Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Ten zwariowany Wszechświat [What Mad Universe - pl]
Ten zwariowany Wszechświat [What Mad Universe - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ten zwariowany Wszechświat [What Mad Universe - pl]

Электронная книга - «Ten zwariowany Wszechświat [What Mad Universe - pl]». Краткое содержание книги:

Ten zwariowany Wszechświat [What Mad Universe - pl]
1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 50
Перейти на страницу:

— Interesująca sytuacja, Keith Wintonie — mówił głos. — Przyjdź do mnie kiedyś, to ją rozważymy.

Keith drgnął nagle i rozejrzał się wokół. Nikt z otaczających go ludzi nie zwracał na niego uwagi. Jednak gwałtowny ruch sprawił, że stojący obok mężczyzna spojrzał na niego.

— Słyszał pan to? — spytał Keith.

— Co?

— Coś o… o jakimś Keithu Wintonie?

— Chybaś pan stuknięty — powiedział tamten. Odwrócił się i wrzasnął, ile sił w płucach: — Mekky! Wiwat Mekky!

Keith wydostał się na skrawek wolnej przestrzeni między tłumem cisnącym się przy krawężniku a ludźmi stojącymi pod ścianą budynku. Próbował dotrzymać kroku limuzynie i unoszącej się nad nią kuli wielkości piłki. Miał dziwne wrażenie, że to ona do niego przemówiła.

Jeżeli tak, to zwróciła się do niego po nazwisku i nikt inny tego nie słyszał. Teraz kiedy o tym myślał, uświadomił sobie, że ten głos wcale nie dobiegał z zewsząd; rozległ się w jego głowie. I był zupełnie pozbawiony wyrazu, mechaniczny. Głos niepodobny do ludzkiego.

Czyżby zaczął tracić zmysły?

A może już je stracił?

Jednak w obu wypadkach, nie wiadomo dlaczego, Keith miał dziwne przekonanie, że nie powinien tracić kuli z oczu — czymkolwiek była. Zwróciła się do niego po nazwisku.

Może znała odpowiedź na pytanie, dlaczego tu jest, co się stało ze światem, który on, Keith Winton, pamiętał — z normalnym światem, w którym były wojny światowe, a nie międzyplanetarne, ze światem, w którym on był redaktorem magazynu sf będącego t u magazynem przygodowym wydawanym przez kogoś, kto nosił jego nazwisko, ale nie był nawet do niego podobny.

— Mekky! — ryczał tłum. — Mekky, Mekky!

„Mekky” — to musiała być nazwa kuli. Może Mekky zna na to wszystko odpowiedź. Mekky powiedział: Przyjdź do mnie kiedyś. Kiedyś, akurat! Jeśli jest na to jakieś wyjaśnienie, chciał je znać teraz.

Przepychał się przez tłum obijając ludzi po nogach walizką, ściągając na siebie złe spojrzenia i słowa. Jednak nie zwracał na to uwagi: szedł dalej, bezskutecznie próbując dotrzymać kroku limuzynie, ale też nie zostając zbytnio w tyle.

Znów usłyszał ten głos.

— Keith Wintonie — mówił. — Zatrzymaj się. Nie idź teraz za mną. Będziesz żałował.

Keith próbował przekrzyczeć ryk owacji.

— Dlaczego? — wrzasnął, — Kto…?

Nagle uświadomił sobie, że ludzie słyszą go mimo ogłuszającego ryku i zaczynają mu się przyglądać.

— Nie zwracaj na siebie uwagi — powiedział głos. — Tak, czytam w twoich myślach. Tak, jestem Mekky. Zrób to, co zaplanowałeś, i przyjdź do mnie za trzy miesiące.

— Dlaczego? — pomyślał z rozpaczą Keith. — Dlaczego mam czekać tak długo?

— Krytyczna sytuacja na froncie — odparł głos. — Stawką jest przetrwanie ludzkiej rasy. Arkturianie mogą wygrać. Nie mam teraz dla ciebie czasu.

— Więc co mam robić?

— To co zaplanowałeś — powiedział głos. — z bądź ostrożny, jeszcze ostrożniejszy niż do tej pory. Przez cały czas grozi ci niebezpieczeństwo.

Keith próbował gorączkowo sformułować myśl, która przyniosłaby mu odpowiedź na dręczące go pytania.

— Ale co się stało? Gdzie jestem?

— Później — odparł głos w jego mózgu. — Później spróbuję rozwiązać twój problem. Teraz nie znam odpowiedzi na pytania, które czytam w twoich myślach.

— Czy ja zwariowałem?

— Nie, i nie popełnij tego fatalnego błędu. To rzeczywistość, a nie wytwór twojej wyobraźni. Ten świat jest rzeczywisty i niebezpieczeństwo, jakie ci grozi, też jest rzeczywiste. Jeśli zostaniesz tu zabity, będziesz martwy naprawdę.

