zimowe niebo jaśniało, a pogoda zdawała się tego ranka ładna i ustalona. Od wyspy Roke dzieliło Serd tylko trzydzieści mil, żeglowali więc dalej i mimo że wiatr wciąż się wzmagał, nie przerywali żeglugi. Niewielki statek miał — podobnie jak większość statków handlowych z Morza Najgłębszego — wysoki sztaksel, którym można tak manewrować, aby złapać przeciwny wiatr, kapitan zaś był żeglarzem zręcznym i dumnym ze swych umiejętności. Toteż posuwali się w kierunku wschodnim, halsując to na północ, to na południe. Chmury i deszcz nadciągnęły z wiatrem, który zmieniał kierunek w dzikich porywach, tak że istniało poważne niebezpieczeństwo, iż statek stanie dęba.
— Krogulcze, panie mój — odezwał się kapitan do młodzieńca, którego usadowił obok siebie na honorowym miejscu na rufie; niełatwo było co prawda zachować godność w tym wichrze i deszczu, który moczył ich tak, że ich ciała w nasiąkniętych wodą płaszczach stały się dokuczliwie śliskie. — Krogulcze, czy mógłbyś rzec jakieś słowo temu wichrowi?
— Jak daleko jeszcze do Roke?
— Więcej niż połowa drogi. Ale przez całą ostatnią godzinę nie posunęliśmy się naprzód, panie.
Ged mówił do wiatru, który stracił nieco na sile i jakiś czas płynęło im się nie najgorzej. Potem jednak nagłe, ogromne podmuchy wionęły ze świstem z południa, zderzenie z nimi odepchnęło ich z powrotem na zachód.
Chmury na niebie rwały się i kłębiły; kapitan, ryknął z wściekłością:
— Ten durny wicher dmie we wszystkich kierunkach naraz! Tylko magiczny wiatr, panie, pomoże nam przebić się przez tę pogodą.
Ged sposępniał, ale statkowi wraz z załogą groziło przecież niebezpieczeństwo z jego powodu; wzbudził więc magiczny wiatr, który zadął w żagiel. Natychmiast statek zaczął pruć fale wprost ku wschodowi, a kapitan znowu się rozpogodził. Stopniowo jednak, choć Ged podtrzymywał zaklęcie, magiczny wiatr przycichał, stawał się coraz wątlejszy, aż wreszcie zdawało się przez chwilę, że statek znieruchomiał na falach, z żaglem obwisłym mimo nawałnicy deszczu i wichru. W tym momencie rozhuśtany bom z ogłuszającym trzaskiem zatoczył półkole; statek podał żagiel na wiatr i jak spłoszony kot dał susa na północ.
Ged złapał się mocno belki pokładowej, bo statek leżał nieomal na burcie, i wykrzyknął:
— Zawracaj na Serd, kapitanie!
Kapitan zaklął i odkrzyknął, że tego nie zrobi:
— Czarnoksiężnik na pokładzie i ja, najlepszy żeglarz floty handlowej, i ten statek, najzgrabniejszy, na jakim pływałem — i mamy zawrócić?
W tej samej chwili statek znów się okręcił, niemal tak, jakby jego kil dostał się w wir wodny; kapitan także chwycił się tylnej stewy, aby utrzymać się na pokładzie, a Ged zwrócił się doń:
— Zostaw mnie na wyspie Serd i płyń, dokąd zechcesz. To nie przeciw twojemu statkowi wieje ten wiatr, lecz przeciw mnie.
— Przeciw tobie, czarnoksiężniku z Roke?
— Czy nigdy nie słyszałeś o wietrze z Roke, kapitanie?
— No tak, ten wiatr nie dopuszcza złych mocy na Wyspę Mędrców, ale co to ma wspólnego z tobą, Pogromcą Smoków?
— To sprawa między mną a moim cieniem — odparł Ged krótko, jak przystało czarnoksiężnikowi; i nie powiedział nic więcej, gdy wracali przez morze na wyspę Serd, chyżo, z silnym wiatrem i pod przejaśniającym się niebem.
W sercu czuł ciężar i lęk, gdy szedł w stroną miasta z nabrzeży wyspy Serd. Dni ku zimie były coraz krótsze; zmierzch zapadł wcześnie. O zmierzchu niepokój Geda zawsze wzrastał, toteż zakręt każdej uliczki wydawał mu się teraz groźny, musiał uzbroić się w męstwo, aby nie oglądać się stale przez ramię na to, co mogło podążać za nim. Udał się do Domu Morskiego wyspy Serd, gdzie podróżni i kupcy spożywali razem dobre jadło dostarczane przez okolicznych mieszkańców i gdzie mogli spać w podłużnej sali o belkowanym pułapie; taka jest gościnność dobrze prosperujących wysp Morza Najgłębszego.
