Rodzimy się z umarłymi [Born with the Dead - pl]
- Автор: Силверберг Роберт
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Rebis
- ISBN: 83-85696-52-0
- Переводчик: Marek Rudowski
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Rodzimy się z umarłymi [Born with the Dead - pl]». Краткое содержание книги:
Popatrzył na Sybille. Skinęła głową. Dłoń Zachariasa zniknęła w kieszeni marynarki. Mortimer chwycił Kleina za nadgarstek i gwałtownie pociągnął do przodu. Mała, metalowa rurka błysnęła w dłoni Zachariasa. Klein widział już taką rurkę u Gracchusa dzień wcześniej.
— Nie — wyszeptał. — Nie wydaje mi się… nie! Zacharias zagłębił zimne ostrze, które wyprysło z rurki, w przedramię Kleina.
— Zamrażarka jest już w drodze — powiedział Mortimer. — Będzie tu za niecałe pięć minut.
— A co będzie, jak się spóźni? — zapytała zaniepokojona Sybille. — Co będzie, jeżeli jakieś nieodwracalne procesy zajdą w jego mózgu, zanim przyjedzie?
— On nie jest jeszcze zupełnie martwy — przypomniał jej Zacharias. — Mamy czas. Mamy mnóstwo czasu. Rozmawiałem z lekarzem. Bardzo inteligentny Chińczyk. Bezbłędnie mówi po angielsku. Wszystko świetnie zrozumiał. Zostanie zamrożony w kilka minut po śmierci. Ładunek wyślemy porannym samolotem do Dar. W ciągu dwudziestu czterech godzin będzie w Stanach. To mogę zagwarantować.
Zawiadomimy San Diego. Wszystko będzie w porządku, Sybille!
Jorge Klein leżał bezwładnie na blacie stołu. Bar opustoszał w chwili, kiedy wydał okrzyk i szarpnął się do przodu. Z pół tuzina gości uciekło, nie chcąc psuć sobie wakacji widokiem śmierci. Kelnerzy i barman z wytrzeszczonymi z przerażenia oczami zgrupowali się w hallu.
— Atak serca — oświadczył Zacharias — a może wylew… Gdzie jest telefon?
Nikt nie widział, jak niewielka metalowa rurka spełniła swoje zadanie.
— Jeżeli coś się nie uda… — Sybille drżała.
— Już słychać pogotowie — powiedział Zacharias.
Siedząc za swym biurkiem Daud Mahmoud Barwani obserwował, jak tragarze ładowali potężną, zamrażającą trumnę na pokład porannego samolotu do Dar. I co teraz będzie? Wyślą zmarłego na drugi koniec świata, do Ameryki. Tchną w niego nowe życie. Znów znajdzie się między ludźmi. Barwani potrząsnął głową. Co za ludzie! Człowiek, który żył, teraz jest martwy. A ci zmarli? Któż wie, kim oni są? Kto wie? Lepiej, żeby zmarli pozostali zmarłymi, jak zamierzono od początku. Któż mógł przewidzieć dzień, w którym zmarli wyjdą z grobów? Nie ja. Któż może przewidzieć, co stanie się z nami za sto lat? Nie ja. Nie ja. Za sto lat już mnie nie będzie — pomyślał Barwani. Nie będzie mnie i nic nie będzie mnie obchodzić, jakie istoty krążą po Ziemi.
Rozdział 9