Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Milioner i prowincjuszka». Краткое содержание книги:

Testament zmarłej tragicznie nad amazońską puszczą Kate Fortune wywołał wiele kontrowersji. Nikt inny nie podarowałby by mieszczuchowi Kylowi rancza gdzieś na końcu świata. A jednak tak się stało i Kyle Fortune stanął oko w oko ze swoją wakacyjną miłością… i jej dzieckiem.
1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 45
Перейти на страницу:

Nie miał jednak wyboru.

ROZDZIAŁ SIÓDMY

– Halo? – odezwała się Samantha do słuchawki. Caitlyn siedziała przy stole, machając opalonymi nogami, i jadła kawałek ciasta.

Żadnej odpowiedzi ani sygnału.

– Halo? – Serce Sam uderzało niespokojnie. Znów żadnej odpowiedzi. – Jest tam kto?

Cichy trzask.

Ktokolwiek dzwonił, rozłączył się. Ręce Sam zlodowaciały. Przecież gdyby to była zwykła pomyłka, ktoś by się odezwał. A więc to jakiś złośliwy kawał. Kto to mógł być?

– Nikt się nie odezwał? – zaciekawiła się Caitlyn. Buzię miała umazaną na czerwono zapieczonymi w cieście owocami.

– To pewnie pomyłka. – Sam odłożyła słuchawkę i nakazała sobie zachować spokój. Ktoś po prostu wykręcił zły numer. Nic wielkiego.

– Tak już kiedyś było.

– Tak? A kiedy? – Sam poczuła ucisk w żołądku. Caitlyn wzruszyła ramionami.

– Nie pamiętam. Kilka dni temu.

To wszystko wygląda dość niepokojąco.

– A to uczucie, że ktoś cię obserwuje? Powtórzyło się? – zapytała Sam, przywołując temat, którego tak bardzo się bała.

Wzięła z blatu szklankę z mrożoną herbatą. To pewnie tylko dziecięca wyobraźnia, ale nie może tego lekceważyć.

Caitlyn wsunęła do ust następny kęs ciasta i potrząsnęła głową.

– Nic takiego nie czułam już od dawna.

– Odkąd mi o tym powiedziałaś?

– Aha. Samantha wydała ciche westchnienie ulgi. Może poczucie córki, że ktoś ją śledzi, było jednak wytworem bujnej wyobraźni. Sam zamartwiała się tym do nieprzytomności. Rozważała, czy nie zadzwonić do biura szeryfa, ale jej samej wydawało się to śmieszne. Żaden z zastępców szeryfa nie przyjechałby na ranczo tylko dlatego, że Caitlyn się wydawało, iż ktoś ją śledzi. Samo słowo „śledzi” brzmiało chyba zbyt poważnie. Poza tym Sam miała ważniejsze problemy na głowie. Musiała jakoś wyznać córce, że od lat ją okłamywała w sprawie jej biologicznego ojca. Jak wytłumaczy córce, że nowy właściciel rancza Fortune jest jej tatą? Od dwóch dni się nad tym zastanawiała, starając się wybrać odpowiedni moment. Na koniec zdała sobie sprawę, że odpowiedni moment na taką rozmowę nie nadejdzie nigdy. No i Kyle przecież nie będzie czekał w nieskończoność. Dał jej to jasno do zrozumienia.

– Wytrzyj buzię – upomniała córkę. Caitlyn, już ubrana w piżamę, zsunęła się z krzesła i szła do swojego pokoju. Szybko zawróciła, otarła usta i ręce serwetką i znów wybiegła z kuchni. Kieł, usadowiony przy starym bojlerze, uniósł łeb, wolno wstał i podążył za dziewczynką. Kiedy Caitlyn się urodziła, był zaledwie szczeniakiem. Bardzo intrygował go płaczący noworodek i ciekawie zaglądał do łóżeczka małej. Dorastali razem, więc wytworzyła się między nimi szczególna więź. Teraz jednak Caitlyn była coraz bardziej żywiołowa i rozbrykana, a pies zaczynał się starzeć i miał coraz mniej energii.

Wciąż niespokojna, Sam wstawiła talerz córki do zlewu. Doszła do wniosku, że teraz albo nigdy. Nakłoni córkę, by wyłączyła telewizor, przytulą się do siebie na kanapie i wtedy wyjawi jej, że Kyle Fortune jest jej ojcem. Nic prostszego. Oczywiście córka – jak zawsze – zada jej milion pytań, ale Sam upora się z nimi i powie jej prawdę.

Umyła talerz i kiedy wycierała ręce w ściereczkę, usłyszała warkot samochodu. Serce w niej zamarło, kiedy na podjeździe zobaczyła samochód Kyle'a.

– Cudownie – wymamrotała pod nosem. Starała się opanować. Że też musiał się zjawić właśnie teraz, nie mógł zaczekać jeszcze kilka minut! Kieł zaszczekał, kiedy Kyle wszedł na werandę. Sam otworzyła mu drzwi.