Ged odłożył z obiadu kawałek mięsa i później przy kominku wywabił pieszczotliwie otaka z fałdu swego kaptura, w którym zwierzątko kuliło się przez cały ów dzień; próbował skłonić otaka do jedzenia, głaszcząc go i szepcząc doń: — Hoeg, Hoeg, mój mały, mój cichutki… — Ale zwierzątko nie chciało jeść i wpełzło w kieszeń, ukrywając się w niej. Po zachowaniu się otaka, po swojej własnej posępnej niepewności, po samym wyglądzie ciemności zalegającej w kątach wielkiej izby Ged poznał, że cień był niedaleko.
Nikt w tym domu nie znał Geda; byli tu podróżni z innych wysp, którzy nie słyszeli jeszcze Pieśni o Krogulcu. Nikt się do niego nie odzywał. Ged wybrał sobie wreszcie siennik i położył się, ale całą noc leżał z otwartymi oczyma w tej sali pod belkowanym pułapem, otoczony snem obcych ludzi. Całą noc próbował wybrać swą drogę, przemyśleć, dokąd powinien się udać, co czynić; ale każdy wybór, każdy zamiar tamowało przeczucie zguby. Na każdej drodze, którą Ged mógł się udać, czyhał cień. Tylko wyspa Roke była odeń wolna; i właśnie na Roke nie mógł popłynąć — zabraniały mu tego potężne, uczynione w dawnych czasach czary, które zapewniały bezpieczeństwo zagrożonej wyspie. To, że podniósł się przeciw niemu wiatr z Roke, było dowodem, że stwór ścigający Geda musi być teraz bardzo blisko. Ów bezcielesny stwór, ślepy na blask słońca, był istotą ze sfery pozbawionej światła, przestrzeni i czasu. Musiał iść po omacku za Gedem poprzez dni i morza świata oświetlonego słońcem, a widzialny kształt mógł przybierać- tylko we śnie i w mroku. ^Nie miał jak dotąd żadnej substancji ani formy istnienia, która mogłaby pojawić się w świetle dziennym; tak właśnie opiewają to Czyny Hode’a: „Świt stwarza wszelką ziemię i morze, z cienia wywołuje kształt, zapędza sen w mroczne królestwo”. Ale gdyby cień dogonił wreszcie Geda, mógłby wyssać zeń jego moc, zabrać „mu nawet ciężar, ciepło i życie jego ciała oraz wolę, która nim rządzi.
Oto była zguba, którą Ged widział przed sobą czyhającą na każdej drodze. I wiedział, że może być pchnięty ku tej zgubie podstępem; albowiem cień, urastający w siłę, ilekroć się do Geda zbliżał, miał zapewne w tej chwili dość owej siły, aby użyć złych mocy lub złych ludzi do własnych celów — ukazując Gedowi fałszywe znaki albo przemawiając czyimś głosem. Mimo całej wiedzy Geda — w jednym z ludzi, którzy spali owej nocy w tym czy tamtym kącie izby Domu Morskiego, czaił się mroczny stwór, co znalazł w ciemnej duszy oparcie i czekał tam, obserwując Geda i żerując, już teraz, na jego słabości, jego niepewności, jego trwodze. To było nie do wytrzymania. Musiał zaufać trafowi i uciekać tam, gdzie go traf poniesie. Przy pierwszym zimnym błysku świtu Ged wstał i pośpieszył pod blednącymi gwiazdami na nabrzeża wyspy, zdecydowany wsiąść na pierwszy odpływający z Serd statek, który go przyjmie. Jakaś galera ładowała właśnie tran; miała odpłynąć o wschodzie słońca w kierunku Wielkiego Portu na wyspie Havnor. Ged poprosił kapitana, aby go tam zabrał. Laska czarnoksiężnika jest przepustką i zapłatą na większości statków. Wzięto go chętnie na pokład i w niespełna godziną statek ruszył w rejs. Nastrój Geda poprawił się, gdy tylko po raz pierwszy podniesiono czterdzieści długich wioseł, a utrzymujące rytm wiosłowania bicie w bęben brzmiało w jego uszach jak dziarska muzyka.