Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Odważny - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Odważny

Электронная книга - «Odważny». Краткое содержание книги:

Beznadziejna wojna pomiędzy Sojuszem a Światami Syndykatu trwa już od stu lat. Losy tego konfliktu odmienić miało odnalezienie kapitana Johna „Black Jacka” Geary’ego. Czy legendarny dowódca, wybudzony po dziesięcioleciach hibernacji, zdoła ocalić flotę Sojuszu przed bezlitosnym wrogiem? Po serii krwawych starć Sojusz utracił większość zapasów i znaczną część sprawności bojowej. Geary, pomimo dręczących go niepokojów, musi zatrzymać się w systemie Baldura, aby zdobyć potrzebne surowce w tamtejszych kopalniach. Jaki będzie jego następny ruch? Syndycy zaczynają rozgryzać strategię komodora i uciekająca flota z każdym skokiem traci przewagę nad wrogiem. W miarę zagłębiania się w raporty wywiadu Geary odkrywa kolejną prawdę: w tej wojnie nie chodzi tylko o starcie dwóch systemów wartości. Na planszy znajduje się także trzeci — kto wie — czy nie znacznie niebezpieczniejszy gracz, którego celem jest unicestwienie rodzaju ludzkiego…
1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 86
Перейти на страницу:

— Tak. To dla mnie nic nowego. Chyba że zmienili ostatnio płytę.

Na czole starego kapitana pojawiła się głęboka zmarszczka.

— Poważnie się zastanawiałem, czy powinienem panu o tym wspominać, kapitanie Geary. Nie wątpię, że zauważył pan rozgrywkę pomiędzy kapitan Desjani a komandor Yin pod koniec odprawy.

— Tak. Zauważyłem. O co im chodziło?

— Wątpię, żeby kapitan Desjani już o tym wiedziała… — Kapitan podjął temat z wyraźną niechęcią. — No, chyba że ktoś z kręgu przyjaciół zdążył jej już donieść, o czym ludzie mówią. W każdym razie pan powinien mieć świadomość, że po flocie krążą plotki sugerujące zażyłość między wami.

Tym razem Geary się zasępił.

— Zażyłość? To coś więcej niż tylko wzajemne relacje zawodowe, prawda?

Duellos przytaknął, z wyrazu jego twarzy można było wyczytać wyraźną niechęć do ciągnięcia tego tematu.

— Ktoś śmie twierdzić, że zdradzam Rione? Sądziłem, że wszyscy marynarze wiedzieli o naszym romansie.

— Wychodzi na to, że w ich opinii potrafi pan zadowolić dwie kobiety. — Duellos uśmiechnął się sardonicznie. — Jeden mężczyzna zadowalający tak wymagające kobiety jak Desjani i Rione. Sądzę, że ta akurat plotka jedynie umocni pana reputację wśród załogi.

— To naprawdę nie jest śmieszne — odparł Geary.

— Nie jest — zgodził się Duellos, wzruszając ramionami. — Na dodatek godzi nie tylko w pański honor, ale także w honor kapitan Desjani i co najważniejsze, w honor pani współprezydent Rione. Wszyscy, którzy są postrzegani jako pańscy sprzymierzeńcy, stanowią dla tych ludzi doskonały cel.

— Pan także?

Duellos przytaknął w milczeniu, a Geary z niedowierzaniem potrząsnął głową.

— Niesłychane! Od teraz będę trzymał się na dystans wobec Desjani i nie uczynię niczego, co nawet najbardziej pokrętny umysł mógłby zinterpretować na naszą niekorzyść.

— Pokrętne umysły dysponują nieograniczoną wyobraźnią — skwitował obietnice komodora Duellos. — Gdyby stacjonował pan na moim okręcie, zapewne; rozpowszechniano by takie same pogłoski o nas.

— Bez urazy, kapitanie Duellos, ale nie jest pan w moim typie.

— Nie obrażam się łatwo — odparł kapitan z uśmiechem. — Ale wie pan, moja żona patrzyłaby krzywo na taki związek.

— Jak to kobieta — westchnął Geary i pamiętając, że rodzina Duellosa pozostała w przestrzeni Sojuszu, żartobliwie pocieszył starego kapitana: — Wie pan, jak na faceta zaspokajającego dwie kobiety też nie czuję się zbyt szczęśliwy.

— Proszę popatrzeć na jaśniejszą stronę tej sprawy — zaproponował Duellos. — Gdyby pan naprawdę zdradzał jedną z nich, czy to Rione, czy Desjani, któraś z pewnością by pana zabiła. Nie da się wykluczyć, że obie z uśmiechem na ustach patrzyłyby, jak pan kona. Kobiety potrafią być okrutne.

— To prawda — przyznał Geary. — Zwłaszcza takie kobiety jak Rione i Desjani. Dziękuję za podrzucenie tych kilku plotek. Nie zamierzam dopuścić do sytuacji, w której moi ludzie kwestionują czyjś honor… — Geary zawahał się, czy podjąć temat, który przyszedł mu na myśl razem z Rione. — Ta sprawa, którą poruszył kapitan Badaya, kwestia wrót hipernetowych…

— Zdołaliśmy ją skontrować — zauważył ze spokojem Duellos.

