Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Magiczne księgi
Magiczne księgi - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Magiczne księgi

Электронная книга - «Magiczne księgi». Краткое содержание книги:

Akcja pierwszego tomu rozpoczyna się w Bergen w Norwegii pod koniec XVII wieku. Tiril Dahl jest samotnym dzieckiem, które dorasta w cieniu ślicznej siostry Carli. Z czasem wokół obu sióstr zaczynają się dziać bardzo złe rzeczy. Tiril staje wobec niezwykle trudnego dylematu, jej życiu zagraża prawdziwe niebezpieczeństwo. Pomocną dłoń wyciąga do niej młody przedsiębiorca Erling, ale jednocześnie w jej otoczeniu pojawia się tajemniczy, budzący grozę Islandczyk. Jego imię brzmi Móri, ma on w życiu tylko jeden cel: stać się najpotężniejszym czarownikiem wszech czasów.
1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 50
Перейти на страницу:

Nie minęło wiele czasu, a rozeszły się pogłoski, że Eirikur z Vogsos oddaje się czarnej sztuce. Zatem biskup wezwał go do siebie i wskazując na „Gråskinnę”, zapytał Eirikura, czy wie, co zostało w tej księdze zapisane.

Eirikur przez kilka chwil przewracał karty, po czym rzekł z niewinną miną „Nie znam w tej książce jednej jedynej litery”. Złożył przysięgę, że mówi prawdę, i w jakiś czas potem odjechał do domu, albowiem był już wykształconym kapłanem i nie potrzebował dłużej przebywać w Skalholt.

Później wyznał jednemu ze swoich przyjaciół, że bardzo dobrze znal treść księgi i wszystkie tajemnicze litery. Wszystkie z wyjątkiem jednej, a zatem nie popełnił krzywoprzysięstwa! Zobowiązał tylko przyjaciela, by tego nie ujawniał przed jego, Eirikura, śmiercią.

Wielu młodych chłopców chodziło potajemnie do siry Eirikura i prosiło go, by ich nauczał. Ale on był wymagający. Wypróbowywał ich na najróżniejsze sposoby i uczył tylko tych, którym miał ochotę przekazać nieco swojej wiedzy. Takich zaś było niewielu.

Ów nowy uczeń, ten którego nazywano Móri, również przyszedł z prośbą; oświadczył, że chciałby się uczyć czarnej sztuki. Sira Eirikur długo przyglądał się w zadumie jego dziwnie pięknej, fascynującej twarzy i rzekł:

– Przyjdź do mnie w niedzielę. Będziesz mi towarzyszył do Krysuvik. Potem ci odpowiem, czy będę cię uczył, czy nie.

W niedzielę wspólnie opuścili Skalholt, ale kiedy dotarli do piaszczystych równin, sira Eirikur powiedział:

– Zapomniałem brewiarza. Leży u mnie pod poduszką. Wróć i przywieź mi go. Ale pamiętaj, cokolwiek by się działo, nie wolno ci go otwierać!

Móri pojechał do szkoły, zabrał brewiarz i wrócił na piaszczyste równiny. Tam ciekawość wzięła górę i młody człowiek otworzył książkę, z której nieoczekiwanie wy- skoczyło mnóstwo małych diabełków. Rozbiegły się wokół, wołając: „Co mamy robić? Co mamy robić?”

Móri odparł ze złością:

– Kręćcie bicze z piasku!

Diabełki rozsiadły się zatem i zabrały do roboty, a Móri pojechał dalej i odnalazł kapłana siedzącego na pokrytej lawą ziemi. Eirikur wziął od niego brewiarz i powiedział:

– Otwierałeś go.

Móri stanowczo zaprzeczył.

Jechali dalej, tak jak było postanowione.

W drodze powrotnej sira Eirikur zobaczył małe diabełki, skręcające bicze z piasku, i roześmiał się:

– Wiedziałem, że otwierałeś brewiarz, mój młody przyjacielu, choć tak gorąco zaprzeczałeś. Ale sposób, w jaki z tego wybrnąłeś, jest zupełnie wyjątkowy, więc może war- to, żebym cię tego i owego nauczył.

I chyba nie widział, że na twarzy Móriego pojawił się przebiegły uśmiech.

Tak doszło do tego, że sira Eirikur zaczął nauczać młodzieńca.

Istnieje wiele opowieści o czynach Eirikura na Vogsos, ale przytoczymy tu tylko kilka z nich.

Pewnego dnia, a było to zimą, do Vogsos przybyła grupa wędrowców. Niektórzy z nich zaopatrzyli się sowicie w siano dla swoich koni, ale potem odjechali, nie uiściwszy żadnej zapłaty.

Kiedy jednak następnego ranka chcieli napoić konie w rzece, zwierzęta piły i piły, nie mogąc przestać, choć ludzie starali się odpędzić je od wody.

Słysząc o tym, co się stało, i że ludzie ci nie mogą odejść od rzeki, by jechać dalej, sira Eirikur udał się do nich i powiedział:

– Siano z Vogsos jest spragnione, nie powinniście go dawać waszym koniom.

Rozstali się później jako przyjaciele, a Eirikur zabrał swego ucznia, który zawsze mu towarzyszył, i wrócił do domu. Móri posyłał mistrzowi spojrzenia pełne podziwu.

