Cienie
- Автор: Amy Meredith
- Язык: польский
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Cienie». Краткое содержание книги:
Istnieje legenda, według której naczelny demon zjawia się na ziemi raz na sto lat, przybierając ludzką postać. Przybywa ze swymi sługami, aby żywić się duszami mieszkańców miasteczka, które nazwane zostało Demondene. Wraz z naczelnym demonem nadchodzi szaleństwo, gdyż ludzie pozbawieni duszy popadają w obłęd. Utrata duszy jest bowiem jednoznaczna z utratą rozumu.
Sto lat temu nazwa Demondene została zmieniona i obecnie brzmi Deepdene. W tym liczącym dwa tysiące czterech mieszkańców mieście, w którym większość należy do kategorii sławnych i bogatych, zaczynają dziać się dziwne, niepokojące rzeczy. Eve Evergold, bohaterka wciągającej książki Amy Meredith, nazywa ten ciąg zdarzeń… epidemią demonów.
„Cienie” to opowieść o nastoletniej Eve, mieszkającej z wiecznie zapracowanymi rodzicami we wspaniałej rezydencji w Hamptons. Ma ona grono wiernych przyjaciół, nie przepada zbytnio za szkołą, a nade wszystko – kocha zakupy. Jak każda nastolatka, interesuje się też chłopcami, a jest ku temu okazja, bowiem w liceum pojawia się dwóch nowych uczniów. Jeden z nich to Luke, syn pastora, który zdecydowanie zasługuje na ocenę Choo, czyli najwyższą notę w butoskali – prywatnym systemie oceniania chłopców. Mimo uroku i wdzięku osobistego, Luke niezwykle irytuje Eve, wytykając jej rozrzutność i bezmyślność. Znacznie bardziej podoba jej się magnetyczny i tajemniczy Mal, rezydujący w Razora, nawiedzonym domu byłego gwiazdora-samobójcy.
Potencjalne zacieśnienie znajomości utrudniają jednak dziwne rzeczy, które zaczynają przydarzać się Eve. Elektronika szaleje w jej obecności, przepalają się żarówki, drzwi same się zatrzaskują, natomiast z palców strzelają jej iskry i pioruny. Czyżby przyczepił się do niej jakiś złośliwy poltergeist? Wielce prawdopodobne, biorąc pod uwagę, że dziewczyna jest prapraprawnuczką Annabelle Sewall – akuszerki i znachorki, okrzykniętej mianem Wiedźmy z Demondene. Kobieta miała ponoć obsesję na punkcie demonów i uważała, że jej przeznaczeniem jest walka z nimi. Wydaje się, że potomkini odziedziczyła po niej umiejętności i sto lat później będzie musiała ocalić miasteczko przed demonami. Tylko czy Eve jest gotowa na starcie, czy podoła wyzwaniu?
„Cienie” to znakomity debiut Amy Meredith i książka, której dalszego ciągu oczekuje się z niecierpliwością. Autorka wspaniale buduje napięcie, akcja toczy się watko, a sposób przedstawienia walki dobra ze złem jest niezwykle interesujący. Dodatkowo szczypta humoru i pozornie prozaiczne, choć tak ważne dla nastolatek sprawy, jak zakupy czy chłopcy sprawiają, ze powieść jest fascynująca i… demonicznie elektryzująca. Tak wspaniale rozpoczęta historia nie może skończyć się jednak zgładzeniem tylko jednego demona. Już wkrótce Eve będzie musiała znów stanąć do walki, a naszym przeznaczeniem jest wspierać ją z całych sił.
– Co nam innego pozostaje – stwierdziła Eve.
– Patrzcie, Księga ciemności! - Luke uniósł niewielką książkę oprawioną w czarną skórę.
– Ta, o której pisał wielebny Simon? Z informacjami spisanymi przez jego poprzedników? – upewniła się Eve. – Super! Czy może powinnam powiedzieć „bingo"?
– Eee, nie całkiem. – Luke przewracał kolejne kartki, pokazując Eve i Jess, że woda zamazała większość tekstu.
Eve westchnęła. Jak mieli sobie poradzić bez starego pastora i tej książki?
– Tylko bez paniki! – Jess Wzięła kolejną kartkę z pliku i przyjrzała się jej. – O! No i bingo. Nie tylko nierozmazane, ale w dodatku po angielsku.
– Mów. Co tam jest napisane? – zapytała Eve.
