Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Miasta Pod Skałą
Miasta Pod Skałą - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Miasta Pod Skałą

Электронная книга - «Miasta Pod Skałą». Краткое содержание книги:

Nareszcie Czytelnicy doczekali się kolejnego dzieła spod pióra równie świetnego, co nieczęsto piszącego autora. Jedno spojrzenie na Miasta pod Skałą wyjaśnia, dlaczego trzeba było czekać kilka dobrych lat: tomiszcze to prawdziwa cegła, liczy sobie niemalże 800 stron, a przecież Marek Huberath nie żyje samym pisaniem, ma jeszcze pracę, życie prywatne.
Temu, kto zna już tego pisarza z jego wcześniejszych dokonań, nie trzeba żadnych zachęt ani reklam, ponieważ poziom wyznaczony przez dotychczasowe opowiadania i powieści Huberatha jest naprawdę wysoki. Jego styl jest niepowtarzalny, a przekazywane treści co najmniej intrygujące.
A jakież są Miasta pod Skałą? Naprawdę ciężko powiedzieć w kilku słowach coś konkretnego o tej książce. Akcja rozgrywa się w aż trzech światach. Zaczyna się od tego, że bohater, Humphrey Adams, przenosi się dziwnym korytarzem z naszej rzeczywistości w realia rodem z Ferdydurke. Jest to pierwsze z tytułowych miast. Adams, historyk sztuki, twardo stąpający po ziemi, nie wierzy w prawdziwość tego, co spotyka go w owym tajemniczym przejściu, gdzie ożywają posągi. Uważa to za sen, zresztą wszystko na to wskazuje. W samym mieście atmosfera jest równie oniryczna, a zdarzenia i zachowania wprost niedorzeczne, stąd też Humphrey nie dopuszcza do siebie myśli, że to może dziać się naprawdę. Za nic jednak nie może się obudzić…
W końcu Adams odkrywa pewien klucz i wydostaje się z miasta absurdu, jakże przypominającego rzeczywistość komunistyczną. Przechodzi kolejny etap międzywymiarowego korytarza i trafia do świata, który można w uproszczeniu nazwać hard fantasy.
Więcej treści zdradzić już nie można, by nie zepsuć przyjemności czytania. Książka jest bowiem niesamowita. Przede wszystkim wszelkie opisy są niezwykle szczegółowe, co momentami może nużyć, jednak wspaniale przybliża realia światów, w których przyjdzie sobie radzić Adamsowi. Nie można też nie zauważyć przynajmniej kilku z niezliczonych motywów, które przywołuje Huberath: Adam i Ewa wpuszczający do świata grzech oraz wychodzący z raju, taniec śmierci czy przerażające, boschowskie piekło. To tylko niektóre, co bardziej oczywiste spośród nich.
W sposób nieco typowy dla siebie Huberath umieszcza bohatera w naprawdę ciężkich sytuacjach, z których ten powoli acz konsekwentnie wydostaje się, budując w chorym świecie własny kącik z odrobiną normalności i stabilizacji. Po czym, wskutek okrucieństwa losu, traci to wszystko w mgnieniu oka i ląduje na powrót gdzieś w okolicy dna. Te usilne starania postaci, ciągła walka z przeciwnościami oraz zbieranie i układanie w całość strzępków informacji przypominają nawet nieco te ciekawsze z gier crpg.
Adams wydaje się być nowoczesnym bohaterem. Racjonalny, pragmatyczny, świadom tego, że żaden z niego heros i posiada sporo ograniczeń, niemniej potrafi skutecznie wykorzystać swoją wiedzę i umiejętności. Sypia właściwie z każdą kobietą, która wyrazi taką chęć, mimo tego czuje się zupełnie w porządku, bo przecież to wszystko tylko mu się śni.
Wypada powtorzyć, że Miasta pod Skałą są książką trudną do sklasyfikowania, zaszufladkowania. Jest tak złożona i niejednorodna, że nie można jej zaliczyć do gatunku innego niż huberathowy. Z pewnością zadowoli miłośników prozy tego autora, jak również ogólnie pojętej fantastyki. Można nawet całkiem śmiało stwierdzić, że powinna trafić też do umysłów i w gusta czytelników tak zwanego mainstreamu. Pomyliłby się jednak ten, kto pomyślałby, że to książka komercyjna, bo nie jest to pozycja łatwa. A czy przyjemna? To już trzeba samemu ocenić. Pewne jest, że Huberath stworzył dzieło wielkie, stojące o poziom wyżej od standardu. Tu nie tylko czytelnik wyznacza poprzeczkę książce, ale i ona stawia pewne wymagania odbiorcy. Kto je spełni, nie zawiedzie się.
1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 197
Перейти на страницу:

Schrympa przyprowadziła nowy nabytek, którym gospodarz chciał się pochwalić: pawia z dwiema głowami i trzema ogonami. Imponująco piękne zwierzę nieustannie skrzeczało, a głowy dziobały się nawzajem.

