Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Детское фэнтези » Johnny i zmarli [Johnny and the Dead - pl]
Johnny i zmarli [Johnny and the Dead - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Johnny i zmarli [Johnny and the Dead - pl]

Электронная книга - «Johnny i zmarli [Johnny and the Dead - pl]». Краткое содержание книги:

Johnny widzi zmarłych ludzi. Dlatego jego przyjaciele zaczynają go podejrzewać o chorobę umysłową. Okazuje się że Johnny widzi zmarłych którzy proszą go o pomoc w misji ratowania cmentarza, który już niedługo ma zostać rozebrany. W tej sytuacji Johnny robi wszystko, by jego martwi przyjaciele nie stracili swojego domu.
1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 33
Перейти на страницу:

Smuga chlodnego powietrza przesunela sie ku szafie grajacej, zamarla przy niej na chwile, po czym ruszyla w strone baru. Z szafy tymczasem poplynely zdecydowanie inne melodie.

— „Roses are Blooming in Piccardy” — rozpoznala uszczesliwiona pani Tachyon. — O, tak!

Wokol samograja zebral sie poirytowany tlumek, probujac zmusic go do zagrania poprzedniego utworu, ale bez rezultatu. Kiedy normalne sposoby, to jest kopy i uderzenia, zawiodly, wyciagnieto wtyczke z gniazdka. Szafie grajacej nie zrobilo to roznicy — grala dalej.

Zanim klientela oprzytomniala, barman z wrzaskiem upuscil napelniana wlasnie szklanke: stojacy najblizej baru automat do gry eksplodowal i zaplonal.

A potem zgasly swiatla.

Chwile pozniej pani Tachyon pozostala jedynym gosciem pograzonego w polmroku lokalu. Gdzies na zapleczu klal barman, probujac wymienic bezpiecznik, ale ledwo zalozyl nowy, ten natychmiast sie przepalal. Wskutek tego pub oswietlaly jedynie zarzace sie szczatki automatow do gry, nadajac mu przyjemny, czerwonawy odcien.

Z pobojowiska na podlodze uniosly sie duchy dwoch szklanek piwa i podryfowaly do stolika.

— Zdrowko! — zaproponowala radosnie pani Tachyon.

* * *

Przewodniczaca spojrzala znad zsunietych na czubek nosa okularow i oznajmila chlodno:

— Pytania na koncu, prosze panstwa.

Johnny prawie zrezygnowal, ale powstrzymal sie resztka sil przed kapitulacja.

— A kiedy bedzie koniec? — spytal rzeczowo.

I poczul, jak reszta obecnych sie budzi.

Przewodniczaca spojrzala z pewnym zaskoczeniem na reszte przedstawicieli. W dlugoletnich i doglebnych doswiadczeniach spotkaniowych, zjazdowych i konferencyjnych z czyms takim jeszcze sie nie spotkala. Johnny zauwazyl wczesniej, ze miala dziwny zwyczaj — zamykala oczy, zaczynajac zdanie, a otwierala je, konczac, co dawalo nieco niesamowity efekt, zwlaszcza ze akcentowala tak, jakby kropki dzielily zdania na czesci:

— Kiedy („zamkniecie”) w pelni przedyskutujemy sytuacje, zapowiem („otwarcie”) pytania.

Johnny zdecydowal, ze ma dosc.

— Zanim skonczycie, to mnie juz nie bedzie — poinformowal spokojnie zebranych. — O dziesiatej musze byc w lozku.

Wywolalo to pomruk aprobaty wsrod sluchaczy, z ktorych wiekszosc wyznawala zasade, ze najlepiej by bylo, gdyby wszyscy przed trzydziestka byli o dziesiatej wieczor w lozkach.

Zreszta w wypadku Johnny’ego byla to wlasciwie prawda — okolo dziesiatej z zasady byl juz w swoim pokoju, to zas, kiedy ladowal w lozku, bylo juz zupelnie inna i przewaznie nieprzewidywalna kwestia.

— Niech chlopak pyta — poparl go glos z tylnych rzedow.

— Robi projekt do szkoly — rozlegl sie inny (nalezacy do pana Atterbury’ego).

— No dobrze… o co chodzi, mlody czlowieku?

— Chce wiedziec, czy… czy istnieje szansa, ze cokolwiek by ktokolwiek tu dzis powiedzial, ze… moze to cos zmienic?

— To („zamkniecie”) raczej nie wydaje sie wlasciwym rodzajem („otwarcie”) pytania.

— A wlasnie ze jest wlasciwe! Jest cholernie wlasciwe — oznajmil pan Atterbury. — Dlaczego przedstawiciel tego holdingu jakiegostam nie odpowie? Wystarczy proste „tak” lub „nie”.

Przedstawiciel (wazniejszy) usmiechnal sie do Johnny’ego promiennie.

— Rozwazymy naturalnie, i to uwaznie, wszystkie punkty widzenia — zaczal — i…

I w tym momencie Johnny przerwal mowcy:

— Przy cmentarzu stoi taka tablica, gdzie pisze, co chcecie zbudowac na miejscu cmentarza. Poniewaz watpie, by wiele osob pragnelo zabudowy starego cmentarza, to skoro taki bedzie punkt widzenia wiekszosci obecnych, rozumiem, ze zdemontujecie te tablice. Na poczatek.

