Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Pamiętnik Pisany Miłością
Pamiętnik Pisany Miłością - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamiętnik Pisany Miłością

Электронная книга - «Pamiętnik Pisany Miłością». Краткое содержание книги:

Pamiętnik Pisany Miłością
1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22
Перейти на страницу:

– Przychodzę w dobrych zamiarach – odezwała się z uśmiechem.

Miała jednak straszną tremę. Zdecydowała się przyjechać na Martha`s Vineyard już o trzeciej nad ranem. Bo musiała się jeszcze raz zobaczyć z Mattem. Tak bardzo pragnęła znaleźć się w jego objęciach, uścisnąć go, nawet gdyby tylko na tym miało się skończyć. Potrzebowała jego ramion.

Powiodła wzrokiem po twarzach jakby wprost z „Gniewu oceanu”. Serce jej załopotało. Matta nie było. Chwała Bogu, że nie przesiaduje tu przez cały czas.

Poszła odszukać wiersz wyryty na kontuarze. Chwilę jej to zabrało. Wreszcie znalazła go w drugim końcu baru, obok tarczy do strzałek i automatu telefonicznego. Przeczytała jeszcze raz.

„Gdy wytęsknione łodzie

Wracają puste lub toną w głębi hen,

To oczy tracą najpierw – łzy, a potem sen”.

– Mógłbym w czymś pani pomóc? Czy panią interesuje tylko poezja?

Podniosła wzrok na dźwięk męskiego głosu. Zobaczyła barmana, dobrze po trzydziestce, ruda broda, szorstka przystojność. Może też były marynarz we własnej osobie.

– Szukam znajomego. Chyba tutaj zagląda – wybąkała.

– No, to ma dobry gust do knajp. A nosi jakieś nazwisko?

Usiłowała zapanować nad drżeniem w głosie.

– Matt Harrison.

Barman pokiwał głową, zmrużył ciemnobrązowe oczy.

– – Matt wpada tu czasem na obiad. Maluje domy na wyspie. To pani znajomy?

– Pisze również książki – dodała Katie, jakby na swoją obronę. – Wiersze.

Barman wzruszył ramionami i nadal przyglądał jej się dość podejrzliwie.

– Ja tam nic nie wiem. Zresztą nie ma go tu dzisiaj. Jak pani sama widzi. – W końcu rudy brodacz uśmiechnął się do niej. – To co pani podać? Patrząc na panią, obstawiałbym dietetyczną colę.

– Nie, dziękuję. Mam jego adres. Nie wie pan przypadkiem, jak tam dotrzeć? Jestem jego znajomą, redaktorką.

Barman zastanowił się chwilę, po czym wydarł kartkę z bloczka zamówień.

– Przyjechała pani samochodem? – zapytał, spisując wskazówki.

– Chyba wezmę taksówkę.

– No, to taryfiarz będzie wiedział – uciął barman. – Wszyscy tu znają Matta Harrisona.

KATIE wsiadła do toczonej rdzą niebieskiej taksówki na przystani portowej. Nagle ogarnęło ją zmęczenie. Zwróciła się do kierowcy:

– Poproszę na cmentarz Abel`s Hill. Zna go pan?

Taksówkarz ruszył bez słowa. Domyśliła się, że zna wyspę jak własną kieszeń. Z całą pewnością nie chciała go urazić.

Cmentarz znajdował się dwadzieścia minut dogi od przystani, malowniczy zakątek, stary i zabytkowy, podobnie jak wszystkie domy mijane po drodze.

– Nie zabawię długo – powiedziała taksówkarzowi, wysiadając z tylnego siedzenia. – Proszę poczekać.

– Zaczekam, ale z włączonym taksometrem.

– Oczywiście, rozumiem – zgodziła się. – Jestem z Nowego Jorku. Przywykłam.

Taksówka czekała, a ona wolno i z namaszczeniem przechadzała się wzdłuż rzędów grobów na Abel`s Hill, sprawdzając wszystkie nagrobki, szczególnie te nowsze.

Aż ją coś ściskało w środku. Szukając tego grobu, czuła się niemal jak intruz.

Wreszcie znalazła. Zobaczyła litery wyryte na kamiennej płycie na zboczu wzgórza: SUZANNE BEDFORD HARRISON.

Znów serce jej się ścisnęło, poczuła zawrót głowy. Pochyliła się, przyklękła.

– Musiałam tu przyjść, Suzanne – szepnęła. – Jestem Katie Wilkinson. Czuję się, jakbym cię dobrze znała.

Przebiegła wzrokiem napis: LEKARZ WIEJSKI, UKOCHANA ŻONA MATTHEW, NAJLEPSZA MATKA NICKOLASA.

Wzruszona odmówiła modlitwę, którą nauczył ją ojciec, kiedy miała kilka lat.

Podeszła do mniejszego nagrobka obok. Aż jej dech zaparło.

