Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Tu Alauda z Planety Trzeciej
Tu Alauda z Planety Trzeciej - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tu Alauda z Planety Trzeciej

Электронная книга - «Tu Alauda z Planety Trzeciej». Краткое содержание книги:

Tu Alauda z Planety Trzeciej
1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 66
Перейти на страницу:

Dzisiaj mniej ludzi czuwało pod szkołą, a znacznie więcej kręciło się po drodze i najbliższych uliczkach.

Mira pociągnęła nosem.

— Śmierdzi — stwierdziła z obrzydzeniem.

Spostrzeżenie było nad wyraz trafne. Górek już wczoraj nie zdobyłby nagrody za czystość, a teraz przemienił się w istne śmietnisko. Wszystkie pośpiesznie sklecone budki i kioski pracowały już pełną parą. Od smażalni ryb zalatywało gorącym tłuszczem. Po przeciwnej stronie tablica z napisem „Placki ziemniaczane” zniknęła w obłokach burego dymu.

Dwa wózki z oszklonymi wytwórniami cukrowej waty pracowały bezwonnie, ale sąsiadująca z nimi przyczepa kempingowa, w której wypiekano kruche rurki, buchała aromatyczną słodkością. Mniej więcej nad środkiem jezdni dołączał do niej mdły zapaszek „napoju firmowego” i obydwa razem biegły do miejsca, gdzie zderzały się z potężną falą spalenizny.

Winowajcą okazał się sprzedawca pieczonej kiełbasy. Ofiarą jego nieuwagi padała jednak nie sama kiełbasa, a dodawana do niej cebula, co znakomicie potęgowało efekt.

— Śmierdzi — odezwał się Łukasz niczym spóźnione echo, po czym namacawszy w kieszeni chudą portmonetkę, spytał z nadzieją w głosie: — Może chciałabyś coś zjeść?

Natychmiast połapał się, że tego rodzaju zaproszenie nie zostanie, jak piszą w gazetach, „przyjęte z zadowoleniem”. Mruknął w popłochu „kwiczoł” i przygotował się na najgorsze.

— Ślicznie dziękuję — usłyszał. — Ja osobiście nie jestem amatorką takiej taniochy. — Ale jeśli ty masz ochotę, to nie krępuj się. Chętnie poczekam i powącham… Dzień dobry panu — Mira rozpromieniła się nagle ujrzawszy znajomą łysinę poszukiwacza domków letniskowych.

Łukasz odetchnął z ulgą.

— A, to wy — powiedział z roztargnieniem pan Kutynia. Wydawał się jeszcze bledszy niż wczoraj. — Dzień dobry. Przepraszam, śpieszę się…

— Załatwił pan coś z tymi braćmi? Nie…? Ojej… — zmartwiła się Mira widząc pełen rezygnacji gest pechowca, który wyraziwszy w ten sposób bezmiar swojego cierpienia zniknął za smażalnią. — On i tak nigdy nie będzie mieć takiego domu jak mój — zmieniła ton i wydęła wargi. — Tato wydał mnóstwo pieniędzy. Sam remont i urządzenie kosztowały tyle, że można by za to kupić dwa samochody.

Tato jak tato — pomyślał Łukasz ale, oczywiście, zachował to dla siebie.

— Co mówiłeś? — Mira ni stąd, ni zowąd zerknęła na niego z nagłym zainteresowaniem.

Chłopiec zląkł się nie na żarty.

— Ja? Kiedy? Nic nie mówiłem. Naprawdę.

— Coś powiedziałeś! — Mira nie była skłonna do łatwych ustępstw. — Jakieś jedno słówko, tylko nie dosłyszałam jakie. Na pewno powiedziałeś.

Zaraz potem, jak ci tu coś tak ładnie zapachniało.

— Przysięgam, że nic nie mówiłem — Łukasz zaklinał się zupełnie szczerze. Nie pamiętał, że wymruczał „kwiczoł”.

— Ee!

Szli dalej w milczeniu. Chłopiec zwiesił głowę. Był zadowolony, że dokoła panuje taki ruch i że brak odpowiedzi na ten ostatni okrzyk można złożyć na karb wszechobecnej wrzawy. Ludzie ciągle żywo komentowali wczorajsze kosmiczne wydarzenia, dzieląc się swoimi wrażeniami i domysłami. Nie przeszkadzało im to poruszać tematów bardziej przyziemnych, ściśle związanych z zawartością okolicznych bud, budek, wózków, przyczep, kramików, stoisk i kiosków.

Przed wyjazdem do szkoły, w pełnej gotowości bojowej stał samochód z napisem „Telewizja”. Obok niego czuwał reporter, który poprzedniego dnia przeprowadzał wywiady z członkami „sztabu”. Wczoraj ugrzązł w tłumie i nie zdążył na przystań, by sfilmować tajemniczą boję, przemawiającą głosem gwiezdnego Alaudy. Nauczony tym doświadczeniem zajął dzisiaj lepszą pozycję wyjściową. Jego niefortunnego rywala nie było w pobliżu.

