Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Wynalazca wiecznosci - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wynalazca wiecznosci

Электронная книга - «Wynalazca wiecznosci». Краткое содержание книги:

Tom niniejszy jest próba przedstawienia współczesnej radzieckiej fantastyki naukowej. Czytelnik polski, znający utwory A. Dnieprowa, I. Warszawskiego, Jemcewa i Parnowa, Bilenkina i innych, znajdzie tu — poza K. Bułyczowem — nazwiska nowe, nie prezentowane u nas dotąd w wydaniach książkowych.
O ile prócz nowych rzeczy braci Strugackich nie powstały ostatnio interesujące powieści, o tyle w opowiadaniach zaznacza się napór nowych autorów, wśród których czołową pozycję zajmują znany u nas z tomu „Ludzie jak ludzie” K. Bułyczow oraz interesujący i płodny W. Szczerbakow. Ciekawym zjawiskiem ostatnich lat jest wystąpienie dynamicznej grupy fantastów syberyjskich, reprezentowanych tutaj przez W. Kołupajewa.
Wszyscy wymienieni, wraz z A. Bałabuchą z Leningradu i F. Kriwinem z Użgorodu, są dobrze znani miłośnikom fantastyki w swoim kraju. Zupełnie nowe natomiast, nawet dla czytelnika radzieckiego, są nazwiska D. De-Spillera i A. Żytinskiego. Pierwszy z nich, doktor nauk matematyczno-fizycznych i autor kilku zaledwie opowiadań, zaskakuje przyprawiającymi o zawrót głowy pomysłami, które mogły się zrodzić tylko na skrzyżowaniu matematyki i poezji. Zamyka tom wielce obiecujący debiut młodego pracownika naukowego A. Żytinskiego.
Ważniejszy jeszcze od ilościowego rozwoju jest fakt ukształtowania się własnego, specyficznego stylu radzieckiego opowiadania fantastyczno-naukowego. W odróżnieniu od fantastyki anglosaskiej radziecka nigdy nie rozwijała się w izolacji od głównego nurtu literatury; stąd jej osadzenie w tradycji oraz wspólnota problematyki i stylistyki ze współczesną literaturą radziecką w ogóle.
Uderza w niej przede wszystkim patos moralny. Fantastyczny pomysł służy bardzo często ujawnieniu prawdziwego charakteru bohatera. Tak jest w powieściach W. Szefnera, K. Bułyczowa, w opowiadaniach F. Kriwina, W. Kołupajewa i L. Rozanowej.
Zgodnie z tradycją rosyjskiej i radzieckiej literatury wiele uwagi poświęca się szczegółowi obyczajowemu. Najczęściej jest to język i styl bycia uczonych, ale można też znaleźć — często w formie żartobliwej, jak u A, Żytinskiego — zafascynowanie żywiołem chłopskim, ludowym.
Charakterystyczną cechą radzieckiej fantastyki jest również jej romantyczna tonacja, liryzm i płynąca z tego nie śpieszność narracji, mogąca czasem przesłaniać autentyczne, nierzadko oryginalne pomysły fantastyczno-naukowe.
Wszystko to wskazuje, że fantastyka radziecka osiągnęła pewną dojrzałość, wzbogacając literaturę radziecką swoją fantastycznością, światową zaś literaturę science fiction swoją rosyjskością.
1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 56
Перейти на страницу:

Royd znikł w drzwiach hoteliku, a Espace ruszył drogą wzdłuż domów. Zatrzymał się przy przedostatnim zabudowaniu, rozejrzał się wokół. Dom jak dom. Niewysoki parkan, furtka z zasuwką. Otworzył furtkę i przeszedł ścieżką do ganku. Ta sama ścieżka od ganku w głąb prowadziła ku niezbyt stromemu urwisku. Dróżka wiodła obok grządek z pomidorami i ogórkami, obok klombu z gladiolusami i floksami. W drzwiach ukazała się kobieta. Wyglądała na zmęczoną. Pytająco popatrzyła na Espace’a. Espace skłonił głowę.

— Przepraszam, czy tu mieszka Kirył?

— Tak, tutaj, proszę do pokoju. Mam na imię Anna.

— Espace — powiedział nieoczekiwanie dla samego siebie.

