Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Biała Śmierć
Biała Śmierć - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Biała Śmierć

Электронная книга - «Biała Śmierć». Краткое содержание книги:

Bohaterami Białej śmierci Stephena White'a (autora thrillerów psychologicznych) jest małżeństwo – doktor Alan Gregory (psycholog) i Lauren Crowder (prokurator). Państwo Gregorowie zostają poproszeni przez organizację Locard o pomoc w odnalezieniu sprawcy zabójstwa sprzed 10 lat. Zostały wtedy zamordowane dwie 16 – letnie dziewczynki – Tami Franklin i Mariko Hamamoto. Zadaniem doktora jest stworzenie portretów psychologicznych dziewcząt. Pomóc ma mu w tym rozmowa z psychologiem Raymondem Wellem, u którego Tami odbyła psychoterapię. Pan Well nie jest jednak skory do szczerej rozmowy… Bohater odbywa także rozmowy z rodzicami i bratem Tami oraz młodszą siostrą Mariko. Dowiaduje się zaskakujących rzeczy. Okazuje się także, że wiele do ukrycia ma Phil Barrett – szeryf w czasie, kiedy zostały zabite dziewczynki.
Akcja powieści nabiera tempa; pojawiają się nowe dowody i osoby, które mogą być zamieszane w to morderstwo. Gregory zaczyna podejrzewać, że zabójstwo Tami i Mariko wiąże się z zastrzeleniem żony Raymonda – Glorią. To jednak nie podoba się kilku osobom… Jest tu także wątek reporterki Dorothy Levin, która przez swoją dziennikarską dociekliwość traci życie. Nie będzie to jedyne morderstwo popełnione w czasie, kiedy członkowie Locarda przeprowadzą śledztwo w sprawie śmierci dziewcząt…
Jak zostanie rozwikłana zagadka tragicznej śmierci Tami i Mariko? Co mają do ukrycia państwo Franklinowie? Czy doktor Gregory umknie czyhającemu na niego niebezpieczeństwu? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdą Czytelnicy w tej pełnej zwrotów akcji książce.
1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 84
Перейти на страницу:

Lauren zastanawiała się przez chwilę nad odpowiedzią.

– Nie – rzekła wreszcie. – Myślę, że nie powinieneś. Ten kontakt nie dotyczy Locarda. Przecież ona nie wspomniała ani słowem o Locardzie. Ani o dwóch dziewczynach ze Steamboat.

– Masz rację.

– Jak zwykle, skarbie.

Rozmowa z Dorothy Levin wprawiła mnie w spore rozdrażnienie. Podenerwowała mnie nie na żarty.

Kiedy jestem podenerwowany, staję się aktywny i łatwiej się skupiam.

Postanowiłem pojechać do Kanady. W środę. Zadzwoniłem do biura United Airlines i zamówiłem bilet na samolot. Gdy usłyszałem cenę, zacząłem się modlić, żeby A. J. zaakceptowała ten wydatek. Zostawiłem jej telefoniczną wiadomość z prośbą o zatwierdzenie.

Następnie wykręciłem numer pana Hamamoto i zostawiłem mu wiadomość, że spotkam się z nim w poczekalni linii Air Canada w środę wczesnym popołudniem.

Przełożyłem też na inne terminy wizyty pacjentów umówionych na środę. Wtorek i czwartek w moim gabinecie będą przypominać psychoterapeutyczny maraton, no i będę pracował także w sobotę.

Emily domagała się, żeby się nią zająć, więc poszedłem z nią do domu Adrienne. Jonas zaczął się bawić z psem, a ja rozmawiałem z Adrienne. Zapytałem, jak jej leci z Erin.

Zrobiła gniewną minę.

– Dlaczego pytasz? – warknęła. Skłamałem, że z czystej ciekawości.

– Rozumiem. Jesteś całkiem jak „National Enquirer”.

– Wiesz, od dawna jej tu nie widziałem i zacząłem się… jakby to powiedzieć… zastanawiać.