W połowie drogi między szkołą a deptakiem odbiegającym od szosy ku przystani stał kiosk z pamiątkami. Ten był tu zawsze, ale nigdy nie cieszył się takim powodzeniem jak teraz. A to dlatego, że urzędująca w nim para zdążyła w porę umieścić za wystawowymi szybami zdumiewająco wielki wybór kolorowych śliczności, nawiązujących do ostatnich wypadków. Czego tam nie było! Plastykowe spodki i inne pojazdy międzyplanetarne, potworki, różniące się pomiędzy sobą głównie ilością palców, stacje kosmiczne, rakiety, teleskopy, sputniki, a także uzbrojone po zęby postacie z fantastycznych filmów i komiksów. Łukasz ocenił to bogactwo bez nadmiernego zainteresowania, po czym nagle zatrzymał się jak wryty.

Tuż za kioskiem umieszczono zbity z desek stół, na którym nie było nic.

Dosłownie nic. Niewidzialny towar oferował nie kto inny, jak Kapelusznik. A parę kroków za nim jego jasnowłosy synalek rozmawiał przyciszonym głosem z Pawłem.

— Miro! — wykrzyknął Łukasz dając susa, żeby dogonić dziewczynę, która sztywno wyprostowana parła prosto przed siebie, nie oglądając się ani na artystyczno — kosmiczne pamiątki, ani na swojego towarzysza. — Miro!

Mira nie usłyszała albo udała, że nie słyszy. Usłyszał za to Paweł.

Błyskawicznie przebiegł wzrokiem od Łukasza do siostry i z powrotem, a następnie szybko powiedział coś jasnowłosemu. Ten wzruszył ramionami i skrzywił się, ale kiwnął głową, jakby na znak, że ostatecznie, w drodze wyjątku, nie wyraża sprzeciwu. Paweł potrącając po drodze ludzi podbiegł do siostry i złapał ją za łokieć.

— Cóż to za zwyczaje! — fuknęła Mira wyszarpując rękę. — To ty?! Co tu robisz? Handlujesz rybami?

— Psst… — Paweł był poruszony i śmiertelnie poważny. — To tajemnica! Nikomu nie mówcie, żeście mnie widzieli.

Łukasz przystanął w bezpiecznej odległości i słuchał.

— Ty mi zabronisz! — zaśmiała się szyderczo Mira. — Jak będę miała ochotę, to powiem, a jak nie, to nie. Chyba że mi odkryjesz tę wielką tajemnicę… jeśli ci na tym zależy. Bo mnie wcale.

— Ty… — Paweł nabrał w płuca powietrza, po czym wypuścił je powoli i z przerwami, jakby naśladował psujący się właśnie zegar z kukułką.

— Słucham? Co „ty…”? Co? Idiotko? Potworze? Czy może najukochańsza siostrzyczko? No?

— Nie wygłupiaj się teraz — najukochańszy brat najukochańszej siostrzyczki robił, co mógł, żeby zapanować nad sobą. — Dobrze, powiem wam, ale jeśli komuś piśniecie… Ja tu… a raczej my tu — wskazał oczami pusty stół, Kapelusznika i Plujka — robimy fantastyczny interes. Wczoraj sfotografowałem to coś, co wypłynęło z jeziora i gadało, a ojciec Jacka — prawda, białowłosy miał na imię Jacek — zna kogoś, kto wywołuje zdjęcia. Spotkałem go rano w lesie… to jest, Jacka, kiedy szukał śladów. Miał ze sobą worek z gliną. Ten fotograf zrobi dzisiaj odbitki w formie widokówek i od jutra będziemy je sprzedawać razem z odciskami. Przystąpiłem do spółki. Będę się musiał podzielić, ale to nic. Zarobię i tak tyle, że sam kupię sobie komputer i dziesięć gier. Rozumiecie?

— Naturalnie — Mira zadarła podbródek i utkwiła wzrok w niebie. — Poszedłeś do lasu, porobiły ci się odciski, więc obłożyłeś sobie nogi gliną. Glina była, oczywiście, zielona, jak wszędzie tam, gdzie przedtem wykopie się choć trochę żwiru. Dlatego trzeba ją było nieść w worku, żeby nikt nie widział. Inaczej wzięliby cię za kosmitę. A teraz możecie już sprzedawać zdjęcia jeziora z pływającą butelką. Czy ty widzisz tu coś niejasnego? — rozłożyła ręce i spojrzała na Łukasza z wyrazem niewinnego zdziwienia.

Cios był podwójny, ponieważ przypominał o nieszczęsnej relacji z wypadków, jakie rozegrały się pierwszego wieczoru w wąwozie, ale w Łukaszu nagle obudził się jakiś czarodziejski ptak i szeroko rozpostarł skrzydła. Proszę. Najniespodziewaniej w świecie doczekał chwili, kiedy nie tylko przestał być ofiarą wspólnej zabawy rodzeństwa, ale zamienił się miejscami z jedną jego połową, zachęcony do tego przez połowę tysiąckroć piękniejszą.

1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 66
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)