Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Powrót z gwiazd (на польском языке)
Powrót z gwiazd (на польском языке) - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Powrót z gwiazd (на польском языке)

Электронная книга - «Powrót z gwiazd (на польском языке)». Краткое содержание книги:

Bohater, kosmonauta Hal Bregg, uczestnik wyprawy badawczej do Fomalhaut, wraca na Ziemię po 10 latach spędzonych w przestrzeni kosmicznej wg czasu pokładowego. Z powodu zjawiska dylatacji czasu na Ziemi upłynęło 127 lat — po tym czasie na rodzimej planecie zmieniło się wszystko. Nie tylko w sferze techniki, ale przede wszystkim, obyczajowości. Zabiegiem, który miał w założeniu wyeliminować stosowanie przemocy w stosunkach międzyludzkich, ale wpłynął na całą aktywność ludzi, jest betryzacja. Uczestnicy wyprawy badawczej, w której brał udział Hal, są jedynymi osobami na planecie niepoddanymi temu zabiegowi. Konfrontacja zniewieściałego społeczeństwa przyszłości i pierwotnego w swych instynktach, bohatera, to główna oś fabularna powieści.
1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 62
Перейти на страницу:

— Wątpię — odparłem, potrząsając głową. — Wróciłem dopiero wczoraj… z bardzo długiej podróży.

— Skąd?

— Z Fomalhaut. Jego oczy rozbłysły.

— Arder! Tom Arder!!

— Nie — powiedziałem. — Ale byłem z nim.

— A on?

— Zginął.

Dyszał.

— Niech mi pan… pomoże… usiąść.

Ująłem go za ramiona. Pod czarnym, śliskim materiałem były same kości. Opuściłem go powoli na ławkę. Stałem nad nim.

— Niech pan… siada.

Usiadłem. Dyszał wciąż, z przymkniętymi oczami.

— To nic… wzruszenie — szepnął. Po chwili uniósł powieki. — Jestem Roemer — powiedział po prostu.

Zaparło mi dech.

— Jak to… pan… pan?… Ile…

— Sto trzydzieści cztery — powiedział sucho. — Wtedy miałem… siedem…

Pamiętałem go. Przyjechał do nas z ojcem, fenomenalnym matematykiem, który był asystentem Geonidesa — twórcy teorii naszego lotu. Arder pokazał wtedy chłopcu wielką halę testową, centryfugi — taki został mi w pamięci: żywy jak iskra siedmiolatek, z czarnymi oczami ojca; Arder podniósł go w powietrze, żeby malec mógł zobaczyć z bliska wnętrze grawikamery, w której siedziałem.

Milczeliśmy obaj. W tym spotkaniu było coś niesamowitego. Wpatrywałem się, poprzez ciemność, z jakąś zachłanną, bolesną chciwością w jego tak strasznie starą twarz, i gardło mi się ściskało. Chciałem wyjąć z kieszeni papierosa, nie mogłem trafić do niej, tak latały mi palce.

— Co się stało z Arderem? — spytał.

Powiedziałem mu.

— Nie odnaleźliście — nic?

— Nie. Tam się nie odnajduje… wie pan.

— Wziąłem pana za niego…

— Rozumiem. Wzrost, i tak dalej — powiedziałem.

— Tak. Ile ma pan teraz lat? Biologicznych…

— Czterdzieści.

— Mogłem… — szepnął.

Zrozumiałem go.

— Niech pan nie żałuje — powiedziałem twardo. — Niech pan tego nie żałuje. Niech pan niczego nie żałuje, rozumie pan?

Pierwszy raz przeniósł spojrzenie na moją twarz. — Dlaczego?

— Bo nie mam tu co robić — powiedziałem. — Nikt mnie nie potrzebuje. Ani ja… nikogo.

Jakby nie usłyszał mnie.

— Jak się pan nazywa?

— Bregg. Hal Bregg.

— Bregg — powtórzył. — Bregg… nie. Nie pamiętam. Był pan tam?

— Tak. W Apprenous, kiedy pana ojciec przywiózł poprawki, wykryte przez Geonidesa w ostatnim miesiącu przed startem… okazało się, że współczynniki refrakcji w ciemnych pyłach były zbyt niskie… nie wiem, czy panu to cos mówi? — zatrzymałem się niepewnie.

— Mówi. A jakże — odpowiedział ze szczególną intonacją. — Mój ojciec. A jakże. W Apprenous? Ale co pan tam robił? Gdzie pan był?

— W komorze grawitacyjnej, u Janssena. Pan był tam wtedy, Arder pana przyprowadził, stał pan na górze, na mostku, i patrzał pan, jak mi dają czterdzieści g. Kiedy wylazłem, krwawiłem z nosa… pan mi dał swoją chusteczkę…

— A! To był pan?

— Tak:

— Zdawało mi się, że ten człowiek, w komorze… miał ciemne włosy.

— Tak. Nie mam jasnych. Są siwe. Tylko teraz nie widać dobrze.

Nastało milczenie, dłuższe niż przedtem.

— Pan jest oczywiście profesorem? — powiedziałem, tylko aby je przerwać.

