Tajemnica Magicznego Kręgu
- Автор: Hitchcock Alfred
- Язык: польский
- Жанр: Детское действие
Электронная книга - «Tajemnica Magicznego Kręgu». Краткое содержание книги:
Ze słuchawek popłynął szmer głosu, ale pozostali w pokoju nie mogli dosłyszeć słów. Jupe skinął głową.
– Nie, to nie będzie trudne. Może pani znaleźć Longa poprzez firmę Wideo. Dla nich opracowuje swoją serię programów telewizyjnych. Proszę mu powiedzieć, że pisze pani o nim w swoich wspomnieniach i chce się upewnić co do niektórych spraw. Proszę dodać, że chodzi o fakty, które chce pani z nim omówić, bo byłoby pani przykro, gdyby miała go pani wprawić w zakłopotanie przed jego publicznością. To wystarczy, żeby przybiegł w te pędy. Proszę mu powiedzieć, żeby był u pani o dziesiątej.
Jupe słuchał, po czym skinął głową z uśmiechem.
– Świetnie. Będziemy. Proszę dopilnować, żeby pies był zamknięty – powiedział i odłożył słuchawkę.
– Madeline Bainbridge usłyszała, jak Gray telefonował do kogoś o imieniu Charlie. Powiedział, że ma dla niego pieniądze, i kazał mu przyjść dziś wieczór.
– Charles Goodfellow! – wykrzyknął Pete.
– Charles Goodfellow! – przytaknął Jupiter. – Jeśli pannie Bainbridge uda się ściągnąć na miejsce jeszcze i Jeffersona Longa, powinniśmy rozwiązać wszystkie zagadki za jednym zamachem. Myślę, że spotkanie Longa, Graya i Goodfellowa razem będzie przygodą wielce interesującą. Kto idzie ze mną?
– Żartujesz! – zawołał Pete. – Nie przepuściłbym tego!
– Mam, nadzieję, że jestem zaproszony – powiedział Beefy.
– Oczywiście – odparł Jupiter. – Sądzę, że należałoby zabrać także twego wuja. Wiele ostatnio przeszedł i dobrze mu zrobi bycie świadkiem rozwiązania całej sprawy.
– Świetnie, tylko jak go znaleźć? – zapytał Beefy.
– Gdzie twój wuj zazwyczaj kupuje cygara?
– Co?
– Wczoraj rano zabrakło mu cygar – przypomniał Jupe. – Jak zauważyłem, pan Tremayne pali drogie i wyszukane cygara, prawda?
Beefy skinął głową.
– Pali specjalny gatunek holenderskich cygar. Nie wszędzie są one do dostania.
– Pojechał samochodem, tak?
Beefy ponownie skinął głową.
– Więc jeśli jedzie samochodem – ciągnął dalej Jupe – cygara mogą nam pomóc. Przypuszczam, że nie pojechał dalej niż to konieczne. Był bardzo wystraszony i mógł myśleć, że policja już go szuka. Ale gdziekolwiek by się ukrył, nie mógłby się obejść bez cygar. Zwłaszcza że palacze w zdenerwowaniu zawsze palą więcej. Gdzie zwykle twój wuj kupuje cygara?
– W małym sklepiku na Burton Way. Zamawiają tam ten gatunek specjalnie dla niego.
– Założę się, że był w tym sklepie w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin.
Parę minut później Beefy i Trzej Detektywi jechali samochodem w kierunku Burton Way.
– Lepiej, żebyś ty rozmawiał z właścicielem sklepu – mówił Jupe do Beefy'ego. – Dziwnie by wyglądało, gdyby któryś z nas zaczął go wypytywać. Powiedz, że się pokłóciliście i że twój wuj wyszedł z domu podenerwowany. Zapytaj, czy go może gdzieś widział.
– To sytuacja z głupiego serialu – powiedział Beefy.
– Nie bój się, facet ci uwierzy. To brzmi bardziej prawdopodobnie niż prawda, ta prawda, że twój wuj ukrywa się przed policją.
Beefy się zaśmiał. Zatrzymał samochód przed sklepem o nazwie “Humidor”.
– Wychodzicie ze mną?
