Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Lilith: Wąż w trawie [Lilith: A Snake in the Grass - pl]
Lilith: Wąż w trawie [Lilith: A Snake in the Grass - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Lilith: Wąż w trawie [Lilith: A Snake in the Grass - pl]

Электронная книга - «Lilith: Wąż w trawie [Lilith: A Snake in the Grass - pl]». Краткое содержание книги:

Gdzieś z daleka, spośród czterech zasiedlonych przez ludzi światów Rombu Wardena, wroga człowiekowi rasa szpiegowała Ziemię. Nie można jednak było wysłać tam agenta. Podróż do światów Wardena była bowiem podróżą bez możliwości powrotu. Żyjący tam mikroskopijny symbiont przedostawał się do wnętrza każdego żywego organizmu, uniemożliwiając mu tym samym życie poza systemem Wardena.
Należało więc zastosować środki nadzwyczjne. Wybrano jednego agenta, a czterech innych odarto z ich umysłów i osobowości, narzucając im umysł i osobowość tego wybranego. Połączony odpowiednio z tą czwórką, mógł on odbierać ich raporty, nie opuszczając bezpiecznego miejsca, z dala od Rombu Wardena. Każdemu z czwórki wyznaczono jeden ze światów. Celem misji było odnalezienie i zlikwidowanie Władcy danego świata.
Bohaterem pierwszej księgi jest Carl Tremon, którego wysłano na Lilith, planetę będącą Rajem — ale Rajem takim, jaki tylko Piekło mogło wymyślić!
1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 73
Перейти на страницу:

Ta dziewczyna tutaj posiadała moc, i nawet jeśli była ona nie kontrolowana, stanowiła dla mnie w tej chwili najważniejszą rzecz na świecie. Muszę dowiedzieć się więcej na temat tej mocy, a skoro dziewczyna jest jedyną osobą w okolicy, która ją posiada, i z którą mogę rozmawiać jak równy z równym, byłem zdecydowany poznać ją bliżej.

Rozdział szósty

TI

Następnego wieczoru poszukałem jej, starając się sprawić wrażenie, iż nasze spotkanie jest zupełnie przypadkowe. Ostrzeżono mnie, że niełatwo nawiązać z nią kontakt i że trudno jest z nią rozmawiać, ale nie miałem takich problemów. Siedziała samotnie na kamieniu, odpędzając wszędobylskie roje insektów oraz żując leniwie kawałek gri, podobnego do melona owocu, o dziwnie słodko — kwaśnym smaku.

Niewielki miałem wybór, skoro nie chciałem się zachować staromodnie i nie chciałem, by moje intencje były zbyt oczywiste. Podszedłem więc do niej i powiedziałem:

— Cześć.

Popatrzyła na mnie tymi ogromnymi oczyma małej dziewczynki i uśmiechnęła się.

— Cześć. Usiądź tutaj.

— Nazywam się… — zacząłem, ale mi przerwała.

— Nazywasz się Cal Tremon i przybyłeś z Zewnątrz — wyrecytowała, zaskakując mnie nieco. Jej głos, bardzo jeszcze młody, o wiele bardziej pasował do jej twarzy i rzeczywistego wieku niż jej ciało.

Roześmiałem się.

— I skąd ty to wszystko wiesz?

— Widziałam, jak mi się przyglądasz — odpowiedziała wesoło. — Oczywiście wszyscy mężczyźni mi się przyglądają, ale zwróciłam szczególną uwagę na ciebie. Mówią, że coś jest nie w porządku z twoją głową. Czy to prawda?

Zacząłem odczuwać do niej sympatię.

— Tak było — odpowiedziałem — ale jest już lepiej. To miejsce nie przypomina tego, z którego przybyłem i przyzwyczajenie do niego zabrało mi sporo czasu.

Rzuciła skórkę owocu w krzaki i zmieniła pozycję, podciągając kolana do góry i obejmując nogi ramionami. Zaczęła się delikatnie kołysać.

— Jak tam jest… na Zewnątrz? — zapytała.

Uśmiechnąłem się. Była taka rozkoszna.

— Nie tak jak tutaj — odpowiedziałem, usiłując znaleźć słowa, które mogła zrozumieć. — Zupełnie nie tak. Przede wszystkim jest tam znacznie chłodniej. Nie ma też pionków, nadzorców ani rycerzy.

Widziałem, że niełatwo przychodzi jej to przełknąć.

— Jeśli nie ma pionków, to kto wykonuje całą robotę?

Dobre pytanie.

— Ludzie, którzy mają na to ochotę — zacząłem ostrożnie. — A poza tym jest to zupełnie inny rodzaj pracy niż ta, którą tutaj wykonujemy. Tam maszyny wykonują całą ciężką robotę.

— Słyszałam o tych maszynach — powiedziała z dumą. — Ktoś jednak musi je rozmnażać i hodować. Nieprawda?

Westchnąłem. Jak zwykle ślepa uliczka. Jak bowiem wytłumaczyć, czym są maszyny, komuś, kto urodził i wychował się w świecie, gdzie nic nie działało i praktycznie nic nie było w stanie dłużej przetrwać? Zdecydowałem, iż można użyć tej rozmowy jako pretekstu do zmiany tematu na taki, który interesuje mnie rzeczywiście.

— Tam, skąd pochodzę, nikt nie dysponuje mocą — powiedziałem. — A kiedy moc nie istnieje, można zmienić rzeczy, wytwarzać takie, które trwają długo. Niektóre z tych maszyn potrafią robić to, co moc czyni tutaj.

Przetrawiała to, usiłowała ułożyć sobie jakoś w głowie, ale chyba nie zrozumiała. Z nikim przedtem nie udało mi się zajść dalej w rozmowie, co wskazywałoby, że jakąś inteligencję jednak posiada.