– Boże, ale z ciebie marny kłamca – roześmiała się Adrienne. – Prawda jest taka, że zostałam puszczona kantem.

– O rany, Ren, tak mi przykro.

Adrienne niepotrzebne było moje współczucie.

– Nie przejmuj się, wszystko jest w porządku. Przemyślałam sprawę do samych podstaw.

– Masz na myśli sens bytu?

– No… te rzeczy… dotyczące płci.

– Ach tak, sprawy płci… Masz może jakieś nowe pomysły w związku z… no wiesz?

– Nie. Nowe pomysły na ten temat miałam tak dawno temu, że zdążyłam o nich zapomnieć.

Czekałem na jakiś pozytywny gest z jej strony. Staliśmy, przyglądając się Jonasowi, który próbował wdrapać się na Emily, tak jakby była koniem. Suka znosiła to ze stoickim spokojem. Jonasowi udało się przejechać w ten sposób ze dwa metry. Przyszło mi do głowy, że może pobił rekord.

– Nadal jesteś lesbijką?

Adrienne zdzieliła mnie w ramię, aż zabolało.

– Dobrze wychowani ludzie nie zadają takich pytań.

– Więc jak dobrze wychowani ludzie mają się tego dowiedzieć?

– Dobrze wychowani ludzie pilnują swoich interesów.

– Czyj jest ten lexus? – zapytałem wprost. Adrienne wytrzeszczyła na mnie oczy.

– Jaki lexus?

– Ktoś przyjeżdżał do ciebie lexusem. Czyj to wóz?

Adrienne wydała gardłowy dźwięk, który przyjąłem z niesmakiem.

– Czy to w porządku, żeby kobieta żyjąca samotnie z dzieckiem w takiej cholernej dziczy nie mogła liczyć na odrobinę prywatności? Zaczynam rozumieć tych dziwaków z Idaho, którzy nie rozstają się z rewolwerami.

– Posłuchaj, Ren, żyjemy jakby w sąsiadujących ze sobą akwariach. Niechcący zaglądamy w twoje sprawy. A ty zaglądasz w nasze.

– To nie fair. Moje sprawy są znaczne bardziej interesujące. Czy przyjrzeliście się kiedy waszemu życiu z pewnego dystansu? W niczym nie przypomina brazylijskiego serialu.

Nie dowiedziałem się, do kogo należy ten lexus.

Wieczorem, kiedy leżeliśmy już w łóżku, opowiedziałem o rozmowie z Adrienne.

– Dobrze wygląda? – spytał.

– Kwitnąco.

– Nasz zakład jest nadal ważny – podsumowała. – Pogadam z nią. Na pewno powie mi rzeczy, które zataiła przed tobą. Wciąż twierdzę, że lexus należy do jakiegoś chłopaka, a nie dziewczyny.

W poniedziałek rano Lauren zadzwoniła do Mary Wright. Mary przygotowała całą listę pytań o obowiązujące w Kolorado prawo i przepisy proceduralne i prosiła o jak najszybsze odpowiedzi. Lauren zaproponowała pocztę elektroniczną, ale Mary wolała mieć to na papierze, ustaliły więc, że będą przesyłać sobie korespondencję faksem. Pierwsza kartka z nadrukiem Ministerstwa Sprawiedliwości zaczęła się wyłaniać z naszego aparatu w chwili, gdy wychodziłem z domu.

Lauren miała nadzieję, że zdoła przygotować odpowiedzi do końca tygodnia.

11.

Lot do Kolumbii Brytyjskiej przebiegał bez zakłóceń. Przynajmniej dwadzieścia miejsc w boeingu 737 było wolnych, a jedno z nich znajdowało się przed moim, przy przejściu między rzędami foteli. Poczułem się jak w siódmym niebie, mogąc rozprostować nogi. Przez dwie godziny czytałem książkę biograficzną i dopiero gdy pilot skierował maszynę ku ziemi, przeniosłem uwagę na to, co dzieje się za oknem. Mój wzrok powędrował śladem kilwateru wycieczkowego statku, który kierował się na północ w kierunku cieśniny Georgia i wewnętrznego przesmyku. W przeciwnym kierunku płynął frachtowiec zmierzający na Pacyfik przez cieśninę Juan de Fuca.

