Puchar Amrity
- Автор: Бердник Александр Павлович
- Год: 1971
- Язык: польский
- Год: INSTYTUT WYDAWNICZY
- Переводчик: Adam Galis
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Puchar Amrity». Краткое содержание книги:
Powojenne lata nie przyćmiły, nie zachwiali dawnej przyjaźni. Harry przygotowuje się do polotu na Księżyc, Mychajło odsłonia tajemnicy dalekich galaktyk, Swami studiuje złożoność psychiki ludzkiej. Lecz obok szczytów naukowych odkryć często działają przepaści rozpaczy i rozczarowania. Tylko w tytanicznej walce ducha i serca można odszukać jasną drogę do wiekopomnych wartości prawdy i miłości.
Powieść feeryczna „Puchar Amrity” Ołesia Berdnyka dotyka ważnych pytań etyki, tajemnic bytu.
A może to sen? Długie, niewymownie długie marzenie? Kiedy się ono skończy?
Oto już są na szczycie, Swami pewnym krokiem skręca na prawo. Schodzą na południowy stok, skały zakrywają przed nimi piekło ognia, oddychają smolną wonią, wysokie świerki szumią na powitanie.
Nerwy nie wytrzymują — zbiegowie przyśpieszają kroku, oddalając się od przeklętego miejsca. Strzelanina ucichła, prawie nie słychać wybuchów. Dookoła — chwytkliwe gałęzie drzew, elastyczny dywan miękkiego mchu. Tak chciałoby się spocząć na nim! Nie można! Naprzód, naprzód! Dzwoni w głowie, nogi uginają się z wysiłku, ciało drętwieje, tylko serce wali jak młot i wydaje się, że to ono swoją magiczną siłą porywa zbiegów coraz dalej i dalej, do życia, do ocalenia.
Szli całą noc, do świtu. Minęli kilka potoków, trzy czy cztery małe przełęcze. Nie odpoczywali, nie schylali się, by napić się wody. Pragnęli tylko jednego — znaleźć się jak najdalej od pułapki.
Kiedy na horyzoncie rozbłysnęła gwiazda poranna, Mychajło nie wytrzymał. Pochylił się nad chłodnym kamieniem, dotknął policzkiem jego mokrej powierzchni.
— Nie mogę dłużej, Swami. Muszę odpocząć…
— Ja też — westchnął Amerykanin. — Nogi odmawiają mi posłuszeństwa…
— Zgoda — rzekł Hindus. — Wydaje mi się, że odeszliśmy dostatecznie daleko. Nie znajdą nas…
Wyszukali odpowiednią kryjówkę w zaroślach leszczyny. Położyli się.
Spali jak zabici. Zbudziły ich cudowne trele słowika. Ptaki skakały wśród zielonych gałęzi, krople słońca spadały przez listowie na ziemię; wszystko łączyło się w urzekającą symfonię.
Mychajło otworzył oczy. Zobaczył uśmiechniętą twarz Swamiego. Powiedział cicho:
— Czy to prawda?
— Prawda, Mychajło — powiedział Hindus.
— Jak to się stało? Dlaczego nas nie spostrzegli? Mieliśmy szczęście? Udało się?
— Złożyłeś przyrzeczenie, Mychajło — przypomniał mu Swami. — Nie zapomniałeś?
— Nie, nie zapomniałem, przyjacielu. Ale czyżby to pomogło? Co mają wspólnego moje słowa z tym fantastycznym wydarzeniem?
— Kiedyś to zrozumiesz — odparł zamyślony Swami. — Teraz potrzebne jest tylko jedno: nie zapominaj o swojej obietnicy. Jeśli ją naruszysz — wróci przeszłość…
— Co ty mówisz? — zdziwił się Mychajło. — Jak może wrócić?
— Nie sytuacja — rzekł Swami — lecz zbieg energii. Mój bracie, to można łatwo zrozumieć. Bierzesz ciężar, zobowiązałeś się go nieść. Wytężasz wszystkie siły. Chociaż ciężko, niesiesz jednak. Jeśli jednak twoja wola osłabnie i nie zechcesz dźwigać ciężaru — on ciebie zmiażdży. Trzeba nieść do końca. Trzeba! Kto wziął dużo na siebie dla dobra innych — przed tym wiele się odsłoni.
Harry poruszył się, przeciągnął się słodko. Przetarł oczy. Uśmiechnął się szeroko w poczuciu bezpieczeństwa.
— Filozofujecie? — powiedział dobrodusznie. — Jaki mi się sen przyśnił! Wypłynąłem z ojcem jachtem. Straszliwa burza. My jednak wcale się nie boimy. Zarzucamy sieci. Nie zwykłe sieci, ale srebrne. I złowiliśmy wspólnie z ojcem trzy ryby — jakieś złociste, przezroczyste, figlarne. A potem — już nie ryby, tylko piękne dziewczęta. Niby rusałki albo jakieś nimfy…
— Każdy ma swoje sny — odezwał się Mychajło. — Czas zjeść śniadanie — iw drogę. Według mnie, jesteśmy gdzieś w Jugosławii. Niedaleko Zagrzebia. Może trafimy na partyzantów…
Amerykanin otworzył torbę, wyjął spory kawałek sera, suchary. Swami niespokojnie popatrzył na towarzyszy i rzekł:
— Przyjaciele, więcej was nie będę ostrzegał. Może wkrótce się rozstaniemy. Tylko nie zapomnijcie tej nocy. Nie zapomnijcie. Życie weźmie was w obroty, maja rozrzuci gęste sieci, daleka przygoda wydawać się będzie nieprawdopodobna i nielogiczna… A jednak wspominajcie tę noc poważnie i nie zapomnijcie o przyrzeczeniu…
— Okay! — odezwał się Amerykanin, kładąc rękę na ramieniu Hindusa. — Przecież obiecałem, znajdę cię w Himalajach, Swami, gdziekolwiek będziesz. Spotkamy się jeszcze…
— Nie zapomnę, Swami — rzekł cicho Mychajło.
Po dwóch dniach zbiegowie spotkali się z patrolem zwiadowczym Narodowej Armii Jugosławii…
Słowo pierwsze — Pajęczyna
Wstańcie, wstańcie! Dlaczego śpicie? Jakiż sen dla bezsilnych, zatrutych cierpieniami i smutkiem!..
Wstańcie, wstańcie! Uczcie się życia, które poprowadzi do pokoju, by władca śmierci nie skorzystał z waszej beztroski i schlebiając wam nie pokonał was swoją siłą.
…Nie utraćcie decydującej chwili życia: kto jej nie zatrzyma, kto jej pozwoli wyśliznąć się, ten skazuje siebie na zagładę…