— Nie, nie — z lękiem wyszeptała kobieta. — Nie zabierajcie go. On nie chce. A ja nie mogę.

Espace pomyślał, że niepotrzebnie wymienił swoje imię. Coś w tym jednak jest, skoro wywarło na Annie takie wrażenie.

— Nigdzie nie zamierzam go zabierać. Po prostu chciałbym z nim porozmawiać.

— Tak, tak. Przepraszam. To ja tak… Pracowałam dzisiaj na nocnej zmianie. Mieliśmy dzisiaj w stacji awarię. Jestem cybernetykiem. Jestem bardzo zmęczona, wszystkim zmęczona. Zmęczyło mnie oczekiwanie…

— To znaczy, że mógłbym go zobaczyć?

— Tak, tak. Oczywiście. Poszli razem z Andrzejkiem na ryby. Niedaleko stąd. Ścieżką w dół. Tam są kładki… Wezwać ich?

— Nie, ja sam. Jak go rozpoznać?

— Czyżbyś go nie znał? — przeraziła się kobieta. — No oczywiście… On jest w białym swetrze. W białym, całkiem białym.

Stała, póki Espace nie zszedł z urwiska, i dopiero wtedy wróciła do domu.

Piaszczysty brzeg opadał do rzeki niewielkimi łagodnymi stopniami, które wymyła woda. W odległości pięćdziesięciu metrów Espace zobaczył drewniane kładki i na nich dwóch ludzi: mężczyznę około czterdziestki w białym swetrze i siedmioletniego chłopca. Obaj siedzieli na deskach, ich bose stopy niemal dotykały wody. Sądząc po pławikach ryba nie brała.

Espace podszedł do wody i głośno powiedział:

— Kirył!

Mężczyzna obejrzał się i cicho powiedział:

— Tak. Ot i masz tobie. — i głośno: — Witaj!

— Kiryle, chciałbym z tobą porozmawiać. — Espace niezdecydowanie przestąpił z nogi na nogę.

Andrzejek pociągnął ojca za rękaw:

— Tata, bierze.

— Potrzymaj moją wędkę — powiedział Kirył do syna, niechętnie wstając, i człapiąc po kładce bosymi stopami zszedł na piasek: — i o czym to chciałeś ze mną porozmawiać?

— No tak — Espace wzruszył ramionami. — Po prostu chcę pogadać. Mówią, że pracowaliśmy gdzieś razem. Czy to prawda?

— Może i prawda. A ty sam nie pamiętasz?

— Nie, nic nie pamiętam.

— i ja nie pamiętam. Możliwe, że gdzieś się spotkaliśmy. Może siądziemy na tej kłodzie. Po co mamy stać? — Usiedli. — Wybacz, ale Anna wróciła dopiero z pracy. Jest zmęczona. Dlatego nie zapraszam cię do domu.

— Dlaczego nie masz na ręce tarczy łączności? — nagle zapytał Espace.

— A, to… Chyba zostawiłem w domu. Zresztą to bzdura. Nikt mnie nie wywołuje. Łowimy z synem rybki. Chodzimy do lasu na grzyby… Pogoda wspaniała. — Kirył ziewnął. — Ot co.

— Coś dziwnego mi się przytrafiło — powiedział Espace. — Pół roku przesiedziałem w „Skalnym gnieździe”. Wiesz, że przyjeżdżają tam ci, którzy jakiś czas pragną pobyć w samotności. Ale wczoraj nagle zapragnąłem dowiedzieć się, co robiłem przedtem, i nic nie pamiętam. Do wczoraj nawet i wspominać nie chciałem, byłem jak w letargu. A dzisiaj nagle zapragnąłem sobie przypomnieć i nie mogę. Czuję, że lada moment moja pamięć obudzi się, ale brak jakiegoś impulsu. Może byś mi pomógł?

Kirył milczał, potem pochylił się. znalazł w piasku kamyk i chciał go rzucić do wody, ale się rozmyślił, i zastygł trzymając kamień w ręce.

— Nie wiem, w jaki sposób mógłbym ci pomóc. Pamięć płata figle. Zresztą może i lepiej, że nic nie pamiętasz… No to co, pogadaliśmy sobie? To ja już pójdę.

— Tak, pogadaliśmy — Espace wstał i bez pożegnania ruszył brzegiem w stronę hotelu.

