Korona Mieczy
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #7
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karlowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Korona Mieczy». Краткое содержание книги:
Tak czy owak, nawet jeśli przed chwilą robiła cielęce oczy, teraz na powrót stała się sobą, zaraz przerzuciła warkocz na plecy.
— Przyłącz się do pozostałych mężczyzn, Lan — powiedziała stanowczo — i będziemy mogli ruszać. Mężczyźni jadą w czterech ostatnich powozach.
— Jak rzeczesz — odparł Lan, kłaniając się, z dłonią wspartą na rękojeści miecza.
Zdumiona obserwowała, jak idzie w stronę Mata, prawdopodobnie niezdolna uwierzyć, że słucha jej tak bez sprzeciwu, ale zaraz potem otrząsnęła się, nadęta i nastroszona jak zawsze. Zgromadziła Elayne i inne kobiety w jednym miejscu, po czym zagnała je w stronę dwóch pierwszych powozów niczym stadko gęsi. Potem krzyknęła, że ktoś powinien nareszcie otworzyć bramy dziedzińca, takim tonem, że nikt by się nie domyślił, iż to ona właśnie opóźniła ich wyjazd. Zaczęła też pokrzykiwać na woźniców, aż ci schwycili wodze i trzasnęli ze swych długich batów, cud, że w ogóle zaczekali, aż wszyscy wsiądą do powozów.
Mat wdrapał się niezdarnie do powozu w ślad za Lanem, Naleseanem i Beslanem, wsparł włócznię o drzwiczki i klapnął ciężko na siedzenie, gdy pojazd ruszył. Koszyk ustawił sobie na kolanach.
— Skąd ty się tu wziąłeś, Lan? — wybuchnął, kiedy już wszyscy zostali sobie przedstawieni. — Jesteś ostatnią osobą, jaką spodziewałem się zobaczyć. Gdzieś ty się podziewał? Światłości, myślałem już, że nie żyjesz. Wiem, że Rand też się tego obawiał. I pozwalasz, żeby Nynaeve tobą rządziła. Dlaczego, na Światłość, godzisz się na coś takiego?
Po kamiennym obliczu Strażnika widać było, że się zastanawia, na które z tych pytań odpowiedzieć najpierw.
— Ubiegłej nocy ja i Nynaeve pobraliśmy się, ślubu udzieliła nam Mistrzyni Statków — powiedział w końcu. — Zawieraniu związku małżeńskiego u Atha’an Miere towarzyszą... dość osobliwe... obyczaje. Oboje przeżyliśmy zaskoczenie. — To, co się pojawiło na jego wargach, to miał być chyba nieznaczny uśmiech. I jeszcze lekko wzruszył ramionami, najwyraźniej na tym postanowił poprzestać.
— Oby Światłość pobłogosławiła ciebie i twoją oblubienicę — mruknął uprzejmie Beslan i wykonał taki ukłon, na jaki pozwoliło mu ciasne wnętrze powozu, a Nalesean coś wymamrotał, aczkolwiek z wyrazu jego twarzy wynikało jasno, że jego zdaniem Lan musiał oszaleć. Jemu towarzystwo Nynaeve dość dało się we znaki.
Mat siedział tylko, kołysząc się do rytmu ruchów powozu, i wytrzeszczał oczy. Nynaeve mężatką? Lan poślubiony Nynaeve? Ten człowiek zwariował. Nic dziwnego, że w oczach miał taki posępny wyraz. Mat prędzej by sobie wepchnął wściekłego lisa za koszulę. Żenili się tylko durnie, ale żeby ożenić się z Nynaeve trzeba było być szaleńcem.
Jeżeli Lan zauważył, iż nie wszyscy z jego powodu mają ochotę podskakiwać z radości, to nie dał tego po sobie poznać. Gdyby nie te oczy, wyglądałby tak samo, jak Mat go zapamiętał. Może tylko wyglądał na jeszcze bardziej nieugiętego, o ile to w ogóle możliwe.
