Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Tylko ciebie chcę». Краткое содержание книги:

Po dwóch latach spędzonych w Nowym Jorku Step wraca do Rzymu. Wiele się tu zmieniło. Chłopak zaczyna pracę w telewizji, poznaje nowych ludzi, wśród nich żywiołową Gin. Przeszłość nie daje mu spokoju, ale teraźniejszość nie zostawia zbyt wiele czasu na jej rozpamiętywanie. Czy warto dążyć do wskrzeszenia dawnej miłości? Kontynuacja przeboju wydawniczego Trzy metry nad niebem. Pełna realizmu, śmiała powieść o miłości, seksie, dojrzewaniu, przyjaźni, namiętności i marzeniach – do grona znajomych postaci – Stepa, Babi, Palliny – dołączają nowi, równie barwni, zakręceni i nieprzewidywalni bohaterowie
1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 125
Перейти на страницу:

Teraz go poznaję. Ma krótkie włosy. Wcześniej miał je zawsze trochę dłuższe, natłuszczone, zawsze w niebieskiej kurtce przesiadywał na Euclide w Vigna Stelluti.

– Nie wiedziałem, że masz taką ksywę. Murzyn. Pamiętam, że nazywasz się Antonio.

– Tak, ale od czasu tej historii z Tysonem mówi się, że jestem do niego podobny.

Ma dosyć masywny kark, skórę z rozszerzonymi porami i lekko zdeformowany nos, do tego krótkie włosy a la Tyson. Oczy ma trochę wyłupiaste, a górną wargę wydatniejszą niż normalnie.

– Bo ja wiem, aż tak to znów podobny nie jesteś.

– Ale nie fizycznie! – Śmieje się ordynarnie i zaraz zaczyna się krztusić. – To przez tę rozróbę! Bo jak inni też wybrałem się na wybory miss do Terracina i tam chciałem wyrwać taką jedną, która też startowała. Kumasz? To dlatego mówią na mnie Tyson. Ta cipa zaprosiła mnie do pokoju na górę, ja chciałem ją sobie wydymać, a ta myślała, że ją będę żartami zabawiać. Na dodatek się obraziła i za nic nie chciała się zgodzić. Ale wtedy ja raz-dwa jej pokazałem, że jedyny problem, jaki ma, to w tej swojej łepetynie, i to od tamtego czasu nazywają mnie Murzyn. – Obydwaj, on i Żeglarz, śmieją się jak szaleni.

– No nie, słuchaj, pisali o tym we wszystkich dziennikach w Borgo Latino, tam niedaleko jak jest Latina. Tyson z Pontiny, kultowa postać. A na sam koniec i tak się okazało, że to ja miałem rację, bo dogodziłem jej jak nigdy.

Żeglarz dorzuca jeszcze od siebie: – Mejo de Tyson. – I nie przestają się śmiać i krztusić na przemian.

– A propos, wiem, że byłeś w Ameryce, w Nowym Jorku, o ile się nie mylę.

I znów to samo, od początku.

– Tak, wyjechałem. Siedziałem tam dwa lata, zrobiłem kurs i wczoraj wróciłem. A teraz mam ochotę potrenować. – Staram się skończyć jak najszybciej.

– Ej, a może masz ochotę machnąć parę razy? Wszyscy mi mówili, że w boksowaniu byłeś dobry.

Murzyn uśmiecha się na myśl o swojej propozycji. Jest pewny siebie i ciągnie dalej:

– No tak, chyba że nie trenujesz już od dawna, jeśli ci się nie chce, to nie ma sprawy. Tyle że wszyscy naokoło nic tylko gadali o „żywej legendzie", „kultowej postaci" i masz ci, nareszcie mam go na wyciągnięcie ręki…

Murzyn śmieje się rozbawiony, aż nazbyt pewny siebie. Musi należeć do tych, co trenują dzień w dzień, i to przynajmniej po półtorej godziny.

– No nie, coś ty. Chętnie.

– W takim razie od razu idę się przebrać.

Dostrzegam w jego lekko przymkniętych oczach jakiś inny błysk, wzrok ma przytomniejszy, wyostrzony.

Za to Żeglarz nic się nie zmienił, taki sam idiota jak zawsze. – O rany, ale czad ta walka. Pić mi się chce, ale jak. Te, Murzyn, wziąłbym na ciebie jeden Gatorade, bo kompletnie jestem dzisiaj spłukany, co?

Murzyn potakuje skinieniem głowy i idzie prosto do szatni. Żeglarz dziarskim krokiem zmierza do baru, potwierdzając w ten sposób zasadność swojej ksywki. Ja natomiast zostaję sam. Alessio z recepcji wpatruje się we mnie. Zasysa sobie chupa-chupsa i patrzy na mnie jakoś inaczej 100 niż poprzednio. Spuszcza wzrok i pogrąża się w lekturze „Parioli Pocket", który rozłożył sobie na blacie. Przewraca dwie strony, po czym znów na mnie patrzy i się uśmiecha. – Sorry, Step, za to, co wcześniej. Nie znałem cię. Nie wiedziałem, kim jesteś.

– Bo co, kim takim, kurwa, jestem?

