Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Альтернативная история » Na zachód od Edenu [West of Eden - pl]
Na zachód od Edenu [West of Eden - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Na zachód od Edenu [West of Eden - pl]

Электронная книга - «Na zachód od Edenu [West of Eden - pl]». Краткое содержание книги:

Epoka lodowcowa. Zmieniający się gwałtownie klimat zmusza ludzi i dinozaury do migracji. Gatunki, które do tej pory nie wiedziały o swoim istnieniu, stają nagle oko w oko. I zaczynają krwawą wojnę...
Porwany w dzieciństwie Kerrick dorasta wśród gadów, powoli zapominając o swoim pochodzeniu. Ale nadchodzi dzień, gdy uświadamia sobie, że jest człowiekiem. I musi wrócić wśród ludzi — łowców dinozaurów...
1 ... 16 17 18 19 20 21 22 23 24 ... 117
Перейти на страницу:

Wicher wiał wściekle, grożąc zatopieniem innych łodzi. Wszystkie Yilanè opuściły już błony na oczy i zacisnęły silnie klapki nozdrzy, chroniąc je przed zacinającym deszczem. Pomimo ogłuszającego wiatru z puszczy dobiegł przeraźliwy trzask łamiącego się gigantycznego drzewa, które pociągnęło za sobą mniejsze.

Głos Vaintè nie mógł przebić się przez wiatr, ale rozumiały jej rozkazy nakazujące trzymać łodzie z dala od brzegów, by nie spadły na nie łamiące się drzewa.

Łodzie skakały dziko na rozszalałych falach; Yilanè kuliły się blisko siebie, starając zachować ciepło w zimnym, ulewnym deszczu. Wiatr znów stał się porywisty, potem lekko osłabł. Najgorsze już chyba minęło.

— Z powrotem do miasta! — rozkazała Vaintè. — Jak najszybciej.

Niewiarygodny wicher wyrył szlak przez dżunglę, obalając nawet największe drzewa. Jak wielkie są zniszczenia? Czy wiatr uderzył w miasto? Leżało na jego drodze, a tworzące je drzewa są jeszcze młode, ciągle rosną. Czy są dobrze ukorzenione? Do jakich szkód mogło dojść! Z przerażająca wizją zniszczeń przed oczyma Vaintè kopniakami poganiała łódź, by płynęła jeszcze szybciej.

Trzymając związane zwierzę za kark, Stallan zwolniła pęta krępujące nogi, potem wrzuciła je do klatki. lak ją to pochłonęło, że dopiero gdy się wyprostowała, zauważyła zmianę pogody. Z rozwartymi klapkami nozdrzy wąchała powietrze. Było w nim coś znajomego — i złego. Łowczyni znalazła się w pierwszej grupie badawczej, jaka przebyła ocean w drodze do Gendasi*, poszukując miejsca pod nowe miasto. Gdy wybrały brzegi Alpèasaku, pozostała tu z nielicznymi, a uruketo odpłynęło do Inegban*. Były uzbrojone, silne i świadome niebezpieczeństw kryjących się w niezbadanej dżungli. Ale omal nie zniszczyło ich nieznane niebezpieczeństwo, pozbawiając zapasów żywności, zmuszając do wyboru między głodem lub polowaniem. Była to burza o tak porywistym wietrze i deszczu, jakiego nigdy przedtem nie zaznały.

A zaczęła się tak samo, od żółtego nieba, nieruchomego, gęstego powietrza. Stallan zamknęła klatkę ze zwierzęciem i krzyknęła najgłośniej, jak tylko mogła: — Alarm!

Wszystkie będące w pobliżu fargi odwróciły się, bo było to jedno z pierwszych słów, jakie poznawały.

— Ty do ambesed, reszta rozproszyć się. Ostrzec wszystkie! Zbliża się burza z porywistym wiatrem. Na plaże, otwarte pola, do wody — z dala od drzew!

Pobiegły, niektóre szybciej niż Stallan. Gdy uderzyły pierwsze porywy wichru, setki Yilanè wybiegły na otwarte miejsca. Potem burza uderzyła całą swą mocą i spadające ściany deszczu przesłoniły widok miasta.

Stallan znalazła grupę fargi przytulonych razem na brzegu rzeki i wcisnęła się między nie, chroniąc przed zimnym deszczem. Stały tak, gdy uderzył w nie wiatr. Niektóre młodsze syczały ze strachu, ale ucichły po ostrych słowach Stallan. Zmusiła je do pozostania razem i przeczekania szalejącej wokół burzy. Gdy było po wszystkim, kazała im wracać do miasta.

Kiedy zmęczona łódź Vaintè dobiła do zaścielonego śmieciami brzegu, Stallan już czekała. Z daleka, zanim można ją było usłyszeć, gestami okazywała, że wszystko jest w dobrym stanie. Nie doskonałym, ale dobrym.

— Powiedz o stratach — zawołała Vaintè, wyskakując na brzeg.