— Jest jeszcze jedna, ważniejsza sprawa — ciągnął Lan. — Nynaeve nie chce, żebyś wiedział, Mat, niemniej powinieneś o tym usłyszeć. Dwóch twoich ludzi zginęło, zostali zabici przez Moghedien. Przykro mi i jeśli to może stanowić jakieś pocieszenie, obaj umarli, zanim się w ogóle zorientowali. Nynaeve uważa, że Moghedien zniknęła, bo inaczej raz jeszcze dałaby o sobie znać, ale ja nie jestem tego taki pewien. Zdaje się, że ona żywi jakąś osobistą wrogość względem Nynaeve, aczkolwiek Nynaeve jakoś się wykręciła i nie podała mi przyczyny. — Znowu ten uśmiech; Lan najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy z jego obecności. — A w każdym razie nie podała prawdziwej przyczyny, nic co miałoby jakiekolwiek znaczenie. Lepiej jednak, żebyś wiedział, z czym możemy mieć do czynienia po drugiej stronie rzeki.
— Moghedien — powiedział Beslan bez tchu, z błyszczącymi oczyma. Ten człowiek prawdopodobnie dostrzegał w tym jakąś możliwość “zabawienia się”.
— Cholerne, przeklęte kobiety — burknął Mat.
— Mam nadzieję, że nie mówisz o mojej żonie — odparł zimno Lan, jedną dłonią obłapiając rękojeść miecza, Mat zaś prędko podniósł ręce.
— Oczywiście, że nie. Tylko o Elayne i o... Rodzinie.
Po krótkim namyśle Lan przytaknął, a Mat odetchnął z ulgą. To byłoby całkiem podobne do Nynaeve: namówić swego męża — męża! — żeby go zabił, a jednocześnie, tak pewne, jak chleb jest brązowy, ukryć fakt, że jedno z Przeklętych być może jest w mieście. Moghedien zresztą tak naprawdę wcale go nie przerażała, dopóki na szyi nosił medalion w kształcie lisiej głowy, ale ten medalion nie ochroni przed nią ani Naleseana, ani żadnego z pozostałych. Nynaeve bez wątpienia ubrdała sobie, że ona i Elayne ich ochronią. Pozwoliły mu przyprowadzić Legion Czerwonej Ręki, cały czas kryjąc usta w rękawach, by nie widział, jak się z niego wyśmiewają, a przy tym...
— Nie zamierzasz przeczytać listu od mojej matki, Mat?
Dopóki Beslan o nim nie wspomniał, nie zauważył, że pod pasiastą serwetą, którą nakryty był koszyk, tkwi złożona we czworo kartka papieru. Wystający skrawek był dostatecznie duży, by można było zobaczyć zieloną pieczęć z Kotwicą i Mieczem.
Przełamał wosk kciukiem i rozprostował kartkę, tak ją trzymając, by Beslan nie zobaczył, co tam jest napisane. A zresztą mógł sobie nawet zobaczyć, zważywszy na to, jak zapatrywał się na te sprawy. Tak czy owak, Mat był zadowolony, że nie widzą tego niczyje oczy, tylko jego. Za to serce mu zamierało w miarę, jak czytał kolejne linijki listu:
“Mat, mój najsłodszy!
Kazałam przenieść twoje rzeczy do moich apartamentów. Tak będzie o wiele wygodniej. Riselle wybiera się do twych dawnych pokoi, przypilnuje młodego Olvera, dopóki nie wrócisz. Chłopiec zdaje się przepadać za jej towarzystwem.
Kazałam szwaczce, by przyszła zdjąć z ciebie miarę. Chętnie będę się temu przyglądała. Powinieneś nosić krótsze kaf tany. I oczywiście przydadzą ci się też nowe spodnie. Masz cudowne siedzenie. Kaczorku, kim jest ta Córka Dziewięciu Księżyców, z którą mnie sobie skojarzyłeś? Opowiesz mi — obmyśliłam kilka wybornych sposobów, żeby cię do tego zmusić.