Ognie niebios
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #5
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karlowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Ognie niebios». Краткое содержание книги:
Rand wybuchnął śmiechem.
— Może to zrobią. O ile postawią takie same warunki jak Meilan. — Nie potrzebował Moiraine, by mu powiedziała, że Cairhienianie uprawiają Grę Domów nawet przez sen, ani Asmodeana, by usłyszeć, że spróbują tego samego z Przeklętymi. Wysocy Lordowie z lewej i Cairhienianie z prawej. Ledwie skończyła się jedna bitwa, a już zaczynała się druga, innego rodzaju, ale wcale nie mniej groźna. — Ja w każdym razie zamierzam przekazać Tron Słońca komuś, kto ma do niego prawo.
Zignorował wyraz twarzy Asmodeana, świadczący, że ten wdał się natychmiast w jakieś spekulacje; być może ten człowiek rzeczywiście próbował mu pomóc poprzedniej nocy, a może nie, jednak nie ufał mu na tyle, by wyjawić choćby połowę swoich planów. O ile przyszłość Asmodeana mogła być związana z jego przyszłością — jego lojalność ze wszech miar byłaby wówczas niezbędna — to nadal był człowiekiem, który postanowił oddać swą duszę Cieniowi.
— A zatem Meilan chce mi zgotować wspaniałe przyjęcie, kiedy będę gotów? Tym lepiej więc jeśli sprawdzę, jak się sprawy mają, dopóki on jeszcze się mnie nie spodziewa. -Rozumiał teraz, dlaczego Aviendha stała się taka zgodna, wręcz pomocna w czasie rozmowy. Dopóki siedział tu i rozmawiał, robił dokładnie to, czego chciała. — Sprowadzisz mojego konia, Natael, czy sam mam to zrobić?
Ukłon Asmodeana był głęboki, formalny i z pozoru przynajmniej szczery.
— Służę Lordowi Smokowi.
46
Inne bitwy, inni broń
Rand odprowadził Asmodeana spojrzeniem spod zmarszczonych brwi... i zaskoczony zwrócił wzrok na Aviendhę, która cisnęła kubek na ziemię, rozbryzgując wino na dywaniki. Aielowie nie marnowali niczego. co dawało się wypić, nie tylko wody.
Zapatrzona w mokrą plamę, wyglądała na równie zdziwioną, ale tylko przez chwilę. W następnej, nie ruszywszy się z miejsca, wsparła pięści na biodrach i spojrzała na niego groźnie.
— A zatem Car’a’carn wkroczy do miasta, mimo że ledwie jest w stanie usiąść. Powiedziałam, że Car’a’carn powinien być czymś więcej niż inni mężczyźni, ale nie wiedziałam, że on jest bardziej niż śmiertelny.
— Gdzie jest moje. ubranie, Aviendha?
— Jesteś tylko z ciała i kości!
— Moje ubranie?
— Przypomnij sobie o swoim toh, Randzie al’Thor. Skoro ja potrafię pamiętać o ji’e’toh, to ty też możesz. — To zabrzmiało dziwnie; prędzej słońce by wzeszło o północy, niż ona zapomniałaby o najmniejszej cząstce ji’e’toh.
— Gadaj tak dalej — powiedział z uśmiechem — a jeszcze pomyślę, że ci na mnie zależy.
Miał to być żart — istniały dwie metody postępowania z nią: albo żartować, albo traktować bez ogródek; kłótnie przynosiły fatalne skutki — i to łagodny, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że spędzili jedną noc w swoich ramionach, ale jej oczy rozszerzyły się z wściekłości i szarpnęła za bransoletkę z kości słoniowej, jakby chciała ją zerwać i cisnąć nią w niego.
— Car’a’carn. jest tak dalece ponad innymi ludźmi, że nie potrzebuje ubrania — wypluła. — Jeśli chce iść, to należy mu pozwolić, by szedł we własnej skórze! Czy mam sprowadzić Sorileę i Bair? A może Enailę, Somarę i Lamelle?
Zesztywniał. Z wszystkich Panien, które traktowały go jak dawno temu zaginionego, dziesięcioletniego syna, te trzy uważał za najgorsze. Lamelle przynosiła mu nawet zupę — ta kobieta ani trochę nie umiała gotować, a upierała się, że będzie przyrządzać mu zupę!
— Ty sobie sprowadzaj, kogo chcesz! — powiedział jej głosem ostrym i zimnym — ale to ja jestem Car’a’carnem i to ja wybieram się do miasta.