— Byłem. Teraz już… nic. Od dwudziestu trzech lat. Nic. — I jeszcze raz, bardzo cicho, powtórzył: — Nic.

— Kupowałem dziś książki… i była między nimi topologia Roemera. Czy to pan, czy pana ojciec?

— Ja. Pan jest matematykiem?

Popatrzył na mnie jakby z nowym zainteresowaniem.

— Nie — powiedziałem. — Ale… miałem sporo czasu… tam. Każdy robił, co chciał.

Mnie… pomogła matematyka.

— Jak pan to rozumie?

— Mieliśmy moc mikrofilmów: beletrystykę, powieści, co pan tylko chce. Wie pan, żeśmy zabrali trzysta tysięcy tytułów? Ojciec pana pomagał Arderowi kompletować część matematyczną…

— Wiem o tym.

— Początkowo traktowaliśmy to jako… rozrywkę. Zabijanie czasu. Ale już po paru miesiącach, kiedy kompletnie urwała się łączność z Ziemią i wisieliśmy tak — pozornie nieruchomi względem gwiazd — to, wie pan, czytać, że jakiś Piotr palił nerwowo papierosa i nękało go, czy Łucja przyjdzie, i że weszła i mięła rękawiczki, to człowiek najpierw zaczynał się z tego śmiać jak ostatni idiota, a potem diabli wprost brali. Jednym słowem, nikt tego potem nawet nie tykał.

— I matematyka?

— Nie. Nie od razu. Najpierw wziąłem się do języków, wie pan, i nie rzuciłem tego do końca, chociaż wiedziałem, że to prawie nieużyteczne, bo kiedy wrócę, będą archaicznymi dialektami. Ale Gimma — i Thurber zwłaszcza — zachęcali mnie do fizyki. że to się może przydać. Zabrałem się do niej, z Arderem i Olafem Staave, tylko my trzej nie byliśmy naukowcami…

— Przecież pan miał stopień.

— Tak, magisterium z teorii informacji, kosmodromię i dyplom inżyniera jądrowca, ale to wszystko było profesjonalne, nie teoretyczne. Pan przecież wie, jak inżynier zna się na matematyce. Tak, więc fizyka. Ale chciałem mieć jeszcze coś — własnego. I dopiero czysta matematyka. Nie miałem nigdy matematycznych zdolności. śadnych. Nic, prócz uporu.

— Tak — powiedział cicho. — Trzeba go było mieć, żeby… polecieć.

— Raczej, żeby się dostać do ekspedycji — poprawiłem go. — I wie pan, dlaczego tak było, z matematyką? Tam to dopiero zrozumiałem. Bo ona jest ponad wszystkim. Rzeczy Abla i Kroneckera są takie dobre dziś, jak przed czterystu laty, i zawsze tak będzie. Powstają nowe drogi, ale stare dalej prowadzą. Nie zarastają. Tam… tam jest wieczność. Tylko matematyka nie obawia się jej. Tam zrozumiałem, jaka jest ostateczna. I mocna. Nie było nic takiego. I to. że tak ciężko mi szło, też było dobre. Mordowałem się z tym i kiedy nie mogłem spać, powtarzałem sobie materiał przerobiony za dnia…

— Ciekawe — powiedział. Ale w jego głosie nie było zaciekawienia. Nie wiedziałem nawet, czy mnie słucha. W głębi parku przelatywały słupy ogniste, czerwone i zielone pożary, towarzyszyły im chóralne okrzyki radości. Tu, gdzie siedzieliśmy, pod drzewami, było ciemno. Zamilkłem. Ale ta cisza była nie do zniesienia.

— To miało dla mnie wartość samozachowawczą — powiedziałem. — Teoria mnogości… to, co Mirea i Awerin zrobili z dziedzictwem Cantora, wie pan. To operowanie wielkościami nadskończonymi, pozaskończonymi, te kontinua dokładnie rozszczepialne, mocne… to było wspaniałe. Czas, w którym siedziałem nad tym, pamiętam, jakby to było wczoraj.

— To nie jest takie nieużyteczne, jak pan myśli — mruknął. Jednak słuchał. — Nie słyszał pan pewno o pracach Igalli?

— Nie, co to jest?

— Teoria nieciągłego antypola.

— Nie wiem nic o antypolu. Co to jest?

— Retronihilacja. Z tego wyszła parastatyka.

— Nawet nie słyszałem tych terminów.

— No tak, bo to powstało przed sześćdziesięciu laty. To był zresztą dopiero wstęp do grawitologii.

— Widzę, że będę musiał przysiąść fałdów — powiedziałem. — Grawitologia to chyba teoria grawitacji, co?

— Więcej. Tego się nie da powiedzieć inaczej aniżeli matematyką. Przeszedł pan Appiano i Frooma?

— Tak.

— No, to nie powinien pan mieć żadnych trudności. To są rozwinięcia metagenów w n— wymiarowym konfiguracyjnym zbiorze wyrodniejącym.

1 ... 17 18 19 20 21 22 23 24 25 ... 62
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)