— Prawde mowiac, kupilismy ten teren…

— Zaplaciliscie piec pensow. Ja go odkupie od was za funta.

Sluchacze zaczeli sie smiac.

— Ja tez mam pytanie — powiedzial Yo-less, wstajac. Przewodniczaca zamknela usta. Yo-less usmiechal sie uprzejmie i zapraszajaco: tylko czekal, by kazala mu usiasc, i bylo to po nim wyraznie widac.

— Dobrze — powiedziala sploszona. — Pytania od drugiego mlodego czlowieka w koszuli… nie, nie tego… tego…

— Czarnego — podpowiedzial Yo-less.

I to ja dobilo.

— Dlaczego rada sprzedala cmentarz? — spytal spokojnie Yo-less, korzystajac z ciszy.

— Mysle („zamkniecie”), ze to omowilismy juz wyczerpujaco; koszty utrzymania…

Bigmac szturchnal Johnny’ego, podsuwajac mu karte z wyliczeniami, jaka kazdy dostal przy wejsciu, i szepczac cos zawziecie do ucha.

— Nie rozumiem, skad sie wziely takie koszty utrzymania cmentarza — stwierdzil Yo-less. — Wyslanie kogos raz czy dwa razy do roku, zeby poprzycinal galezie i zywoplot, to znowu nie majatek, a nic wiecej sie tam nie robi. Nawet ogrodzenie od paru lat nie jest naprawione.

— Mozemy zreszta poprzycinac zywoplot za darmo — zaproponowal Johnny.

— Mozemy? — zdziwil sie Wobbler, wychodzacy z zalozenia, ze zajecia na swiezym powietrzu sa pechem przytrafiajacym sie innym.

Sluchacze, ktorzy rozbudzili sie tymczasem na dobre, teraz zaczeli sie nawet ozywiac.

Przewodniczaca westchnela rozdzierajaco, dajac wszystkim do zrozumienia, z jakim to cymbalem zmuszona jest sie meczyc w imie wspolnego dobra, o wlasnej pensji nie wspominajac.

— Faktem jest, mlody czlowieku, co wielokrotnie juz wyjasnialam, ze koszty sa po prostu zbyt wysokie, zwlaszcza ze cmentarz jest…

Johnny przestal jej sluchac i podjal ostateczna decyzje.

— Nieprawda! — powiedzial glosno. — One wcale nie sa zbyt wysokie.

— Jak smiesz mi przerywac! — pisnela przewodniczaca, nawet nie probujac zapanowac nad soba.

— W pani wyliczeniu napisane jest, ze cmentarz przynosi straty, co jest idiotyzmem. Cmentarz nie moze przynosic dochodow, bo to nie wesole miasteczko, ale nie przynosi takze strat. Zwlaszcza takich, jak tu podano. Moj przyjaciel Bigmac, tu zreszta obecny, uwaza, ze to, co wpisano jako straty, to wartosc ziemi w wypadku jej sprzedazy. Czyli to, co w postaci ceny za grunt, a potem podatkow miasto otrzyma od Unitedcostam. A to jest po prostu kant.

Przedstawiciel holdingu chcial zaprotestowac, ale przewodniczaca byla szybsza.

— Demokratycznie wybrana rada… — zaczela.

— Tylko bez frazesow, prosze — przerwal jej pani Atterbury. — Jest pare aspektow tej transakcji, ktorym chcialbym sie blizej przyjrzec. Na razie w demokratyczny sposob, jesli laska.

— Rozejrzalem sie dosc dokladnie po tym cmentarzu — wtracil Johnny. — Tam lezy pelno ludzi, ktorych tutaj wszyscy znaja. To, ze nie ma wsrod nich nikogo naprawde slawnego, nie jest w sumie wazne. Tutaj sa znani, a przeciez zyli wlasnie tutaj. Jesli ktos mysli, ze przeszlosc to cos, co minelo i sie skonczylo, to sie myli. To, co minelo, nie zniknelo dlatego, ze nas juz tam nie ma. Przeszlosc byla i trwa, tylko trzeba troche wysilku, zeby to zrozumiec.

* * *

Noc w niektorych czesciach miasta byla znacznie chlodniejsza, niz wskazywalaby na to pora roku. Byla chlodniejsza miejscami, ale na to niewiele osob zwrocilo uwage.

Jedna z sal „Blackbury Odeon” przeznaczona zostala na trwajaca dwadziescia cztery godziny projekcje specjalnego bloku filmow grozy z okazji Halloween. Przewaznie cieszyly sie one sporym powodzeniem, tym razem jednak publicznosc szybko rezygnowala z filmow, narzekajac na panujace w kinie zimno i nastroj niesamowitosci. To ostatnie zdumialo Armpita, szefa kina i jednego z zagorzalych wrogow Wobblera, ktory wkrecal sie na projekcje bez biletu. Pan Armpit wygladal jak ow reklamowany szampon „dwa w jednym” — konkretnie jak dwoch doroslych mezczyzn w jednej marynarce. Na skargi klientow odpowiadal, ze przeciez jak horror, to dobrze, ze niesamowicie. Uslyszal w odpowiedzi, ze niedobrze, bo jest zbyt niesamowicie, i na to nie mogl juz nic odpowiedziec.

1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 33
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)