– Eee – zaczęła Jess. – Eee… – Papier zaczął szeleścić i Eve zauważyła, że Jess trzęsły się ręce.
Luke przysunął się do Jess i z przekrzywioną głową spróbował odczytać, co ją tak przeraziło. Eve ujęła dłonie Jess w swoje, żeby jej pomóc zapanować nad kartką.
– Demony mają największą moc podczas pełni księżyca – przeczytał Luke. – To najbardziej niebezpieczny czas. Nie powinno się ich wtedy atakować, najlepiej unikać wszelkiego kontaktu do czasu, kiedy księżyca zacznie ubywać.
A dzisiaj była pełnia. W jasnym świetle księżyca Eve czuła się pewniej. A nie powinna była.
– Co zrobimy? – zapytała Jess. Eve czuła, jak jej przyjaciółce coraz bardziej trzęsły się ręce. – Za pół godziny muszę być w domu. Jak wrócimy? Na zewnątrz są demony. I jest pełnia.
– Pójdziemy razem na plebanię – powiedział Luke. – A potem mój tata odwiezie was do domu.
W samochodzie powinno być bezpiecznie, pomyślała Eve. W każdym razie taką miała nadzieję. Zwłaszcza w samochodzie prowadzonym przez pastora.
– Ale na razie musimy wyjść na dwór. – Jess wyglądała na zewnątrz przez witrażowe okno. Eve też spojrzała. Księżyc, na który patrzyła przez czerwoną szybę, wydawał się jakiś nieprzyjazny, jakby zakrwawiony. – A one czekają. Jestem pewna, że są tuż za drzwiami – ciągnęła Jess.
– Wcześniej nic nam nie zrobiły – przypomniała jej Eve. – Widziałaś okropne rzeczy, ja słyszałam okropne rzeczy, ale nic nam nie jest.
– A co z Megan, Rose i Belindą? – wyrzuciła z siebie Jess. – I matką Shanny? Jeśli znowu zobaczę to, co wcześniej – co te demony robiły mojej mamie – to ja też zwariuję. Wyląduję w Ridgewood i nigdy stamtąd nie wyjdę!
Eve musiała coś wymyślić. Jess zaczynała się hiperwentylować, a nie zrobili nawet kroku w stronę drzwi.
– Okej, musimy znaleźć ci bezpieczną przystań. Jess wydała z siebie zduszony dźwięk; było to coś pośredniego między parsknięciem a szlochem.
– Co takiego? – zapytał Luke.
– Pamiętasz, jak próbowałaś sprawić, żebym się zdenerwowała, jak mi przypominałaś tamten dzień, kiedy złamałam obcas? – mówiła Eve do przyjaciółki. Tym razem parsknął Luke. – No to teraz zrobimy podobnie. Przypomnij sobie jakiś dzień, w którym byłaś naprawdę szczęśliwa. Przypomnij sobie tyle szczegółów, ile tylko zdołasz. Skoncentruj się na wspomnieniu. Zamknij umysł na wszystko inne.
– Okej. No dobra. Jestem na lekcji windsurfingu…
– Z naszym instruktorem, z tą jego opalenizną, mięśniami i oczami – dodała zachęcająco Eve. Jess uśmiechnęła się leciutko. – No właśnie, już łapiesz…
Jess wstała.
– Niech to zadziała. Mięśnie, mięśnie, mięśnie -mamrotała pod nosem.
– Może ty też powinieneś wymyślić sobie taką bezpieczną przystań – powiedziała Eve do Luke'a, kiedy oboje wstali.
– Nie widzę potrzeby. Mam już swoją antydemonową ochronę – odparł Luke.
– Niby co? – zapytała Eve.
– Nie co, tylko kogo. Ciebie. Twoja supermoc pozwala ci z nimi walczyć. Może nawet zabijać. Już to robiłaś. Tamtego dnia, kiedy Mal siedział z założonymi rękami, zamiast ci pomóc.
– Już mówiłam, że Mala przy tym nie było; pojawił się dopiero po tym jak, no wiesz, spaliłam tego demona – wyjaśniła Eve. Spojrzała na Jess. – Ale Luke ma rację. Jak tu szłyśmy, nawet nie próbowałam użyć mocy. Byłam zbyt przerażona. Ale tym razem będzie inaczej. Wiem, czego się spodziewać, i się przygotuję.
