Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Inne pieśni - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Inne pieśni

Электронная книга - «Inne pieśni». Краткое содержание книги:

Akcja książki dzieje się w świecie przypominającym nasz, którym rządzą jednak inne prawa — bardzo bliskie teoriom Arystotelesa, dotyczącym formy i materii. Każdy byt składa się z materii (na którą składa się pięć żywiołów) oraz z formy, która określa, czym jest ten byt. Ludzie potrafią zmieniać byty, wpływając na formę. Na przykład teknitesi somy (odpowiednicy chirurgów plastycznych i lekarzy), zmieniając formę ciała człowieka mogą leczyć i modyfikować wygląd zewnętrzny. Ludzie o silniejszej formie dominują nad tymi o słabszej. Najsilniejszą formę mają kratistosi — w ich anthosie (aurze, obszarze oddziaływania) ludzie przejmują ich sposób myślenia i upodabniają się fizycznie.
W tym świecie Hieronim Berbelek, niegdyś wybitny strategos (dowódca, strateg), obecnie człowiek próbujący się uwolnić z resztek wpływu potężnego kratistosa Czarnoksiężnika, rozpoczyna swoją podróż, aby odzyskać utraconą Formę.
1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 137
Перейти на страницу:

Kapitan Wawzar podniósł „Al-Hawidżę” na wysokość górnych chmur, aby mogli dobrze się przyjrzeć miastu Króla Burz. Mijali je od wschodu, w odległości kilku stadionów (Wawzar trochę nadłożył drogi). Wszyscy pasażerowie zgromadzili się na prawym pokładzie widokowym. Był wczesny ranek, Słońce mieli po drugiej stronie aerostatu, sami skryci w cieniu, widzieli skąpane w czystym, ciepłym blasku sady, pola i przedmieścia naniebnej metropolii, zębate blanki i potężne wieże cytadeli Króla Burz. Czerwonożółte chorągwie, długie na kilkadziesiąt pusów, powiewały na tych wieżach w strugach mocnego wiatru, ogniste węże. Widzieli ruch na polach i ulicach, wozy i konie, i drobne sylwetki ludzi, lecz mniejszych szczegółów nie byli w stanie dojrzeć. Najbardziej zaciekawiły wszystkich oczywiście wichrorosty, rośliny uprawne wymorfowane z jadalnych pnączy przez oronejskich teknitesów flory. Spływały one daleko poza krawędzie ziemi i w ciężkich, grubych splotach, długich na kilka stadionów, falowały dostojnie na wietrze — zielone macki kamiennej meduzy. Azuz Wawzar opowiadał, jak to późną jesienią, gdy odbywały się swoiste żniwa wichrorostów, można było zobaczyć opuszczających się wzdłuż łodyg oronejczyków, zapiętych w skórzanych uprzężach, z krzywymi mieczami-sierpami na plecach, holujących pęki lin z hakami i pętlami. To były też dni najspokojniejszej pogody.

„Al-Hawidża” wzniosła się ponad ostatnie chmury, nad sobą miała tylko jasne niebo, pod — góry i płaskowyże miodowych obłoków. Na tych wysokościach było gorąco niezależnie od pory dnia i roku. Pasażerowie stali w cieniu, a jednak już po kilku minutach spływali potem. Szulima przezornie wybrała lekką kaftorską suknię, bez gorsetu i kołnierza, i pan Berbelek, ilekroć spojrzał na Amitace, nie mógł opędzić się od złych skojarzeń.

Niewolnicy roznosili napoje. Hieronim podał Szulimie zimną szklanicę.

— Dziękuję. — Na moment odwróciła wzrok od płynącej ponad chmurami Oronei. Tuż za Hieronimem, tam, gdzie stali trzej żołnierze, wzór likotowej plecionki był wyraźnie zakłócony szeregiem grubych supłów i węzłów. Wskazała go ruchem głowy. — Więc kto ją zabił?

— Nie wiem.

— To na twoje polecenie nas przepytywano, prawda, esthlos? Czegoś na pewno się dowiedziałeś.

