Arka odkupienia. Tom 2: Wyścig [Redemption Ark - pl]
- Автор: Рейнольдс Аластер
- Год: 2007
- Язык: польский
- Год: MAG
- ISBN: 978-83-7480-048-8
- Переводчик: Grazyna Grygiel
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Arka odkupienia. Tom 2: Wyścig [Redemption Ark - pl]». Краткое содержание книги:
— Mamy go na ogonie.
[Tak. To zamierzone. Mają nad nami lekką przewagę taktyczną. Nasza żagiew jest skierowana ku nim, a ich żagiew w odwrotną stronę. Potrafię ich namierzyć, bo posiadamy bardzo czułe militarne detektory neutrin, ale i tak jest trudno. A oni nie potrzebują subtelnych urządzeń, by nas tropić. Rozdzieliłam nasze promienie ciągu na cztery komponenty z lekkim przesunięciem kątowym, ale im do ustalenia naszej pozycji wystarczy wykrycie drobniutkiej ilości ucieczki promieniowania. Z drugiej strony nie wyrzucamy neutrin, i to nam daje zdecydowaną przewagę, gdy przebędziemy połowę drogi i będziemy musieli skierować żagiew na Resurgam. Ale ten statek i tak nas nie dogoni, choćby nie wiem jak się starał.]
— Powinien już przecież sporo od nas odstawać? — zauważyła Felka.
[Nie, utrzymuje dwa g cały czas od Pasa Złomu.]
— Nie wiedziałam, że normalne statki potrafią aż tak przyśpieszać.
[Zazwyczaj nie mogą. Ale są sposoby. Czy znasz, Felko, historię Irravel Vedy?]
— Oczywiście.
[Gdy ścigała Siódemkę, zmodyfikowała swój statek, by mógł osiągać dwa g. Zrobiła to jednak brutalnie: nie poprawiła wydajności napędu Hybrydowców, ale odarła swój statek, zostawiając sam szkielet. Wszystkich pasażerów zostawiła na komecie, by zmniejszyć masę.]
— Podejrzewasz, że na tamtym statku postąpili podobnie?
[Nie ma innego wyjaśnienia. Ale to im nie pomoże. Nawet przy dwóch g nie uda im się nas dogonić. Odległość jeszcze wzrośnie, gdy zwiększymy efekty dławienia bezwładności. Oni nie są w stanie osiągnąć trzech g, nie mogą odrzucać masy w nieskończoność i już prawie osiągnęli kres możliwości.]
— To musi być Clavain — stwierdziła Felka.
[Mówisz to z dużym przekonaniem.]
— Zawsze miałam pewność, że nie zrezygnuje. To nie byłoby w jego stylu. Bardzo mu zależy na tych broniach i bez walki niepozwoli byś położyła na nich swe stalowe palce.
Skade chciała wzruszyć ramionami, ale nie pozwoliła jej na to zbroja.
[Potwierdza się to, co zawsze podejrzewałam: Clavain nie postępuje racjonalnie, lubi gesty, nawet jeśli są puste i głupie. A to jest jego najbardziej beznadziejny gest, jaki dotychczas wykonał.]
Na pierwszą pułapkę zastawioną przez Skade Clavain natknął się osiemset jednostek astronomicznych od Yellowstone — sto godzin świetlnych od startu. Już wcześniej spodziewał się, że Skade coś mu zgotuje, i był nawet zaniepokojony, że nic się nie dzieje, ale Skade go w końcu nie zawiodła.
Przez tygodnie Skade zrzucała miny z rufy „Nocnego Cienia”: automatyczne, autonomiczne drony, zamaskowane, by nie mogły ich odkryć czujniki Clavaina. Drony były małe — Skade wyprodukowała ich setki.
Nie musiały być zbyt zmyślne ani mieć dużego zasięgu. Skade dość dokładnie przewidziała trajektorię statku Clavaina, tak jak on znał trajektorię jej statku. Nawet najmniejsze odchylenie od prostej, łączącej Epsilon Eridani z Deltą Pawia, kosztowałoby Clavaina wiele cennych tygodni. Już i tak zostawał z tyłu i bardzo chciał zapobiec dalszym opóźnieniom. Skade miała więc pewność, że Clavain utrzyma w zasadzie stały kierunek, poza być może lokalnymi drobnymi odchyleniami.
Skade musiała jednak obstawić sporą przestrzeń. Ponieważ w próżni nie rozchodzą się fale uderzeniowe, eksplozja mogła wyrządzić statkowi szkodę tylko z bardzo małej odległości. Nie miało sensu rozmieszczanie na minach głowic klasy superbomba, gdyż minimalne były szanse, że któraś z min wybuchnie bliżej niż tysiąc kilometrów od statku Clavaina. Clavain natomiast spodziewał się, że Skade rozmieści odpowiednio zaprojektowane miny, które po namierzeniu jego statku wystrzelą w niego z odległości sekundy świetlnej. Byłyby to najprawdopodobniej jednorazowe wyrzutnie wiązki cząstek. On by tak postąpił, gdyby ścigał go jakiś statek.