Ruszyła do wyjścia pewnym krokiem, jakby w najmniejszym stopniu nie wątpiła w siebie i swoje możliwości. To kiedy to rozdanie Oscarów?
– Powiedz coś o tym, jaka jest płytka. – Jess zwróciła się do Luke'a, kiedy dołączyli do Eve.
– Czemu? – zapytał Luke.
– Nie cierpi tego. Doprowadza ją to do szału – odparła Jess. – A teraz byłoby idealnie, gdyby się wściekła.
Luke omiótł Eve spojrzeniem, a ona poczuła gorąco na policzkach. Chłopcy nie powinni tego robić, kiedy patrzysz.
– Te buty to chyba żart. Parę kawałków sznurka, a ty zapłaciłaś, mogę się założyć, jakąś koszmarną kasę – wytknął Luke. Eve próbowała się zezłościć, ale Luke jakoś wcale jej nie irytował, kiedy wiedziała, że robił to celowo.
– Trzysta dwadzieścia pięć – powiedziała Jess. -Netto.
– Mógłbym obwiązać ci stopy sznurkiem za trzy dolce. Resztę mogłabyś…
– Przekazać bosym, bezdomnym, głodującym dzieciom! – dokończyła za niego Jess.
– Dzięki. – Eve skinęła głową. Właściwie to była bardziej przerażona niż wściekła. A dokładnie okropnie przerażona i w ogóle nie wściekła, ale nie było powodu, żeby Luke i Jess o tym wiedzieli. Pchnęła ciężkie, podwójne drzwi i wyszła na zewnątrz, jej przyjaciele tuż za nią.
Wokół ich stóp natychmiast zebrały się cienie. Eve czuła, jak ją ciągnęły w dół, same wspinając się coraz wyżej; były jak czarna fala, która stopniowo zaczynała ją pochłaniać. Jess zakwiliła. Eve nigdy wcześniej nie słyszała, żeby Jess kwiliła.
– Dasz radę – powiedział pewnie Luke.
Eve miała wrażenie, jakby jej kości zamieniały się w lodowe sople. Jeszcze chwila i któraś z jej nóg po prostu się złamie, ona się przewróci, a wtedy cienie…
Dość, nakazała sobie Eve. Strach pozbawiał ją mocy. Musiała się wściec.
– Jesteś próżną laską, uzależnioną od szminek. Na co komu tyle szminek? – wyszeptała Jess, szczękając zębami.
Eve tego nie kupiła, na wet przez chwilę. Jess mia-ła co najmniej trzydzieści szminek więcej od niej. Ale Jess szczękała zębami ze strachu. I to sprawiło, że Eve się wściekła. Okropnie.
Jak te potwory śmiały nękać jej najlepszą przyjaciółkę? |ak śmiały doprowadzać do tego, żeby Jess krzyczała, szczękała zębami i widziała te okropne obrazy? Jak śmiały?
Serce zaczęło jej mocniej uderzać. Ale nie ze strachu, choć wijące się wokół cienie sięgały jej już prawie do pasa. Serce waliło jej mocno z wściekłości, która rozchodziła się po całym ciele. Wściekłość i pewność. Luke uważał, że da radę. I nagle Eve była tego pewna. Da radę.
Jej ciemne włosy nastroszyły się naelektryzowane, lakier na paznokciach zaczął skwierczeć. Pewnie koszmarnie wyglądała, ale nie dbała o to. Wyciągnęła przed siebie ręce, najdalej jak mogła. Z jej dłoni wystrzeliły ogniste błyskawice, które pośród syków i trzasków wypaliły ścieżkę między cieniami.
Luke złapał Eve za nadgarstek, chwycił Jess za rękę i cała trójka rzuciła się biegiem. Jeszcze nigdy Eve nie biegła aż tak szybko. Biegnąc, zadarła głowę i krzyknęła do okrągłej tarczy księżycami. – Nazywam się Eve Evergold! Jestem nową Wiedźmą z Deepdene. Lepiej ze mną nie zadzierajcie!
Rozdział 14
Kiepsko wyglądasz – powiedziała Eve do Jess w poniedziałek przed szkołą.
Jess przycisnęła rękę do serca i oparła się o swoją szafkę.
– Au!
– Nie o to chodzi. Wyglądasz super. Jak zawsze. Ale jako twoja długoletnia przyjaciółka, umiem zauważyć, że jesteś też zmęczona – wyjaśniła Eve.