Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Kostnica - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kostnica

Электронная книга - «Kostnica». Краткое содержание книги:

Profesor Nathan Underhill, próbuje wyhodować mitycznego gryfa, by z niego pozyskać materiał do badań nad komórkami macierzystymi i zastosowaniem ich w leczeniu wielu chorób, wobec których medycyna była dotychczas bezradna. Doktor Christian Zauber, dyrektor Domu Spokojnej Starości Murdstone, także pracuje nad odtworzeniem mitycznej istoty – bazyliszka. On jednak korzysta w swej pracy z alchemii i czarnej magii. Podczas nocnej wizyty w domu starców, Nathan i jego żona Grace odkrywają potworną tajemnicę Zaubera. Niestety wyprawa kończy się tragicznie – Grace, porażona spojrzeniem bazyliszka, zapada w śpiączkę. Tymczasem doktor Zauber znika. Na pomoc Nathanowi przychodzi młoda dziennikarka, która trafia na ślad doktora ukrywającego się w Krakowie. W pięknej scenerii krakowskiej Starówki rozpoczyna się śmiertelna gra, w której amerykański naukowiec walczy o życie z przerażającym potworem powołanym do życia przez szaleńca o nadludzkich zdolnościach.
1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 52
Перейти на страницу:

– Proszę wejść. – Podszedłem, stąpając po podłodze wyłożonej płytkami ceramicznymi. Spojrzałem przez szklaną ścianę.

Widok Bryana, który leżał w tym rażąco niebieskim pomieszczeniu, z gołą czaszką wspartą na poduszce i nie naruszonym ciałem odzianym w zielony fartuch szpitalny, był przerażający. Mimo że uczestniczyłem w szokującym wyciąganiu go z komina, było ponad moje siły patrzeć na ten szczerzący zęby szkielet. Co gorsza, na elektrycznym monitorze, ustawionym obok jego łóżka, miałem obraz powolnego, lecz regularnego bicia serca – maleńkie, sunące błyski światła, które oznaczały: ja wciąż żyję.

– Nie wierzę – wyszeptałem. – Widzę to na własne oczy, ale po prostu nie wierzę.

Doktor Jarvis podszedł do mnie. Był blady jak ściana, a pod oczami miał fioletowe sińce ze zmęczenia.

– Ja też nie. Lecz… to widać. Jego puls jest bardzo powolny, ale regularny i silny. Gdybyśmy go teraz uśmiercili, nie byłoby wątpliwości, że popełniamy zabójstwo.

Młody praktykant, który stanął obok nas, odezwał się:

– On już długo nie wytrzyma, proszę pana. Jest taki chory.

Jarvis wzruszył ramionami.

– Nie o to chodzi, Perring, że on jest chory. On jest martwy, a w każdym razie powinien być martwy.

Patrzyłem tępo przez cztery czy pięć minut na białą, połyskującą głowę Bryana. Puste oczodoły wyglądały jak ciemne drwiące oczy, a szczęki odsłoniły się w niesamowitym grymasie. Doktor Jarvis, stojący obok, nie powiedział nic, ale kącikiem oka mogłem dostrzec jego dłonie, które nerwowo kręciły w palcach długopis.

A w głębi tej oświetlonej na niebiesko sali trwało bicie serca, bezustannie po ekranie kursowały punkciki, świadczące o tym, że Bryan Corder żył w strasznym piekle koloru akwamaryny, piekle, którego nigdy nie zobaczy ani nie zrozumie.

– Wpadłem na coś, co można by nazwać teorią. Chce pan posłuchać? – powiedział doktor Jarvis ochryple.

Z ulgą odsunąłem się od szklanej tafli, odwracając wzrok i myśli od znajdującej się za nią żywej czaszki.

– Jasne. Niech pan mówi. Jane też ma jakieś swoje teorie, chociaż muszę przyznać, że są dość nieobliczalne.

– Obawiam się, że moje są pewnie tak samo szalone jak jej.

Wziąłem go za ramię.

– Czy można się tu czegokolwiek napić? Przydałoby mi się coś mocniejszego.

– Mam lodówkę w swoim gabinecie.

Wyszliśmy z pokoju obserwacyjnego i wróciliśmy tym samym korytarzem do gabinetu doktora Jarvisa. Pomieszczenie było ciasne, starczało miejsca zaledwie na biurko, maleńką lodówkę i wąski tapczan. Widok za oknem mógł zachwycić jedynie wielbicieli zaplecz. Oprócz tandetnej lampy i sterty magazynów medycznych oraz fotografii Jarvisa, stojącego na rustykalnym mostku u boku piegowatej dziewczynki („to moja córka i mojej byłej żony, niech ją Bóg błogosławi") pokój był pozbawiony ozdób, nagi.

