Boża maszyneria [The Engines of God - pl]
- Автор: Макдевит Джек
- Год: 1997
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 83-7180-650-7
- Переводчик: Kinga Dobrowolska
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Boża maszyneria [The Engines of God - pl]». Краткое содержание книги:
Melanie odchyliła się z krzesłem.
— Odczuwam niepokój.
Harvey przysiadł na skraju stołu.
— Będą sprawiać problemy aż do samego końca.
— Powinieneś coś zobaczyć, Harv. — Wywołała przekaz sprzed dwóch tygodni.
Na ekranie pojawiła się przyjacielska twarz Normana Casewaya. Siedział przy swoim biurku, na tle sztandaru organizacji.
„Melanie — mówił — był u mnie niedawno Richard Wald. Próbował wydębić zwłokę z «Nadzieją». Wczoraj dowiedziałem się, że wyruszył na Quraquę. Nie wiem, co on knuje, ale być może będzie chciał zignorować nasz ostateczny termin. Wydaje się, że byłby do tego zdolny. — Caseway nie krył irytacji. — Mam nadzieję, że się mylę. Ale istnieje możliwość, że oświadczy nam — i całemu światu — iż nie opuści Świątyni. Wówczas rzuci nam oficjalne wyzwanie”.
— No, chyba tego nie zrobi! — wtrącił Harvey.
„Jeśli tak — ciągnął głos z nagrania — musimy być gotowi, żeby natychmiast zareagować. To niełatwe zadanie. W razie gdy padnie takie oświadczenie, my tutaj damy sobie radę z opinią publiczną. A wam nie wolno zaczynać operacji, dopóki nie będziecie całkowicie pewni, że na Quraquie nie ma już nikogo. Wiem, że będziecie mieli przez to problemy z koordynacją działań, ale nie chcę, żeby ktokolwiek zginął. Jeśli się zdarzy, że Wald zadeklaruje zamiar pozostania dłużej niż pozwala wyznaczony przez nas termin, poinformujesz go, że nie możesz wydać samodzielnej decyzji w tej sprawie, co zresztą jest zgodne z prawdą, a następnie powiesz mu, że projekt «Nadzieja» będzie kontynuowany według terminarza, ty zaś oczekujesz od niego, że opuści to miejsce zgodnie z nakazem sądowym i warunkami wynegocjowanymi z Akademią. Następnie powiadomisz mnie. Proszę o potwierdzenie przyjęcia tych instrukcji. A przy okazji, Melanie, strasznie się cieszę, że to akurat ty tam jesteś”.
— Mogło być gorzej — powiedział Harvey, ześlizgując się na fotel. — Mógłby ci kazać nacisnąć guzik bez względu na okoliczności.
— Nie jestem pewna, czy bym tego nie wolała. — Siedzi tu już bite trzy lata, a archeolodzy ciągle korzystają z jakichś taktyk pozwalających na odwleczenie sprawy. — Słuszna decyzja — przyznała. — Ale te sukinsyny znów robią nam to samo. — Wstała i przeszła w stronę iluminatora. — Wprost nie mogę uwierzyć, że właśnie nam to się przydarza.
Melanie Truscott, Dziennik
Historia „negocjacji” między Akademią i Kosmikiem to nieustanne pasmo żądań, kłamstw, gróźb i w końcu rozprawy sądowej, która wygnała wreszcie Akademię z Quraquy, zanim ta była gotowa, żeby ją opuścić.
Niemniej, gdybym tylko mogła, przychyliłabym się do ich próśb i dała im kolejny miesiąc lub dwa — to naprawdę nie sprawiłoby nam aż tak wiele kłopotu — ale mamy tu do czynienia z decyzją sądu, którą musiałabym pominąć, czym otwarłabym drogę dla dalszych przepychanek.
Tak więc wypełnię rozkazy wiernie, co do joty.
Jak to się dzieje, że na sam szczyt dostają się typy nie mające nawet krzty talentu dyplomatycznego? Za grosz elastyczności.
Ta młoda kobieta, z którą rozmawiałam dzisiaj, ta ze statku ewakuacyjnego Akademii, wydała mi się dość rozsądna. Ona i ja bez trudu wypracowałybyśmy jakiś kompromis — tak mi się zdaje — i uniknęłybyśmy przy tym mnóstwa animozji i niepotrzebnych wydatków. A może i znalazłybyśmy przy okazji drogę do Twórców Monumentów? Ale nic z tego.