Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «A jednak miłość». Краткое содержание книги:

Naylor Massingham uznał, iż Leith wywiera zły wpływ na jego kuzyna. Aby usunąć ją z pola zainteresowania Travisa, zaproponował jej fikcyjne zaręczyny, grożąc jednocześnie utratą posady, gdyby się nie zgodziła. Leith nie miała wyboru. Przyjęła warunki swojego szefa, choć, jak sadziła, jedynym uczuciem, które mogło ich połączyć, była wzajemna nienawiść…
1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 33
Перейти на страницу:

– Nie hałasuj, kiedy wrócisz – ostrzegł Guthrie syna. Travis pożegnał się ze wszystkimi i wyszedł.

Cicely przybrała wesołą minę i taktownie postanowiła, że pozostawi świeżo upieczonych narzeczonych sam na sam.

– Guthrie i ja, przed pójściem spać, zajrzymy na chwilkę do stajni. Mamy teraz tylko dwa konie, ale one też lubią posłuchać nowinek z całego dnia.

Impulsywnie podbiegła i pocałowała Leith.

– Jestem bardzo szczęśliwa! – wyszeptała ciepło. – Naprawdę.

Po wyjściu gospodarzy Leith poczuła się okropnie. Opanowała ją większa niż dotąd złość na Naylora. Była tak wściekła, że chyba lepiej, aby nie przebywała z nim w jednym pokoju. W południe uderzyła go, ale teraz jej uczucia skłaniały ją ku morderstwu.

Bez słowa wymaszerowała z pokoju. Wcale nie poczuła się lepiej, kiedy Naylor znalazł się przy niej.

– Wiesz na pewno, że Travis właśnie poszedł się pocieszać – zaatakował ją, kiedy ruszyli po schodach.

– I, oczywiście, to wyłącznie moja wina! – prychnęła, nie zatrzymując się. Wiedziała, że jeśli nawet Travis poszedł się pocieszać, to na pewno nie z jej powodu.

– A czyja? – warknął, kiedy dotarli do podestu.

– Przez cały wieczór robiłaś do mnie słodkie oczy!

– Hej, ty, uważaj! – wybuchnęła Leith, zatrzymując się przed drzwiami do sypialni. -Przecież to ty, a nie ja, ogłosiłeś nasze zaręczyny. Ty groziłeś mi utratą pracy, jeśli nie poprę cię we wszystkim, co mówisz! To było…

– Pewnie, popierałaś mnie wytrwale! – warknął. Przysięgłaby, że jest gotów do bójki, ale i tak wydawało się, że gryzie go jeszcze coś innego. – Niech mnie szlag trafi, wyraźnie odpowiadała ci ta gra!

Nagle urwał. Nigdy dotąd nie widziała go tak rozgniewanego.

– Czy do niego też się tak lepiłaś? – wychrypiał. Rozwścieczona Leith miała powyżej uszu jego i tych drwin. Gwałtownie otworzyła drzwi, zapaliła lampę i odwróciła się, żeby oddać ostatni strzał, zanim za trzaśnie mu drzwi przed nosem.

– Lepić się? Chyba lepiej niż inni powinieneś wiedzieć – zasyczała – że w niektóre noce nie mogłam znieść nawet myśli o rozstaniu!

Trzymała rękę na klamce, gotowa zamknąć drzwi, ale nim zdążyła to uczynić, Naylor wydał z siebie krzyk oburzenia. Zanim zorientowała się w sytuacji, pchnął drzwi i wszedł do środka.

Na widok wyrazu jego oczu ogarnął ją lęk, który przeistoczył się w panikę, gdy Naylor znowu ruszył ku niej.

– Wynoś się! – wrzasnęła i cofnęła się szybko. Czuła, że Naylor nie ma zamiaru słuchać jej poleceń.

– Ani mi się śni, serduszko! – warknął jak dzikus.

– Prosiłaś się o to przez cały wieczór!

W następnej sekundzie obręcz jego ramion zacieśniła się jeszcze, a jego wargi tak długo szukały jej ust, aż je wreszcie znalazły.

– Nie! – starała się wyrwać. Rychło jednak spostrzegła, że miał sposób na to, żeby utrzymać ją dokładnie w tej pozycji, której sobie życzył. W chwilę później porwał ją na ręce i uniósł w stronę łóżka.

– Nie, nie! – zawyła, ale stwierdziła, że tylko zdziera sobie gardło.

A potem poczuła, że brak jej tchu, kiedy rzucił ją na materac. Tylko o ułamek sekundy spóźniła się z ucieczką, bo gdy w chwilę potem usiłowała wygramolić się z łóżka, Naylor znalazł się tam wraz z nią i przygniótł całym swym ciężarem.

– No, a teraz pokaż mi, jak ładnie prosisz o jeszcze, tymi ogromnymi, zielonymi ślepiami – wydyszał.

– Idź do diabła! – wrzasnęła i wcale nie spodobał jej się uśmiech, który wykrzywił jego rysy.