Wyobraziłem sobie, że płynę najpierw na jednym, potem na drugim statku.

Po długiej zimie i chłodnej wiośnie w pustynnym Kolorado zieleń i bogactwo północno-zachodnich krajobrazów kusiły nieodpartym urokiem. Widoczność była dobra, mogłem więc odróżnić szczegóły topograficzne odległej wyspy Vancouver. Na bliższych wysepkach i przesmykach archipelagu San Juan dostrzegłem wiele miejsc, w których można by znaleźć odosobnienie. Vancouver do nich nie należy. Zacząłem żałować, że nie załatwiłem sobie dłuższego pobytu.

Funkcjonariusze kanadyjskiej straży granicznej i celnicy pracowali sprawnie, więc już kwadrans po wylądowaniu szedłem w kierunku poczekalni dla odlatujących. Kiedy wypełniałem amerykański formularz imigracyjny, kusiło mnie, aby w rubryce dotyczącej długości pobytu w Kanadzie wpisać: piętnaście minut. Formalnie biorąc, wyjechałem ze Stanów, przybyłem do Kanady i wróciłem, nie opuszczając ani na chwilę lotniska w Vancouver.

Urzędnik, który sprawdził mój paszport, celnik, który nie sprawdził mojego podręcznego bagażu, i bileter, który wręczył mi kartę pokładową na lot powrotny, byli azjatyckiego pochodzenia. Najwyraźniej Vanouver stało się mekką dla ludzi zamieszkujących obrzeża Pacyfiku.

Poczekalnia była urządzona skromnie, ale wygodna, a obsługa bardzo uprzejma. Doskonałe miejscowe piwo z beczki, świetne zakąski, świeże owoce, przyjaźni ludzie. Kupiłem coś do jedzenia i picia i usiadłem w małej sali konferencyjnej, gdzie, jak mi powiedziano, miałem czekać na pana Hamamoto.

Pojawił się w drzwiach po dziesięciu minutach. Spodziewałem się zobaczyć mężczyznę niskiego wzrostu, tymczasem Taro Hamamoto miał prawie metr osiemdziesiąt. Jego wygląd wskazywał, że nie przekroczył jeszcze pięćdziesiątki, a szczupłą, wysportowaną sylwetką przypominał długodystansowca. Witając się z nim, stwierdziłem, że mam przed sobą człowieka o nienagannych manierach.

Uścisnęliśmy sobie ręce. Pan Hamamoto skłonił się lekko i wręczył mi wizytówkę. Sięgnąłem do portfela i podałem mu swoją.

– Witam pana, doktorze Gregory – powiedział. – Miło mi pana poznać.

– Cała przyjemność po mojej stronie. Cieszę się, że mogę z panem porozmawiać, panie Hamamoto.

– Mam nadzieję, że się nie spóźniłem.

– Nie, bynajmniej. Samolot wylądował trochę przed czasem, a formalności załatwiono błyskawicznie.

Hamamoto rzucił okiem na pusty talerz i butelkę wody mineralnej stojące przede mną na stole.

– Czy ma pan ochotę posilić się czymś, zanim zaczniemy? – spytał.

– Nie, dziękuję, już to zrobiłem. Może zamówić coś dla pana?

– Doprawdy, nie trzeba – odparł. – Jeśli nie ma pan nic przeciwko temu, możemy zaczynać. Jestem… bardzo ciekaw tego, co usłyszę od pana. Nieczęsto mam okazję rozmawiać o mojej córce. – Jego oczy wyraźnie posmutniały. – Moja żona… cóż, moja żona wolałaby zapomnieć o tym nieszczęściu. Czy jest sens, żeby do niego wracać?

1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 84
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)