Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Po Prostu Idealnie». Краткое содержание книги:

Zabawna powieść romantyczna, to kolejna część „trylogii idealnej” Julie Ortolon. Czas na następną spośród trójki przyjaciółek, która musi pokazać, na co ją stać!
Trzeba być twardym, by pracować w izbie przyjęć. Jednak odwaga doktor Christine Ashton kończy się, kiedy ma przypiąć narty i pokonać lęk wysokości. Jeszcze trudniej oprzeć się seksownemu instruktorowi narciarskiemu. Alec Hunter to ktoś więcej niż czaruś, który uwielbia się bawić. W niczym nie przypomina ofiar losu czy egocentryków, z którymi Christine zwykle się wiązała. Mimo to chłodno traktuje swojego upragnionego mężczyznę. Dopiero wspólna pomoc poszkodowanemu snowboardziście sprawia, że ich miłość rozkwita. Wszystko układa się idealnie do momentu, kiedy Christine będzie musiała stawić czoło kolejnemu lękowi i wybrać między wymarzoną pracą a ukochanym mężczyzną.
1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 54
Перейти на страницу:

– Ja ciebie też.

– To dobrze. Bo będziesz mnie często spotykać. Chociaż… – Zerknął na zegarek. – Teraz muszę zajrzeć na posterunek, sprawdzić, co z Timem, i napisać raport.

– Och. – Oklapła nieco. – Muszę cię puścić.

– Odprowadzę cię do domu. Poklepał ją po pośladkach.

– Nie musisz.

Wróciła na swoje miejsce. Uniósł brew.

– Myślisz, że odpuszczę sobie szansę na jeszcze jeden pocałunek przy drzwiach do mieszkania twoich rodziców?

– Skoro tak stawiasz sprawę.

– Chodź, Buddy – zawołał, gdy wysiadł z wozu. Obaj przeszli na stronę pasażera, a Alec zajrzał na tył. – Przykro mi z powodu futra.

– Nie ma sprawy – uspokoiła go Christine. – Natalie nie nosi prawdziwych, więc nie było tak drogie, jak na to wygląda. Jeśli się zmartwi, to kupię jej nowe.

Wziął ją za rękę, gdy ruszyli chodnikiem.

– Pojeździsz ze mną jutro na nartach? Nie w ramach lekcji. Spędzimy trochę czasu razem.

– Nadal masz urlop?

– Nie, ale w ramach pracy muszę monitorować mniej uczęszczane trasy. To oznacza jazdę po najtrudniejszych szlakach, a nawet schodzenie z nich. – Wskazał na szczyty, które górowały nad kurortem jak olbrzymi wartownicy. – Mogę cię zabrać do miejsc, które inni rzadko widzą. Gdzie śnieg jest jak puch, a widoki zapierają dech w piersi.

– Naprawdę wiesz, czym skusić dziewczynę.

– Więc co ty na to? – Uśmiechnął się znacząco. – Chcesz przekroczyć ze mną dozwolone granice?

– Och, jesteś niegrzeczny.

– Mam wrażenie, że tobie się to podoba. Miał rację. To część jej problemu.

– Rano miałam pojeździć z tatą i bratem.

– Ach tak, wielkie wyzwanie. Powiem ci coś. Możemy się spotkać po południu i powiesz mi, jak ci poszło.

– Pod jednym warunkiem. – Doszli do wejścia do domu. Wprowadziła go do ciepłego korytarza. – Naucz mnie, jak jeździć na snowboardzie, zanim mój brat się nauczy.

– Masz to jak w banku.

– I pocałuj mnie na pożegnanie tutaj.

– To dwa warunki i wolę cię pocałować w windzie.

– Nie. I bez obściskiwania pod drzwiami rodziców. – Zdjęła kurtkę strażacką i podała mu ją. – Widzę oczami wyobraźni, jak nas ponosi, turlamy się po podłodze w korytarzu, a mama otwiera drzwi, żeby zobaczyć, kto tak hałasuje.

– Jesteś dużą dziewczynką. – Przyciągnął ją do siebie. – Powinna wiedzieć, że w dojrzałym wieku trzydziestu trzech lat lubisz się obściskiwać z chłopcami.

– Uważaj. – Szturchnęła go pod żebro. – Jeśli marzy ci jeszcze jakiś pocałunek, to skończ z żartami na temat wieku.

– Moje usta są zasznurowane. Otworzę je tylko w jednym celu. Roztopiła się w jego pocałunku. Nim skończył, w głowie jej się zakręciło. Ledwie zdołała pokiwać na zgodę, kiedy powiedział, gdzie i kiedy mają się spotkać następnego dnia.

A potem pojechała na górę, żeby napisać do Maddy i Amy. Nie mogła się doczekać, żeby im o wszystkim opowiedzieć.

– Tata! – Mały Charles skoczył na równe nogi i popędził do drzwi.

Leżąc na podłodze wśród zabawek, Christine obróciła głowę i zobaczyła, że Robbie i reszta wrócili z zawodów snowboardowych.

– Ej, Chuckie! – Robbie porwał synka i podrzucił w powietrze ku uciesze malucha.