Głos umilkł na sekundę, po czym Keith usłyszał:

— Nie mam teraz dla ciebie czasu. Proszę, przestań mnie gonić.

Nagle, zanim zdążył sformułować następne rozpaczliwe pytanie i zanim znów dotarł do niego ogłuszający ryk klaksonów i wiwatującego tłumu, Keith poczuł pustkę w głowie. Cokolwiek nawiązało z nim kontakt, teraz się wycofało. Wiedział to; wiedział, że wymyślanie dalszych pytań nie ma sensu; i tak nie otrzyma na nie odpowiedzi.

Posłuszny ostatniemu poleceniu zatrzymał się. Przystanął tak gwałtownie, że ktoś wpadł na niego i zaklął brzydko.

Keith opanował się i przeprosił przechodzącego, po czym stanął spoglądając nad głowami tłumu na kulę, która odpływała w dal znikając z jego życia.

Czym była? I co utrzymywało ją w powietrzu? W jaki sposób czytała w jego myślach?

Czymkolwiek była, zdawała się wiedzieć, kim on jest, i znać jego problemy — i powiedziała, że spróbuje te problemy rozwiązać.

Keith nie miał zamiaru ustąpić. Czekać trzy miesiące? Niemożliwe, jeśli istniał choć cień szansy na uzyskanie wyjaśnienia natychmiast!

Jednak kula znajdowała się już o przecznicę dalej; obciążony walizką i plikiem magazynów nie mógł dotrzymać jej kroku wśród tłumu zebranego na chodnikach. Rozejrzał się wokół i stwierdził, że stoi przed sklepem tytoniowym.

Skoczył do środka i położył walizkę oraz magazyny na lodówce z napojami przy wejściu.

— Wracam za minutkę! — krzyknął. — Dzięki za przypilnowanie.

I zanim właściciel zdążył zaprotestować, wypadł na ulicę. Może straci wszystko, co właśnie kupił, ale teraz dopędzenie kuli wydawało mu się najważniejszą rzeczą w życiu.

Teraz znów mógł iść szybciej. Gwałtownie przepychając się przez tłum utrzymywał się w niewielkiej odległości za samochodem i motocyklami, a nawet jakby trochę skrócił dzielący go od nich dystans.

Pojechali na południe przez Trzecią Aleję, dotarli do Ulicy Trzydziestej Dziewiątej i znów skręcili na wschód. Zaraz za rogiem zebrał się wielki tłum. Motocykle i samochód stanęły tuż przed nim.

Jednak unosząca się nad samochodem kula nie stanęła. Popłynęła dalej i wyżej nad głowami wiwatującego tłumu. Wyżej, wyżej, do otwartego okna na czwartym piętrze budynku po drugiej stronie ulicy.

Z okna wychylała się kobieta. Była to Betty Hadley.

Keith Winton dotarł do rogu i nie próbował przepchnąć się dalej przez tłum; stąd widział wszystko lepiej.

Owacje stały się wręcz ogłuszające. Oprócz wiwatów na cześć Mekky’ego słyszał również okrzyki wznoszone na cześć Betty Hadley i Dopelle’a. Keith zastanawiał się, czy ten ostatni tu jest — jednak nie mógł dostrzec nikogo, kto wyglądałby na największego bohatera tego świata. Wszystkie spojrzenia były zwrócone na Mekky’ego lub Betty Hadley — wychylającą się z okna, uśmiechniętą. I wyglądającą jeszcze ponętniej, niż ją zapamiętał.

Była ubrana, o ile dobrze widział, w strój przypominający ten, jaki bohaterki opowiadań sf noszą na okładkach magazynów: szkarłatny biustonosz podkreślający dwie idealne półkule, odsłonięte i kształtne ramiona oraz plecy, brzuch, a niżej… no, Keith zakładał, że miała jeszcze coś na sobie, ale nie wychylała się na tyle, by mógł to stwierdzić.

Kula wznosiła się, aż dotarła w pobliże okna, z którego wychylała się Betty Hadley; zawisła tam, kilkanaście centymetrów od jej białego ramienia. Keith nie potrafił odgadnąć, czy była zwrócona do zebranego w dole tłumu, czy do Betty.

Później przemówiła. Tym razem już po pierwszym słowie Keith wiedział, że przemawia do umysłów wszystkich zebranych, nie tylko do niego. Owacje nie ustawały; nie trzeba było milczeć, by usłyszeć słowa kuli; rozlegały się one w myślach, a nie w uszach. Można było słuchać jednocześnie owacji i przemówienia kuli; jedno nie przeszkadzało drugiemu.

1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 50
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)