– Pewnie pójdę, ale przedtem będę cię miał – syknął. O Boże, nie – pomyślała Leith, usiłując opanować narastające przerażenie.

– T-ty chyba nie chcesz mnie zgwałcić? – wyszeptała trzęsącym się głosem.

– Nawet nie przyszło mi to na myśl, kochanie – zadrwił.

– Więc może lepiej od razu puść mnie, dobrze? – wyrzuciła z siebie, dopóki jeszcze zachowała resztki odwagi.

– Chcesz powiedzieć, że mogę cię wziąć jedynie gwałtem? – zapytał i, licząc na to, że jej ciało będzie mu bardziej posłuszne, wycisnął na jej szyi elektryzujący pocałunek.

– To właśnie chcę powiedzieć – odparła zduszonym głosem, czując, że ciało sprzeniewierza się jej haniebnie, zwłaszcza, kiedy dotknął jej warg ciepłymi ustami i zaczął całować je długo i leniwie. Kiedy wreszcie podniósł głowę i spojrzał na nią, jej paznokcie tkwiły głęboko w skórze dłoni.

– Kogo chcesz wykiwać? – zadrwił. Już czuł, że Leith jest o krok od odpowiedzi na jego pocałunek, choć ona sama wciąż była tego nieświadoma.

Ale i ona wkrótce zrozumiała, że siła jej pożądania zmiotła wszystkie bariery i nie widziała już dla siebie ratunku. Pozostało jej odwołać się do jego honoru, który sprawi, że jeśli weźmie ją siłą, znienawidzi samego siebie.

Jego usta dotknęły jej warg i Leith znowu poczuła, jak jej ciało ożywa. Teraz musiała walczyć nie tylko z Naylorem, ale i ze sobą.

– Błagam, Naylor – jęknęła jednym tchem, a kiedy zawahał się i spojrzał w jej przerażone zielone oczy, wyjąkała raz jeszcze: – Proszę… nie.

– Podaj mi jakiś dobry powód – zaproponował. Wydawało jej się, że jego głos brzmi nienaturalnie nisko, jakby pod wpływem jakiejś silnej emocji.

– Jestem… jestem dziewicą – wyznała uczciwie. Drgnął mimo woli, jakby to wyznanie zaskoczyło go, chyba w ogóle nie brał tego pod uwagę. Natychmiast jednak odrzucił od siebie tę myśl.

– Może kiedyś byłaś… gdy miałaś siedemnaście lat. Założę się, że masz to już za sobą – warknął i znów pochylił się nad nią.

W ciągu pół minuty Leith była zgubiona. Następne trzydzieści sekund upłynęło Naylorowi na okrywaniu pocałunkami jej szyi aż do rąbka dekoltu, a jej – na uwalnianiu ramion, by go nimi otoczyć.

Czas stracił swoje znaczenie. Dzielili ze sobą pocałunek za pocałunkiem. Naylor coraz mocniej wciskał ją w materac, a ona tuliła się do niego z coraz większą namiętnością.

Siła pocałunków złagodniała, kiedy odsunął się od niej. Ale ona nie chciała, by dzieliła ich nawet tak niewielka odległość i w zapamiętaniu przyciągnęła go do siebie. A potem poczuła jego palce na zamku sukienki…

Czuła się rozkosznie pozbawiona wstydu, gdy jej suknia jak jedwabny łachman spadła na ziemię, a on znowu wziął ją w ramiona.

– Cudowna Leith – wymruczał, zanurzając usta w lśniącej, kasztanowatej masie jej włosów.

– Naylor – szepnęła i poznała większe jeszcze zapamiętanie, gdy znowu wziął w posiadanie jej usta, a jego ciepłe, delikatne dłonie okryły jej szyję i ramiona zmysłową, elektryzującą pieszczotą.

– Naylor! – jęknęła znowu, zupełnie tracąc głowę, i przylgnęła do niego całym ciałem. Nie uczyniła najmniejszego gestu, by go zatrzymać, gdy zdjął z niej biustonosz i zaczął pieścić nabrzmiałe, zwieńczone różowymi pączkami piersi.

Ogarnęło ją konwulsyjne drżenie i nie była pewna, czy znowu nie wyszeptała jego imienia. Wiedziała tylko jedno: pragnęła go każdą cząstką swego ciała. Więcej, musiała mu to wyznać.

– Pragnę cię! – zaszlochała, przepełniona miłością. – Och, Naylor – wzdychała, nieświadoma tego, co robi. – Tak bardzo cię pragnę!

– Czekaj, moja śliczna – wydyszał i oderwał oczy od jej pełnej pożądania, zaróżowionej twarzy po to tylko, by pożerać wzrokiem jej drżące piersi. Wyciągnął dłoń i długie, wrażliwe palce dotknęły stwardniałych brodawek.

– Jesteś wspaniała, Leith – rzekł cicho. – Taka wspaniała…

1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 33
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)