Przejście
- Автор: Уиллис Конни
- Год: 2003
- Язык: польский
- Год: Zysk i S-ka
- ISBN: 83-7298-253-8
- Переводчик: Piotr Budkiewicz
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Przejście». Краткое содержание книги:
— Nic się nie stało. — Twarz Carla przybrała normalną barwę.
Richardowi przyszło do głowy, że ich gospodarz wyglądał jak ktoś, kto będąc w opałach, nagle usłyszał trąbkę kawalerii wygrywającą sygnał do boju.
— Proszę się nie krępować — zachęcił Carl. — Niech pani odbierze.
Kit spojrzała na Richarda przepraszająco i przyłożyła telefon do ucha.
— Słucham?
Richard pomyślał, że to na pewno pani Gray z pytaniem, gdzie jest cukier. Albo musztarda.
— O, cześć Vielle — przywitała się Kit. — Tak, jest tutaj. — Wręczyła Richardowi słuchawkę.
— Przepraszam. — Richard podszedł do kominka. — Vielle…
— Co się dzieje? Jeden ze stażystów przekazał mi jakąś niezrozumiałą wiadomość. To chyba niemożliwe, aby któremukolwiek z nich udało się kiedyś czegoś nie pokręcić…
— Nie mogę teraz rozmawiać. — Richard zasłonił słuchawkę ręką. — Zadzwonię później.
— Nie uda ci się — zaprotestowała Vielle. — Mamy tutaj prawdziwą klęskę. Mgła…
Richard wyłączył telefon.
— Do widzenia — powiedział w próżnię i oddał komórkę Kit. — Przepraszam — zwrócił się do Carla.
— Wszystko w jak najlepszym porządku — usłyszał w odpowiedzi. — Na czym stanęliśmy? Ach tak, pytali mnie państwo, co pamiętam ze swojej śpiączki. Obawiam się, że moja odpowiedź brzmi: zupełnie nic.
Cholera jasna, Vielle, pomyślał Richard. A już miał nam powiedzieć.
— Ostatnią rzeczą, którą pamiętam, jest moja żona, prowadząca mnie do samochodu, aby odwieźć mnie do szpitala — oznajmił Carl. Jego ręce na poręczach fotela były odprężone i spokojne. — Z trudnością zapięła mi pasy, a następne, co pamiętam, to widok nie znanej mi pielęgniarki, która rozsuwała zasłony, i państwa przyjaciółki. Rozmawiałem z nią przez kilka minut, najwyżej pięć. Spytała mnie, jak się mam, i przez chwilę gawędziliśmy, a potem wstała i oznajmiła, że musi iść. — Ponownie uśmiechnął się do Kit.
— O czym gawędziliście? — spytał Richard.
— Prawdę mówiąc, nie pamiętam. — Carl wzruszył ramionami. — Obawiam się, że sporo zapomniałem z pierwszych dni po przebudzeniu. Widzą państwo, to z powodu lekarstw. Sądzę, że one odpowiadają także za to, co mi się śniło w czasie śpiączki.
— Twierdził pan, że to nie były sny — zaprotestował Richard.
— Czyżby? — odparł spokojnie Carl. — Chodziło mi o to, że nie pamiętam swoich snów.
Richard pomyślał, że to kłamstwo.
— Oto twoja herbata. — Pani Aspinall weszła do pokoju i wręczyła mężowi kubek. — Kiedy ją wypijesz, powinieneś się położyć. Blado wyglądasz. — Przycisnęła mu rękę do czoła. — Zdaje się, że masz gorączkę. Jestem pewna, że doktor Wright i pani Gardiner zrozumieją.
— Przykro mi, że nie mogłem państwu pomóc — stwierdził Carl i odwrócił się do żony. — Masz rację, jestem zmęczony. Chyba się położę.
— Wskażę doktorowi Wrightowi i pani Gardiner drogę do wyjścia, a potem wrócę i pościelę ci łóżko.
Wstali.
— Jeśli przypomni pan sobie cokolwiek, prosimy o kontakt — odezwała się Kit.
— Nie powinni państwo na to liczyć. Doktor Cherikov twierdzi, że im więcej czasu minie, tym słabiej będę pamiętał o całym zdarzeniu.
— No i bardzo dobrze — podsumowała pani Aspinall. — Powinieneś zapomnieć o przeszłości i skoncentrować się na teraźniejszości i przyszłości. Prawda, panie Wright? Chciałabym bardzo państwu podziękować za przybycie.
Koniec rozmowy. Pani Aspinall szybko poprowadziła ich korytarzem do drzwi frontowych i pomogła im włożyć płaszcze. Wyraźnie chciała ich jak najszybciej pożegnać, aby wrócić do męża.
— To miło, że chciało się państwu pokonywać tak długą trasę. — Otworzyła drzwi.
— A może pani zechciałaby nam pomóc — zaryzykował Richard. — Pani mąż powiedział Joannie coś, co naprowadziło ją na trop jakiegoś odkrycia. To dotyczyło jego wspomnień ze śpiączki.
— Już pan słyszał, on nic nie pamięta. Jego wspomnienia dotyczące pobytu w szpitalu są bardzo mgliste…
— Ale mógł podzielić się nimi z panią — zasugerowała Kit. — Na przykład wtedy, gdy go pani ujrzała po raz pierwszy po przebudzeniu. Może coś napomknął na temat tego, co widział…
— Pani mąż powiedział, że to, co widział podczas śpiączki, nie było snem — wtrącił się Richard. — Czy powiedział pani, co to było?
Pani Aspinall spojrzała niepewnie w głąb holu.
— Bardzo prosimy — odezwała się Kit. — Pani mąż to jedyna osoba, która może nam pomóc. To ważne.
— Najważniejsza jest rekonwalescencja mojego męża — oświadczyła pani Aspinall. — Wciąż jest bardzo słaby. Jego nerwy… Nie sądzę, aby państwo rozumieli, przez co przechodził. Znalazł się o krok od śmierci. Nie zniosłabym kolejnej rozłąki. Muszę stawiać jego dobro na pierwszym miejscu…
— Mówiła pani, że Joanna była dla pani miła… — przypomniał Richard.
— To prawda. — Pani Aspinall zdjęła rękę z drzwi.
— Czy pani mąż powiedział cokolwiek na temat miejsca, w którym się znalazł? — spytał gwałtownie Richard. — Czy wspomniał główne schody?
Na końcu holu rozległo się głośne walenie laską.
— Mąż się niecierpliwi — powiedziała pani Aspinall. — Muszę go ułożyć do snu.
— Powiedział: „Ona była tam tylko przez kilka minut”, i myśl o tym, że znalazła się w tym samym miejscu wyraźnie go przeraziła. — Richard zignorował łomot. — Czy powiedział gdzie był albo dlaczego tak się bał?
— Muszę iść.
— Proszę zaczekać. — Richard sięgnął do kieszeni. — moja wizytówka z numerem pagera. Jeśli państwo sobie cokolwiek przypomną…
— Zadzwonię. Jeszcze raz dziękuję, że państwo przyjechali do nas z tak daleka — pożegnała się uprzejmie i zatrzasnęła drzwi.
Rozdział 53
„V… V…”