Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Jeden fałszywy ruch
Jeden fałszywy ruch - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Jeden fałszywy ruch

Электронная книга - «Jeden fałszywy ruch». Краткое содержание книги:

Myron Bolitar podejmuje się ochrony czarnoskórej gwiazdy żeńskiej koszykówki, Brendy, nękanej telefonicznymi pogróżkami. Jest inteligentna, piękna, ma poczucie humoru, lecz brak jej agenta. Czy kłopoty Brendy mają związek z tajemniczym zniknięciem jej matki przed dwudziestoma laty oraz z niewyjaśnioną śmiercią żony aktualnego kandydata na gubernatora, milionera Arthura Bradforda? Co stało się z ojcem Brendy, który jakby rozpłynął się w powietrzu, po wybraniu z konta wszystkich pieniędzy? Wspierany przez niezawodnego przyjaciela, Wina, Myron musi stawić czoła miejscowej mafii, oraz dotrzeć do sedna mrocznej tajemnicy, za którą jedni są gotowi umrzeć, a inni zabić…
1 ... 16 17 18 19 20 21 22 23 24 ... 69
Перейти на страницу:

– Chcesz, żebym z nim zamieszkała?

– Tylko na tę noc. Win ma mnóstwo bezpiecznych adresów. Znajdziemy ci coś.

Skrzywiła się.

– Wykształcony plutokrata, który korzysta z bezpiecznych kryjówek?

– Nie sądź go po pozorach.

Skrzyżowała ręce pod biustem.

– Nie zachowam się jak kretynka. Nie wygłoszę obłudnej tyrady, że nie pozwolę, żeby ta heca komplikowała mi życie. Pomagasz mi, chcę współdziałać.

– To dobrze.

– Ale ta liga wiele dla mnie znaczy. Tak samo jak moja drużyna. Nie zrezygnuję z nich.

– Rozumiem.

– Cokolwiek więc zrobimy, będę mogła trenować? Będę mogła zagrać w inauguracyjnym meczu w niedzielę?

– Tak.

Skinęła głową.

– W takim razie, zgoda. Dziękuję.

Zajechali pod akademik. Myron zaczekał na dole, aż Brenda się spakuje. Wprawdzie miała oddzielny pokój, ale zostawiła koleżance liścik, że na kilka dni zamieszka u znajomej. Wszystko to zajęło jej niespełna dziesięć minut.

Zeszła na dół z dwiema torbami na ramionach. Myron uwolnił ją od jednej. Kiedy wychodzili z akademika, zobaczył, że przy jego samochodzie stoi FJ.

– Zostań tu – powiedział.

Brenda, nic sobie z tego nie robiąc, dotrzymała mu kroku. Spojrzał w lewo. Stojący tam Bubba i Rocco pomachali mu. Nie zareagował. Miał ich gdzieś.

FJ, zrelaksowany tak, że aż za bardzo, oparł się o jego samochód jak pijak ze starego filmu o latarnię.

– Cześć, Brenda – powiedział.

– Cześć, FJ.

– Cześć, Myron – dodał i skinął głową.

Nie dość, że w jego uśmiechu brakło ciepła, to był to najbardziej mechaniczny uśmiech, jaki Myron widział w życiu. Wyłączny produkt uboczny mózgu, wysyłającego konkretne rozkazy grupie mięśni twarzy. Ograniczony do warg.

Myron okrążył forda, udając, że uważnie go ogląda.

– Nieźle go pan wyczyścił, FJ – pochwalił. – Ale następnym razem radzę bardziej przyłożyć się do dekli. Są brudne.

FJ spojrzał na Brendę.

– I to jest słynny ostry dowcip Bolitara, o którym tyle słyszałem? – spytał.

Wyrozumiale wzruszyła ramionami.

– To wy się znacie? – spytał Myron, wskazując ich rękami.

– Oczywiście – odparł FJ. – Chodziliśmy razem do liceum. W Lawrenceville.

Bubba i Rocco postąpili kilka ciężkich kroków. Wyglądali na młodych aktywistów Związku Drwali.

Myron wsunął się między Brendę a FJaya. Ten manewr w jej obronie pewnie ją wkurzył, ale trudno.

– Czym możemy służyć, FJ? – spytał.

– Chcę się upewnić, czy pani Slaughter honoruje swój kontrakt ze mną.

– Nie podpisałam z tobą żadnego kontraktu – odparła.

– Twoim agentem jest ojciec, niejaki Horace Slaughter, zgadza się?

– Nie. Moim agentem jest Myron.

– Tak?

FJ przesunął wzrok na Myrona. Myron patrzył mu prosto w oczy, ale nadal nie było w nich nic, niczym w oknach opuszczonego budynku.

– A ja słyszałem co innego.

Myron wzruszył ramionami.