— Dlaczego nie mają mocy? — spytała.

Wzruszyłem ramionami.

— Nie wiem. Nie wiem, dlaczego inni ją mają. Ciągle nie jestem w stanie zrozumieć, na czym ta moc polega. — Uważaj, ostrzegałem sam siebie. Bądź bardzo ostrożny. — Słyszałem, że ty również posiadasz moc. Czy to prawda?

— Cóż, chyba tak — przyznała. — Nie mam z niej żadnego pożytku. Wiesz, to jest tak, że czujesz ją w środku, a nie możesz do mej przemówić. Przypuszczam, że inni właśnie to potrafią robić. Potrafią do niej przemawiać, kazać jej robić różne rzeczy.

— Ale ty ją czujesz — podpowiadałem. — Jakie to jest uczucie?

Rozłączyła ramiona i ześlizgnęła się z kamienia, przeciągając się i masując pośladki. Usiadła ponownie, tym razem tuż obok mnie.

— Po prostu ją czuję, to wszystko — odpowiedziała. — A ty nie?

Pokręciłem głową.

— Nie. Albo jej nie mam, albo nie wiem, jak jej szukać i co powinienem odczuwać.

Wzruszyła ramionami.

— A szukałeś kiedyś?

Rozważyłem te słowa i zanotowałem je sobie w pamięci na przyszły użytek.

Próbowałem kontynuować rozmowę na ten temat, ale znudził on ją najwyraźniej i nie chciała dłużej o tych sprawach rozmawiać. A ja nie chciałem jej zmuszać. Udało mi się przecież w jakiś sposób z nią zaprzyjaźnić i nie miałem ochoty tego zaprzepaścić. Będą jeszcze inne wieczory.

Nagle uświadomiłem sobie, iż siedzi bardzo blisko mnie i równocześnie po raz pierwszy zdałem sobie sprawę z powodu, dla którego mogłem być dla niej atrakcyjny i dla którego już wcześniej mnie zauważyła. Moja najbardziej widoczna, przerośnięta cecha fizyczna, stanowi zapewne nieodparty magnes dla kogoś, kim manipulowano tak jak nią. I po raz pierwszy, odkąd znalazłem się w tym ciele, zacząłem odczuwać podniecenie. Coś mnie jednak powstrzymywało. Była tak bardzo młoda i słowo „pionek” znaczyło dla niej tak wiele.

Kiedy lekka, przesycona flirtem rozmowa nie wywołała z mojej strony żadnej reakcji, wyprostowała się i popatrzyła na mnie dziwnie.

— Nie należysz chyba do tych co kochają się z mężczyznami? — spytała autentycznie zdziwiona.

Roześmiałem się.

— Nie, nic z tych rzeczy — odpowiadałem ostrożnie. — Ja… cóż, po prostu tam, skąd przychodzę, ktoś w moim wieku nie czuje się zbyt swobodnie z kimś w twoim wieku. — Mógłbym mieć córkę w twoim wieku, dodałem w duchu.

Popatrzyła na mnie z obrzydzeniem.

— Tak też sobie myślałam — powiedziała, wydymając wargi. — Nie wiem, po co te mecyje. Tak jakbym nigdy tego nie robiła. Często to robię, odkąd dojrzałam. Pan Tang mówi, że tak właśnie należy. — Wstała, wyraźnie zirytowana. — Pójdę chyba do nadzorcy. Jemu nic nie przeszkadza.

Westchnąłem. Trudno mi było zaakceptować takie połączenie kobiety z dzieckiem, a co dopiero mówić o jego wykorzystaniu. Jednocześnie byłem rozdarty pomiędzy pragnieniem, by jej sobie przypadkiem nie zrazić, a psychicznym reagowaniem na nią jak na dziecko. To tak jak gdyby godna pożądania nieletnia powiedziała: — Jeśli się nie będziesz ze mną kochał, to wstrzymam oddech na tak długo, aż zsinieję! — Kontrast pomiędzy chętną i zmysłową kobietą a małym dzieckiem był czymś, z czym trudno mi było sobie poradzić, szczególnie iż miałem świadomość, że jej chciwa seksualność została zaprogramowana przez zimnych, obojętnych mężczyzn, którzy widzieli w niej jedynie pewien rodzaj udomowionego zwierzątka. Wydawało mi się, do diabła, iż byłoby coś kazirodczego w wykorzystaniu takiej sytuacji.

Wolę uważać, iż powodem, dla którego uległem jednak owej nocy, była obawa, by jej sobie nie zrazić i tym samym nie utracić możliwości uzyskania dalszych informacji na interesujący mnie temat.

Ciało, w jakie mnie wyposażono, posiadało naturalnie spore potencjalne możliwości. Krega powiedział, że sprawdzili ich mnóstwo, nim „odcisk się przyjął”, tak że był to zupełny przypadek, iż wylądowałem w tym właśnie a nie innym — okazało się ono jednak dla mnie prawdziwym atutem. Jego prymitywna, pierwotna natura dała mi dużą masę i wielką siłę, a pewne przerośnięte organy uczyniły mnie atrakcyjnym dla Ti. Przez następne dni przebywała ze mną, lub w pobliżu mnie, przynajmniej wieczorami. Wydawało się, iż zdałem jakiś egzamin dzięki samym rozmiarom, przynajmniej w jej umyśle, a inni mężczyźni wokół nie sprostali jej wymaganiom. Co więcej, playboy, jakim ja kiedyś byłem, zna się na wszelkich odmianach tej sztuki, a różnorodność była tym, czego brakowało na Lilith.

1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 73
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)