— Wszyscy byli w swoich kabinach. Sami lub ze służbą, rodziną. Z wyjątkiem pana Urcza, który grał w kości z panem Zabachajem u tego ostatniego. Ktoś kłamie. Kto? Nikt nie widział mordercy wychodzącego z kabiny Leese.

— Ach, więc był u niej w kabinie.

— Może właśnie dlatego zginęła. Posiadała jakiś kompromitujący mordercę przedmiot, informację.

— Mhm. — Amitace sączyła powoli rozcieńczone wino, zapatrzona na rozsłonecznioną Oroneię. Przerzuciwszy warkocz na lewe ramię, złapała się prawą dłonią za siatkę, „Al-Hawidża” chybotała się lekko. — Ktoś, kto potrafi to przeciąć…

— Nadal więc chcesz zabrać ze sobą na to polowanie Ihmeta Zajdara, esthle?

Uśmiechnęła się kątem ust.

— Przecież nie każesz kapitanowi go uwięzić? Co? A gdy tylko postawi stopę na ziemi Hypatii…

— Emir Korduby nie ma żadnej władzy w Alexandrii.

— Otóż to.

— Na przyszłość muszę bardziej uważać, z kim wchodzę na pokład okrętu albo świni.

— Ty, esthlos? — zaśmiała się Szulima. — Widziałam cię przecież w nocy. Wydałbyś rozkaz i

— Przepraszam. Muszę zmienić opatrunek.

Skrył się w swojej kabinie. Wrażenie było trudne do wyparcia. Ona wie, że ja wiem. I wie, że zdaję sobie z tego sprawę. To nie była forma flirtu — Szulima świadomie drażniła drapieżcę, głaskała lwa okrwawioną dłonią.

Spojrzał w lustro. Lwa! Dobre sobie! Gdyby to był Hieronim Berbelek sprzed Kolenicy… Zacisnął pięści wparte w blat stołu. Padłaby w trwodze do moich nóg! Wyznałaby wszystko na jedno moje słowo. A przynajmniej nie kpiłaby w żywe oczy.

Usiadł, nalał sobie wina. Spokój. Myśl jak strategos. (Co zrobiłby na twoim miejscu Hieronim Berbelek?) Okoliczności, okazje, prawdopodobieństwa, motywy, fakty. Ona nie była w stanie zabić Leese. Tak naprawdę jako jedyny na „Al-Hawidży” mógł to zrobić Zajdar; ona to wie, ja to wiem. Ale nimrod nie posiadał motywu, motyw — jakieś tajemne powiązanie przez wiedzę ze starej księgi — posiadała Szulima. Zabiłby dla niej? Przecież on właśnie wmawia we mnie konieczność jej śmierci! Na wszystkich bogów…!

Po co ja lecę do tej przeklętej Alexandrii?

* * *

Najgorsze było to, że nie mógł już milczeć podczas pozostałych obiadów i wieczerz. Oczywiście wypytywali go o śmierć Magdaleny Leese; nagle okazało się, że jest kimś w rodzaju wojskowego dowódcy aerostatu, hegemona bez wojska. Ale przecież sam siebie nim uczynił — oni tylko stosowali się do narzuconej przezeń formy.

Poza tym nie wychodził ze swojej kabiny. Ale i to nie stanowiło rozwiązania. Przysyłali do niego niewolników z zaproszeniami „na qahwę”, „na szachy”, „na haszisz”. Odmawiał. Nie mógł odmówić Ablowi i Alitei. Noc i dzień syn i córka dyskutowali między sobą scenariusze zbrodni. Alitea stawiała na Gisteja, Abel wahał się między Wukacjuszem i kapitanem Wawzarem. Pan Berbelek cierpliwie wysłuchiwał ich fantastycznych teorii. Alitea była w tej swojej dziecinnej ekscytacji przynajmniej zabawna, lecz Abel — Abel uważał niepowodzenie śledztwa za osobistą klęskę strategosa Berbeleka i czynił Hieronimowi mniej lub bardziej zawoalowane wyrzuty, iż ten „pozwala mordercy ujść bez kary”. Abel dobrze wiedział, jakiego ma ojca, lepiej od samego pana Berbeleka, i ten ojciec Abla nigdy nie puściłby płazem podobnego afrontu. Mord tuż pod drzwiami jego sypialni!

1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)