– Musisz uważać – zauważył Bieleń. – Z wydziobanymi oczami nie przedstawia żadnej wartości.

– Sporo kosztował? – zapytał Adams.

– O, tak. To rzadkość. Zwiększają prawdopodobieństwo, nasycając jajko różnymi chemikaliami, ale nigdy nie wiadomo, co się wykluje.

– Można kupić kapturki zasłaniające oczy. Wtedy głowy przestają się dziobać.

Logika snu wymaga, aby goście twojego mózgu znali twe myśli, wiedzieli więcej, niż im powiedziałeś. W drugą stronę tak nie jest: sami zaskakują cię swoimi uwagami. Ich za to można śmiało pytać.

– Dlaczego przyszedłeś sam? – Schrymp szedł śladem myśli Adamsa. – Myślałem, że ta blondynka to twoja druga żona.

– Chciałbym, żeby nią była. Liliane odfrunęła, nie wiem, co się z nią dzieje.

– Liliane kto? – włączył się Bieleń.

– Nie wiem. Po prostu Liliane.

– Nie powinno się pozwalać kobietom na coś takiego.

– Trudno jej było zabronić. Odfrunęła.

– W przenośni. – Bieleń uśmiechnął się.

– Nie. Dosłownie.

– Pan żartuje, ludzie nie fruwają.

– Rozłożyła ręce jak skrzydła i odleciała niczym ptak.

– Powiedziała coś?

– Tak. Ale niezrozumiałego.

– Ach, tak.

– Może jest rodzaj ludzi, którzy umieją latać?

– Ach, to też…!? – Bieleń spojrzał na niego badawczo.

– Potrafisz sugestywnie fantazjować – zauważył Schrymp.

– Tak czy owak, bardzo chciałbym z nią porozmawiać – Adams zignorował jego uwagę. – Widzisz, rozstaliśmy się podczas niepotrzebnej sprzeczki. Myślę, że chciała zostać moją drugą żoną, ale ja tego nie zrozumiałem w porę.

– Jeśli pozwoliłeś jej odejść, to wróci tylko wtedy, kiedy sama będzie miała na to ochotę.

– Może nie wracać, jeśli nie chce, ale chętnie bym z nią porozmawiał. Chociaż telefonicznie.

– Numery telefoniczne obywateli są ich prywatną tajemnicą – powiedział Bieleń. – Musiałbyś dotrzeć do samego Człekousta. On mógłby uchylić ten zakaz.

– Dałoby się to załatwić?

– O, cha, cha, cha… – Bieleń roześmiał się w głos. – Sam bym tego chciał. Ten tu Schrymp latami kupuje osobliwości, tworzy dzieła sztuki anatomicznej, w nadziei, że zostanie kiedyś wyróżniony zaproszeniem.

– Nie obraź się, Adams, ale jesteś naukowcem, który w dodatku stracił pracę – powiedział Bedel. – A nie jest tajemnicą, że Człekoust nie przepada za naukowcami. On pasjonuje się sztuką.

– Może nie będzie tak źle – powiedział Bieleń. – Człekoust przepada za ciekawymi opowieściami. Jeśli opowiesz mu naprawdę zajmującą historię, nie odmówi niczego.

– Historię?

– No, relację. Ciekawą, ale prawdziwą. Opowieść o przygodach, historię życia, coś w tym stylu.

– Mogę mu sporo opowiedzieć. Byle chciał słuchać.

24.

Na brak pieniędzy nie narzekał. Za pracą naukową jeszcze nie zatęsknił. Odkąd uświadomił sobie, że śni, działał śmielej. Ostatecznie, to on formował otaczającą rzeczywistość oraz decydował o wszystkich wydarzeniach.

Nie zaproszony wybrał się do Falzarote. Przyjęła go Karen. Odniósł oczywiste we śnie wrażenie, że spodziewała się jego przybycia. Gospodarza nie było. Rozmowa toczyła się o niczym.

Falzarota usiadła przy oknie i nuciła miłym, niskim głosem jakąś pieśń. Wyraz niezwykłej słodyczy zdobił jej twarz.

Karen parzyła w garnuszku liście i łodygi. Po pokoju rozchodził się bardzo mocny, ziołowy zapach.