— Espace, zaczekaj! — nagle krzyknął Kiryl. — Kto cię tu przysłał?

Espace przystanął. Ładna historia! Przecież on się Kiryłowi nie przedstawił. Czyżby to oznaczało, że Kiryl jednak go zna?

— Prosił mnie o to Royd. Kiryl podszedł bliżej.

— Royd? A on też jest tutaj? Więc i on wrócił?

— To znaczy, że go znasz? Skąd go znasz?

— No… Chodziliśmy do jednej szkoły.

— A mnie? Przecież odezwałeś się do mnie po imieniu?

— Czyżby? Mieszka tu taki jeden Espace. Jesteś do niego podobny. Wyrwało mi się niechcący. — A co z… Roydem?

— Royd zamierza zebrać nas wszystkich razem.

— No, no. Pójdę posiedzieć trochę z synem. — Kirył odwrócił się i ruszył w stronę kładek.

Espace popatrzył za nim. „Widać, że Kirył wie wszystko, a w każdym razie sporo. Ale nie wiadomo dlaczego nie chce mówić. Wygląda na to, że się boi. Royd milczy, ponieważ mogę mu nie uwierzyć. No i dobrze! Sam dojdę do sedna. Jest jeszcze Elsa…”

Royd czekał na niego w hotelu. O nic nie pytał, tylko badawczo popatrzył na Espace’a. Ten odezwał się nie proszony:

— On niewątpliwie mnie zna. W każdym razie zna moje imię, choć mu się nie przedstawiałem. Kiedy to spostrzegł, wyłgał się. Z tobą, jeśli mu wierzyć, chodził kiedyś do tej samej szkoły. Zdziwił się, że jesteś tutaj… Ty sam nie chcesz mi nic powiedzieć, ponieważ boisz się, że nie uwierzę. A on — ponieważ boi się sam. To całkiem jasne, i bez waszej pomocy połapię się w tym wszystkim. A teraz polecę do Elsy, od niej dowiem się wszystkiego.

— Ona cię wyrzuci. Zrozum, że dla niej nie istniejesz.

Ciebie nie ma. Nie wolno bez potrzeby zadawać jej bólu. A bez naszej pomocy mimo wszystko do niczego nie dojdziesz.

* * *

— Andrzejku — powiedział Kirył do syna. — Posiedź tu z wędką, a ja tymczasem załatwię pewną sprawę.

— Szybko wrócisz?

— Jeszcze nie wiem, ale postaram się jak najszybciej. Kirył wspiął się na szczyt urwiska, szybko szedł do domu.

Anna siedziała w pokoju, bezwolna, przestraszona, ogłuszona.

— Kiryle, co teraz będzie? Powiedziałeś mu o wszystkim?

— Nic mu nie powiedziałem. Powinienem się spalić ze wstydu. Nie mogę tak dłużej żyć. Anno. Muszę być z nimi.

— Ciągle czekam na to. Bałam się tego.

— No, powiedz, czyżbyś chciała być żoną tchórza. A Andrzejek? Przecież kiedyś zapyta, dlaczego jestem tutaj? On i tak wiele rozumie. Jak będzie się czuł jako syn tchórza?

— Ale przecież ty nas kochasz i Wszystko kochasz i Całą Ziemię!

— Wybacz, Anno. — Podszedł do niej i objął jej ramiona. — Wybacz, Anno.

Wyszedł z domu i zamaszystym krokiem zbliżał się do hotelu. A kiedy ujrzał, że dwaj mężczyźni opuścili hotel, nie wytrzymał i pobiegł do nich.

— Royd! — krzyknął. — Jestem z wami!

Royd i Espace zatrzymali się. Kirył wpadł na Royda i klepnął go pięścią w ramię. W jego oczach była radość.

— Witam cię, dowódco! — krzyknął jeszcze raz. — Jestem z wami, niech to diabli!

Royd przyjął go nieco oschle, ale wyciągnął rękę.

— Liczyłem na ciebie, Kiryle. Bardzo liczyłem.

Espace popatrzył na nich ze zdziwieniem i było mu trochę przykro. Oni rozumieli się nawzajem, i zapewne wiedzieli o sobie wszystko. A co z nim?

1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 56
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)