Na chwilę dał się zbić z tropu i próbuje na poczekaniu wymyślić jakąś odpowiedź. Ale nie udaje mu się nic wykombinować. Po chwili jednak coś przychodzi mu do głowy i zbiera się na odwagę.

– No, jesteś kimś, kogo się zna.

– Kimś, kogo się zna… – Namyślam się przez chwilę. – Tak, a to ci dopiero ciekawa sprawa. Świetnie. Sam widzisz, czasami to naprawdę… Zupełnie o tym nie pomyślałem.

Uśmiecha się, szczęśliwy, kompletnie nieświadomy, że robię sobie z niego jaja.

– Słuchaj…

– Jasne, Step, mów.

– Wiesz może, czy nie ma gdzieś czegoś do boksowania?

– No pewnie.

Wychodzi z tyłu recepcji i zmierza szybkim krokiem do ławy przy wejściu. Podnosi siedzenie.

– Tu w środku są rzeczy Marco Tullio. Zawsze powtarza, że nie chce, by ktokolwiek ich używał.

– Dzięki.

Patrzy na mnie cały rozentuzjazmowany. Siadam na ławie i zaczynam zakładać rękawice. Nie patrzę na niego, ale czuję na sobie jego spojrzenie.

– Chcesz, żebym ci je zasznurował?

Patrzę na niego przez moment. – Okay.

Podbiega do mnie błyskawicznie. Chwyta ostrożnie za sznurówki, owija je wokół rękawic, robi to bardzo dokładnie. Teraz już się nie śmieje, zrobił się poważny. Lekko zagryza wargi, a tymczasem jego długie włosy raz po raz spadają mu na oczy. Drugą ręką odgarnia je sobie do tyłu i ani na chwilę nie odrywa się od pracy. Powoli, ostrożnie, zaciskając bardzo dokładnie. – Zrobione! – Uśmiecha się. Wstaję. Uderzam rękawicami jedną o drugą.

– Dobre są, nie?

Chce się upewnić, że dobrze się spisał.

– Świetne!

Z damskiej przebieralni wychodzą te dwie dziewczyny, które były tu wcześniej. Ta wysoka ma czarne wąskie spodnie do kostek, delikatny makijaż i szminkę, która sprawia, że jej usta wyglądają na łagodne i przytulne. Do tego biała koszula z małymi perłowymi guziczkami, przewieszona przez ramię torba, a wszystko to pozostaje w harmonii z jej eleganckim chodem. Ta niska z kolei jest ubrana w przykrótką jak na swoje nogi szkocką spódnicę w niebiesko-brązową kratę i czarne mokasyny, które kłócą się z jej błękitną koszulą. Makijaż na jej twarzy sprawia wrażenie, jakby wynikał z przekonania, że wiara czyni cuda. Ale przynajmniej dzisiaj ekipa z Lourdes musiała wziąć sobie wolne. Podchodzą do recepcji. Alessio okrąża pulpit i podaje im karnety.

Ta wysoka podchodzi do mnie. – Cześć, mam na imię Alice.

– Stefano. – Wyciągam w jej stronę rękawicę, jakbym się chciał z nią przywitać.

Ona ściska mi ją roześmiana. – A to moja przyjaciółka Antonella.

– Cześć.

– Co robisz, walczysz?

– Tak, próbuję.

– Masz coś przeciwko, żebyśmy chwilę zostały i popatrzyły na spotkanie?

– Niby dlaczego miałbym mieć coś przeciwko. No, a jeśli na dodatek będziecie mi kibicować, to tym bardziej zostańcie.

Śmieją się. – Dobra, stawiamy na ciebie. Jak jest nagroda?

W tej samej chwili wychodzi Murzyn. Ma na sobie niebieskie spodenki, miękkie i długie, takie same jak prawdziwy bokser. Jest już w rękawicach. Ma kilka śladów na ramionach i o dwa albo trzy tatuaże za dużo. Jest dobrze zbudowany. Nie zapamiętałem go takim.

Alice podchodzi do mnie. – To ty walczysz z Murzynem?

Czyli, że on też jest znany.

– Tak, a bo co?

– Coś mi się zdaje, że popełniłyśmy błąd, stawiając na ciebie. Przyglądają mi się, wyglądają na szczerze zatroskane.

Staram się je uspokoić. – Dobra, nie traćcie ducha, najwyżej szybko będzie po wszystkim.

Murzyn nam przerywa. – To co… wchodzimy? Spieszy mu się.

– No pewnie. Ty pierwszy.

Idzie na salę gimnastyczną. Dwie dziewczyny robią brzuszki na matach z niebieskiej gumy. Niecierpliwią się, widząc nas, jak wkraczamy.

– O nie, tylko mi nie mówcie, że mamy się zbierać.

Staram się obrócić sprawę w żart. – No, chyba że wy też chcecie z nami powalczyć.

Murzyn nie ma za grosz poczucia humoru. – No, już was nie ma. – Znikają w okamgmeniu. – Trzy bite rundy, co ty na to? – Zwraca się do mnie przesadnie zawziętym tonem.

– Jak na lato, dobra. Zróbmy sobie porządny trening. – Murzyn uśmiecha się nieprzyjemnie.

1 ... 21 22 23 24 25 26 27 28 29 ... 125
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)