Jeśli będzie miał szczęście, to znajdzie ubranie, zanim ona powróci. Somara dorównywała mu niemal wzrostem i, w tej chwili, zapewne siłą. Jedyna Moc z pewnością mu się nie przyda; nawet gdyby stanął przed nim Sammael, nie dałby rady objąć saidina, a co dopiero go utrzymać.
Przez dłuższą chwilę wytrzymywała jego spojrzenie, po czym nagle podniosła kubek z lampartami i dolała do niego ze srebrnego dzbana.
— Jeśli uda ci się znaleźć ubranie i ubrać się, nie przewracając się przy tym — powiedziała spokojnie — to możesz jechać. Ale ja będę ci towarzyszyła, i jeśli uznasz, że jesteś zbyt słaby, by jechać dalej, wrócisz tutaj, choćby Somara miała cię przynieść na rękach.
Wytrzeszczył oczy, kiedy wsparła się na łokciu, z namaszczeniem ułożyła spódnice i zaczęła popijać wino. Gdyby znowu wspomniał o małżeństwie, bez wątpienia urwałaby mu głowę, ale pod niektórymi względami zachowywała się tak, jakby byli sobie poślubieni. Przynajmniej pod niektórymi najgorszymi względami. Tymi, które sprawiały, że nie zdawała się choćby trochę inna od Enaili albo Lamelle, jeśli spojrzeć na nie z ich najgorszej strony.
Mrucząc pod nosem, owinął się kocem, a potem poczłapał dookoła niej i paleniska po swoje buty. W środku znalazł schowane czyste, wełniane pończochy ale nic poza tym. Mógł wezwać gai’shain. I sprawić, by cała sprawa rozeszła się po obozowisku. Nie wspominając już o ewentualności, że do wszystkiego wtrąciłyby się Panny; wówczas pozostałaby kwestia, czy on jest Car’a’carnem, któremu należy okazywać posłuszeństwo, czy tylko Randem al’Thorem — w ich oczach tylko jeszcze jednym mężczyzną. Jego wzrok padł na zrolowany dywanik w tylnej części namiotu; dywaniki zawsze były rozłożone. W środku znalazł miecz; pas ze sprzączką Smoka był owinięty wokół pochwy.
Aviendha, nucąc cicho, przypatrywała się jego poszukiwaniom spod przymkniętych powiek, jakby na poły drzemała.
— Już nie potrzebujesz... tego. — Nikt by nie uwierzył, że to ona dała mu ten miecz, tyle w to słowo włożyła obrzydzenia.
— Co masz na myśli? — W namiocie znajdowało się tylko kilka małych skrzynek, inkrustowanych macicą perłową albo okutych mosiądzem, a w jednym przypadku, złotym liściem. Aielowie woleli składać rzeczy w tobołki. W żadnym nie znalazł swoich ubrań. Pokryta złotem szkatuła, ozdobiona wizerunkami nieznanych mu ptaków i zwierząt, zawierała ciasno powiązane skórzane saszetki i buchnęła wonią korzeni. kiedy uniósł wieko.
— Couladin nie żyje, Randzie al’Thor.
Zaskoczony zatrzymał się i zagapił na nią
— O czym ty mówisz? — Czyżby Lan jej powiedział? Poza nim nie wiedział o tym nikt. I o co jej chodzi?
— Nikt mi nie powiedział, jeśli to o tym teraz myślisz. Znam cię już, Randzie al’Thor. Z każdym dniem poznaję cię coraz lepiej.
— O niczym takim nie myślałem — warknął. — Nie ma nic takiego, o czym ktoś miałby ci mówić. — Zirytowany porwał schowany do pochwy miecz i wcisnął go niezdarnie pod pachę, nadal szukając. Aviendha wciąż popijała wino; wydawało mu się, że skrywa uśmiech.
Wspaniale. Wysocy lordowie Łzy pocili się, kiedy Rand al’Thor na nich spojrzał, Cairhienianie być może ofiarują mu ich tron. Największa armia Aielów, jaką świat kiedykolwiek ujrzał. przekroczyła Mur Smoka z rozkazu Car’a’carna, wodza wodzów. Całe narody drżały na wzmiankę o Smoku Odrodzonym. Narody! I jeśli nie znajdzie ubrania, to będzie tak siedział i czekał, aż grupa kobiet, które uważały, że znają, się na wszystkim lepiej niż on, pozwoli mu wyjść z namiotu.
Znalazł je wreszcie, kiedy zauważył, że spod siedzenia Aviendhy wystaje haftowany złotem mankiet czerwonego kaftana. Cały czas na nim siedziała. Mruknęła niezadowolona, kiedy poprosił, żeby się przesunęła, ale zrobiła to. W końcu.