– Idź ty, Jupe – powiedział Bob. – Głupio by wyglądało, gdybyśmy się tam wszyscy wmeldowali.
Jupe i Beefy wysiedli z samochodu i weszli do sklepu. Siwowłosy mężczyzna w irchowej kurtce czyścił kontuar.
– Dzień dobry, panie Tremayne – powiedział. – Czyżby wujowi już zabrakło cygar?
– Nie… hm… niezupełnie. – Beefy, jak zwykle, spłonął rumieńcem. – Wczoraj kupował cygara, prawda?
– Ależ tak.
– To dobrze. My… ech… myśmy się wczoraj pokłócili i wuj wyszedł z domu i dotąd nie wrócił. Chciałbym go odszukać i… hm… przeprosić. Czy… ach… czy napomknął panu może, dokąd idzie?
– Nie!
Jupe szepnął coś Beefy'emu do ucha.
– Czy był tutaj samochodem? – zapytał Beefy.
– Nie sądzę – odparł właściciel sklepu. – Wyglądało na to, że przyszedł na piechotę. Jeśli to wam może pomóc, to dodam, że po wyjściu ze sklepu skierował się w prawo!
– Świetnie, bardzo dziękuję. – Beefy wyszedł szybko ze sklepu, potykając się o próg.
– Jak wy, chłopaki, potraficie ciągle robić takie rzeczy! To przechodzi moje pojęcie – wykrztusił, kiedy już wsiedli do samochodu. – Chyba czterokrotnie w czasie tej rozmowy miałem zupełną pustkę w głowie.
Jupiter uśmiechnął się tylko.
– Właściciel sklepu mówił, że twój wuj przyszedł do niego na piechotę. Jest więc możliwe, że zatrzymał się gdzieś w pobliżu. Jedź wolno dalej.
Beefy uruchomił samochód. Wóz potoczył się ulicą, a Jupe przyglądał się badawczo mijanym budynkom, małym i większym domom mieszkalnym. Nagle Bob wychylił się z tylnego siedzenia i wskazał mały motel po lewej stronie.
– Aha! – powiedział Jupiter. – Dokładnie to, czego by szukał pan Tremayne. Wygląda przyzwoicie i można tu wynająć garaż. Nie musiał zostawiać samochodu w widocznym miejscu.
– Tylko jeden garaż jest zamknięty – zauważył Pete. – Ten obok pokoju dwadzieścia trzy.
Beefy wjechał na parking przed motelem i chwilę później pukali do pokoju numer dwadzieścia trzy.
– Wuju Willu! – wołał Beefy. – Otwórz, proszę! Nie było odpowiedzi.
– Proszę pana – mówił Jupe przez drzwi. – Wiemy, że to nie pan podpalił Amigos Press. Zastawiliśmy pułapkę na tych, którzy to zrobili, i zamierzamy ich winę udowodnić. Jeśli chciałby pan pójść z nami i nam pomóc, będzie pan mile widziany.
Kilka chwil trwała cisza, a potem drzwi pokoju dwadzieścia trzy otworzyły się na oścież.
– Doskonale – powiedział William Tremayne. – Wejdźcie, pogadamy.
Rozdział 20. Przyjęcie-niespodzianka
O zmierzchu tego wieczoru Beefy, wuj Will i Trzej Detektywi jechali autostradą Nadbrzeżną. Po raz pierwszy William Tremayne nie wyglądał na znudzonego. Oczy iskrzyły mu się ożywieniem, sięgał ciągle do kieszeni, w której miał rewolwer.
Gdy zajechali na ranczo panny Bainbridge, przed domem stał mercedes, a za nim jasny ford.
– Ford należy pewnie do Thomasa. Mercedes jest własnością Graya – powiedział Jupe. – Musimy mieć pewność, że nie odjadą stąd, póki się z nimi nie uporamy.
Pete się uśmiechnął i poszedł sprawdzić drzwi obu samochodów. Nie były zamknięte.
– Bardzo dobrze – wyjął z kieszeni szczypce i zabrał się do pracy. W kilka chwil rozłączył druty zapłonu, unieruchamiając oba pojazdy.