Potem przyszła kolej na hałaśliwe całusy i śmiechy. Christine uśmiechnęła się. Miłość zdziałała cuda w wypadku jej kiedyś tak sztywnego brata.

– A ja nie dostanę całusa? – zapytała Natalie.

Robert senior wieszał płaszcze w szafie. Robbie przysunął synka, żeby mógł pocałować mamę. A potem, trzymając syna na biodrze, ruszył do salonu. Z powagą pokiwał głową na widok choinki.

– Więc tak wygląda drzewko w tym roku.

– Oto ono. – Christine podniosła się z podłogi z Jonathanem na rękach.

Wszyscy utworzyli półkole, patrząc na ogromną sztuczną choinkę, która stała przy frontowych oknach z górami w tle. Dziesiątki białych łabędzi z prawdziwych piór krążyło wśród gałęzi w otoczeniu metrów opalizującej wstążki. Tysiące drobnych białych światełek rozbłyskiwało na ręcznie malowanych szklanych cacuszkach z Włoch w odcieniach różu, lawendy, srebra i złota. Oszronione fioletowe bombki i sopelki od Waterforda lśniły jak diamenty.

– Aha. – Pokiwał Robbie. – Choinka jak się patrzy.

– Jaka ładna! – wykrzyknął Charles, a jego oczy podążały za grą światełek.

Christine musiała przyznać, że choinka była naprawdę piękna. Ale i tak wołałaby jedną z choinek Maddy z zaimprowizowanymi ozdóbkami.

– Zakładam, że jest jakiś motyw przewodni. – Robert senior przechylił głowę, przyglądając się drzewku, jakby to był abstrakcyjny obraz. – Barbara zawsze wymyśla jakiś motyw przewodni.

– O ile się nie mylę, nazwały to z dekoratorką „śliwkami w cukrze” – poinformowała ich Christine.

– Hm. – Ojciec przygryzł usta. – Jeśli to ją uszczęśliwia…

– A skoro mowa o słodyczach… – Natalie pociągnęła nosem. – Czyżby piekło się jakieś ciasto?

– To świece. – Christine zmarszczyła nos. – Dekoratorka przed wyjściem zapaliła świece o zapachu cukierków. Doprowadziły mnie i chłopców do szaleństwa, tak zgłodnieliśmy, a mama wylądowała w łóżku z migreną. Zgasiłam je, ale nadal mam apetyt na ciasteczka – dokończyła, parodiując Ciasteczkowego Potwora z Ulicy Sezamkowej.

Jonathan zaklaskał, słysząc parodię, więc oczywiście musiała go połaskotać. Taki kochany z niego chłopiec.

– Hm… – Natalie wzięła dziecko. – Musimy coś w związku z tym zrobić, nie?

– Potrafisz upiec ciastka? – zapytała z nadzieją Christine.

– Oprzytomniej. – Natalie przewróciła oczami. – Zadzwonię do tego sklepiku w East Village i zamówię u nich trochę gotowego ciasta i szpryce z kolorowym lukrem. Nie zrobimy wszystkiego sami, ale i tak będzie zabawa. Urządzimy sobie zabawę w dekorowanie ciastek.

– Dla mnie bomba – rzekła Christine.

– Ktoś się czegoś napije? – zapytał Robert senior, podchodząc do barku przy kominku.

Christine i Robbie poprosili o drinka, a Natalie ruszyła do kuchni, żeby przygotować chłopcom popołudniową przegryzkę.

– Urządziłaś dziś po południu niezłe przedstawienie – stwierdził Robbie do Christine, gdy siedli na sofie.

– Tłum miał zabawę?

– Nie wiem, ale ja z pewnością. Muszę przyznać, że znasz się na robocie.

– A myślałeś, że nie?

– Nie bądź taka drażliwa. Mówię ci komplement.

– Ma rację. – Ojciec wręczył jej kieliszek białego wina. Zakładał, że na to miała ochotę, ponieważ „to właśnie piją kobiety”. – Byłem pod wrażeniem.

Christine zamrugała. Dobrze słyszała? Komplement od ojca?

– Dz – dziękuję.

Zachodziła w głowę, co jest grane, gdy jej ojciec usiadł. Skrzyżował nogi i sączył szkocką. Mogłaby policzyć na palcach jednej dłoni wszystkie okazje, kiedy ojciec ją pochwalił. „Pochwalił” to chyba za mocno powiedziane. Raczej „skinął z aprobatą”. Powiedzenie, że „był pod wrażeniem” po prostu odebrało jej mowę.

Brat usadowił się ze swoją szkocką.

– Nadal chcesz pracować na pogotowiu?

– Zdecydowanie. – Wyprostowała się. – Naprawdę kocham tę pracę.

Robbie spojrzał na ojca.

– Tato, czy u Świętego Jakuba nie szukają dobrego specjalisty od urazów? Powinni zastanowić się nad Christine.

– Wiesz, masz rację. – Robert senior skinął głową. – Nie pomyślałem o tym.

Pewnie, że nie. Dlaczego miałby odruchowo pomyśleć o córce tylko dlatego, że szpital, w którego radzie zasiadał, szukał akurat kogoś z jej kwalifikacjami?

Spojrzał na nią.

1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 54
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)