– Kim ty właściwie jesteś, Móri? – zapytał kiedyś sira Eirikur. – Ile masz lat?

Młody człowiek wzruszył ramionami.

– Wieku swojego nie znam. Może dwadzieścia lat, może więcej. Albo mniej. Jak brzmi prawdziwe imię, zapomniałem, bo zawsze nazywano mnie Móri. Nazwisko zaś brzmi: Helgasson, i pochodzę z dobrego rodu.

Ostatnie słowa wymówił z tak wyraźnym naciskiem, że sira Eirikur spojrzał na niego spod oka.

– Nie wątpię, że pochodzisz z dobrego rodu – rzekł kapłan z wolna. Obaj nadawali określeniu „dobry ród” to samo znaczenie. – Ale kim są twoi rodzice?

– Ojca nigdy nie znałem, ale miał podobno być jednym z wielkich, okrytych tajemnicą. Matka zaś została zgładzona w najstraszniejszy sposób, dokładnie w taki sam, w jaki zgładzono jej ojca i dziadka.

– Nie chciałbyś mi zdradzić ich nazwiska?

Móri powiedział, miał bowiem zaufanie do tego człowieka.

Kiedy kapłan usłyszał nazwiska, uśmiechnął się:

– A więc jesteś potomkiem Jonssonów z Kirkjubol? Tak, w takim razie należysz do najlepszego rodzaju.

– Słyszałem, że nie cieszyli się wielkim szacunkiem?

– Nie mieli wykształcenia, to prawda, ani Jon Jonsson starszy, ani jego syn, ale wszyscy twierdzą, że byli to bez wątpienia wybitni czarnoksiężnicy.

– Słyszałem jednak również, że byli niewinni?

– Pastor, sira Jon, nie ucierpiał za bardzo, to pewne – powiedział Eirikur cierpko. – Ale niewinni to jednak nie byli! Znali się na rzeczy. Jakim sposobem dorobiłeś się tego przydomka „Móri”? Czy raczej: w jakich okolicznościach ci go nadano? Każdy widzi, że nosisz ten przydomek z godnością, ale od jak dawna tak cię nazywają?

Móri odwrócił twarz.

– Moja matka zwróciła się do nieznajomego z prośbą o pomoc, kiedy miałem się urodzić – zaczął cicho, z udręką w głosie. – Myślę, że używano ziemi specjalnego rodzaju, żeby przyspieszyć moje narodziny. I że pomagała przy tym jakaś ludzka istota z tamtej strony granicy życia i śmierci. Tak właśnie mówiono, ale myślę, że to puste gadanie! – zakończył pospiesznie.

– Oczywiście – przytaknął sira Eirikur, przyglądając mu się ukradkiem. Po chwili jednak dodał z powagą:

– Słyszałem o twojej matce, Heldze Jonssdottir. Popełniono wielkie przestępstwo, paląc ją na stosie, to się nie powinno było zdarzyć. Nigdy przecież nie zrobiła nic złego, uzdrawiała tylko chorych ludzi.

– To była moja wina – rzekł Móri tak szybko, że Eirikur domyślił się, jak bardzo go te wspomnienia bolą. – Wiedziony głupią dziecinną odwagą chciałem wystraszyć lensmana i jego ludzi.

– Zapomnij o tym – przerwał Eirikur. – I tak by ją spalili, bo po prostu już dawno nie mieli żadnej czarownicy, którą mogliby przykładnie ukarać. No cóż, młody Móri, teraz wiemy, na czym stoimy obaj, i ja, i ty. Staraj się tedy zapamiętać wszystko, co zobaczysz w moim domu.

– Już to robię. Przez cały czas – zapewnił Móri spokojnie.

Pewnej nocy przybył do Vogsos pewien nieszczęśliwie zakochany człowiek. Jego dramat polegał na tym, że wybranka odepchnęła go, zanim wszedł do jej domu, i teraz pytał, czy ksiądz nie mógłby mu pomóc.

– Mowy nie ma – odparł sira Eirikur. – Ale idź i połóż się tam pod ścianą i postaraj się zasnąć. Ja muszę na chwilę wyjść.

Móri chciał się dowiedzieć, co dolega gościowi, ale pastor oświadczył, że Móri jest za młody, by rozumieć takie rzeczy, i poradził mu, by poszedł spać.

W nocy ktoś zapukał do drzwi i sira Eirikur otworzył. Na dworze stała dziewczyna w samej koszuli, przemoczona do suchej nitki w ulewnym deszczu. Na pół żywa z zimna prosiła pastora o schronienie. Wpuścił ją do środka i zapytał, jakim sposobem się tu znalazła.

– Wyszłam z domu niekompletnie ubrana, żeby zebrać, pranie, bo zaczynało padać. Ale zabłądziłam i w końcu natrafiłam na wasze domostwo.

– Niedobrze się składa – rzekł sira Eirikur. – W domu „jest pełno ludzi” i nie ma ani jednego miejsca do spania. Gdybyś jednak chciała, to mogłabyś się położyć obok tamtego mężczyzny.

I pastor wskazał na łóżko, w którym spał gość.

1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 50
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)