Babel-17 [pl]
- Автор: Дилэни Сэмюель
- Год: 2008
- Язык: польский
- Год: Solaris
- ISBN: 978-83-89951-86-1
- Переводчик: Jolanta Pers
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Babel-17 [pl]». Краткое содержание книги:
Trwa kosmiczna wojna Sojuszu z Najeźdźcami — w ważnych strategicznie miejscach dochodzi do aktów sabotażu, którym towarzyszą transmisje w tajemniczym języku, Babel-17. Rydra Wong, piękna i słynna poetka i lingwistka otrzymuje od wojska zadanie: rozszyfrować ten język i odkryć, kto się nim posługuje oraz w jaki sposób jest on związany z terroryzmem. Rydra kompletuje więc załogę statku, złożoną z żywych i umarłych, i wyrusza w niebezpieczną podróż — od spelunek, w których walczą chirurgicznie zmodyfikowani zapaśnicy, przez Kostnicę, w której zmarli czekają na wskrzeszenie, Stocznię Wojenną i salony międzygwiezdnej arystokracji, po piracki statek-cień — a przede wszystkim w podróż przez niezwykły język, zmieniający ludzki umysł.
— Wiem. A dokładnie? Ty jesteś lekarzem pokładowym.
— Poczekaj. — Zamknął oczy. — Miałem to kiedyś na hipnokursie. Tak, pamiętam. Jest dziedziczna, to odpowiednik anemii sierpowatej u rasy białej, czerwone krwinki rozpadają się z powodu rozkładu haptoglobiny…
— …a hemoglobina wycieka i komórki zostaną zmiażdżone przez ciśnienie osmotyczne. Już rozumiem. Uciekajmy stąd.
Zdziwiony Ślimak ruszył w stronę przejścia.
Rydra pobiegła za nim, pośliznęła się na sorbecie w winie i oparła na Mosiądzu, który pojawił się przy niej.
— Tylko s’okojnie, ’ani ka’itan!
— Spadamy stąd, mały — oznajmiła. — I to szybko.
— Na barana? — Uśmiechnął się, uniósł łapy na wysokość bioder, a Rydra wspięła mu się na ramiona, ściskając boki kolanami i trzymając się ramion. Potężne mięśnie, które pokonały Srebrnego Smoka, zbiły się pod nią. Skoczył, zrzucając wszystko ze stołu i lądując na czterech łapach. Goście pierzchali na widok złocistej bestii z pazurami. Popędzili do przejścia.
5.
Owładnęło nią histeryczne wyczerpanie.
Przebiła się przez nie, dotarła do kajuty „Rimbauda” i wcisnęła klawisz interkomu.
— Ślimaku, czy wszyscy…
— Wszyscy obecni i policzeni, pani kapitan.
— A bezcieleśni…
— Bezpieczni na pokładzie, cała trójka.
Dyszący Mosiądz wypełnił sobą właz za nią.
Przełączyła się na inny kanał i pomieszczenie rozbrzmiało czymś, co przypominało muzykę.
— Dobrze. Nadal nadają.
— To jest to? — spytał Mosiądz.
Skinęła głową.
— Babel-17. Jest automatycznie transkrybowany, żebym mogła się temu później przyjrzeć. Tak czy inaczej, tu niczego nie ma.
Pstryknęła przełącznikiem.
— Co robisz?
— Nagrałam wcześniej parę wiadomości i teraz je wyślę. Może się uda. — Zatrzymała pierwszą taśmę i uruchomiła drugą. — Nie znam go jeszcze za dobrze. Tylko trochę. Czuję się jak ktoś, kto na przedstawieniu Szekspira wywołuje aktorów łamaną angielszczyzną.
Zapaliła się lampka linii zewnętrznej.
— Pani kapitan, tu Albert Ver Dorco. — W głosie rozmówcy pobrzmiewało zdenerwowanie. — Mieliśmy tu straszny wypadek i nadal panuje chaos. Nie znalazłem pani u mojego brata, ale kontrola lotów powiadomiła mnie, że prosicie o pozwolenie na natychmiastowy skok do hiperstazy.
— O nic takiego nie prosiłam. Chciałam tylko wydostać stąd moją załogę. Czy już wiadomo, co się stało?
— Pani kapitan, powiedziano mi, że przygotowujecie się do startu. Macie najwyższy priorytet, więc nawet nie mogę się sprzeciwić pani rozkazom, ale chciałem prosić, żeby pani została, dopóki wszystko się nie wyjaśni, chyba że ma pani jakieś informacje, które…
— My nie startujemy! — odparła Rydra.
— Le’iej nie startujmy — wtrącił Mosiądz — bo jeszcze nie jestem ’od’ięty do statku.
— Najwyraźniej waszemu automatycznego Jamesowi Bondowi odbiła szajba — zwróciła się do Ver Dorco Rydra.
— … Bondowi?
— To takie nawiązanie do mitologii. Proszę mi wybaczyć. TW-55 wpadł w szał.
— Och, tak. Wiem. Zabił mojego brata i cztery inne ważne osoby. Nie wybierałby kluczowych osobistości, gdyby nie zostało to zaplanowane.
— Zostało. Dokonano sabotażu TW-55. Nie, nie wiem jak. Powinien pan skontaktować się z generałem Foresterem w…
— Pani kapitan, kontrola lotu sygnalizuje, że zaraz startujecie! Nie mam tu oficjalnych uprawnień, ale musi pani…
— Ślimaku! Czy my startujemy?
— No pewnie. Przecież wydała pani rozkaz awaryjnego skoku w hiperstazę?
— Mosiądz jeszcze nawet nie jest na stanowisku, ty idioto!
— Przecież dostałem pani zgodę trzydzieści sekund temu. Oczywiście, że jest przypięty. Właśnie rozmawiałem z…
Mosiądz skoczył i zawył do mikrofonu:
— Stoję tu ’rzy niej, ty kretynie! Dokąd zamierzasz lecieć, zanurkować w sam środek Bellatrix? Czy rzucić się ’rosto w jakąś supernową? Dryfujący statek zmierza w kierunku ciała o największej masie!
— Ale ty właśnie…
Gdzieś pod nimi rozległ się zgrzyt. Poczuli nagły skok.
— Pani kapitan! — krzyczał z głośnika Albert Ver Dorco.
Rydra znów wrzasnęła.
— Idioci, wyłączcie generatory stazy…!
Ale świst generatorów już przebijał się przez szum.
Znów skok; poczuła szarpnięcie, schwyciła się rękami biurka i zobaczyła, jak Mosiądz młóci pazurami powietrze. I…
CZĘŚĆ TRZECIA
JEBEL TARIK