– Jeszcze parę grzybków. – Uśmiechnęła się.

Skruszyła w dłoniach jasnobeżową hubę i dorzuciła kawałki. Rozszedł się ciepły odór butwiejącego drewna.

– Dbam o siebie. – Spojrzała z wyższością na Falzarote. – Rzyguliczne świństwo. – Skrzywiła się, ale wychyliła cały kubek. – Właściwie jestem już tak dobra, że mogłabym tego nie pić.

Karen była młodsza, niż wyglądała. Ostry makijaż i bukiety kwiatów wytatuowane na skroniach zmieniały jej twarz w pozbawione wieku malowidło. Listki i łodyżki bukietów wiły się za policzkami, opadały na szyję, aż znikały za dekoltem. Zauważyła jego zainteresowanie, więc kilkakrotnie na jej twarzy pojawił się grymas. Płatki delikatnie zafalowały, a listki poruszył jakby leciutki wietrzyk.

– Ładne?

– Tak.

– Liliane miała ładniejsze malowidło?

– Nie zdążyłem dokładnie obejrzeć.

– Naprawdę ładny acerus kosztuje furę pieniędzy.

Karen pachniała jakimś olejkiem lub perfumami. Intensywnie, ale przyjemnie.

– Zgadza się. Wyczyściła mi konto.

– Udało ci się ją odnaleźć?

– Nie. Od nikogo żadnej wskazówki, jak jej szukać.

– Jestem przekonana, że jeśli naprawdę mocno będziesz chciał, to odszukasz Liliane.

Adams zrobił minę, która zdradziła, że nie będzie. Uśmiechnęła się, jakby właśnie tego się spodziewała.

– Gdzie Falzarote? – spytał.

– Poszedł.

– Poszedł?

– Tak. On i jego terofim. W parę dni po twojej wizycie.

– To przecież już ponad tydzień temu!

– Jedenaście dni – Karen nie wydawała się przejęta nieobecnością męża. – Zostały jego rujsze.

– Rujsze…?

– Całkiem dobry zbiór. Prawdziwe rujsze.

– Dlatego z taką ironią oglądałaś warsztat Schrympa?

– No, wiesz… nie miał ani jednego. Chciałbyś zobaczyć nasz zbiór? – pytanie było retoryczne.

Adams rozsiadł się wygodniej. Falzarota przyniosła dzbanek ze wspaniałą suchą gałązką: wyrosła jak otoczona aureolą. Rozgałęziające się łodyżki łączył nieregularny ścieg, jak brzeg wachlarza łączy jego promienie.

– Piękna roślina – zauważył Adams.

– To rujsz jelitowy. Wyjątkowo cenny. Bardzo trudno go wypreparować. Chcesz zobaczyć inny?

– Tak.

Falzarota uśmiechnęła się mile. Jej twarz wyrażała teraz uroczą bezradność. Przyniosła okaz przypominający przystrzyżony krzak bez liści.

– To rujsz wątrobowy – powiedziała Karen.

– Zakonserwowany system krążenia wątroby…? – wreszcie zrozumiał.

– No, tak. Rujsz.

Gałązki miały gładką powierzchnię. Grzały dłoń. Jakaś żywica czy tworzywo.

– On pozostawił po sobie najpiękniejszy okaz – powiedziała. – Ale tego nie da się przynieść. Chodź.

Falzarota poprowadziła go do niewielkiego pomieszczenia. Przyglądał się jej dokładnie. Była piękna: wysoka, smukła, o długiej szyi, foremnych, wąskich dłoniach i długich palcach. Jej uroda rzucała się w oczy mimo wygolonej głowy. Przyniesioną lampą wyraźnie oświetlała osłonięty ciemną tkaniną posąg, a następnie nieco teatralnym gestem zrzuciła zeń zasłonę. Adams ujrzał szkielet opleciony misterną plątaniną, jak zwiewna mgiełka dająca pojęcie o kształtach kobiety, której resztki mieli przed sobą.

– To jest kompletny rujsz.

– Domyśliłem się.

– Inez – Falzarota odezwała się dźwięcznym, niskim głosem.

– Tak. Falzarote kupił ją specjalnie po to. Najpierw kurował ją i odżywiał przez cały rok – powiedziała Karen.

– Inez była bardzo pięknie zbudowana – kontynuowała Falzarota. – To widać z tego rujsza.

– Jej twarz nie była tak piękna jak ciało. – Karen wzruszyła ramionami. – Idealny materiał na kompletnego rujsza.

1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 197
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)