– Życie to ciągła zmiana, FJ. Człowiek musi się dostosować.

– Dostosować lub zginąć.

– U-u-u.

FJ mierzył go wzrokiem jeszcze kilka sekund. Jego skóra przypominała mokrą glinę, którą może rozpuścić silna ulewa.

– Przed Myronem twoim agentem był ojciec – zwrócił się do Brendy.

– I co z tego? – wtrącił Myron.

– Podpisał z nami umowę. Zobowiązał się, że Brenda wycofa się z ligi ZKZ i zagra w ZLKK. To wszystko jest czarno na białym w kontrakcie.

Myron spojrzał na Brendę. Potrząsnęła głową.

– Czy na tym kontrakcie jest podpis pani Slaughter? – spytał.

– Jak powiedziałem, jej ojciec podpisał…

– Nie miał prawa. Macie jej podpis czy nie?

FJayowi bardzo nie spodobało się to pytanie. Bubba i Rocco podeszli jeszcze bliżej.

– Nie mamy.

– Więc nie macie nic. – Myron odblokował drzwiczki forda. – Było miło, choć za krótko. Zaopiekuję się moją klientką lepiej od was.

Bubba i Rocco ruszyli ku niemu. Otworzył drzwiczki. Pistolet miał pod fotelem. Rozważał, czy po niego sięgnąć. Ale byłaby to oczywiście głupota. Jedno z nich – on albo ona – pewnie by ucierpiało.

FJ uniósł rękę i dwaj goryle zamarli, jakby opsiukał ich zamrażaczem dla skopanych futbolistów.

– Nie jesteśmy gangsterami – powiedział. – Jesteśmy biznesmenami.

– Oczywiście – zgodził się Myron. – A tamci, Bubba i Rocco, to pańscy dyplomowani księgowi.

Na ustach FJaya pojawił się cienki uśmiech. Gadzi, a więc znacznie cieplejszy od poprzednich.

– Jeżeli jest pan rasowym agentem, to w pańskim interesie jest ze mną porozmawiać.

– Niech pan zadzwoni do mojej agencji, umówi się na spotkanie.

– W takim razie wkrótce porozmawiamy.

– Z chęcią. I niech pan jak najczęściej używa zwrotu „w Pańskim interesie”. Naprawdę robi wrażenie.

Brenda otworzyła drzwiczki i wsiadła. Myron za nią. FJ podszedł do okna od strony kierowcy i zastukał. Myron opuścił szybę.

– Podpiszesz z nami kontrakt albo nie – powiedział. – To tylko interes. Ale jeżeli cię zabiję, to dla przyjemności.

Myron już chciał strzelić kolejnym żartem, ale coś – może przypływ rozsądku – go powstrzymało. FJ odszedł, a za nim Rocco i Bubba. Patrzył, jak znikają. Serce trzepotało mu w piersi jak kondor w klatce.

11

Zaparkowali na Siedemdziesiątej Pierwszej Ulicy i poszli do Dakoty. Dakota to wciąż jeden z czołowych budynków w mieście, choć swoją sławę zawdzięcza przede wszystkim zabójstwu Johna Lennona. Miejsce, w którym zastrzelono piosenkarza, upamiętniał bukiet świeżych róż. Mijając je, Myron zawsze czuł się trochę nieswojo, tak jakby stąpał po cudzym grobie. Chociaż portier w Dakocie widział go niewątpliwie ze sto razy, zawsze udawał, że go nie zna, i dzwonił do apartamentu Wina. Tuż po krótkim przedstawieniu mu Brendy Win znalazł dla niej miejsce w gabinecie. Usadowiła się wygodnie, rozkładając przed sobą podręcznik medycyny wielkości kamiennych tablic. Myron i Win powrócili do salonu urządzonego na poły w stylu któregoś z Ludwików nastych. Był tam wielki kominek z żelaznymi pogrzebaczami i popiersiem na gzymsie. Solidne meble, które wyglądały niezmiennie jak świeżo polakierowane, lecz bardzo stare antyki. Ze ścian spoglądali z olejnych portretów surowi, acz zniewieściali mężczyźni. Jednakże – aby nie było wątpliwości, jaka to epoka – centralne miejsce w salonie zajmowały telewizor z wielkim ekranem i magnetowid. Dwaj przyjaciele usiedli i położyli nogi wyżej.

– I co ty na to? – spytał Myron.

– Na mój gust, za duża – odparł Win. – Ale ma zgrabne nogi.

– Ja mówię o jej ochronie.

– Coś dla niej znajdziemy. – Win splótł dłonie na karku. – Mów.

– Znasz Arthura Bradforda?

– Kandydata na gubernatora?

– Tak.

Win skinął głową.

1 ... 16 17 18 19 20 21 22 23 24 ... 69
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)