— Dwie fargi zginęły, a…

Vaintè przerwała jej gniewnym ruchem.

— O mieście najpierw, nie o obywatelkach.

— Nie doniesiono na razie o niczym poważnym. Sporo mniejszych zniszczeń, złamanych konarów, niektóre części miasta zwiało na ziemię.

Wysłano fargi na inspekcję nowych pól i hodowli, ale żadna jeszcze nie wróciła.

— To dużo lepiej, niż się spodziewałam. Przesłać raporty do ambesed!

Idąc przez miasto, widziała zniszczenia. W wielu miejscach zerwało żywe powały, a chodniki były zasłane szerokimi liśćmi. Z mijanej zagrody dochodziły jęki i Stallan ujrzała sarnę ze złamaną, w panicznej ucieczce przed burzą, nogą. Uciszyła ją jedną strzałką z noszonego zawsze przy sobie hèsotsanu.

— Jest źle, ale nie tak źle, jak mogłoby być — powiedziała Vaintè. — To mocne miasto i dobrze rośnie. Czy wicher może znów uderzyć?

— Chyba nie — w każdym razie już nie w tym roku. Zdarzają się wiatry i deszcze, ale wichury bywają tylko o tej porze roku.

— Potrzebny nam tylko rok. Zniszczenia zostaną naprawione, a Vanalpè dopilnuje, by wzmocniono wszystko, co rośnie. Ten nowy świat jest okrutny i twardy — ale i my potrafimy być równie okrutne i twarde.

— Będzie jak mówisz, Eistao — powiedziała Stallan. Przepełniło ją przekonanie, iż Vaintè wie dokładnie, co mówi, i że dokona tego, co zamierza. Za każdą cenę.

ROZDZIAŁ XI

Alpèasak rósł, lecząc jednocześnie swe rany. Całe dnie Vanalpè przedzierała się przez miasto, dokładnie opisując szkody poczynione przez burzę. Zastrzyki hormonalne przyspieszały teraz wzrost, aż liście powały od nowa pozachodziły na siebie w splątanych wzorach. Dodatkowe pnie i korzenie drzew wzmacniały ściany. Ale prosta odbudowa nie zadowalała Vanalpè. Grube pnącza, mocne i elastyczne, wiły się teraz przez ściany i powałę.

Miasto nie tylko się umocniło, ale też stawało się z każdym dniem bezpieczniejsze, w miarę jak oczyszczone pola wgryzały się w otaczającą je dżunglę. Rozwój ten choć na pozór przypadkowy, był jednak zamierzony i starannie zaprojektowany. Najbardziej niebezpieczną pracę, umieszczanie poczwarek w dzikiej dżungli, wykonywały Córy Śmierci. Choć przed większością dzikich stworzeń broniły je uzbrojone fargi, nie chroniło to przed skaleczeniami, wypadkami i ranami od cierni ani przed ukąszeniami kryjących się węży. Wiele ucierpiało, niektóre poważnie, kilka zmarło. Tak jak Vaintè, inne nie przejmowały się ich losem. Najważniejsze było miasto.

Po rozsianiu poczwarek śmierć dżungli była przesądzona. Żarłoczne gąsienice zostały wyhodowane w tym celu. Dla ptaków i zwierząt miały gorzki, odpychający smak. Im samym odpowiadała każda tkanka roślinna, ślepe i nienasycone pełzały po pniach, wśród trawy, niszcząc wszystko na swej drodze. Po ich przejściu na ich drodze pozostawały tylko szkielety drzew, a ziemię zaścielały odchody. Jadły, dopóki wstrętne, pokryte szczeciną nie osiągnęły długości ręki Yilanè.

A potem zdychały, bo śmierć była zapisana w ich genach, umieszczona tam celowo, aby nie pochłonęły świata. Zdychały i rozkładały się na warstwie swych odchodów. To było też zaplanowane przez Vanalpè i podległych jej inżynierów genowych. Nicienie przetwarzały ohydną masę w żyzną ziemię, wspomagane przez żyjące w ich wnętrznościach bakterie. Zanim jeszcze chrząszcze pochłonęły uschłe drzewa, wysiewano trawę i sadzono cierniste zapory. Każde nowe pole wyjedzone z dżungli oddalało ją coraz bardziej od miasta, tworząc kolejną zaporę przed ukrytymi niebezpieczeństwami.

W tym powolnym postępie nie było jednak nic niezwykłego. Yilanè tworzyły jedność ze swym otoczeniem, były częścią środowiska, nieodwołalnie z nim powiązaną. Inny sposób życia był dla nich niewyobrażalny. Pola nie miały regularnej linii. Ich kształt i wielkość zależały od odporności listowia i żarłoczności gąsienic. Cierniowe krzewy tworzyły zaporę ochronną o różnej grubości, podczas gdy wiele skrawków pierwotnej dżungli pozostawało na miejscu, urozmaicając krajobraz.

1 ... 16 17 18 19 20 21 22 23 24 ... 117
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)