A jednak Skade użyła superbomb. Jak ocenił Clavain, umieściła je mniej więcej w co dwudziestej minie, przy czym ku brzegowi roju rozkład się nieco zmieniał. Głowice zostały tak ustawione, by detonowały, gdy jego statek znajdzie się w odległości godziny świetlnej. W dali rozbłyskało twarde niebieskie światło podbarwione fioletem, przesunięte ku czerwieni w stosunku do układu spoczynkowego Clavaina o kilkaset kilometrów na sekundę. Kilkanaście lub kilkadziesiąt godzin później wybuchała inna mina, czasami nawet dwie albo trzy z rzędu, jak kaskada fajerwerków. Wybuchały zbyt daleko, by wyrządzić statkowi Clavaina jakąś szkodę. Clavain przeprowadził analizę regresji wzorca rozkładu min i wywnioskował, że prawdopodobieństwo trafienia w jego statek są jak jeden do tysiąca, a szanse, że trafienie będzie niszczące, są jeszcze tysiąc razy mniejsze. Najwyraźniej nie w tym celu Skade rozmieściła swoje miny.
Uświadomił sobie, że chodziło jej tylko o zwiększenie celności innej broni: chciała oświetlić jego statek błyskami, dzięki czemu mogłaby ustalić jego pozycję i prędkość. Inne miny miały węszyć za fotonami odbitymi od kadłuba. To miało skompensować fakt, że miny Skade były za małe, by zawierać detektory neutrin, zależały więc od przestarzałych estymacji współrzędnych przekazywanych przez „Nocny Cień”, który w danym momencie znajdował się już wiele godzin dalej. Superbomby wyłowiły z ciemności statek Clavaina, by Skade mogła go trafić z broni o ukierunkowanej energii. Clavain nie widział śmiercionośnych wiązek, jedynie rozbłysk inicjujących eksplozji. Wydajność wynosiła około jednej setnej wybuchu superbomby, co wystarczyło do zasilenia wiązek cząsteczek lub grasera o zasięgu rażenia pięciu sekund świetlnych. Gdy wiązka pudłowała, Clavain nie mógł jej dostrzec, gdyż w przestrzeni międzygwiezdnej krążyło zbyt mało drobinek, by wiązka się na nich rozproszyła. Był w sytuacji głuchego ślepca, który stąpa w nieznanym terenie, nieświadomy mknących obok kul, nie słyszący ich świstu.
Ironia losu polegała na tym, że prawdopodobnie nawet się nie dowie, gdy zostanie trafiony.
Wymyślił pewną strategię. Gdy broń Skade strzela z odległości pięciu sekund świetlnych, korzysta ze współrzędnych, których ocena jest przestarzała co najmniej o dziesięć sekund świetlnych, a najprawdopodobniej aż trzydzieści. Algorytmy namierzania ekstrapolują kurs statku, określając jego najbardziej prawdopodobną przyszłą pozycję. Trzydzieści sekund dawało wystarczającą przewagę, by algorytmy Skade stały się nieskuteczne. W takim czasie, przy stałym przyśpieszeniu dwóch g, statek zmieniał swoją pozycję względną o dziewięć kilometrów — odległość ponad dwukrotnie większą od długości kadłuba. Dokonując przypadkowych zmian pędu, Clavain uniemożliwi Skade ocenę, w które miejsce tego sześcianu o boku dziewięciu kilometrów kierować broń. Chcąc zwiększyć szanse trafienia, musiałaby przeznaczyć więcej swoich środków. Zmieniało się to w grę liczbową, nie zaś gwarantowany sposób uniknięcia śmierci, ale Clavain bardzo długo był żołnierzem i wiedział, że w istocie do tego sprowadzają się wszystkie sytuacje na polu bitwy.
Okazało się to skuteczne. Minął tydzień, potem drugi i impulsy wiązek cząsteczek ustały, tylko z rzadka widział odległe rozbłyski superbomb. Skade miała go na oku, ale na razie zrezygnowała z pomysłu zabicia go czymś tak prostym jak wiązka cząstek.
Clavain miał się na baczności. Znał Skade. Ona się łatwo nie poddaje.
Miał rację. Dwa miesiące później jedna piąta armii nie żyła, a część rannych mogła za kilka tygodni umrzeć. Pierwsza zapowiedź kłopotów wydawała się niewinna: lekka zmiana wzorca światła z „Nocnego Cienia”. To raczej nie wpływało na ich własny statek, ale Clavain wiedział, że Skade niczego nie robi bez określonego powodu. Gdy więc sprawdzono, że zmiany są celowe, Clavain zebrał starszych stopniem załogantów na mostku światłowca.