NICKOLAS HARRISON, NIEODŻAŁOWANY CHŁOPIEC, NAJUKOCHAŃSZY SYN SUZANNE I MATTHEW.

– Witaj, kochanie. Witaj, Nickolasie. Jestem Katie.

I rozszlochała się bez pamięci. Całe jej ciało rozkołysało się jak wierzba płacząca podczas wichury. Tak opłakiwała biednego małego Nickolasa. Nie mogła ogarnąć rozumem, jak Matt mógł przeżyć coś takiego.

Wyobraziła go sobie w pokoju dziecinnym, jak puszcza w kółko melodię z pozytywki, usiłując przypomnieć sobie chwile przeżyte z synkiem, usiłując przywołać na powrót Nickolasa. Na obu grobach rosły kwiaty – stokrotki i mieczyki. Ktoś tu niedawno był, może nawet dzisiaj. I wtedy jej uwagę przykuło co innego, data wyryta na obu nagrobkach.

18 LIPCA 1999

Mróz przeszedł ją po krzyżu. Dwa lata później, dokładnie 18 lipca, zaplanowała dla Matta przyjęcie u siebie na tarasie w Nowym Jorku, tego wieczoru, kiedy wręczyła mu pierwszy egzemplarz zbiorku jego wierszy. Nic dziwnego, że uciekł. Gdzie on teraz się podziewa?

Katie musiała go zobaczyć, choćby tylko jeszcze raz.

DWADZIEŚCIA minut później rozklekotana taksówka dotelepała się z cmentarza do starego domku rybackiego, w którym Katie rozpoznała natychmiast dom Suzanne.

Teraz był pomalowany na biało. Drzwi przypominające wrota do stodoły i obramowania były szare. Od frontu ogród pełen hortensji, azalii i lilii.

Od razu pojęła, dlaczego Suzanne tak go kochała. Bo to był prawdziwy dom.

Wychyliła się z taksówki. Bryza znad oceanu rozwiewała jej włosy. Muskała delikatnie po twarzy i po nagich nogach. Serce znów zaczęło walić jak oszalałe.

– Mam poczekać? – zapytał taksówkarz.

Katie zagryzła górną wargę. Spojrzała na zegarek. 15.28.

– Nie, dziękuję. Tym razem może potrwać dłużej.

Zapłaciła, wysiadła.

Serce podchodziło jej do gardła, kiedy stąpała żwirową ścieżką w stronę domu. Nigdzie nie widziała Matta. Ani samochodu. Może za domem.

Zapukała, poczekała, przestępując nerwowo z nogi na nogę, chwyciła za starą drewnianą kołatkę.

Nikt jednak nie otworzył.

Ani śladu żywej duszy. Postanowiła zaczekać na Matta. Niemal wyobrażała go sobie nadchodzącego: stare dżinsy, koszula khaki, buciory, promienny uśmiech.

Czy Matt uśmiechnąłby się na jej widok? Musiała z nim porozmawiać, coś z siebie wyrzucić. Teraz przyszła jej kolej. Na tyle przynajmniej zasłużyła. Chciała się z nim podzielić swoją tajemnicą.

Czekała tak w nieskończoność. Wreszcie usiadła na trawniku, masując sobie brzuch, wsłuchana w szum fal. Potem przeszła na drugą stronę Beach Road, tam gdzie czerwona ciężarówka potrąciła ongiś wiernego psa Suzanne, Gusa.

Usiadła na plaży, gdzie Matt i Suzanne tańczyli niegdyś w świetle księżyca. Miała ich przed oczyma. Ale po chwili wyobraziła sobie, że sama znów tańczy z Mattem.

Nie tańczył najlepiej, ale uwielbiała czuć na sobie jego silne ramiona. Niechętnie się do tego przyznawała, ale tak było. I zawsze będzie.

Doszła do wniosku, że rozwiązała dręczącą ją zagadkę. Matt nie mógł przeboleć Suzanne i Nickolasa, nie mógł się otrząsnąć z żałoby. Pewnie sądzi, że nigdy nie zdoła. Albo poraża go myśl, że znów mógłby kogoś stracić.

Nie sposób go za to winić. Katie po przeczytaniu dziennika zrozumiała, co przeszedł. Co gorsza, właśnie teraz pokochała Matta bardziej niż kiedykolwiek.

Gdy podniosła głowę, zobaczyła drobną brunetkę w jasnoniebieskiej sukience, idącą w jej stronę ulicą.

Katie zaczepiła ją.

– Domyślam się, że pani Melanie Bone, prawda?

Melanie uśmiechnęła się ciepło, serdecznie.

– A pani to na pewno Katie, redaktorka Matthew z Nowego Jorku. Opowiadał mi o pani. Że jest pani smukła, piękna i zwykle nosi włosy zaplecione w warkocz.

Katie najchętniej pociągnęłaby Melanie za język, co jeszcze Matt jej opowiadał, ale nie potrafiła.

1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)