— Ale jakie są fakty?

— Odnośnie do zagłady rodzaju ludzkiego? — Kapitan Duellos rozparł się wygodniej w fotelu, na moment przymknął oczy. — Supernowe i nowe rodzące się w każdym systemie gwiezdnym, który posiada wrota do hipernetu. Komandor, przepraszam, kapitan Cresida uświadomiła niewielkiej grupie oficerów skalę potencjalnego zagrożenia. Przewidywała, że może pan potrzebować czyjejś pomocy w tej kwestii. — Gdy otworzył oczy, zauważył poważną minę Geary’ego. — Mam nadzieję, że nie jest pan na nią zły. Uważam, że Cresida postąpiła bardzo rozsądnie, z wyprzedzeniem informując kilkoro z nas. Na ostatniej konferencji okazało się, jak bardzo rozsądnie.

— Zauważyłem — przyznał Geary. — Ma pan rację. Kapitan Cresida była bardzo przewidująca w tej kwestii. Szczerze mówiąc, obawiam się o każdego, kto posiadł tę wiedzę, ale skoro mamy ustrzec się od najgorszego, kilka osób musi zostać poinformowanych.

— Komu jeszcze pan o tym powiedział?

— Tylko współprezydent Rione.

— Tak. Senatorowi Sojuszu… — Duellos skrzywił się. — Senat Sojuszu może przegłosować użycie wrót do zniszczenia syndyckich systemów, które z nich korzystają. Zdawał pan sobie z tego sprawę?

— Rione była podobnego zdania. A Syndycy w takiej sytuacji będą mieli wystarczającą ilość czasu, żeby zorientować się w czym rzecz i odpowiedzieć nam pięknym za nadobne.

Duellos przytaknął, wyglądał, jakby się nagle postarzał.

— Jeśli doprowadzi pan tę flotę do przestrzeni Sojuszu, razem z nią dotrze tam wiedza o sile zdolnej zetrzeć rodzaj ludzki z mapy galaktyki.

— No… — Geary opadł na fotel, drapiąc się nerwowo po czole. — Chce pan przejąć stanowisko dowodzenia?

— Nie za pana życia. — Oczy Duellosa znów powędrowały ku obrazowi przedstawiającemu gwiazdy. — Być może żywe światło gwiazd zadecydowało, że rodzaj ludzki jest beznadziejnym przypadkiem.

— To nie żywe światło gwiazd stworzyło wrota hipernetowe — skontrował ostro Geary.

— Jeśli kieruje naszymi poczynaniami…

— Ktoś, a raczej coś podarowało nam tę technologię. Jestem o tym przekonany.

Duellos rozważał tę kwestię dość długo, zanim odpowiedział:

— Coś? Nie człowiek?

— Tak przypuszczam. Rione zgadza się ze mną. Uważamy, że tajemniczy oni zamieszkują przestrzeń za rubieżami Syndykatu.

— Ciekawy pomysł. — Znów długa przerwa. — Podarowali nam truciznę w polewie czekoladowej i teraz czekają, aż sami włożymy ją do ust?

— Być może. — Geary machnął ręką w stronę obrazu pełnego gwiazd. — Możemy jedynie zgadywać, jakie motywy nimi kierują. Chociaż co do jednego Obcy mieli rację: ludzkość jest wystarczająco głupia, by przyjąć taki dar i sama siebie zniszczyć. Zapomnieli jednak o innej nie mniej ważnej rzeczy. Albo o rzeczach…

Duellos uniósł brwi, okazując zdziwienie.

— Mianowicie?…

— Nienawidzimy, kiedy ktoś mówi nam, co mamy robić, i jesteśmy całkowicie nieprzewidywalni.

Kapitan roześmiał się.

— To prawda. Czy mogę się podzielić tą informacją z innymi oficerami?

— Tak… — Geary zastanawiał się przez chwilę. — Ale proszę to powtórzyć tylko tym ludziom, którzy już wiedzą o wrotach hipernetowych. Tak bardzo obawiałem się, że ta wiedza wpadnie w niepowołane ręce, że zupełnie zapomniałem poinformować o niej tych, którzy zasługują na zaufanie. Na wypadek gdyby coś złego mi się przydarzyło.

Duellos nagle spoważniał.

— Nawet przy takim upadku obyczajów we flocie Sojuszu jeszcze nigdy zabójstwo oficera dowodzącego nie stało się powodem czyjegoś awansu.

Geary nie potrafił się powstrzymać od śmiechu.

— Przepraszam, nie o to mi chodziło. Wie pan, jesteśmy na wojnie, ludzie czasem na niej giną.

— Też o tym słyszałem. — Duellos wstał ociężale, widać było, że myśli o czymś intensywnie. — Stawki wciąż rosną, a cała odpowiedzialność spoczywa na panu. Jak się pan z tym czuje?

— Marnie.

Duellos skinął głową.

— Jeśli stanie się najgorsze i zginie pan w walce, stanę na wysokości zadania. W każdej sprawie. Klnę się na honor moich przodków.

1 ... 19 20 21 22 23 24 25 26 27 ... 86
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)