– Nazywam to schowkiem na miotły – wyjaśnił Jarvis, uśmiechając się kwaśno. Najlepsze gabinety są umieszczone wzdłuż ściany zachodniej, nad oceanem, ale trzeba tutaj popracować chyba ze sto lat, żeby tam się dostać.

Wyjął z szuflady biurka butelkę ginu, a z maciupeńkiej lodówki wyczarował tonik i kostki lodu. Zrobił nam po koktajlu, potem usiadł i oparł nogi o biurko. Jeden z jego butów miał wytartą podeszwę aż do wkładki tekturowej.

– Jane uważa, że to, co dzieje się w domu Wallisa, ma coś wspólnego z legendami indiańskimi powiedziałem. – Ponoć Mount Taylor była niegdyś domem jakiegoś olbrzyma zwanego Wielkim Potworem, a Cabezon Peak to jego łeb. Obcięto mu go za pomocą błyskawicy.

Doktor Jarvis zapalił papierosa i poczęstował mnie. Ostatnio nie paliłem dużo, ale teraz czułem, że mógłbym wypalić całą paczkę. Gdzieś na dnie żołądka dostawałem mdłości i za każdym razem, gdy myślałem o pustych oczach Bryana Cordera, miałem uczucie, że coś się we mnie przelewa.

– No cóż, niewiele się znam na legendach – odpowiedział doktor Jarvis – ale chyba istnieje jakiś związek między tym, co przytrafiło się Machinowi, a tym, co stało się z Corderem. Niech pan pomyśli: obaj badali dziwne odgłosy w domu przy Pilarcitos i obaj rzeczywiście odtwarzają zasłyszane dźwięki – Machin oddycha tak, jak oddychało to coś w bibliotece Seymoura Wallisa, natomiast serce Cordera bije podobnie do rytmu słyszanego w przewodzie kominowym.

Pociągnąłem ginu z tonikiem.

– Więc jaką pan ma teorię?

Doktor Jarvis skrzywił się.

– To właśnie jest cała moja teoria. To coś, te wpływy czy moce, które opanowały dom, przemycają się na zewnątrz w kawałkach.

– No, jasne – powiedziałem lakonicznie. – A co będzie następne? Ręce i nogi? Nos czy oczy?

Ale mówiąc te słowa, myślałem o czymś jeszcze. Przypomniałem sobie to, co powiedziała Jane podczas naszej rozmowy telefonicznej, zaledwie godzinę czy dwie temu: Slowo w narzeczu Navaho, którego nie umiem wypowiedzieć, ale ono oznacza: powrócić ścieżką wielu kawałków.

A na kołatce było napisane: „Wróć".

– Co się stało? – zapytał doktor Jarvis. – Czy pan jest chory?

– Nie wiem. Może. Ale to, co mówiła Jane, w jakiś sposób łączy się z tym, co pan właśnie powiedział. Żył przed wiekami jakiś demon, czy coś podobnego, który pokonał Wielkiego Potwora, chociaż potwór ten był prawie niezniszczalny i nie mogła go tknąć ani ręka ludzka, ani demona. Ten demon nazywał się Pierwszy, Który Użył Słów dla Siły, czy jakoś podobnie.

Jarvis wypił gin z tonikiem i zrobił sobie następny.

– Nie widzę tu związku – powiedział.

– Ten związek to informacja, że dewizą demona było słowo indiańskie, które znaczy „powracać ścieżką wielu kawałków".

Zmarszczył brwi.

– Więc?

– Więc to wszystko… To, co zdaniem pana opętało dom Wallisa, przemyca się na zewnątrz w kawałkach! Najpierw oddychanie, teraz bicie serca.

Doktor Jarvis popatrzył na mnie długo i przenikliwie i nawet nie tknął drinka. Nieco zażenowany dodałem:

– To tylko pomysł. To wszystko wydaje się zbyt wielkim zbiegiem okoliczności.

– Czy sugeruje pan, że te dźwięki w domu Wallisa mają coś wspólnego z demonem, który stopniowo obejmuje władzę nad ludźmi? Kawałek po kawałku?

– A pan? Czy pan również tego nie sugeruje?

1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 52
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)