– No i jak? – zapytał bez uśmiechu.

– Jeszcze jej nie mówiłam…

– O Boże. – Zajrzał do środka, potem chwycił ją za ramię i pociągnął na mroczną werandę. – Dlaczego? – Stał tak blisko, że wręcz namacalnie czuła jego gniew. Zacisnął rękę na jej ramieniu, a jej tętno nagle przyśpieszyło. Mimo woli przypomniała sobie, jak wyglądał dziesięć lat temu, kiedy też przyciągał ją do siebie, ale bez złości.

– Nie nadarzyła się okazja. Oczy Kyle'a zwęziły się jak szparki.

– Tak jak przez ostatnie dziewięć lat!

– Kyle, zrozum…

– Rozumiem tyle, że Caitlyn jest moją rodzoną córką. Jeśli to wszystko nie jest kłamstwem, to mam dziecko, którego tak naprawdę jeszcze nie poznałem, a przynajmniej nie tak, jak ojciec powinien poznać własną córkę. – Aż sapnął ze złości.

– Mam prawo być przy swoim dziecku. Przepisy mi to gwarantują. Mam prawo ją poznać, robić wspólne plany, powiadomić ją o tym, że istnieję.

– Plany? – zapytała. Poczuła dreszcz strachu przebiegający jej po plecach. – Jakie plany? – Przyszłość malowała się jej jako ciemna, bezdenna otchłań.

– Zajmiemy się wszystkim po kolei. – Niespodziewanie rozluźnił uścisk, otworzył drzwi i wmaszerował do kuchni.

Serce Samanthy biło coraz szybciej. On nie może… nie zrobi tego… Rzuciła się za nim w panice, ale było już za późno. Kyle wszedł do salonu, gdzie Caitlyn, leżąc na podłodze, oglądała telewizję, jednocześnie przerzucając kartki czasopisma o koniach.

– Musimy porozmawiać – oznajmił. Samantha zatrzymała się w drzwiach, Caitlyn podniosła na niego wzrok.

– O czym?

– O twoim tacie. – Kyle stanął przy kominku. Wysoki, dobrze zbudowany, nieprzewidywalny.

Sam zagryzła wargi. Caitlyn nadstawiła uszu, usiadła na kanapie i spojrzała triumfalnie na matkę. Wreszcie znalazł się ktoś, kto powie jej prawdę.

– Znasz go? – zapytała Kyle'a.

– Bardzo dobrze.

– Zaczekaj. Myślę, że powinna się dowiedzieć ode mnie.

– Samantha weszła do pokoju i usiadła na skraju kanapy. Dłonie nagle jej zwilgotniały. – Powinnam ci to powiedzieć już dawno temu. – Jakimś cudem gładko wypowiadała słowa, chociaż w środku była kłębkiem nerwów. Caitlyn patrzyła na nią wielkimi, okrągłymi oczami. Sam bała się, że za chwilę pęknie jej serce. – Pan Fortune jest twoim ojcem.

– Co? On? – Dziewczynka szybko odwróciła głowę i spojrzała na stojącego przy kominku Kyle'a. – Ty?

– Tak – potwierdziła Sam. Czuła, że ogromny ciężar spadł jej z ramion. Łzy napłynęły jej do oczu. – Poznaliśmy się z panem Fortune, to znaczy z Kyle'em, dawno temu.

– Ale on mieszka daleko.

– Przyjechałem tu w lecie. Mieszkałem na ranczu – wyjaśnił. – Poznałem twoją mamę, wiele czasu spędzaliśmy razem. Bardzo się polubiliśmy i zbliżyliśmy się do siebie. – Z wolna przykucnął i jego oczy znalazły się na poziomie oczu dziewczynki. – Musiałem wyjechać, zanim twoja mama się dowiedziała, że jesteś już w drodze. Potem wszystko się poplątało i straciliśmy z twoją mamą kontakt.

Caitlyn ściągnęła brwi w pełnym namysłu grymasie.

– A więc kochaliście się, ale nie byliście małżeństwem – podsumowała.

O Boże, pomóż mi, modliła się w duchu Sam.

– Tak – odparł Kyle bez zmrużenia oka. Sam zgromiła go wzrokiem.

– Niezupełnie tak – sprostowała. – Wydawało się nam, że jesteśmy w sobie zakochani, ale byliśmy zbyt młodzi, żeby wiedzieć, na czym polega miłość. – Jeśli mieli rozmawiać szczerze, to córka powinna poznać całą prawdę. Nawet jeśli Kyle jej nie kochał, ona go kochała; w młodzieńczy, naiwny sposób, ale go kochała.

Caitlyn splotła ramiona na piersi i potępiająco spojrzała na matkę.

1 ... 18 19 20 21 22 23 24 25 26 ... 45
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)